toni25
03.07.07, 23:37
Jeśli to ma być komentarz do „Księża pedofile: Grzech milczenia” Macieja
Bielawskiego, („Gazeta Świąteczna”, 16-17 czerwca), to Jacek Prusak
skompromitował się.
Qui legit, intelligat.
Na pełną analizę tekstu ks.Prusaka szkoda mi czasu, wybiorę jeden krótki cytat
jako przykład :
"Bielawski stwierdza, że w omawianej przez niego książce "statystyki poparto
solidnym materiałem bibliograficznym". Szkoda, że go nie podał. Powoływanie
się na badania psychologiczne księży prowadzone od 1968 r. za zgodą
Konferencji Episkopatu USA, które wykazały, że "20-25 proc. duchownych miało
poważne problemy natury psychiatrycznej, a 60-70 proc. cierpiało z powodu
niedojrzałości emocjonalnej. Zaledwie 7 proc. amerykańskich duchownych było
emocjonalnie dojrzałych, 18 proc. zaś pozostawało w fazie emocjonalnego
rozwoju", jest nieprecyzyjne z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że liczby
te biorą się z badań, które mają poważne słabości metodologiczne. Po drugie -
prowadzono je w dosyć odległych czasach. Jeśli chcemy analizować dojrzałość i
seksualność księży, musimy wiedzieć, jaką definicją dojrzałości się
posługujemy. Grupa badanych księży musi zaś być reprezentatywna i porównana z
inną grupą, aby na jej tle formułować wnioski odnośnie do "stanu" kleru w
danym społeczeństwie."
"Bielawski stwierdza, że w omawianej przez niego książce 'statystyki poparto
solidnym materiałem bibliograficznym'. Szkoda, że go nie podał. "
Bielawski podał źródło ("Sex, Priests, and Secret Codes. The Catholic Church's
2,000-Year Paper Trail of Sexual Abuse") i to wystarczy. Nie miał obowiązku
przytaczać pełnej bibliografii omawianej pozycji. To ks.Prusak powinien
zapoznać się z nią przed opublikowaniem swojej wypowiedzi w Gazecie.
"Po pierwsze dlatego, że liczby te biorą się z badań, które mają poważne
słabości metodologiczne. "
Kto stwierdził te słabości i na jakiej podstawie? - brak źródła, brak
uzasadnienia. Podstawowy zarzut ks. Prusaka jest nieuargumentowany. Jeśli jest
to wyłącznie jego opinia, powinien także ją uzasadnić.
"Po drugie - prowadzono je w dosyć odległych czasach."
Jeśli ks.Prusak zna daty powstania używanych obecnie testów psychologicznych,
dobrze wie, że przełom lat 1970/80 nie jest dla psychometrii odległym czasem.
Chyba, że jako teolog i wykwalifikowany pracownik socjalny nie ma pełnej
orientacji w psychometrii.
"Grupa badanych księży musi zaś być reprezentatywna i porównana z inną grupą,
aby na jej tle formułować wnioski odnośnie do "stanu" kleru w danym
społeczeństwie."
Dla grupy księży, nauczycieli czy strażaków reprezentatywny jest każdy ksiądz,
nauczyciel lub strażak. Wg Prusaka księża dzielą się na reprezentatywnych i
niereprezentatywnych dla księży - czyli jakich? Jacy księża są
niereprezentatywni dla tego środowiska? Test dzięki standaryzacji i
normalizacji jest właśnie obiektywną, rzetelną i trafną procedurą porównującą
i odnoszącą do normy - w psychometrii obowiązuje statystyczne rozumienie
normy. Przykładając w trakcie badania "miarkę" testową otrzymujemy gotową
odpowiedź, na ile dane zachowanie jest typowe dla określonej społeczności.
Testowanie jest porównywaniem.
Dalszą analizę mętnych wywodów ks.Prusaka pozostawiam innym chętnym.
Maciej Bielawski o molestowaniu seksualnym przez katolicki kler m.in. pisze tak:
"Rozpatrywanie takich spraw zostało powierzone Świętemu Oficjum, dzisiaj
Kongregacji Nauki Wiary. Kongregacja ta wydała w 1922 r. instrukcję "De modo
procedendi in causis sollicitationis". Był to dokument tak tajny, że nikt go
nigdy nie widział. 16 marca 1962 r. Kongregacja rozesłała biskupom "Instructio
de modo procedendi in causis sollicitationis" - i tym razie ściśle tajne:
tekst ten nigdy nie ukazał się w oficjalnym biuletynie Watykanu "Acta
Apostolicae Sedis". Istnienie dokumentu podano do wiadomości publicznej
dopiero w 2003 r. Stało się to już po wybuchu skandali pedofilii kleru i
wydaniu przez Kongregację Nauki Wiary dokumentu "De Delictis Gravibus". Ale
także ten dokument nadal poruszał się w obrębie "tajnego systemu", o którym
piszą autorzy książki. Piszą także o mentalności klerykalnej: materiał
dowodowy procesu przeciw danemu duchownemu musi zostać najpierw przesłany do
Kongregacji Nauki Wiary, która zadecyduje, czy sama się nim zajmie, czy
powierzy go trybunałowi diecezjalnemu. Procesem nadal zajmują się tylko
duchowni, a "tajemnica papieska" obowiązuje wszystkich uczestniczących w
procesie (włączając w to ofiary i świadków); choć dokument dotyczy wykroczeń,
które są przestępstwami w świetle prawa cywilnego, nie ma w nim mowy o tym, że
winnych trzeba oddać w ręce wymiaru sprawiedliwości. Jeszcze w 2002 r. jeden z
sędziów watykańskiej Roty w tekście zaaprobowanym przez Watykan napisał, że
"biskupi nie powinni wnosić do władz świeckich raportów o molestowaniu
seksualnym dzieci i młodzieży przez księży". Jednak tym, co naprawdę gorszy
podczas lektury tej książki, jest nie tyle stronniczość prawa kościelnego i
jego niedoskonałość, ile podejrzenie, że hierarchowie nawet do tego
niedoskonałego prawa nigdy się nie dostosowali."
Gdyby nawet J.Prusakowi udało się jasno i klarownie dowieść, że duchowni jako
grupa to osoby emocjonalnie dojrzałe poza wyjątkami uwikłanymi w skandale
pedofilskie, to co powie on o postawie kościelnych hierarchów wobec nadużyć
seksualnych? I o tych wszystkich duchownych, którzy znali problem, a milczeli
widząc zgorszenie i ukrywali zło "dla dobra Kościoła"? Zakładając, że ci
ludzie są emocjonalnie dojrzali, to mają świadomość tego, co robią. Postępują
w sposób przemyślany i zaplanowany, a nie pod wpływem emocjonalnego impulsu. A
jeśli tak, to muszą być ludźmi mocno zdemoralizowanymi. Tylko tak można
wytłumaczyć ich zupełny brak wrażliwości na obserwowane przez długie lata zło
- na nieodwracalne krzywdy wyrządzane molestowanym dzieciom.