landaverde
03.02.08, 11:07
Dulscy się wyemancypowali. Na półce zamiast Biblii i książki
kucharskiej stoi Masłowska, dzieła wszystkie Grossa, „Idąc rakiem”
Grassa, którego Dulscy z roztargnienia wzięli za Grossa (a może
odwrotnie) – pisze felietonista
Dulscy wybili się na nowoczesność. Poszli z duchem czasu. Zdjęli
pluszowe kotary, otomany i kanapy odesłali do Torunia razem z
moherowymi beretami.Przebili ściany salonu do kuchni, a nawet do
klozetu. Bogoojczyźniane oleodruki, Kościuszkę pod Racławicami i
Matkę Boską z księdzem Skorupką pod Radzyminem wynieśli na śmietnik
i przywalili „Słonecznikami” van Gogha. Powiesili w to
miejsce „Penisa na skrzyżowaniu”, „Bolesną menstruację 15” i Marilyn
Monroe Andy’ego Warhola.
Świeży odór z Europy
Meble są szklane, plastikowe i powalające. Na półce zamiast Biblii,
książki kucharskiej i telefonicznej stoi Masłowska, dzieła wszystkie
Grossa, „Idąc rakiem” Grassa, którego Dulscy z roztargnienia wzięli
za Grossa (a może odwrotnie) i podręczniki dietetyczne. Wywietrzono
zatęchły smród rodzimy, otwarto szeroko okna, dzięki czemu do
strasznych mieszkań, w których do niedawna mieszkali straszni
mieszczanie, dociera każdy świeży odór ze świata i Europy. Na
szczęście na gzymsie sztucznego kominka palą się hinduskie
kadzidełka.
Postęp jest nieunikniony. Pani Aniela Dulska z domu Chomicka się
zliftowała, bywa na rautach i wernisażach. Papla o globalizacji
(wchodzę w Paryżu do „Tour d’Argent”, a tam sami Murzyni, biali są
tylko kelnerzy...), o polityce (ten Tusk taki przystojny, i tak
arystokratycznie nie wymawia r, nie to, co Kaczyński...), o sztuce
(to bardzo realistyczny obraz, widziałam kiedyś wypadek samochodowy
jak facetowi wypłynęło oko, zupełnie tak samo...), o beau mondzie
(Timberlake się związał z gwiazdą porno, a u nas ciągle zadupie,
tylko Doda i Majdan, wstyd...). Dulska jest feministką i domaga się
powszechnego prawa do aborcji na żądanie, ze względów ideowych i
praktycznych, odkąd Zbyszek zmajstrował bachora kuchcie i musi
płacić alimenty.
Spalić IPN
Pan Felicjan Dulski nie chodzi już na spacer dookoła stołu. Teraz
leży pod stołem i uprawia tam dla zdrowia feng shui, medytację i
yogę. Zbliża się już albo do doskonałości, albo do obłędu. Odzyskał
mowę i peroruje przez komórkę z kolegami z urzędu. Lubi politykować.
Nie wolno drażnić Rosji. Co sobie ci Amerykanie wyobrażają, że kim
my jesteśmy.
Korupcję należy oczywiście zwalczać, ale z umiarem, aby nikogo nie
skrzywdzić. Spalić IPN. Trzeba zrobić porządek w mediach. Co sobie o
nas Europa pomyśli. Jest zwolennikiem konstytucji europejskiej, a
zwłaszcza Karty praw podstawowych, bo wierzy, że dzięki niej będzie
miał prawo dostawać od żony większe kieszonkowe i jak w drugiej
Irlandii, będzie mógł wypić drugiego guinnessa.
Zbyszek spoważniał i przestał się lampartować. Czyta Żiżka w
oryginale i chodzi na odczyty Adama Michnika w Auditorium Maximum.
Chciał bronić demokracji przed bydłem nawet na barykadach, ale
demokracja obroniła się sama, więc teraz zamierza w niej
uczestniczyć, tylko jeszcze nie wie, gdzie; w służbach specjalnych,
w dyplomacji czy w Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa.
Kalkuluje, ale matka popycha go w stronę Komisji Europejskiej, bo –
jak mówi – przyjaciele ją zapewnili, że tam szatniarz ma więcej niż
u nas minister. Najmniej z rodziny Dulskich zmieniła się Mela –
nadal jest chorowita i anemiczna, leży całymi dniami w łóżku
rozczochrana i zaniedbana, tylko raz na tydzień pisze do „Wysokich
obcasów” artykuł o walce płci. Pomogła siostrze Hesi przyznać się
publicznie do aborcji i bycia lesbijką.
Hymn do mimikry
Kuchta Dulskich zabrała bękarta i pojechała do Londynu na zmywak.
Tęskni. Co dzień wychodzi nad brzeg Tamizy i wypatruje znaków z
Polski, czy już cud nastąpił i można wracać, czy poczekać, aż duch
odniesie zwycięstwo nad materią. Jej matka chrzestna,
Juliasiewiczowa, została posłanką i gwiazdą telewizyjnych talk-show,
gdzie wykłóca się i użera z każdym o wszystko, jak kiedyś z Dulską o
pieniądze. Przyznają jej talent polityczny i wróżą wielką przyszłość.
Dulscy się wyemancypowali, unowocześnili, przygładzili sobie i
wyperfumowali kołtun europejską wodą życia „Soir de pisoir”. Wyszli
na świat. Już się nie muszą ukrywać. Już się nie muszą bać kruchty
ani wstydzić obmowy. Mogą być sobą. Kabotyństwo jest dziś wartością
najwyżej notowaną w hierarchii, kołtun można obnosić z dumą, bo jest
światowy, globalny i zagraniczny. Szeroką falą płynie do nas, przez
Paryż i Berlin z kampusów Wschodniego Wybrzeża Ameryki intelektualna
piana, przeżuwana, trawiona i wydalana jak nawóz pod przyszłą
szczęśliwość powszechną.Setki, a może tysiące publicystów piszą
jeden niekończący się tekst, hymn do snobizmu i mimikry, którego
jedynym celem jest zaznaczenie własnej przynależności. Do świata, do
nowoczesności, do postępu. Wchodzimy w ten świat lekko, łatwo i
przyjemnie, bo bez własnego bagażu, zostawionego na peronie we
Włoszczowie, bez garbu doświadczeń własnych, których pamiętać nie
wypada i bez godności, wstydliwie ukrytej w piwnicy domu Dulskich,
pod węglem i kartoflami.
W zachwycie nad cudzym bełkotemKołtun ufryzowany modnym frazesem
postępowym nie przestaje być kołtunem. Półgłówkom od tego głowa
puchnie monstrualnie, ale nie staje się wcale głową. Dureń wyzbyty
nawyku i konsekwentnie pozbawiany odwagi do samodzielnego myślenia
pozostaje zatopiony w zachwycie nad cudzym bełkotem jak owad w
bursztynie. Na zawsze.
Dulscy, którzy strząsnęli z siebie kurz i pajęczynę tradycji, nie
przestali być przez to eksponentami dulszczyzny. Mają tylko
kołtuńskie łby wetknięte do innego, nowego kąta. Śmierdzą inaczej,
mniej swojsko, ale jednak śmierdzą. Bo cóż to za życie bez
dyskretnego choćby smrodku konwenansu, zwanego dziś poprawnością
polityczną, zwłaszcza jeśli i konwenans, i smrodek są światowe.
Ponieważ na pana Felicjana Dulskiego nie można już liczyć, to sam
westchnę z cicha – a bodajby was wszystkich diabli wzięli.
--
Zaczerpnięte z portalu „Nacjonalista.pl”
Autor jest współpracownikiem „Faktu”