Dodaj do ulubionych

Teolog nie może się bać

09.09.05, 19:55
Bardzo pięknie. Meldujemy się na wezwanie - bo mam nadzieję, moi mili, że i tu
włączycie się do rozmowy.
Ja się tylko czasem zastanawiam, co to takiego owa "polska teologia", o której
mówi się, że mało twórcza i mało odważna. Czy my i nasza rozmowa na forach to
też dowód, że polskie piśmiennictwo religijne "zatraciło twórczą odwagę
poszukiwania"? Wybaczcie te słowa - niezbyt eleganckie, bo we własnej sprawie.
Ale czy poważna rozmowa o sprawach wiary może się toczyć tylko w
niskonakładowych czasopismach i mało czytanych monografiach? A tu nie?
Przecież my jesteśmy żywym dowodem, że właśnie tu! Już milknę (na ten temat) ...
Obserwuj wątek
    • tuhanka Re: Teolog nie może się bać 09.09.05, 23:49
      Witam szanowną przedmówczynię (i potencjalnych kolejnych dyskutantów też).
      eRzeczywiście w Polsce twórcza myśl teologiczna jest pewnym niewielkim
      marginesem, co nie znaczy, że w ogóle jej nie ma (czego najlepszym przykładem
      jest o. Hryniewicz z teologią nadziei). Myślę, że podstawowym problemem jest
      pokutujące jeszcze z czasów komunizmu przekonanie, że Kościół powinien mówić
      jednym głosem i wszelkie wychylanie się jest niewskazane, ba, nawet szkodliwe.
      Oczywiście, w latach PRL-u, kiedy oficjalną linią państwa był laicki, a nawet
      ateistyczny światopogląd, polski Kościół katolicki musiał na zewnątrz wykazywać
      się jednolitością poglądów, aby nie dawać rządzącym okazji do wykorzystania
      różnych zdań do niecnych rozgrywek. Niestety, w tej chwili to się trochę mści.
      Polski Kościół nie przyjął nigdy w pełni koncepcji Vaticanum Secundum i w
      przeważającej mierze pozostał Kościołem ludowym. Przy całym szacunku dla
      ludowej pobożności, niekoniecznie jest ona w stanie właściwie reagować na
      wyzwania współczesności. A ponieważ spora część zwłaszcza hierarchów
      przyzwyczaiła się do tego, aby kierować potulnymi owieczkami, nie potrafią się
      do końca pogodzić z istnieniem niezależnie myślących teologów, którzy o zgrozo
      jeszcze próbują swoje poglądy głosić publicznie! Nie przywykli też do tego, że
      wierni szukają własnych dróg do Boga, do przeżywania swojej wiary. Pojawia się
      tendencja do tłumienia niezależnych głosów, a to niszczy dyskusję, blokuje
      ferment intelektualny. W zamian za to mamy pseudoproblemy w rodzaju formy
      przyjmowania Eucharystii. A przecież kwestia tego, czy do ust, czy na rękę,
      jest mało istotna, byleby przyjęcie Komunii odbyło się z właściwą godnością i
      pobożnością.
      Można jednak pocieszyć się, że sytuacja w polskim Kościele zmienia się na
      lepsze, bo do głosu dochodzą odważniej się wypowiadają teolodzy o szerokich
      horyzontach myślowych. Wystarczy poczytać pisma wydawane przez jezuitów czy
      dominikanów, publikacje duchownych o otwartych głowach takich jak autor
      powyższego artykułu o. Wacław Hryniewicz, ks. Michał Czajkowski czy bp Tadeusz
      Pieronek, by się przekonać, że nie jest jeszcze tak źle i jest nadzieja na
      przyszłość. A może za jakiś czas ci otwarci teolodzy zdobędą większość i wbrew
      obawom wielu, nie tylko nie zaszkodzą Kościołowi, ale przyciągną do niego
      jeszcze większe rzeszy wiernych tym cenniejszych, że torujących sobie drogę do
      wiary z wysiłkiem. Bo jak mówi Pismo, większa radość z nawróconego grzesznika,
      niż z 99 sprawiedliwych. A grzesznik, a może po prostu poszukujący, potrzebuje
      kogoś, kto otworzy się na jego wątpliwości. Podejście zbyt dogmatyczne może go
      tylko przerazić.
      • tad9 Najwybitniejszy teolog ..... 10.09.05, 08:50
        ... Zakonu Pod Wezwaniem Adama Michnika, to Jurek Owsiak. Co można dodać do
        doktryny "Róbta co chceta"?
        • jabeta wolność sumienia 10.09.05, 09:26
          Jesteśmy.

          W całej tej historii uderza mnie mnie jedna kwestia- zasadniczości. Ks.
          Hryniewicz właściwie nie odkrywa Ameryki. Napisał o sprawach absolutnie
          podstawowych, decydujących, mym zdaniem,o jakości życia człowieka. I to nie
          tylko wyłącznie wobec instytucji, ale również wobec ograniczeń, które stwarzamy
          sobie sami np. przez zgodę na banał, stereotyp, słowem- każdą nieuzasadnioną
          niesamodzielność, wtym światopoglądową szczególnie.
          Właściwie to co najmniej dziwne ( jezeli nie tragiczne), żeby w dobie
          demokracji deliberować nad takimi oczywistościami, i ten fakt, że jednak musimy
          się nad tym pochylać w takim stopniu, w jakim się pochylamy, winien nam dać do
          myślenia, jak sądzicie?
          Mnie to coraz bardziej konfuduje i nie bardzo pozwala na snucie optymistycznych
          wniosków na temat ludzkiej kondycji. Oczywiście, nie należy zamykac się w tym
          uogólneiniu, zatem dyskutuję. Ale zadziwienie pozostaje.
          To tyle na początek. Oprócz pozdrowień dla chętnych do rozmowy.
          beta
          • andzia.to Re: wolność sumienia 10.09.05, 10:05
            To powyższe było oczywiście do tad9, który nadal stuka ze swojej szufladki.
            Beta, zgoda że to smutne, kiedy trzeba przypominać rzeczy tak oczywiste i
            podstawowe. Czasem się tym też martwię, a czasem myślę tak: że to dlatego trzeba
            wciąż na nowo, że w gruncie rzeczy nie da się nic załatwić na poziomie
            "cywilizacyjnym", ani instytucji społecznych, ani reguł postępowania i
            występowania publicznego; że istota rzeczy tkwi w każdym z nas. Albo jestem
            wolna, albo nie. Ale wciąż muszę walczyć o własną wolność - bronić się właśnie
            przed tym, o czym wspomniałaś: przed zgodą na banał, stereotyp, na
            nieuzasadnioną niesamodzielność światopoglądową. Jeszcze bym dodała: przed
            każdym głupim wycofaniem się z odpowiedzialności. A strasznie łatwo jest
            wycofywać się z odpowiedzialności. Najłatwiej przez "zaetykietkowanie" innych i
            siebie samej. Ja myślę, że dlatego właśnie tak bardzo potrzebujemy ludzi wolnych
            wokół siebie, żeby pomagali nam ratować się przed naszą codzienną i powszednią
            nieodpowiedzialnością i przed "etykietkami". Rzucam hasło: precz z etykietką,
            precz z etykietą, niech żyje etyka!
            • andzia.to Re: wolność sumienia 10.09.05, 10:06
              Rety! powyższe jest poniżej!
              • tad9 Re: wolność sumienia 10.09.05, 10:54
                andzia.to napisała:

                > Rety! powyższe jest poniżej!

                To co w górze jest jak to co na dole, a to co na dole, jest jak to, co na
                górze -jak powiada Hermes Trismegistos.
                • jozikan1 Re: wolność sumienia 10.09.05, 11:09
                  Ufff! Jeszcze to, biedny człowiecze?
            • kloca85 Re: wolność sumienia 11.09.05, 23:55
              ..."Precz z etykietką, precz z etykietą, niech żyje etyka!"
              Bardzo wielkie TAK na takie hasła :) Czytałaś może "Przebudzenie" A. de Mello?
              Pozdrawiam!
              • andzia.to Re: wolność sumienia 12.09.05, 01:37
                Kloca witam! Czytałam oczywiście.
          • anta2005 Re: wolność sumienia 10.09.05, 11:33
            Z braku czasu włączę się na jedną chwilę. Widać,że oczywistość, o której wspominasz,dla wielu jest zupełnie nieoczywista.Przypuszczam ujawnia się tylko w pewnych warunkach.Nie sądzę,że to prowadzi do pesymistycznej wizji ludzkiej kondycji, raczej świadczy o jej kruchości, poddatności na zranienie.Myślę,że trudno jest ukształtować człowieka,który nie boi się wolności i jest otwarty na bliźnich.Różnimy się od siebie bardziej doświadczeniami niż podstawowymi predyspozycjami(jakim jest pragnienie wolności). Ta odmienność doświadczeń,często bolesnych, może bardzo ograniczyć otwartość. Bez niej nie ma dialogu, wymiany myśli,porozumienia,a z kolei bez nich człowiek staje się dziwaczny,agresywny.Taka jest nasza rzeczywistość społeczna.
            Dla mnie wyjściem jest zrozumienie tych ograniczeń(są ogromne i zniechęcające),praca nad własną cierpliwością(w jej nazwie zawiera jakaś porcja cierpienia), szukanie pomocy u ludzi takich jak ks.Hryniewicz i jemu podobnych.
            Pozdrawiam uczestników forum.
          • andzia.to Re: wolność sumienia 10.09.05, 12:24
            Coś Wam przypomnę jako widok z mojego osobnego okna w Berlinie

            SEN JEREMIASZA

            Odwracam oczy i przez okno
            z suchym powietrzem
            napływają wieki
            kłaniają mi się lekko
            i nie odchodzą
            kładą się przy nogach
            leżą i dyszą
            - żaden nie jest pierwszy

            stary człowiek bez twarzy
            chodzi między nimi
            mówi do siebie półgłosem
            śmieje się i płacze
            trąca je laską i nad każdym czyta
            dwa dłuższe zdania z wczorajszej gazety
            • jabeta Re: wolność sumienia 10.09.05, 20:29
              Andziu-
              wierzę, może beznadziejnie, ale wierzę- wieki do nas mówią. My też kiedyś do
              kogoś przemówimy.
            • teresa81 Re: wolność sumienia 11.09.05, 00:23
              Piękne to wszechobecne BYŁO w JESTEM. i słychać jak BĘDZIE woła.
        • andzia.to Re: Najwybitniejszy teolog ..... 10.09.05, 09:55
          Niewiele. Tylko to, co przed tymi słowami postawił Augustyn: KOCHAJ
          • artur-wafel Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 11:16
            Przypadek Bartosia,Lisaka,Hryniewicza,skłania mnie do kilku nieuporządkowanych
            refkleksji
            W potocznym rozumieniu księza Ci reprezentują tak zwany "katolicym otwarty"
            ponoc nie bojący sie dyskysji ,wymiany poglądów.Otóz miałem próbkę
            takiej "swobodnej dyskusji" w trakcie spotkania u warszawskich dominikanow na
            Służewcu, z racji promocji ksiązki Hryniewicza.Za stołem panelowym siedli
            wspomniany Bartoś,Hryniewicz i chyba Dorosz.Oczywiście Hryniewicz uprawial
            swoją wolnosciową tyradę na wzór przedstawionej w arykule, a Bartoś wcielajac
            sie ponoć w rolę "adwokata diabła" przytaczał argumenty zwolenników na rzecz
            posłuszenstwa papiezowi w ramach "sklerotycznej ortodoksji" .Z roli wywiazywal
            się tak zeby Hryniewicz nie miał problemu żadnego ze zbiciem argumentów.Na
            koniec pozwolono zabrać głos publiczości-na poselekcjonowanych
            kartkach.Doprawdy żalosny to był model dyskusji,sprowadzający argumenty
            oponenta do groteskowo-skarłałej postaci."Księza otwarci" opneneta znajdują
            najchętniej w Kosciele nacjonalistyczno-rydzykowym,mnie tez, ten model nie
            zachwyca,ale jest jescze inny model,w przyblizeniu mówiąc frondowy,gdzie
            ortodokjsa jawi sie jako dynamiczne poszukiwanie odpowiedzi na współczesne
            problemy z wiara, ze jednak to ostatecznie papiez został ustanowiony jako
            ostatni osądzajcy, co roztrwania, a co nie depozyt Chrystusa.Księza otwarci
            raczej nie zauważają tego modelu, no bo wiele trudniej zwulgaryzowac jego tezy
            niz radiomaryjne.Hryniewicz twierdzi chyba ze Duch wieje wszedzie ale tylko nie
            w Rzymie..Na marginesie dodam że nieraz ludzie Koscioła , ktorzy twierdzili,ze
            odkrywaja nowe pole w teologii dzieki natchnieniom Ducha,byli gotowi w pokorze
            i posłuszęnstwie odejsc
            od swych koncepcji wierząc ,ze jesli to z Boga to się jednak ostoi(wspomnjmy
            chociaż tu Faustyne czy Escrive)Moze gdyby Hryniewicz zapoznał się bardziej z
            nuakami św Ignacego na temat rozeznania duchowego zobaczyłby ,ze za jego tyrada
            o wolnosci stoi pycha,ukazująca sciezki logiki szatańskiej
            • jozikan1 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 12:16
              Wiesz, co jest najbardziej nieszczęsne w takim sposobie myślenia? Przydzielanie
              ról. Trochę mniej tępo niż tad9, ale też sobie poselekcjonowałeś ludzi i już
              wiesz, co o nich sądzić. Co więcej, wiedsz, co oni powinni ze sobą zrobić, żeby
              było dobrze z twojego punktu widzenia. A przedmiot rozmowy leży odłogiem. Kto
              myśli w kategoriach: "teologowie otwarci? wiadomo ..." "rydzykowcy?
              wiadomo ...", "radykalna ortodoksja? wiadomo ..." nie dojdzie do niczego
              więcej, jak tylko do wezwań do pokory kierowanych do wszystkich, którzy nie
              myślą tak jak on. Przyłączam się do hasła: precz z etykietkami, precz z
              etykietą, niech żyje etyka!
              • tad9 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 12:42
                jozikan1 napisał:

                > Wiesz, co jest najbardziej nieszczęsne w takim sposobie myślenia?
                Przydzielanie
                >
                > ról. Trochę mniej tępo niż tad9, ale też sobie poselekcjonowałeś ludzi i już
                > wiesz, co o nich sądzić.


                Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że właśnie dokonałeś podziału ról.
                Poselekcjonowałeś sobie ludzi i już wiesz co o nich sądzić. A są tacy, co
                powiadają, że jest to nieszczęsny sposób myślenia.
                • jozikan1 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 12:49
                  Miło z twojej strony. Proponuję w takim razie zakończyć ćwiczenia w
                  przydzielaniu ról i zacząć rozmawiać o rzeczy samej.
                  • jabeta Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 17:20
                    Wolność, którą ma na myśl, nie jest w żadnym razie sygnowaniem kogokolwiek.
                    Zstanawia mnie taki jej aspekt: mianowicie, czy ona jest punktem dojścia czy
                    wyjścia ludzkiej egzystencji. To rozróżnienie wydaje mi się ważne o tyle, że
                    determinuje różne drogi życiowe. Jeśli dobrze zrozumiałam, Anta mówi o dojściu
                    do wolności, ja zaś mam na myśli postawę wolną jako punkt wyjścia czegokolwiek.
                    Oczywiście,dla wielu wolność będzie punktem dojścia ( bowiem na drodze do
                    wolności stanęły im różne doświadczenia, jak to opisuje Anta),ale muszą oni
                    zrozumieć, że i tak będzie to dopiero rzeczywistym punktem wyjścia- tutaj ukłon
                    w stronę andzinej odpwoiedzialności. Odpwoiedzialnośc bowirem jest funkcją
                    wolności. Tak, dopiero wówczas naprawdę zaciągamy pełną odpowiedzialność (zatem
                    także i winę). To naprawdę ważne.
                    Oczywiście, że potrzebne jest pene wyrozumiałości spojrzenie na drugiego. Takżśe
                    tego, któremu jeszcze do wewnętrznej suwerennosci daleko. Tutaj Andzia ma pełną
                    rację- pozytywistyczna praca od podstaw nas czeka, i to niełatwa. Anta też ma
                    rację, by nie stawiać murów. Niemniej nie oznacza to tego, by nie opisywać
                    zjawisk. Bez diagnozy nie ma leczenia. Nie sądze też, by odmiennośc doświadczeń
                    ograniczała możliwość porozumienia, Anto. To nie jest funkcją różnicy tylko
                    ograniczeń osobistych- można być w bliskości doświadczenia z kimś, z kim nie ma
                    się porozumienia, i odwrotnie.
                    • andzia.to Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 18:05
                      Tak Beta, wolność jest punktem wyjścia wszystkiego. Ja mam taką intuicję, ale
                      nie umiem o niej dobrze mówić - ile razy próbuję, zaplątuję się w coś, co
                      wywołuje nieporozumienia: że każde z nas jest wolne, zanim cokolwiek stało się w
                      naszym życiu dobrego czy złego i że tę właśnie zupełnie pierwotną wolność
                      "przypominamy" sobie, kiedy przechodząc przez takie czy inne doświadczenia
                      uczymy się czynnej postawy wolności. Z wolnością człowiek się rodzi.
                      Ale teraz sama muszę zrobić zastrzeżenie do własnego słowa - bo co to za
                      wolność, której nie można (jeszcze) poznać i wyrazić? A przecież tak jest, kiedy
                      człowiek się rodzi i czasem tak bywa długo długo, aż do ostatniego dnia życia.
                      Można się cieszyć tymi, którzy odkryli wolność dla siebie i dla innych, ale co z
                      tymi, którzy się przemęczą przez całe życie i nie odkryją nic?
                      Wiem, że w takim kontekście mówi się raczej o "godności" i o "prawach" każdego
                      człowieka - i jeszcze dodaje się słowo "niezbywalne". Ale ja świadomie nie
                      używam takich pojęć, bo wydają mi się zewnętrzne i arbitralne w stosunku do
                      tego, co w człowieku jest. "Godność" i "prawa" człowieka się uznaje, a tu nikt
                      nie ma niczego do uznawania, bo chodzi o coś, co JEST, skoro ja jestem - a nie
                      pojawia się dopiero wtedy, kiedy zostaje dostrzeżone i uznane, czy przez samą
                      zainteresowaną osobę, czy przez inne wokół niej. Może kręcę, i może powtarzam w
                      gruncie rzeczy to samo, co mają na myśli ci od "godności". Nie wiem, ale wiem,
                      do czego w tej mojej biedzie tęsknię.
                      I czy nie jest tak - jeśli mam rację – że tym, co wreszcie zupełnie otwiera się
                      przed nami, kiedy przestaje nas trzymać (więzić?) to, co chwila po chwili
                      pleciemy sobie jako nasze życie, to jest: w godzinie naszej śmierci, jest wolność?
                      • jabeta Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 20:17
                        Jeszcze słowo dopowiedzenia do Anty-Anto droga, moja pesymistyczna ocena
                        kondycji człowieka wiąże się z moją, być może nieuzasadnioną, wiarą w to, że
                        człowiek uczy się, że pokolenia czerpią z dorobku poprzedników i same wnoszą w
                        dzieje coś, co powoduje rozwój, nie inaczej. Niestety, niewiele wskazuje na to,
                        bym miała rację, by człowiek uczył sie korzystać z narzędzi,jakie ma wrodzone i
                        jakie sam wypracował, z wolności właśnie rozumianej jako cechy wrodzonej, bo
                        samostanowienie jest właśnie ową cechą, i jako praw, które musiał wywalczyć ,
                        kiedyś wcale nie tak oczywiście przynależnych mu( różnego rodzaju podległości).
                        Czemu tak się dzieje- oto pytanie. I czy tak jest dla człowieka najlepiej- drugie.
                        Stąd mój pesymizm.

                        Andziu,jak widzisz, też żywię przekonanie o wrodzonej wolności człowieka. I masz
                        rację, że to nie w zasadzie żadne prawa, bo prawa ktoś przyznaje, a tutaj nie
                        sposób mówić o przyznawaniu, skoro coś się ma i już. Niemniej, historia
                        pokazuje, że jednak prawa trzeba "wydzierać"- dlatego wymyślono sposób
                        "odgórnych regulacji" w tym zakresie- minimalnym, ale zawsze. To stąd określenia
                        "prawa niezbywalne". Gdyby wrodzona wolnośc broniła się sama, nie byłoby
                        potrzeby jej obrony przez owe "prawa niezbywalne".

                        Powraca pytanie: dlaczego nie broni się sama?

                        • jabeta Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 20:20
                          Andziu, jeszcze co do śmierci- na pewno.

                          Będzie pięknie.
                          • andzia.to Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 21:08
                            Tak, Beta. Będzie.
                            Zapewne trzeba o tym ostrożnie, żeby nie wpadać w niemądrą egzaltację albo
                            fałszywą mistykę, ale przecież przeżycie wolności im silniejsze i czystsze, tym
                            bliższe śmierci. I jest jeszcze coś, co przenika i spaja jedną i drugą, ale wolę
                            nie mówić o tym głośno.
                            Zwróćcie natomiast uwagę na tę prostą rzecz: że skuteczność „odgórnych
                            regulacji” w sprawie praw człowieka zależy nie tyle od samych tych praw – a więc
                            np. od tego czy i jak są sformułowane, ale od tego czy znajdą się ludzie wolni
                            gotowi ich bronić, tacy, którzy w razie czego nie wystraszą się o własne życie,
                            albo choćby tylko o własną wygodę czy własny spokój, i staną przeciwko czemuś,
                            co chce zdławić wolność „naszą i waszą” (żeby już całkiem patetycznie zakończyć).
                            Ja dlatego napisałam pod artykułem Bartosia w ubiegłym tygodniu, że zadanie
                            ludzi mądrych wobec instytucji, które próbują reglamentować wolność, polega na
                            mnożeniu w ich okolicach ludzi wolnych. Tak, żeby tam, gdzie posadzą jednego,
                            wstawało trzech.
                      • teresa81 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 23:50
                        Cenne to rozróżnienie, andziu droga, między wolnością a prawami ludzkimi. Z
                        wolnością człowiek się rodzi, nikt mu jej dać ani odebrać nie może!!! NIE MOŻE -
                        bo wolność jest silniejsza nawet niż życie.
                        A dlaczego tak często napotykamy na jej brak - w otaczających nas ludziach; ale
                        i w nas samych! To chyba Ty kiedyś pisałaś o wewnętrznej zgodzie na niewolę.
                        Czy nie jest tak, że za brak wolności człowiek sam jest odpowiedzialny? Jeżeli
                        tak, to dobrą drogą jest szukanie i poszerzanie "kręgów ludzi wolnych".
                        Ale chciałam jeszcze podjąć wątek odpowiedzialności za własną wolność, i to nie
                        tyle odpowiedzialności za działania wśród innych ludzi, ale tę najbardziej
                        wewnętrzną, najbardziej intymną postawę, jaką człowiek zajmuje wobec siebie
                        samego i wobec świata w którym żyje. Sądzę, że tutaj właśnie realizuje się ta
                        wolność, która potem ujawnia się na zewnątrz, w naszej aktywności. I że tutaj
                        także znajduje się miejsce w którym człowiek wypowiada swoje TAK lub NIE
                        wolności. Mądrzy Żydzi mówią, że człowiek został stworzony z podwójną
                        inklinacją - ku dobru i ku złu; i ze zawierają się one w sercu człowieka (w
                        Biblii, bez wyraźnej gramatycznej przyczyny, słowo serce - lew - pisze się
                        przez podwójne bet: lewaw). czy gdzieś tu nie tkwi intuicja, że wolność
                        rozstrzyga sie we wnętrzu każdego człowieka?
                        I teraz mój - może nazbyt uproszczony - wniosek: czy ucieczka od wolności nie
                        wynika ze strachu przed obcowaniem z samym sobą?
                        Jabeta zapytuje, czy wolność stoi u początku, czy u celu drogi? A może wolność
                        jest doświadczeniem totalnym? I może jest tożsama z moim własnym i prawdziwym
                        imieniem?
                        • jabeta Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 11.09.05, 09:32
                          Witaj Tereso,
                          zadajesz istotne pytania. Wewnętrzna zgoda na zniewolenie to problem kluczowy (
                          po części ustosunkowałam się do niego w postach do Anty). Powtórzę moje pytania:
                          czy zniewolenie się opłaca?
                          Przychylam się do Twojej intuicji- wolność jest doświadczeniem totalnym
                          (obejmującym integrum jednostki). Niemniej, jak skonkludowała Anta- nie
                          oczywistym, z czym się zgadzam. Pytanie: dlaczego tak jest, że ludzie
                          dobrowolnie rezygnują z najwyższego dobra? Czy to swoiste wyrachowanie? A może
                          jednak konieczność?
                          • teresa81 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 11.09.05, 13:12
                            Jabeto, zacznę od końca. jeżeli rezygnacja z wolności (czy z czegokolwiek jest
                            koniecznośćią) to nie ma tam wolności. Jeżeli wierzysz, że człowiek jest wolny
                            w swojej istocie - co ja własnie chciałam powiedzieć, mówiąc o tatalnym, bądź
                            imiennym, charakterze wolności - to jednocześnie musisz wykluczyc konieczność
                            popychającą do rezygnacji.
                            "czy zniewolenie się opłaca?" Tak. Dlatego jest tyle niewoli i zniewolenia w
                            nas samych i wokół nas. Chociaż osobiście nie sądzę, aby mógł istnieć człowiek
                            totalnie zniewolony - bo wtedy wykluczałoby to pojęcie totalnej wolności - ale
                            uważam, że w każdym z nas są sfery "nieuwolnionej wolności".
                            Dlaczego zniewolenie sie opłaca? Bo zwalnia z ryzyka stawania "twarzą w twarz
                            ze sobą samym". Spotkanie zawsze niesie ryzyko, bo jest to swoiste wystawienia
                            się na nieznane, nierzadko stawiające wobec alternatywy nowego początku. Takie
                            są spotkania z ludźmi. Ale o wiele bardziej ryzykowne i trudniejsze są
                            spotkania ze sobą samym. Jeżeli są uczciwe (tzn. w pełnej wolności), to muszą
                            prowadzić do tego, co chrześcijaństwo nazywa nawróceniem; a co ja już kiedyś
                            tutaj nazwałam "rozsiadaniem sie w drodze".
                            Nie oszukujmy się, ludzka natura lubi komfort.
                            • andzia.to Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 11.09.05, 13:21
                              Tereso, rozumiem że "nawrócenie" to właśnie nie "rozsiadanie się w drodze", ale
                              zgoda na to, że nie ma na czym usiąść?
                              • teresa81 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 11.09.05, 15:34
                                Tak. "Rozsiadanie ..." utożsamiam z odmową odkrywania i budowania wolności;
                                czli z wyborem wolności. I dlatego jest to złudne, bo wbrew "prawdziwemu
                                imieniu"
                                • jabeta pełna wolność=nawrócenie? 11.09.05, 16:56
                                  Tereso, czegos nie zrozumiałam. W jednym z wpisów napisałaś:"Jeżeli są uczciwe
                                  (tzn. w pełnej wolności), to muszą prowadzić do tego, co chrześcijaństwo nazywa
                                  nawróceniem; a co ja już kiedyś tutaj nazwałam "rozsiadaniem sie w drodze".
                                  W drugim zaś: ""Rozsiadanie ..." utożsamiam z odmową odkrywania i budowania
                                  wolności;czli z wyborem wolności. I dlatego jest to złudne, bo wbrew "prawdziwemu
                                  imieniu".
                                  Moje niezrozumienie Twoich słów jest podwójne. W pierwszym poście nie rozumiem
                                  wynikania nawrócenia ze spotkań z sobą w pełnej wolności. No i sprzecznosci już
                                  zasygnalizowanej.
                                  • teresa81 Re: pełna wolność=nawrócenie? 11.09.05, 17:51
                                    Jabeto, terminu "nawrócenie" użyłam w jego sensie teologicznym (co
                                    zaznaczyłam). Oznacza on taką postawę wewnętrzną która domaga się
                                    odpowiedzialnego działania; mogę powiedzieć inaczej - wyboru dobra. Taka
                                    postawa zawsze domaga się rzetelnej oceny w sumieniu, a więc jest najbardziej
                                    radykalną formą wolności, wolności imiennej, mojej, a nie jakiejś abstrakcyjnej
                                    wartości.
                                    "Rozsiadaniem się w drodze" nazywam postawę odmowy (wewnętrznej) konfrontacji,
                                    albo nawet rozpoznania różnorodnych aspektów sytuacji; taką postawę, która
                                    pozwala działać w zgodzie z przyzwyczajeniami, stareotypami, nakazami - a więc
                                    nie odwołuje sie do sądu sumienia.
                    • anta2005 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 20:13
                      Pisząc o doświadczeniach ludzkich miałam na myśli doświadczenia wewnętrzne.Np.dla jednego kontakt z ludźmi jest raczej doświadczeniem zaufania,a dla drugiego - raczej nieufności.Uważam,że najpoważniejsze osobiste ograniczenia są konsekwencją indywidualnych doświadczeń kształtujących relacje z ludźmi.Nie wiem,co ty masz na myśli,gdy piszesz o ograniczeniach osobistych,jakieś ułomności wrodzone?
                      Dla mnie ważne jest jak ludzie przeżywają się nawzajem.Trudno o dyskusję przy zupełnym braku zaufania.
                      • jabeta Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 20:27
                        Anto- z tym zaufaniem to jasne. Inaczej nie sposób. Niemniej nie rozumiem, w
                        jaki sposób brak zaufania ( nasz do kogoś i czyjś do nas )mógłby uszczuplać
                        naszą lub czyjąś wolność. Wydaje mi nawet, że w takiej sytuacji ( braku
                        zaufania), skoro nie mozemy na kogos liczyć, musimy tym bardziej zwrócić się do
                        siebie wewnętrznego i tym bardziej silnie opierać się na sobie samym ( skoro nie
                        możemy na tym kimś), czyli wpewnym sensie budowac własną wolność. Oczywiście,
                        nie chce tym powiedzieć, że taki sposób budowania własnej suwertennosci jest
                        najlepszy albo chociaż dobry. On jest chyba konieczny. Po prostu jest.
                        • anta2005 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 21:23
                          Mam wrażenie,że poruszamy się na nieco innych płaszczyznach.Ja - bardziej na psychologicznej,a ty - filozoficznej.Użyłyśmy też innej perspektywy czasowej,ja - egzystencjalnej(od narodzin do śmierci),a ty bardziej historycznej,dłuższej,pokoleniowej.Ty chyba bardziej mówisz o ludzkości i jej ewentualnym rozwoju,ja - o konkretnym człowieku,bardziej praktycznie.To są nieco inne ujęcia tej samej kwestii i możemy się nie porozumieć.
                          Wolność definiuje człowieczeństwo,ale nasze doświadczenia mogą być zaprzeczeniem tej prawdy.Różni ludzie mogą wmawiać nam,że nie powinniśmy być wolni,bo się zagubimy w złożonej rzeczywistości.Doświadczenie własnej wolności jest czymś niezwykłym.Nie każdy ma szanse na jego przeżycie,ale jeśli tak się stanie,życie człowieka już nie jest takie samo,nawet jeśli siedzi w więzieniu,pozbawiony zewnętrznej wolności.Pozbawić człowieka wolności to pozbawić go jego własnej duszy.

                          • andzia.to Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 21:48
                            Anto, zgoda, co do tego ostatniego zwłaszcza. Zwróć uwagę, że ostatnie wpisy
                            Bety i moje mówią właśnie o tym - i nie są to aż tak rozdzielne płaszczyzny, jak
                            ci się mogło przez chwilę wydać.
                            Ale jeszcze coś powiem, możecie się śmiać albo zżymać, ale kiedy mam napad,
                            widzę, jak jedna osoba wolna starczy, żeby uwolnić całą resztę. Nie od cierpień
                            niewoli, bo od tego nie można uwolnić, ale od beznadziei.
                            • stoodi2 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 10.09.05, 22:12
                              "Jest tylko jeden, o którym da się pomyśleć, że może się zmierzyć z Jezusem:
                              Budda. Ten człowiek jest wielką tajemnicą. Ukazuje się jako niesłychanie,
                              prawie nadludzko wolny, a zarazem jest w nim dobroć potężna jak świat cały.
                              Może to właśnie Budda będzie ostatnim, z którym będzie się musiało zmierzyć
                              chrześcijaństwo. Nikt jeszcze nie powiedział, co on znaczy dla chrześcijaństwa.
                              Być może Jezus miał nie tylko jednego poprzednika w Starym Testamencie, Jana,
                              ostatniego z proroków, ale także drugiego w sercu kultury antycznej, Sokratesa,
                              i trzeciego, tego, który wypowiedział ostatnie słowo religijnego poznania i
                              samoprzezwyciężenia na Wschodzie, Buddę." (Romano Guardini)
                          • jabeta Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 11.09.05, 09:17
                            Anto, choc wolność wewnętrzna jest fundamentem wszystkiego, i jak sądzimy, jest
                            wrodzona, to oczywistym jest, ze nie wszyscy jej doświadczają. Z różnych
                            względów, niektóry społecznych ( różnego rodzaju opresje- od rodzinnych po
                            instytucjonalne), innym zaś być może ze względu na specyficzną konstytucję
                            psychiczną, która wyznacza im życie w podległosci jako korzystniejsze. To
                            pierwsze mieści się, sądzę,w tym właśnie, o czym napisałaś: "Różni ludzie mogą
                            wmawiać nam,że nie powinniśmy być wolni, bo się zagubimy w złożonej
                            rzeczywistości". I to zaczynając już od najwcześniejszych lat i kwestii- kiedy
                            np. w domu rodzinnym wola dziecka jest notorycznie lekceważona, jesli nie
                            gwałcona, przez szkołę, później inne instytucję, które przejmują
                            odpowiedzialność za nasze życie. Kreślone tu linie są grube, ale sens chyba jest
                            taki właśnie: oddajemy naszą wolność ( a więc i odpowiedzialność) za nasze życie
                            w czyjeś ręcę z własnej woli albo jest nam ona odebrana( podstęp, przemoc,
                            indoktrynacja).
                            Moje zastanowienie wzbudza fakt, że o ile w historii ludzkości opresja na rzecz
                            uszczuplenia wolności jednostki była w większym stopniu niż dziś oczywista i
                            trudno było szukać wsparcia, o tyle dziś dojście do wiedzy na temat zakresu
                            przysługujących mi wolności jest prostsze. Podobnie z realizacją. Dziś nie karze
                            się śmiercią, nie łamie kołem, przysługują prawa wyborcze i naprawdę mamy spore
                            pole działania na rzecz poszerzania pola wolności. Jeżeli zatem z tego nie
                            korzystamy, to : albo techniki manipulacyjne są nadzwyczaj skuteczne (
                            traumatyzowanie lub wspomniana wczesniej indoktrynacja) albo wolność się nie opłaca.
                            Słusznie Anto i Andziu wskazujecie na różnicę startu- uposażenia poszczególnych
                            ludzi w ową cechę, jaką jest wolność ( pominąwszy przyczyny tej różnicy)oraz na
                            konieczność współdziałania między nimi. Pole współpracy jest szerokie- od
                            osobistego zaraźliwego przykładu po konkretne działania na rzecz ustanowienia
                            wolności obywatelskich ( w tym mieści sie też reformowanie instytucji). Wiele
                            zależy od temperamentu poszczególnych ludzi- jedni podejmą się pomocy
                            psychologicznej, inni prawami człowieka- tutaj nie ma gradacji ważności. Moim
                            zdaniem nie zachodzi tutaj żadne wykluczanie, bowiem prawdziwie wolny człowiek
                            (wolność wewnętrzna) nie będzie niewrażliwy na społeczne wymiary zniewolenia.
                            Zatem wszystkie płaszczyzny, an których można problem wolności rozbierać:
                            psychologiczna, filozozoficzna, społeczna, wiążą się ze sobą.
                            • andzia.to Idziemy 11.09.05, 12:20
                              Tak myślę, że zarysowało nam się kilka bliskich sobie i powiązanych wzajemnie
                              płaszczyzn, na których „układa się” nasza kwestia. Ale nie układa się spokojnie,
                              tylko przeciwnie, niepokoi, bo przypomina, ile zupełnie podstawowych spraw jest
                              nie załatwionych w nas i wokół nas. Pomyślałam, że warto może te płaszczyzny
                              nazwać i zobaczyć, jak bardzo się łączą i przenikają, że to pomoże dalszej
                              naszej rozmowie. Widzę takie: 1. wolność, która jest z nami zawsze, choć
                              zazwyczaj (w tzw. powszednim biegu życia albo z bardziej zasadniczych przyczyn)
                              pozostaje nie do końca odkryta; 2. intuicja albo odkrycie wolności większej, niż
                              wszystko, czegośmy dotąd doświadczyli – można ją spotkać w ludziach wolnych,
                              można ją przeczuć w sobie, można jej dać wyraz, można się jej spodziewać w
                              godzinie naszej śmierci; 3. ‘struktury wolności’ w najlepszym sensie tego słowa
                              – te, o których mówi Beta (i po części też ja), a więc: prawa i godność
                              człowieka, świadomość demokratyczna i jej instytucje, wrażliwość moralna,
                              odpowiedzialność wzajemna, a zwłaszcza ludzie, którzy nie dają się stłamsić i
                              umieją bronić wolności dla siebie i innych; 4. to wszystko w nas samych i wokół
                              nas, co wolność kwestionuje, osłabia, tłamsi albo wprost niszczy.
                              Pewnie, kiedy spojrzymy na to każda z perspektywy swoich własnych doświadczeń –
                              dobrych i złych, zobaczymy bardzo różne rzeczy i nie do końca będzie nam łatwo
                              się rozumieć. Ale to chyba nie jest najważniejsze w takiej rozmowie, jak nasza,
                              żeby się do końca rozumieć w osobistych doświadczeniach – powiem wprost: często
                              bardzo intymnych. Jest coś innego, co dla mnie jest wielką radością w tej
                              rozmowie – że możemy nie wyznaczać sobie miejsc i ról, i nie zamykać się w nich,
                              ale odkrywać jak blisko są inni ludzie wolni.
                              Teraz wyszło znowu patetycznie i romantycznie. To już się nie będę hamować w
                              przypływie romantyzmu, tylko w swobodzie ducha zacytuję wiersz Williama Blake’a,
                              który wczoraj w Londynie i innych miastach Brytanii śpiewały tysiące ludzi
                              podczas koncertu ostatniej nocy Promsów.

                              William Blake
                              Jerusalem

                              And did those feet in ancient time
                              Walk upon England's mountains green?
                              And was the holy Lamb of God
                              On England's pleasant pastures seen?

                              And did the Countenance Divine
                              Shine forth upon our clouded hills?
                              And was Jerusalem builded here
                              Among these dark Satanic mills?

                              Bring me my bow of burning gold:
                              Bring me my arrows of desire:
                              Bring me my spear: O clouds unfold!
                              Bring me my chariot of fire.

                              I will not cease from mental fight,
                              Nor shall my sword sleep in my hand
                              Till we have built Jerusalem
                              In England's green and pleasant land.

                              Odcedźcie proszę cały romantyczny sztafarz – te wszystkie złote łuki i ogniste
                              rydwany – i zobaczcie, o co chodzi: żeby tu gdzie jesteśmy, w naszej własnej
                              krainie, w której tuż obok siebie leżą „przyjemne pastwiska” i „ciemne
                              szatańskie młyny” (przecież wiecie, o czym mowa), bez lęku o siebie budować to,
                              do czego tęsknimy.
                              • andzia.to Re: Idziemy 11.09.05, 12:35
                                Jeszcze jedno dodam: że ludzie, którzy coś takiego potrafią świadomie zaśpiewać,
                                są "kościołem" w sensie "społecznosci ludzi wolnych" - także wtedy, kiedy w ich
                                kraju oficjalne kościoły wiodą życie coraz bardziej marginalne.
                              • teresa81 Re: Idziemy 11.09.05, 13:38
                                Andziu droga, przypomniałaś mi coś bardzo ważengo. Ja sie tu od wczoraj
                                wymądrzam na temat totalnego charakteru wolności, i osobistej odpowiedzialności
                                za przestrzeń wolności w jakiej ktoś żyje.
                                To o czym mówię, wynika w dużej mierze z własnych doświadczeń; czuję sie wolna
                                i niezależna od tego wszystkiego co ktoś, lub coś, chce ze mną lub przeciw mnie
                                zrobić. Doszłam do tego wielkim wysiłkiem, który nigdy nie należy do
                                przeszłości.
                                Jest mi jednak dość obojetne jak żyją inni. W tym świecie, którego nie lubię,
                                znajduję mały zakątek (zawsze można go znaleźć!) w którym nie patrzę na to,
                                czego zmienić nie mogę. jestem gotowa przyjąć u siebie każdego - ale na moich
                                warunkach; u siebie.
                                Ty piszesz o "budowaniu tego, do czego tęsknimy". W wielu postach, szczególnie
                                Jabety i twoich, pojawia się zmaganie o coś więcej, niż tylko siebie samych;
                                zmaganie o swiat "ludzi wolnych". Chce mi się nadać temu inne (niestety
                                starsznie nadużywane) imię - miłość.
                                Ale pozostańmy przy pojęciu wolności - czy można być wolnym nie troszcząc sie o
                                wolność innych ludzi? Czy jest naprawdę wolny ktoś, kto odwraca sie tyłem do
                                głupoty? Jakie są granice w których należy "budzić zaspanych"?
                                • andzia.to Re: Idziemy 11.09.05, 14:07
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=28840186&a=28888989
                                  • andzia.to Re: Idziemy 11.09.05, 14:08
                                    Pardon, chodziło mi o
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=28840186&a=28874278
                                    • teresa81 Re: Idziemy 11.09.05, 15:49
                                      Czy moglibyśmy teraz spróbować pójść w nieco innym kierunku, i zastanowić się,
                                      skąd bierze się zniewolenie instytucji? W jaki sposób instytucje
                                      posiadają "osobowość" i dlaczego potrafią być źródłem opresji?
                            • teresa81 Re: Najwybitniejszy teolog ..ale czy duchowny 11.09.05, 17:38
                              Jabeto droga, znów spotykamy sie polemicznie, ale mam nadzieję, że przyjmiesz
                              to jako wspólną drogę do prawdy.
                              Może zacznę od tego, z czym się absolutnie nie zgadzam - ze stwierdzeniem, że w
                              miarę upływu wieków poszerza sie zakres ludzkiej wolności; że dzisiaj mamy jej
                              więcej niż w przeszłości. tak nie jest! Patrzysz na przeszłość ze współczesnej
                              perspektywy kulturowej i oceniasz zjawiska - które skądinąd były złe (np.
                              tortury) - zgodnie z oceną jaką wystawiamy im dzisiaj. Nie chodzi mi o obronę
                              tego co było złe, ale o zauważenie, że sfery społecznego zniewolenia wcale nie
                              są mniejsze; moim zdaniem są nieporównywalne, ale np. Kołakowski (mój ukochany
                              myśliciel!) twierdzi, że współczesnie jest gorzej. On wiąże to z więzią
                              człowieka z przyrodą i twierdzi, że oddalanie zię cywilizacji od przyrody
                              poszerza obszary zniewolenia.
                              Uważam natomiast, że stawiasz dobrze poroblem zapytywania o możliwości wspólnej
                              troski o poszerzanie nie tylko wolnośvci osobistej, ale także społecznej!!!
                              Piszesz: "oddajemy naszą wolność ( a więc i odpowiedzialność) za nasze życie
                              w czyjeś ręcę z własnej woli albo jest nam ona odebrana( podstęp, przemoc,
                              indoktrynacja)".
                              Zwróć uwagę, że nie tylko oddajemy - jest ona nam zabierana w szpetocie
                              krajobrazu, w chamstwie polityków i przechodniów na ulicy, w tandecie towarów i
                              nieuczciwości sprzedawców - że wymienię tylko takie "banalne"! przykłady. Jak w
                              takim "krajobrazie" bronić swojej tożsamości wobec głupoty i agresji? Andzia
                              mówi o tworzeniu wspólnot porozumienia, dopomagających przeciwstawiac się
                              ludziom zniewolonym. To jest dobre - ale tam, gdzie mamy do czynienia z ludźmi.
                              Najstraszniejsze obszary zniewolenia to takie "instytucje", w których nie ma
                              osób odpowiedzialnych za przejmowanie naszej wolności.
                              Tu widzę wielki problem, dotyczący wszystkich sfer życia społecznego; religii,
                              gospodarki, kultury, rodziny...
                              • andzia.to Zniewolenie "bezosobowe" 11.09.05, 19:20
                                Zgoda, że warto o tym. Zauważcie, że punktem wyjścia - i dzisiaj i przed
                                tygodniem - było pytanie o wolność teologa, a szerzej patrząc człowieka
                                wierzącego, w "strukturach kościelnych".
                                • teresa81 Re: Zniewolenie "bezosobowe" 11.09.05, 23:27
                                  Wracając dio dysjkusji nad "wolnością teologa" proponuję pewne uporządkowanie.
                                  Po pierwsze trzeba rozróżnić wolność osobową - woloność człowieka, który
                                  zwodowo zajmuje się teologią - i wiedzę, która wyzb=nacza ramy "aktywności
                                  zawoodowej". Podobnie jak chirurg czy informatyk, teolog musi i może być
                                  odpowiedzialny tylko w obrębie swojego warsztatu, a wiedza zawodowa wyznacza
                                  płaszczyznę realizacji. Wiedza zatem nie jest ograniczeniem, ale drogą.
                                  Drugie rozróżnienie - którego zabrakło w artykułach ks. ks. Bartosia i
                                  Hryniewicza - to rozróżnenie pomiędzy płaszczyzną refleksji teologicznej a
                                  duszpasterstwem. To jest naprawdę nie to samo. Tutaj pojawia się wyraźnie
                                  problem instytucji kościelnej i zaleźności człowieka / teologa.
      • teresa81 Re: Teolog nie może się bać 11.09.05, 00:17
        Droga koleżanko, tuhanko (Hanko?). Dobrze że zauważasz kreowanie
        pseudoproblemów (np. z formą przyjmowania komunii), oraz istnienie twórczej
        myśli w polskim Kościele. Ale też przywołujesz głupie slogany. jeśli myślisz,
        że "podstawowym problemem jest pokutujące jeszcze z czasów komunizmu
        przekonanie, że Kościół powinien mówić jednym głosem i wszelkie wychylanie się
        jest niewskazane, ba, nawet szkodliwe" to jesteś w wielkim błędzie.
        Twórcze myslenie pojawia się w Polsce, na różnych płaszczyznach - literatury
        fachowej, duszpasterstwa, czy nawet takich dyskusji jak tutaj. A fakt, że wciąż
        tak mało ludzi myślących i odważnych nie wynika wyłącznie z tego, że "spora
        część zwłaszcza hierarchów przyzwyczaiła się do tego, aby kierować potulnymi
        owieczkami", ale z niskiego poziomu wiedzy i kultury w społeczeństwie w ogóle.
        Jak ma wyglądać dyskusja na wydziałach teologicznych (a czy aż tak bardzo
        odbiegają one od innych wydziałów uniwersyteckich), gdy przychodzą do nich
        ludzie nieprzygotowani do samodzielnego myślenia?
        A jakie jest zainteresowanie religią (myślę o pogłębianiu wiedzy)
        wśród "owieczek"? Jeżeli będzie wzrastać świadomość społeczności ludzi
        przyznających się do Kościoła i gotowych do odpowiedzialności za swoją wiarę,
        to odbije sie to na homiletyce i dyskusji teologicznej.
        A do swoich lektur dodaj ks. Węcławskiego - to chyba najciekawszy teolog.
        Proponuję zacząć od "Wielkie kryzysy tradycji chrześcijańskiej"; książeczka
        maleńka, dobrze się czyta, i mam nadzieję, że do końca życia nie przestaniesz
        myśleć o tym, co tam powiedziane.
      • jabeta Re: Teolog nie może się bać 11.09.05, 12:05
        Pieronek niekoniecznie - coś tam swego czasu plótł o feministach i kwasie
        solnym. choć, żeby być sprawiedliwym, za swego rzecznikowania był niezły, no i u
        Moniki O. miał piekne występy. Ale mu minęło, ciekawe, dlaczego?
        • jabeta Re: Teolog nie może się bać 11.09.05, 12:06
          To o Pieronku było do Tuhanki.
    • modernista Re: Teolog nie może się bać 10.09.05, 21:29
      Wspaniały tekst Hryniewicza!Jakże jednak odległy od kościelnych realiów i
      twardej pięści Rzymu. Prawdziwą wolnością byłoby takie rozprawy wysyłać do
      Kurii, lub wygłaszać, daj Boże, na następnym soborze, a nie pod parasolem GW...
      • jozikan1 Re: Teolog nie może się bać 10.09.05, 21:37
        Rozumiem,modernisto, że ty to właśnie zrobisz?
        Żarty na bok. Parasole też.
        I nie obrażaj człowieka, który nie raz dowiódł swojej odwagi w Kościele - mam
        na myśli ks. Hryniewicza.
    • kloca85 Re: Teolog nie może się bać 12.09.05, 00:27
      Mam nieodpartą pokusę przepisać tu żywcem fragmenty książki A.S. Neilla,
      wturującego tu niewątpiliwe ks. W. Hryniewiczowi...

      "Któregoś dnia będziemy mieli nową religię. Byż może wybauszysz oczy i
      zawołasz: "Co? NOWA religia?" Katolik chwyci za broń i zaprotestuje: Czyż
      chrześciajaństwo nie jest wieczne?", Żyd chwyci za broń i zaprotestuje: "Czyż
      judizm nie jest wieczny?" (...)
      Któregoś dnia nowe pokolenie nie zaakceptuje przestarzałej religii i mitów dnia
      dzisiejszego. Nowa religia obali pogląd, że człowiek rodzi się grzeszny. Nowa
      religia będzie czcić Boga czyniąc człowieka szczęśliwym. (...)
      Nowa religia odkryje Boga na łąkach, nie w niebiosach. (...)
      Ten srogi Bóg, który nagradza harfami, albo pali w piekle, jest Bogiem, którego
      stworzył człowiek na podobieństwo swoje. (...)
      Zbyt często być religijnym znaczy być smutnym (...), dla bardzo wielu ludzi być
      religijnym to wyglądać nieszczęśliwie i być przygnębionym. Nowa religia będzie
      oparta na wiedzy o wewnętrznym "ja" i akceptacji samego siebie. (...)

      "Ten modli się najlepiej, kto najbardziej kocha wszystkie rzeczy i duże i
      małe." Tak Coleridge, poeta wyraził NOWĄ religię."

      /A.S. Neill, "Summerhill"/ POLECAM!!!
      • andzia.to Re: Teolog nie może się bać 12.09.05, 01:44
        Każdy dzień jest cały NOWY. Ten też. Ale nie każdy musi być wesoły. Ja nie
        unikam smutku, tylko nie chcę być smutna prze własną głupotę. Żydzi umieją być
        smutni i zarazem szczęśliwi, a to duża rzecz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka