Dodaj do ulubionych

Skąd się NIE biorą dzieci

03.07.07, 12:30
manipulacja

sprowadzenie dylematu do propozycji z mini-sondażyku (becikowe i urlopy albo
żłobki i baby hours) jest przerysowaniem, mającym od czytelnika
wycisnąć "jedynie słuszną" odpowiedź.
Obserwuj wątek
    • boski_odys kwestia zasadnicza 03.07.07, 13:05
      To co powiedział red. Pacewicz: kobiety mając wybór kariera lub dziecko
      wybierają karierę.

      Warto spytać: dlaczego? Czy to dobrze?

      Dlaczego księgowej zrobienie bilansu przynosi więcej satysfakcji życiowej,
      bardziej podnosi jej pozycję społeczną niż opkieka nad własnym dzieckiem?

      Dlaczego nikt nie powie, że urodzenie i wychowanie 6 dzieci to wybitne
      osiągnięcie życiowe, znakomita kariera?

      To przede wszystkim kwestia pieniędzy.

      Dlaczego ojciec, który zarabia na utrzymanie 8 dzieci musi wpaść w wyższy próg
      podatkowy, a jego kolega, wydający podobne pieniądze na "służbowy"
      samochód, "służbowe" wakacje na Hawajach, może to sobie od podatku odliczyć?
      Dzieci nie da się zaksięgować w pozycji "koszty uzyskania przychodu".

      To także kwestia "własnych" pieniędzy kobiety. Niezależności od mężczyzny.

      W dobie kryzysu rodziny i częstych rozwodów, zależność finansowa małżonków od
      pracy męża, jest przez kobiety odczuwana jako zagrożenie, ograniczenie wolności.

      To problem rodziny. "Partnerstwo" to nastawienie na egoizm. Pilnujący bilansu
      własnych zysków i strat egoiści nie będą mieć więdzej dzieci niż jedno (jedno
      starcza do zaspokojenia instynktów). To problem cywilizacyjny; przedszkola go
      nie rozwiążą.

      Na koniec: dziećmi ktoś musi się zająć. Jeśli nie rodzice, to opiekunki,
      żłobki, przedszkola itd.

      Policzcie starannie koszta 10-godzinnej (8 godzin pracy rodziców + dojazdy)
      opieki nad dzieckiem. Nawet tej nie indywidualnej, ale tej instytucjonalnej.
      Czy per saldo na dziecko nie wyjdzie ok. średniej pensji krajowej? Jeżeli
      zauważymy, że w zawodach związanych z opieką i nauczaniem dzieci zatrudniają
      się głównie kobiety, to czy nie wychodzi na to, że per saldo jest i tak jedna
      kobieta na kilka dzieci? Jak w tradycyjnej rodzinie?

      Oczywiście, to przeorganizuje gosodarkę; nasze dochody się zbilansują na innym
      poziomie. Niby będziemy dużo zarabiać, ale mnóstwo usług niegdyś robionych
      wewnątrz rodzin, się komercjalizuje, będziemy za nie musieli płacić.
      Tworzymy cały sektor gospodarki: opieka nad dziećmi, pranie, gotowanie,
      sprzątanie.

      Niby to samo: jedni pracują dla drugich. Następuje tylko specjalizacja. Czyli
      traktujemy macieżyństwo jak inne dziedziny gospodarki, już wcześniej
      skomercjalizowane. Dodajmy: wszystkie te usługi stają się opodatkowane -
      dodatkowa, gigantyczna redystrybucja dóbr i pracy przez państwo. Dodatkowe
      koszta. W najlepszym wypadku pokryje je lepsza wydajność wynikająca ze
      specjalizacji.

      Czy nie narobimy się wszyscy za darmo?
      Nie prościej było mieć rodziny opartej na miłości i zaufaniu?
      Pracuje się w niej równie ciężko, ale dla ludzi bezpośrednio, nie dla
      abstrakcyjnych pieniędzy. I liczy się na ludzi, nie na "swoją" kasę.

      Prawdziwa polityka prorodzinna to przede wszystkim przkonstruowanie systemu
      fiskalnego, tak, by podatkami nie karano za macierzyństwo i za tradycyjny model
      rodziny. To także praca nad zmianą systemu wartości, postaw społecznych,
      wizerunku rodzin dzietnych.

      Zaś akcja Gazety jest polityką antyrodzinną: to pormocja płodzenia dzieci,
      które wychowa nie rodzina, lecz "system" - opiekunki, żłobki, przedszkola,
      szkoły etc, podczas gdy rodzice będą wykonywali wyspecjalizowaną pracę. To już
      wymyślił Platon.
      • tetlian Re: kwestia zasadnicza 03.07.07, 20:21
        Żłobki i przedszkola przy pracy wydają się być najlepszym rozwiązaniem.
        • boski_odys Re: tetlian 03.07.07, 20:48
          > Żłobki i przedszkola przy pracy wydają się być najlepszym rozwiązaniem.

          To prawda. Wydają się.
          • turzyca Re: tetlian 03.07.07, 21:02
            Zagadka: dlaczego Niemki rodza dzieci na studiach, a Polki nie?

            Z cala pewnoscia nie ma to nic wspolnego z tym, ze w Niemczech malzenstwo
            dostaje apartament (czyli dwa pokoje, kuchnia, lazienka) w akademiku tylko dla
            siebie, a polskie ma szczescie jesli dostanie pokoj tylko we dwoje, prawda?
            Nie ma to rowniez nic wspolnego z tym, ze Niemce profesorowie ida na reke z
            zaliczeniami, tak zeby nie musiala przerywac studiow, a Polka ma zazwyczaj
            przymusowa dziekane.
            Nie ma to rowniez nic wspolnego z tym, ze w Polsce na uniwerkach nie ma nawet
            miejsca do przewiniecia dziecka, a w Niemczech w obrebie uniwerstytetu miesci
            sie zlobek i przedszkole w ktorych studentka moze zostawic dzieci idac na
            zajecia i odebrac je po drodze z zajec, zeby pojsc z nimi na stolowke i zjesc z
            nimi tani i smaczny obiad. Polka na stolowke nie chodzi, bo wielkosc karaluchow
            przyprawia ja o rozstroj, wiec po drodze z uniwerku musi jeszcze zrobic zakupy i
            ugotowac obiad, co znakomicie zwieksza ilosc czasu jaki moze poswiecic dziecku.
            Poza tym Polka wroci do domu w swietnym nastroju po tym jak znow bedzie musiala
            wniesc wozek po schodach i do autobusu, bo podjazd, autobus niskopodlogowy czy
            kierowca zobligowany regulaminem do pomocy kobiecie to wymysly zgnilej
            zachodniej Europy.

            Ja naprawde nie wiem dlaczego w panstwie tak prorodzinnym jak Polska odechciewa
            sie urodzenia dziecka.
            • mokrysedes Re: tetlian 03.07.07, 21:34
              Jaki sens ma wywód o wygodach jakie hitlerowskie państwo narodowo-socjalistyczne
              zapewnia swojej rasie?
              • megasceptyk ??? 03.07.07, 22:26
                Што?
              • turzyca Re: tetlian 03.07.07, 23:12
                Taki, ze znam co najmniej piec rdzennych Slowianek, ktore zamienily polskie
                wierzby na niemieckie pustacie, wlasnie dlatego ze Niemcy racza te wygody
                zapewniac kazdemu, kto chce przy okazji uczciwie pracowac. I wbrew twojej
                sugestii zapewniaja, to nie tylko wlasnej rasie.
                A Polska wielka jest i ma problem z nadmiarem dzieci i nie musimy siegac po
                sprawdzone, gdzie indziej rozwiazania. Tylko dlaczego tyle kobiet, ktore chca
                byc matkami, wybiera do zycia dowolny inny kraj byle nie Polske?




                Nie wspominajac juz o tym, ze narodowy-socjalizm zamykal kobiety w domu i
                oczekiwal tylko rodzenia i wychowywania dzieci, a nie dopuszczajac matek do
                pracy (ja mam dziwne skojarzenia z pewnym panstwem 70 lat pozniej i nieco
                bardziej na wschod, ale to moje prywatne skojarzenia), wiec model dostepny
                obecnie w Niemczech od socjalizmu narodowego jest bardzo odlegly. Co oznacza, ze
                cale twoje zdanie jest belkotem. Ale to ze nie znasz znaczenia slow, ktorych
                uzywasz, nie jest tematem tej dyskusji.
                • boski_odys Re: turzyca 04.07.07, 04:51
                  > Nie wspominajac juz o tym, ze narodowy-socjalizm zamykal kobiety w domu i
                  > oczekiwal tylko rodzenia i wychowywania dzieci, a nie dopuszczajac matek do
                  > pracy (ja mam dziwne skojarzenia z pewnym panstwem 70 lat pozniej i nieco
                  > bardziej na wschod, ale to moje prywatne skojarzenia), wiec model dostepny
                  > obecnie w Niemczech od socjalizmu narodowego jest bardzo odlegly.

                  Masz skojarzenia z PRL? PRL Wysyłał kobiety na traktory i właśnie PRL dawał
                  żłobki, przedszkola, a nawet stołówki szkolne i zakładowe, by kobiety "przy
                  garach nie stały".
                  Owszem, wychodziło to jak w PRLu wszystko wychodziło, czyli bokiem, ale to
                  właśnie 50 lat tego ustorju przyczyniło się do zmiany mentalności
                  • turzyca Re: turzyca 04.07.07, 10:43
                    Wole miec wybor.
                    Chce moc poswiecic sie tylko wychowywaniu dzieci - to oznacza, ze rodzina
                    powinna dac sie utrzymac z jednej pensji. Tudziez wychowywanie nie powinno byc
                    uznawane za gorsza prace.
                    Chce moc wychowywac dzieci i pracowac - a wiec powinno sie umozliwic elastyczne
                    formy pracy, zrownac plciowo "zagrozenie" wynikajace z posiadania dzieci (urlopy
                    tacierzynskie), zapewnic zlobki, przedszkola, legalna pomoc domowa.
                    Chce moc zajac sie tylko praca i nie slyszsec komentarzy, ze bez dziecka to
                    jestem jakas niepelna.

                    Chce miec wybor drogi zyciowej. Jesli panstwo mi w tym pomoze skorzystaja
                    obydwie strony, jesli nie straci co najmniej jedna.



                    PRL nie byl 70 lat po Niemczech hitlerowskich. Ale mial dokladnie te sama wade -
                    propagowal jedyny sluszny styl zycia. I jesli nie odejdziemy od tego myslenia,
                    to bedziemy miec ten sam problem.
                    Ale pozwole sobie zauwazyc, ze "nie pracuje" czy "siedzi w domu" to okreslenia
                    duzo starsze niz PRL. Takoz rodzina wielodzietna jako symbol upadku jest duzo
                    starsza - nie znasz powiedzenia "wygladasz jak siodme dziecko stroza"?
        • smokolmt same zlobki i przedszkola nie rozwiaza problemu 04.07.07, 15:45
          trzeba probowac zmienic 1. podejscie pracodawcow do kobiet, ktore sa mamami (bo
          wbrew obiegowym opiniom sa dobrymi i sumiennymi pracownikami - maja motywacje
          do pracy w postaci dzieci i nie moga pozwolic sobie na utrate pracy); 2.warunki
          zycia, ktore uniemozliwiaja kobietom z dziecmi wyjscie z domu (schody, schody,
          schody ...) 3. politykow, ktorzy maja glupie pomysly na polityke prorodzinna
          (bo jak tak dalej pojdzie, to juz nikt nie bedzie chcial miec dzieci w tym
          kraju).
          probowac... ;-)
      • turzyca Re: kwestia zasadnicza 03.07.07, 20:55
        A mi sie wydaje, ze popelniasz pewien blad. Mianowicie zakladasz, ze Twoj pomysl
        jest idealny. Dlaczego akurat tradycyjny model?
        A jesli kobieta chce miec czworo dzieci i prof przed nazwiskiem? Dlaczego nie?
        Stac nas naprawde, zeby pozbywac sie z uczelnie osob wybitnych intelektualnie?
        Juz nie mowie, o tym ze osoba tak inteligentna, bijaca na glowe kolegow, po
        ograniczeniu sie tylko do dzieci ma szanse zaczac byc sfrustrowana, a to
        szkodliwe takze dla dzieci. Po porodzie kobieta pozbywa sie lozyska, nie mozgu.

        Wbrew temu co piszesz, prawdziwe partnerstwo nie wynika z egoizmu tylko z
        altruizmu - kocham cie, wiec dziele z toba obowiazki. Z tego co wiem to jedyne,
        czego mezczyzna nie moze zrobic przy dziecku to je urodzic i nakarmic piersia.
        Cala reszta jest swietnie dostepna. Prawdziwie partnerskie malzenstwo umozliwia
        i odchowanie dowolnej ilosci dzieci i rozwoj obydwojga malzonkow.


        Rozwiazania finansowe, o ktorych wspominasz, sa swietnym pomyslem. Ale ja jako
        kobieta chce tez zlobka, przedszkola, latwego systemu pracy na odleglosc,
        urlopow tacierzynskich (bez obcinania macierzynskich), legalnej pomocy domowej.
        Tudziez promowania rodzin wielodzietnych przez przedstawianie ich w serialach
        jako normalnej opcji, a takze licznych ulatwien takich jak obowiazkowe miejsca
        do przewijania w kazdej instytucji publicznej z podgrzewaczami do mleka (i to
        pomieszczenia uniseks! a nie damskie toalety), obowiazkowych podjazdow dla
        wozkow, bezpiecznych placow zabaw, porzadnego szkolnictwa, po prostu kraju
        przyjaznego rodzinie. A jak nie? No coz, nie mieszkamy juz za zelazna kurtyna,
        sa miejsca gdzie rodziny z dziecmi sie ceni. Urodzenie i wychowanie kilkorga
        dzieci to moj cel zyciowy. Ale jeden z wielu, a nie jedyny.
        • mokrysedes Re: kwestia zasadnicza 03.07.07, 21:36
          Jesteś wyznawcą Proroka?
          Pasujesz mentalnością idealnie.
          • megasceptyk Którego proroka, tylu ich ostatnio na planecie? 03.07.07, 22:27
            pajączek pędzi do muchy....
        • boski_odys Re: kwestia zasadnicza 04.07.07, 05:23
          turzyca napisała:

          Dlaczego akurat tradycyjny model?
          Mimo wszystkich "wynalazków" zachodu, mimo adopcji przez pary homoseksualne
          nawet, wciąż najliczniejsze - a przy tym szczęśliwe - bywają rodziny
          tradycyjne. To po prostu działa.
          (wyłączam patologie w stylu każde dziecko ma swego ojca. Ale to nie ma nic
          wspólnego z modelem tradycyjnym)

          > A jesli kobieta chce miec czworo dzieci i prof przed nazwiskiem? Dlaczego nie?
          > Stac nas naprawde, zeby pozbywac sie z uczelnie osob wybitnych
          intelektualnie?

          Rodziny z elity miały gosposie, mamki, guwernantki.
          Wybitna kobieta może oczywiście społeczeństwu "sprzedawać" swoją pracę i
          talent, a w zamian kupić opiekę nad dziećmi.

          Ale jeśli zaczyna to dotyczyć nie elit, lecz mas
          • maura4 Re: kwestia zasadnicza 04.07.07, 10:49
            Dziecmi zajmuje sie niania,nauczycielka ksztalci,uczy przyszlych
            lekarzy,hydraulikow,inzynierow itd.,opiekujac sie w tym czasie.To co masz na
            mysli ,piszac-tradycyjny model rodziny ? Zapewne niepracujaca zone.Nie znam ani
            jednej dziewczyny,ktora dzis kiedy ma nieco ponad dwadziescia lat,nie chce
            pracowac,chce pozostac na utrzymaniu meza.Moze niektore zmienia zdanie.Nie znam
            tez wsrod znajomych zadnych rodzicow,ktorzy byliby zadowoleni,gdyby ich corka
            nie pracowala.Znam wielu,przede wszystkim swoich,ktorzy mowia-musisz
            pracowac,musisz miec swoja emeryture,musisz miec zabezpieczenie materialne,bo
            nigdy nie wiesz co cie w zyciu czeka.
          • turzyca Re: kwestia zasadnicza 04.07.07, 11:04
            "Rodziny z elity miały gosposie, mamki, guwernantki. Wybitna kobieta może
            oczywiście społeczeństwu "sprzedawać" swoją pracę i talent, a w zamian kupić
            opiekę nad dziećmi."
            Dochodzimy do nierownomiernosci wynagradzania talentu. Genialna wykladowczyni
            gosposi nie wynajmie, bo koszt pracy gosposi jest wyzszy. I nie pisz o zmianie
            zawodu itp bo mowimy o sytuacji calkiem specyficznej czyli czlowieka
            utalentowanego w okreslonej dziedzinie, wiec oczekiwanie od niego wykonywania
            innego zawodu jest znowu strata jego talentu.
            Juz nie mowiac o tym, ze z tymi elitami mylisz sie doglebnie. Przed druga wojna
            swiatowa nianie byly i w bogatszych rodzinach chlopskich i w rodzinach
            urzedniczych - w rodzinach, ktorych teraz na ten luksus nie stac.


            "I wówczas paronoja oznacza, że nauczycielka przez 8 godzin pracy zajmuje się
            odpłatnie cudzymi dziećmi, by opłacić przedszkolankę, która w tym czasie zajmuje
            się jej dziećmi."
            Dzieci chodza do przedszkola nie tylko dlatego, ze mamusie pracuja. O
            socjalizacji malego dziecka czy wyrownywaniu poziomu slyszales? Wrocmy znow do
            czasow przedwojennych - w Rozwadowie ksiaze Lubomirski założył ochronkę dla
            dzieci. Ochronke o tyle nietypowa, ze prowadzono tam program podobny do obecnego
            programu przedszkolnego. Jej "absolwenci" radzili sobie w szkole duzo lepiej niz
            dzieci, ktore trafialy do innych ochronek czy chowaly sie tylko w domu.
            Po drugie jesli mama jest swietna nauczycielka to naprawde jest sens
            rezygnowania z jej pracy? Masz pewnosc, ze znajdziesz odpowiednia ilosc
            mezczyzn, ktorzy te prace wykonaja rownie dobrze?


            "A dlaczegóż to wychowanie dziecka ma być dla odmóżdżonych? Tyle prac naukowych
            o wychowaniu napisano, a ty chcesz by dzieci chowały wyłącznie kobiety głupie, a
            te inteligentne zajmą się czymś "ważniejszym"?"
            Nie. Twierdze tylko, ze te inteligentniejsze maja przy wychowywaniu dziecka
            intelektualne "wolne moce przerobowe" i po prostu potrzebuja dodatkowych zajec.
            Moze to byc praca zawodowa, moze byc hobby, moze byc dzialalnosc spoleczna.

            "A co to znaczy rozwój?
            Bo w tym jest sugestia, że mąż, przez 10 lat pracy zawodowej się rozija, a żona
            zajmujac się w tym czasie dziećmi i prowadząc dom - nie."
            Wpadles w pulapke interpretacyjna. :D Bo ja tego nie powiedzialam. I nigdy nie
            mialam tez na mysli.
            Rownie dobrze moze uprawiac hobby, zajmowac sie dzialalnoscia spoleczna. Chodzi
            tylko o to, ze moze wybrac, co chce robic, a nie musi ograniczac sie tylko do
            jednej dziedziny zycia, jakim jest prowadzenie domu. Oczywiscie jesli chce tylko
            prowadzic dom, to moze wybrac tez zajmowanie sie ta jedna dziedzina zycia.

            "Co do tego zgoda. Ale to nie jest clou problemu"
            Widzisz to jest clou. A Ty reprezentujesz typowo polskie podejscie - "sa rzeczy
            wazne i niewazne, jak uregulujemy wazne to moze zajmiemy sie niewaznymi".
            Panstwo przyjazne rodzinie jest przyjazne na kazdym kroku jej zycia. Wiesz jak
            uciazliwa jest podroz po Polsce z malym dzieckiem? Albo chocby podroz po
            miescie? A wystarczyloby kilka drobnych zmian, zeby podroz byla duzo latwiejsza.
            • turzyca Re: kwestia zasadnicza 04.07.07, 11:07
              No i zapomnialam o tradycyjnym modelu rodziny....
              Wszystko wskazuje na to, ze przecietna rodzina jest szczesliwsza, jesli matka
              realizuje sie (rowniez) poza domem. I zachodni wynalazek w postaci ulatwianie
              matce zycia rowniez jej wlasnym zyciem znakomicie podnosi szczesliwosc rodziny.
      • inaam Re: kwestia zasadnicza 03.07.07, 21:03
        A co z kobietami które nie zatrudniają się w zawodach zwiazanych z opieką i
        nauczaniem ale są np. architektami jak ty jeszcze (nie) jesteś? z twojego wywodu
        znów wynika, że praca kobiet jest nieważna, że w ostatecznym rozrachunku
        bilansuje się z wydatkami na opiekunkę czy przedszkole.
      • itg Re: kwestia zasadnicza 03.07.07, 23:29
        Kobiety egoistki i feministki? A może stawiając na rozwój i karierę myślą
        właśnie o zapewnieniu bezpieczeństwa swojej rodzinie, które rzadko który
        mężczyzna może dać i nie wiadomo na jak długo?

        Opowiem Wam bajkę...Mama spotkała tatę na studiach. Był dużo starszy,
        samodzielny (pracował). Zakochali się i zapragnęli stworzyć tradycyjną kochającą
        rodzinę. Więc Wzięli ślub, mama rzuciła studia i poświęciła się całkiem domowi -
        urodziło się wpierw jedno dziecko, potem drugie. Tata wracał do domu coraz
        później, rzadziej, aż zniknął. Państwo nie umiało zmobilizować ojca do opieki,
        zaoferowali groszowe alimenty... i tyle.
        Całe szczęście, że w tamtych czasach łatwiej było o pracę i Mama coś znalazła.
        Dziadkowie choć nie wiele mieli, ale coś pomogli finansowo (jeszcze pracowali),
        były przedszkola. Mama skończyła studia i pracowała w trzech miejscach po pół
        etatu + na zlecenia w weekendy. Byłam najuboższym dzieckiem w klasie...i Mamę
        widywałam wieczorami...brakowało mi jej, ale na szczęście była taką osobą, że ta
        godzinka - dwie wieczorem nie popsuły naszych więzi.

        Jaką lekcję dało mi życie? Wykształć się porządnie, zdobądź stosowne
        doświadczenie, 10 x się zastanów zanim powołasz do życia nowe istnienie, bo
        odpowiedzialność za nie to nie tylko głaskanie z uśmiechem po buźce, trzeba
        jeszcze mieć co mu dać do jedzenia, trzeba mieć za co wykształcić, żeby było
        samodzielnym i wartościowym członkiem społeczeństwa...i niestety, licz tylko na
        siebie - na ojcu dziecka i innych możesz się zawieść - licz tylko na siebie!

        Mam żebrać w MOPS zza jedzeniem i słyszeć jaki jestem pasożyt dla społeczeństwa?
        Jak to inni na mnie i moje bachory robią? A moje dzieci bez odpowiedniego
        przygotowania gdzie znajdą pracę? a co z moją emeryturą jak będę siedzieć i
        bawić się w matkę - polkę w domu? a poza tym jeśli mam wychowywać moje dzieci,
        zachęcać je do rozwoju, inwestowania w wiedzę, to sama też powinnam to robić?
        liczą się przecież czyny nie słowa? a poza tym o czym będę rozmawiać z moimi
        dziećmi jak nie będę się rozwijać?

        Poza tym jak jest pełna rodzina to obydwoje mogą pracować i dzielić się
        obowiązkami w domu i dadzą radę (awaryjnie mogą pomóc dziadkowie)? Jedyna co
        potrzeba, żeby mieli czas i siłę dla swoich dzieci to zapewnienia godziwej pracy
        - tzn za odpowiednie pieniądze i żeby zamykała się na 8 godzinach od pn do so. A
        przedszkola nie są złe. Mój synek odkąd skończył dwa latka bardzo chciał iść do
        przedszkola, do dzieci... A Panie przygotowane do opieki nad dziećmi i bycie w
        grupie rówieśników to świetne uzupełnienie dla Mam.

    • peter1974 Skąd się NIE biorą dzieci 03.07.07, 20:53
      są ludzie którzy chcą mieć dzieci i wtedy ich nic nie powstrzymuje i są tacy
      którzy chcą mieć na 90%,80%.....reszta to czysta retoryka i dorabianie ideologii
      • profes79 Re: Skąd się NIE biorą dzieci 03.07.07, 21:18
        Znaczy "Dal Bog dzieci, da i na dzieci?"
        • boski_odys dał Bóg 04.07.07, 04:57
          profes79 napisał:

          > Znaczy "Dal Bog dzieci, da i na dzieci?"

          Tak. Mi dał dzieci, daje na dzieci.
          Moim rodzicom takoż.

          W ogóle znam kilka rodzin, o których można to powiedzieć.
          Mają zdecydowanie więcej niż statystyczne 1,2 nie biorą socjalu i żyją po
          ludzku.
          Ale, ale: Bóg nie opieka socjalna. Jak nic nie robisz, tylko czekasz aż ci kto
          po sprawiedliwości społecznej da co ci się słusznie należy
    • vanilla.dream Skąd się NIE biorą dzieci? Ze szczelnych gumek 03.07.07, 21:49
      np. conamore - jeszcze mnie nie zawiodły.
    • gobi03 z podatków nie biorą się dzieci 04.07.07, 00:09
      Dlatego uważam, ż każda rodzina powinna mieć odpis
      od dochodu w wysokości kosztów utrzymania (średnich)
      dziecka w Państwowym Domu Dziecka na każde swoje
      dziecko. Nie 1,37 zł dziennie.
      Z ubezpieczeń emerytalnych nie biorą się dzieci.
      Można by pomyśleć u obniżeniu składek na czas
      wychowywania dzieci, albo po prostu do osiągnięcia
      przez nie połnoletniości.
      Z wydatków na pomoce dydaktyczne nie biorą się dzieci,
      dlatego uważam, że każdy gimnazjalista powinien dostawać
      od państwa laptop laptop.media.mit.edu/
      oraz wszelkie pomoce (teksty, filmy, testy do samodzielnego
      przerobienia itp.) w postaci cyfrowej za darmo.
      • boski_odys Re: z podatków nie biorą się dzieci 04.07.07, 05:27
        Właśnie!
        A właszcza z powszechnych emerytur się nie biorą.
        Skoro na starość utrzyma mnie emerytura, na którą dziś łożę trzecią część
        dochodów, to:
        - dzieci mi niezbędne nie są do przeżycia
        - i tak mnie na nie (na kolejne) nie stać
        • niunia9911 Re: z podatków nie biorą się dzieci 04.07.07, 10:17
          Drogi boski_odysie!
          W Twoich postach nie brak słusznych spostrzeżeń, ale jednej rzeczy nie bierzesz
          pod uwagę: trgo, że kobiety chcą pracować. Nie tylko muszą, ale chcą, bo to
          lubią i spełniają się w pracy zawodowej. I nawet instynkt macierzyński tego nie
          zagłuszy.
          Oczywście, są kobiety, które spełniają się prowadząc dom i wychowując dzieci.
          To nie mniej ciężka praca, należy im się za to uznanie, szacunek i
          wybagrodzenie (np. w postaci skłądem emerytalnych od państwa). powinny miec
          prawo wyboru (oczywiście wyboru dokonanego wspólnie z mężem/partnerem). Ale co
          najmniej tak samo liczna jest grupa kobiet, kóre po porstu lubią pracowac,
          spęłniją się w tym i nie wyobrażają sobie życia bez pracy, niezależnie od
          instynktu macierzyńskiego, który również chca zaspokoić.
          Drodzy panowie, zrozumcie wreszcie, że nie ma powrotu do czasów, kiedy znaczna
          większośc kobiet zajmowała się domem i dziećmi. Nie ma, bo jesteśmy coraz
          lepiej wykształcone, coraz bardziej rzutkie i praocwite i chcemy realizowac sie
          także poza domem. Jedyna dobra droga wiedzie poprzez ułatwienie kobietom
          godzenia tych ról. Jeśli tego nie zrozumiecie, ten problem nie będzie miec
          dobrego rozwiązania. Bo nbieszczęśliwa i niespełniona kobieta nie wychowa
          szczęśliwych dzieci.
          A jaka jest różnica między kobieta, kóra wychowuje dzieci w domu i taką, która
          pracuje na to, by ktoś inny sie nimi w tym czasie opiekował? Finansowo
          dfaktycznie niewielka. Ale większośc kobiet chce spełniać się w kontaktach z
          innymi ludźmi, spoza kręgu rodziny i znajomych. To jest ta wielka, zasadnicza
          różnica, kórej mężczyźni, mam wrażenie, nie dostrzegają.
          Przecież jeśli chcecie być ekonomicznie tak do bólu racjonalni, mogą panowie
          zajmować się domem, a ich partnerki/żony niech pracują. Coraz częśicej nie
          zarabiają mniej od panów. Ale ze świecą szukać mężczyzny, kóry by się an
          tozdecydował na całe życie. Bo jak któryś zgodzi sie być z dzieckiem pare
          miesięcy, już wszyscy mu pieją hymny pochwalne.
          • gobi03 Re: z podatków nie biorą się dzieci 04.07.07, 15:19
            > ... kobiety chcą pracować. Nie tylko muszą, ale chcą, bo to
            > lubią i spełniają się w pracy zawodowej. I nawet instynkt
            > macierzyński tego nie zagłuszy.

            Wbrew powszechnej opinii dzieci nie biorą się z kobiet.
            Wystarczy spojrzeć na statystyki, aby zauważyć,
            że dzieci biorą się z małżeństw. Wystarczy spojrzeć
            na statystyki patologii, żeby zauważyć, że dzieci
            z rodzin niepełnych są bardziej narażone na problemy
            z prawem i choroby społeczne.
            To sytuację _rodziny_ należy poprawiać.
            Choćbyśmy zbudowali tysiąc żłobków, to nie zmieni
            nastawienia rodzin do ilości planowanych dzieci.
            Z własnego doświadczenia wiem, że lepsza niż żłobek
            i przedszkole jest sąsiadka-emerytka, która nie każe
            odebrać dziecka o 15-tej, tylko w ostateczności
            weźmie dziecko do siebie, zrobi przy nim obiad,
            wyprowadzą razem jej psa na spacer itd.

            > ... nie ma powrotu do czasów, kiedy znaczna większośc kobiet
            > zajmowała się domem i dziećmi. Nie ma, bo jesteśmy coraz
            > lepiej wykształcone, coraz bardziej rzutkie i praocwite
            > i chcemy realizowac sie także poza domem. Jedyna dobra
            > droga wiedzie poprzez ułatwienie kobietom godzenia tych ról.

            Absolutnie się z tym nie zgadzam. Państwo nie powinno
            ingerować w wybory wewnątrz rodziny. Jeśli rodzice
            postanowią, że to ojciec ma zajmować się dziećmi,
            to ich święte prawo.
            Państwo nie ma ułatwiać kobietom uzyskania statusu matki,
            gospodyni i menadżera naraz.
            Państwo ma ułatwić rodzicom utrzymanie większej liczby
            dzieci. Ulgi podatkowe są instrumentem wspierania
            pożądanych inwestycji. Jeśli krajowi potrzebne są
            dzieci, to trzeba użyć instrumentów związanych z dziećmi,
            a nie z kobietami.

            > Jeśli tego nie zrozumiecie, ten problem nie będzie miec
            > dobrego rozwiązania. Bo nieszczęśliwa i niespełniona
            > kobieta nie wychowa szczęśliwych dzieci.

            Ja nie wnikam w szczęście dzieci, tylko w zdolność
            rodziny do utrzymania na przyzwoitym poziomie
            odpowiedniej ilości dzieci.

            Uprzedzając ewentualną polemikę proszę o rozróżnienie
            między małżeństwem a rodziną.
      • gobi03 Re: z podatków nie biorą się dzieci 04.07.07, 15:50
        Przepraszam - nie od dochodu tylko od podatku właśnie.
    • klaranyc Skąd się NIE biorą dzieci 04.07.07, 02:26
      Wygląda na to, że w zdecydowanej większości polskie dzieci są półsierotami. A
      te, których jeszcze nie ma, pewnie będą półsierotami. Jakoś media nie piszą o
      mężczyznach w kontekście demografii, a ich 'zasługa' w powstaniu niżu
      demograficznego jest istotna. Przyczynili się do tego ucieczką od obowiązków i
      nie jest istotne, czy uciekali do pracy, pod budkę z piwem czy przed telewizor.
      Wyhodowane w takich warunkach pokolenie nie ma żadnych pozytywnych wzorców
      jeśli chodzi o wychowywanie dzieci. Bo przecież osoby, które były półsierotami,
      które nigdy nie zaznały emocji ze strony właściciela (bo taką tylko rolę
      pełnili mężczyźni, którzy spłodzili obecnych 30-latków), nie będą w stanie
      wychować zdrowego emocjonalnie człowieka. I całe szczęście, że te osoby są tego
      coraz bardziej świadome i często nie decydują się na rodzicielstwo.

      Jeśli mówiąc o demografii będzie się mówiło wyłącznie o kobietach, komunikat
      będzie prosty: będziesz samotną (nieważne, że zamężną) matką, po co Ci to?
    • ewkak Skąd się NIE biorą dzieci 04.07.07, 07:37
      wszyscy skupiaja sie na problemie pracy, pensji itp. a brak poruszania problemu,
      ze wiele mlodych osob nie moze miec dzieci, choc bardzo by chcialo i zapewnilo
      wszystko co moze dostac dziecko! dlaczego polski rzad nie pomoze im, przez
      refundacje leczenia bezplodnosci i wszelkich zabiegow umozliwiajacych
      zachodzenie w ciaze!!!!...pewnie lepiej dac becikowe, wtedy zapijaczona
      "rodzina" "naprodukuje" dzieci ktore beda biedne,glodne,bite,cierpiace....to
      jest polityka prorodzinna polskiego rzadu!!!
      • cloclo80 Re: Skąd się NIE biorą dzieci 04.07.07, 11:54
        Jak się pije, pali, truje hormonami i skrobie, to nie ma dziwu, że nie można
        mieć dzieci. A poza tym skoro już z założenia planuje się pchanie w dziecko jak
        w kaczy kuper to co za degenerat z niego wyrośnie i zwyrodnialec. Może lepiej,
        żeby takich wykolejonych samolubów-terrorystów w ogóle nie było?
        • ewkak Re: Skąd się NIE biorą dzieci 05.07.07, 07:39
          masz na mysli swoich znajomych,bliskich...?...bo ja nie znam takich
          ludzi...otworz oczy i poczytaj choc troche na temat tego problemu!
    • ucl Skąd się NIE biorą dzieci 05.07.07, 12:00
      Po urodzeniu drugie dziecka nie moge znalesc pracy choć mam nianie i opiekunkę.
      Chce pracowac dla własnej satysfakcji bo byt zapewnia mi maż. Czyli jestem w
      super sytuacji. Chciałabym miec kolejne dziecko ale przyznam że musiało by
      dojść do dużych zmian w szkolnictwie podstawowym bym sie na to zdecydowała.
      Podstawówki to w 99% smietnik pedagogów i nauczycieli. Mają w nisie nasze
      dzieci. No cóż, dwoje dzieci to maximum na które sie zdecydowałam. Nie wiem co
      mogłoby zminic moją decyzję.
    • js111 Skąd się NIE biorą dzieci 07.07.07, 12:59
      Oto jedna z odpowiedzi:
      www.tvn24.pl/-1,1513212,wiadomosc.html
      W wyniku tej propozycji, niepracująca/y a wychowująca/y dzieci współmałżonka/ek
      nie dostanie grosza z II filara po zmarłym małzonku/ce.

      Z jednej strony recje mają ci, co twierdzą, że ludzie mają dzieci bo chcą, ale
      zwykle wtedy maja jedno, góra dwoje, a ci co baaardzo chcą mają więcej. A z
      drugiej strony widać po doświadczeniach innych państw Unii że polityka państwa
      może znacząco wpływać na dzietność. Z tych doświadczeń zresztą wynika, że to
      nie promocja "tradycyjnego" modelu rodziny ma udział w tym sukcesie, wręcz
      przeciwnie; im więcj kobiet ma dobrą pracę, tym więcej dzieci się rodzi.
      Jak to sie ma do tradycyjnego modelu?
      To przesąd, że w "tradycyjnej" rodzinie dziecko zawsze lepiej sie wychowuje. To
      zalezy, od tego czego członkowie rodziny pragną. Kobiety, które świadomie
      wybrały model tradycyjny, będą szczęśliwymi ludzmi i nie zadęczą rodziny swoimi
      frustracjami i żalami. Ale te, które siedza w domu z przymusu, są
      nieszczęśliwe - co wpływa na całą rodzinę - i żadne zaklęcia tego nie zmienią.

      Druga sprawa: nowoczesne przedszkola to nie przechowalnie, ale miejsca, gdzie
      dzieci niebywale sie rozwijają, głównie społecznie, przez kontakt z
      rówiesnikami. Przedszkola realizują wspaniały program nauczania. Dzieci mają
      rytmikę, opiekę logopedy, psychologa, gimnastykę. Nie gloryfikujmy
      maciezyństwa, naprawdę dziecku nie jest potrzebna matka 24godz na dobe, nigdy
      nigdzie tak nie było, to wymysł nowoczesnej rodziny nuklearnej, ktora raczej
      szkodzi psychice matki i dziecka, pozostawiajac i ch samych sobie. Kiedyś każdą
      rodzinę otaczała grupa krewnych, babek, ciotek, ciotecznego rodzeństwa i
      maluchy wcale nie przebywały z matkami, (które jako młode i silne pracowały w
      gospodarstwie lub gdzie indziej) tylko ze starszymi lub starszym rodzeństwem. I
      proszę nie mówić, że przedszkola są złe, że pracują w nich nieżyczliwi ludzie.
      Bo jeśli są takie przypadki, to nie wynkaja z natury tych instytucji, tylko z
      wagi jaką do nich przykładamy.

      Po trzecie nie podoba mi sie klasyfikowanie ludzi, którzy szukaja szczęścia i
      spełnienia jako egoistów. ("Pilnujący bilansu własnych zysków i strat egoiści
      nie będą mieć więdzej dzieci niż jedno" - to boski odys). Takie stawianie
      sprawy to dopiero manipulacja.
      Zresztą zaklinanie "egoistów" naprawę nic nie da, poza poczuciem pogardy i
      wyższosci względm nich. Ciekawa jestem jak wygląda w praktyce NIE-pilnowanie
      bilansu własnych zysków i strat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka