mg2005
08.12.07, 09:58
"Zarówno najważniejsze osobistości z rządu, jak i z opozycji,
podobnie zresztą jak większość publicystów, utrzymują, że żadnej
suwerenności nie stracimy, a ci, co tak twierdzą, są zwyczajnymi
wariatami. Traktat reformujący skonstruowany jest bowiem
na "zasadzie przekazania", co oznacza, że Unia Europejska ma tylko
takie kompetencje, jakie państwa członkowskie jej przekażą. A skoro
to właśnie państwa decydują, jakie kompetencje przekazać nowemu
państwu, czyli Unii Europejskiej, to nie tracą suwerenności, chociaż
Unia ją nabywa. Słowem - wszyscy są suwerenni, więc ratyfikacja
traktatu reformującego może zakończyć się wesołym oberkiem.
I rzeczywiście - zasada przekazania jest w traktacie uroczyście
proklamowana, więc na pierwszy rzut oka żadnego niebezpieczeństwa
nie ma. Ale obok tej triumfalnej makiety mostu ukryta jest prawdziwa
przeprawa w postaci skromnego zdania, zawartego w art. 3a pkt. 3
traktatu, które oznajmia, co następuje: "Państwa Członkowskie
ułatwiają wypełnianie przez Unię jej zadań i powstrzymują się od
podejmowania WSZELKICH ŚRODKÓW (podkr. SM), które MOGŁYBY ZAGRAŻAĆ
(podkr. SM) urzeczywistnieniu celów Unii". Okazuje się, zupełnie
niezależnie od kompetencji przekazanych rytualnie w myśl "zasady
przekazania", że władze Unii mogą zażądać od każdego państwa
powstrzymania się od podejmowania jakichś środków (np. ustanowienia
praw), pod pretekstem, że "mogłyby" one zagrażać urzeczywistnieniu
celów Unii. Nie muszę dodawać, że żadne państwo członkowskie nie
wie, co "mogłoby" zagrażać urzeczywistnieniu celów Unii. Takie
rzeczy mogą wiedzieć tylko władze Unii Europejskiej. Jeśli zatem
uznają np., że odmowa legalizacji przez państwo
członkowskie "małżeństw" homoseksualnych "może zagrażać"
urzeczywistnieniu takiego celu Unii, jak "zwalczanie wyłączenia
społecznego" czy "dyskryminacji" (art. 2 traktatu), to zgodnie z
zacytowanym postanowieniem mogą zażądać od państwa członkowskiego
powstrzymania się od odmowy legalizacji takich związków. To
pokazuje, że fikcją mogą stać się również uroczyste zapewnienia,
jakoby kwestie społeczno-obyczajowe były zastrzeżone dla
ustawodawstw krajowych. Jakże mogą być "zastrzeżone", skoro władze
Unii mają prawo korygować postępowanie każdego państwa, jeśli tylko
uznają, już nawet nie, że "zagraża" ono realizacji celów Unii, ale
że "mogłoby" zagrażać. Taką właśnie metodą będzie przez władze Unii
Europejskiej systematycznie wypłukiwana suwerenność państw
członkowskich, niezależnie od solennych i patetycznych zasad,
pełniących wyłącznie funkcję socjotechniczną."
Stanisław Michalkiewicz