Dodaj do ulubionych

Szwadrony śmierci

13.07.06, 15:54
Powrót szwadronów śmierci

W głównych mediach Arabowie przedstawiani są jako ludzie pozbawieni rozsądku,
obsesyjnie religijni i mocno podzieleni, których jedynym marzeniem jest
wysadzenie się w powietrze.

W windach nowojorskiego hotelu Hilton znajdują się niewielkie monitory, na
których bez przerwy pokazywany jest program CNN. Nie ma możliwości ucieczki
od podawanych informacji, wśród których wojna w Iraku zajmuje centralne
miejsce. Najczęstszymi określeniami używanymi w relacjach i komentarzach
są "wojna domowa" i "przemoc religijna", tak jakby amerykańska inwazja i
okupacja, które kosztowały życie dziesiątek tysięcy ludzi, były jedynie
surrealistyczną fikcją. Irakijczycy jawią się jako pozbawieni rozsądku
Arabowie, obsesyjnie religijni i mocno podzieleni, których jedynym marzeniem
jest wysadzenie się w powietrze. Zachwytów nad plastikowymi, odgrywającymi
jedynie przypisane im role politykami irackimi nie zmąci informacja, że życie
polityczne toczy się w środku niewielkiej amerykańskiej fortecy zbudowanej w
centrum Bagdadu.

Przekaz ten wlecze się za tobą do pokoju, do hotelowej siłowni, na lotnisko,
na kolejne lotnisko i do innego kraju. Na tym właśnie polega siła
amerykańskiej korporacyjnej propagandy wojennej, która - jak zauważył Edward
Said w swojej książce "Kultura i Imperializm" - "opanowuje przez
elektronikę", podobnie jak obowiązująca tu i teraz linia polityczna.

A ta ostatnia właśnie niedawno uległa zmianie. Przez prawie trzy lata
wmawiano wszystkim, że centrum "powstania" stanowi Al-Kaida dowodzona przez
żądnego krwi Jordańczyka Abu Musabę al-Zarqawiego. Medialne potępienie dla
jego osoby można porównać z tym, którym cieszy się dzisiaj Saddam Hussein.
Nie miało żadnego znaczenia, że - aż do niedawna - al-Zarqawi nie dawał znaku
życia i że jedynie niewielka część ruchu oporu związana była z samą Al-Kaidą.
Amerykanie uznali, że Zarqawi może w doskonały sposób odwrócić uwagę opinii
publicznej od krytykowanej przez większość Irakijczyków brutalnej okupacji
Iraku przez armię brytyjsko-amerykańską.

Obecnie al-Zarqawi został zastąpiony przez "wojnę domową" i "przemoc
religijną", a jedynymi wiadomościami z Iraku - poza toczącym się "procesem
politycznym" - są ataki na szyickie i sunnickie meczety oraz targowiska. Tak
naprawdę jednak historią, która nie trafia do serwisu informacyjnego CNN,
jest wprowadzanie w Iraku metod zastosowanych w czasie wojny w Salwadorze.
Oznacza to kampanię terroru prowadzoną przez szwadrony śmierci - uzbrojone i
wyszkolone przez armię amerykańską - której ofiarami są tak szyici jak i
sunnici. Celem tej kampanii jest doprowadzenie do wybuchu prawdziwej wojny
domowej i rozbicia Iraku, a więc realizacja pierwotnych zamierzeń
administracji Busha. Działaniami szwadronów śmierci kieruje irackie
ministerstwo spraw wewnętrznych, kontrolowane przez CIA. Członkami szwadronów
śmierci, nie są - jak się wszystkim wmawia - wyłącznie szyici. Jednym z
najbardziej brutalnych jest komando do zadań specjalnych dowodzone przez
sunnitów, głównie wysokich funkcjonariuszy partii Baas. Jednostka ta została
utworzona i wyszkolona przez zatrudnionych w CIA ekspertów do spraw
zwalczania terroryzmu. Są wśród nich weterani prowadzonych w latach
osiemdziesiątych przez CIA operacji terrorystycznych w Salwadorze. W swojej
najnowszej książce "Empire's Workshop", amerykański historyk Greg Grandin w
następujący sposób opisuje wojnę domową w Salwadorze: "W czasie sprawowania
urzędu prezydent Reagan był zwolennikiem twardego kursu wobec Ameryki
Środkowej. Umożliwił prowadzenie polityki w tej sprawie najbardziej
zagorzałym militarystom. W Salwadorze administracja Reagana przeznaczała
około miliona dolarów dziennie na prowadzenie okrutnej i krwawej wojny z
powstańcami. Ofiarą opłacanych przez administrację Reagana oddziałów padło
ponad 300 tysięcy ludzi, setki tysięcy było brutalnie torturowanych, a
miliony zostały zmuszone do opuszczenia kraju".

Chociaż obecni Bushyści czy neokonserwatyści uczyli się sukcesach i porażkach
administracji Reagana, mechanizmy i mordercze metody działań zostały
wymyślone i wprowadzone w życie znacznie wcześniej. Już w Wietnamie
utworzone, wyszkolone i dowodzone przez CIA szwadrony śmierci zamordowały
około 50 tysięcy ludzi w ramach Operacji Phoenix. W połowie lat
sześćdziesiątych, oficerowie CIA dostarczyli "listy śmierci" z nazwiskami
ludzi przeznaczonych do likwidacji w ramach krwawego przejęcia władzy przez
reżim Suharto. Po dokonanej w 2003 roku inwazji, wprowadzenie w życie tych
brutalnych metod "uprawiania polityki" było tylko kwestią czasu.

Według informacji zawartych w artykułach autorstwa dziennikarza śledczego
Maxa Fullera opublikowanych w "National Review Online", człowiek CIA
dowodzący szwadronami śmierci w irackim ministerstwie spraw
wewnętrznych "zjadł swoje zęby w Wietnamie, po czym został przeniesiony do
Salwadoru, gdzie nadzorował działania armii amerykańskiej". Profesor Grandin
wskazuje na innego weterana brudnej wojny w Ameryce Środkowej, którego
zadaniem jest dzisiaj "szkolenie bezwzględnych oddziałów antyterrorystycznych
złożonych głównie z siepaczy pracujących wcześniej dla partii Baas". Jeszcze
inny, pisze Fuller, jest dobrze znany z tego, że "tworzył listy śmierci".
Jednostką odpowiedzialną na zamachy bombowe jest dowodzona przez Amerykanów
tajna policja o nazwie Facilities Protection Service. "Siły specjalne armii
amerykańskiej i brytyjskiej", podsumowuje Fuller, "w połączeniu z utworzonymi
przez USA oddziałami wywiadu w irackim ministerstwie spraw wewnętrznych
przygotowują i przeprowadzają wymierzone w szyitów zamachy bombowe,
odpowiedzialnością za które obarczany jest ruch oporu".

Reuters w swojej depeszy z 16 marca donosił o aresztowaniu amerykańskiego
pracownika ochrony, u którego w samochodzie znaleziono broń i ładunki
wybuchowe. W ubiegłym roku dwóch Brytyjczyków przebranych za Arabów zostało
schwytanych w samochodzie pełnym broni i ładunków wybuchowych. Armia
brytyjska musiała buldożerami zburzyć mur więzienia, by wydostać stamtąd
swoich ludzi. "The Boston Globe" doniósł niedawno: "Dział FBI zajmujący się
zwalczaniem terroryzmu wszczął zakrojone na szeroką skalę śledztwo po
stwierdzeniu, że wiele z samochodów użytych do zamachów bombowych, których
ofiarami byli tak Irakijczycy jak i żołnierze armii amerykańskiej, zostało
skradzionych na terytorium Stanów Zjednoczonych".

Wszystkie te metody wypróbowano już wcześniej. Przygotowanie amerykańskiej
opinii publicznej na bezprawny atak na Iran do złudzenia przypomina
fabrykowanie danych i propagandę związaną z posiadaną przez Irak bronią
masowego rażenia. Jeżeli dojdzie do ataku, będzie on oparty na kłamstwie,
nastąpi bez wcześniejszego ostrzeżenia i bez deklaracji wojennej. A ludzie
uwięzieni w windach hotelu Hilton, wpatrzeni i wsłuchani w przekaz stacji
CNN? Oni nic nie rozumieją, nikt im nie wytłumaczy, o co chodzi na Bliskim
Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej czy gdziekolwiek indziej. Oni są odizolowani.
Nic im się nie wyjaśnia. Kongres nie protestuje. Demokraci wspierają
administrację. A jak niesie plotka, najbardziej wolne media na świecie
każdego dnia obrażają inteligencję swoich słuchaczy i czytelników. Jak
powiedział Woler: "Ci, którzy mogą sprawić byś uwierzył w rzeczy absurdalne,
mogą też sprawić byś popełnił zbrodnię".

John Pilger
2006-07-13

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka