andrzej369 21.03.08, 21:39 Jezeli Jezus byl Bogiem, to Nim, jest kazdy czlowiek na Ziemi. Jezeli ja nie jestem Bogiem, to Jezus Nim rowniez nie byl. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
brat_oblat bezsens indokrynacji 22.03.08, 21:03 Ten belkot juz nie jest smieszny… Klamstwa powtarzane miliony razy maja stac sie prawda??? Wsrod faryzeuszy w czasach Jezusa wyznawano zmartwychwstanie zydowskiego mesjasza, tak jak wczesniej w innych religiach. Pomysl byl glupi, kompromitujacy dla kazdej z tych religii, ale widac klamstwa powtarzane miliony razy staja sie prawda… Nawet ci co pisali ewangelie wg Marka (pierwsza z czterech) mieli opory, zeby takie klamstwo tam wpisywac, wiec skonczyli tekst na slowach, ze grob byl pusty. Potem urzednicy koscielni bezczelnie dopisali tam zmartwychstanie. Obrzydliwa jest ta nachalna bezsensowna indokrynacja powtarzana w kolko bez konca… Odpowiedz Link Zgłoś
papac Oni też? 22.03.08, 23:54 iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=986&Itemid=1 Odpowiedz Link Zgłoś
abhaod wspomnienie o heretyku... 23.03.08, 11:59 ... ale kamien wegielny odrzucony przez budujacych stal sie kamieniem wegielnym. "Nazywamy, obwieszczamy i osądzamy cię zatwardziałym heretykiem" - inkwizytor powoli odczytywał wyrok. Był 17 lutego 1600 roku. Nim Giordano Bruno stanął na stosie, kat wbił mu głęboko w gardło drewniany kołek. By milczał. Mija właśnie 408 lat od tamtych wydarzeń, a Kościół nadal boi się jego słów. Urodził się w styczniu 1548 roku w miasteczku Nola obok Neapolu w ultrakatolickiej rodzinie. 15 czerwca 1565 roku rozpoczął nowicjat w opactwie dominikanów (gdzie wcześniej uczęszczał do przyklasztornej szkoły) jako brat Giordano (Iordanus). W roku 1572 przyjął święcenia kapłańskie i rozpoczął studia teologiczne. Ale dziwne to były nauki. Najpierw wzbudziły konsternację i niesmak, a później przerażenie u zakonnych współbraci. Oto młody mnich, miast wczytywać się w Pismo i księgi ojców Kościoła, czytał greckich filozofów, uczył się matematyki, filozofi i klasycznej i astronomii. Zgłębianie zwłaszcza tej ostatniej doprowadziło go do publicznego stwierdzenia, że "Kopernik ma poniekąd rację, a ci, którzy nadal uważają, iż Ziemia jest centrum świata, są kompletnymi durniami. W ogóle teologia jest nauką niedorzeczną, a jej dogmaty są albo śmieszne, albo podejrzane". Słysząc coś podobnego, mnisi wpadli w panikę i powiadomili o wszystkim neapolitańskich biskupów, a ci, bez zastanowienia, oskarżyli Giordana o herezję. Był rok 1575. "Oczywista wina" buntowniczego dominikanina spisana została w 130 punktach. Wydano pospieszny nakaz aresztowania, który (już wówczas) najpewniej skończyłby się procesem i śmiercią, gdyby Giordano Bruno nie salwował się ucieczką do Rzymu. Odtąd uciekał do końca życia. Czując na plecach oddech pościgu, zbieg zrzuca (na zawsze) habit zakonny i uchodzi do Genui, potem do Ligurii, do Savony, Turynu, Wenecji, Padwy, Bergamo, Mediolanu. Ale pierścień nagonki zaciska się coraz szczelniej. W końcu inkwizycja ogłasza, że każdy, kto zbiegowi pomoże, będzie uznany za współwinnego, więc Bruno ucieka za granicę. Trafi a do Genewy, gdzie przechodzi na kalwinizm i... I zostaje natychmiast aresztowany (6 sierpnia 1579 roku) za opublikowanie nieprawomyślnej broszury wyliczającej błędy dogmatów religijnych. Zwolniony z więzienia wyjeżdża do Lyonu, a potem do Tuluzy, gdzie zostaje wykładowcą filozofi i i medycyny. W roku 1581 ląduje w Paryżu (znów uciekając przed nagonką) na dworze Henryka III. Tu z polecenia króla zostaje profesorem Sorbony. Stawia jednak pewien osobliwy warunek: godzi się na objęcie katedry, jeśli zostanie zwolniony z obowiązku uczęszczania na msze. Walezy godzi się na to, ale i on z kolei określa cenę owego niesłychanego na owe czasy przywileju: Giordano (do dziś uważany za ojca mnemotechniki) ma nauczyć monarchę sztuki natychmiastowego zapamiętywania dużych partii tekstu. Tak też się staje. Względna stabilizacja nie trwa jednak długo. Biskupi inkwizycji żądają od króla, aby im wydał Bruna. Przed kolejnymi prześladowaniami religijnymi uczony ucieka do Anglii, później z powrotem do Francji, następnie do Czech (podobno na krótko też i do Polski), Niemiec i Szwajcarii. W końcu ma już na karku trzy ekskomuniki: katolicką oraz luterańską i kalwińską. Wszystkie za podważanie elementarnych dogmatów chrześcijańskiej wiary. Ścigany po całej Europie aż sześcioma listami gończymi (w tym najgroźniejszym - Świętej Inkwizycji) wraca do Włoch. Po co? Do dziś nie wiadomo. Według jednych historyków, ma już dość tułaczki i zrezygnowany godzi się na proces, jaki go czeka; według innych - inkwizycja posługuje się podstępem, wabiąc uczonego zawieszeniem broni i obietnicą katedry matematyki w Padwie. 23 maja 1592 roku zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu w Wenecji. Cela, jaką mu przeznaczono (do lutego 1593 roku), ma dach celowo wykonany z ołowiu. Latem panuje w niej temperatura ponad 50 stopni C, zimą jest -5 stopni. Tak łamani są najciężsi przestępcy - jawnogrzesznicy. Ale Bruna złamać ciężko. Zachowały się zapiski, że podczas przesłuchań jest coraz słabszy. Tak wycieńczony, że sędziowie muszą go najpierw upominać, a potem biciem zmuszać, aby przyjął postawę stojącą, a nie kładł się na podłodze. Jeśli jednak można razami zmusić uczonego do stania, to już sędziom nie sposób wymóc na nim zaparcia się swoich przekonań. W końcu bezradny trybunał (choć bardzo chciał osądzić i stracić heretyka) przekazuje Brona do Rzymu w ręce Świętego Ofi cjum. Umieszczony zostaje w lochach Zamku św. Anioła. W celi bez okna. Spędza tam siedem lat - głodzony, bity i przypalany gorącym żelazem. Oprawcom zależy na publicznym odwołaniu "herezji". Odpowiedz Link Zgłoś
abhaod c.d. 23.03.08, 12:00 Protokóły z jego przesłuchań liczyły 295 stron i choć zachowały się tylko ich fragmenty, popatrzmy, co wywołało taką wściekłość zarówno Kościoła katolickiego, jak i protestanckiego. Oto Giordano Bruno twierdzi, że: 1. Trójca Święta to wymysł i nic innego jak rodzaj politeizmu; 2. nie istnieje nic takiego jak święty sakrament eucharystii, piekło i niebo; 3. historia o stworzeniu świata, o Adamie, Ewie, Kainie, Ablu i setkach innych postaci wypełniających Biblię to bajki; 4. dziewictwo Maryi oraz niepokalane poczęcie jest bzdurą obrażającą ludzi myślących; 5. Chrystus nie był bogiem, a jedynie sprytnym kuglarzem; 6. Bóg jako osoba, jako inteligentny byt nie istnieje. Przyroda jest bogiem, to ona stworzyła człowieka i wszystko co żywe oraz nieżywe; 7. Ziemia nie jest centrum świata - jak tego chce Kościół - ani nawet nie jest nim Słońce, jak to ogłosił Kopernik. Nasz Układ Słoneczny jest jednym z nieskończonej liczby podobnych sobie światów, w których żyją inne istoty; 8. rządzi tym wszystkim nie jakiś Stwórca, lecz prawa astronomii i matematyki. To one są prawdziwymi twórcami wszystkiego. 9. Ludzie, bez względu na pochodzenie i religię, są sobie równi i mają takie same prawa stanowione przez państwa, a nie przez Boga. Te twierdzenia powinny już dawno zaprowadzić go nie na jeden, a na dziesięć stosów, a jednak w lutym 1599 roku sędziowie Świętej Inkwizycji poczuli się bezradni i zmęczeni. Do rozpalenia stosu wystarczyło drobne choćby przyznanie się więźnia do winy i cień skruchy (tego wymagało prawo), ale on trwał w grzechu i ani myślał przepraszać za cokolwiek. Poprosili więc o pomoc papieża Klemensa VIII (Bruno nazwał go wcześniej wikariuszem diabła), a ten instruował sędziów w liście: Cytat: „Ojcowie Duchowni mają niezwłocznie i ostatecznie przedstawić oskarżonemu jego twierdzenia jako nie tylko heretyckie, ale i potępione przez Kościół Święty i Stolicę Apostolską. Jeśli uzna je za takie, to dobrze, w przeciwnym razie należy dać mu ostatnie, powtarzam ostatnie, 40 dni do namysłu”. Odpowiedź od trybunału nadeszła wkrótce i doprowadziła „diabelskiego wikariusza” do szału. Sędziowie donosili bowiem, że „Giordano Bruno oświadczył, że nie ma się z czego kajać, niczego nie żałuje i nie ma powodu do odwoływania czegokolwiek. Daleki jest też od jakiejkolwiek skruchy”. Wobec takiego stanu rzeczy poddano skazańca jeszcze bardziej wyrafinowanemu przesłuchaniu, łamiąc mu po kolei palce dłoni, a później kości przedramienia. Skatowany, obleczony w strój pokutny, klęcząc, a właściwie półleżąc, wysłuchał w końcu wyroku: Cytat: „Nazywamy, obwieszczamy, osądzamy i ogłaszamy cię, bracie Giordano Bruno, nieskruszonym, zawziętym i zatwardziałym heretykiem. Jako takiego wyłączamy cię z powszechności kościelnej i z naszego Świętego Niepokalanego Kościoła, którego miłosierdzia okazałeś się niegodnym (…. Prócz tego osądzamy i potępiamy wszystkie twoje dzieła i pisma oraz zakazujemy czytania, rozpowszechniania i posiadania ich, jako heretyckich i kłamliwych. Nakazujemy, aby wszystkie twoje książki od dnia dzisiejszego aż po wsze czasy były publicznie niszczone i palone na placu św. Piotra oraz wpisane na indeks ksiąg zakazanych”. Wszyscy bez wyjątku sędziowie przekonani byli, że skazaniec – niemal nieprzytomny – nie słyszał orzeczenia albo nie rozumie, co ono oznacza, a jednak z ust Bruna wydobyły się słowa, które zapisały się w pamięci przyszłych pokoleń dłużej niż nazwiska oprawców: „Powiadam wam, że z większą trwogą wygłaszacie przeciwko mnie ten wyrok, aniżeli ja go wysłuchuję”. Papież niezwłocznie zatwierdził egzekucję, surowo przy tym nakazując, aby usta heretyka zakneblować drewnianym kołkiem, „tak aby przybyła pod stos gawiedź nie usłyszała jakiś bluźnierstw czy niebezpiecznych, bezbożnych nauk”. Nie zgodził się też na wcześniejsze podduszenie skazańca (co wówczas było powszechnie stosowane), aby zmniejszyć mu męki. 17 lutego 1600 roku w drodze na Campo di Fiori Giordanowi Brunowi towarzyszyła procesja jego oprawców i sędziów. Podążali za terkoczącym wózkiem, skrywając swoje twarze pod szpiczastymi kapturami z otworami na oczy. Po trzech minutach od chwili podpalenia stosu ciało skazańca zamieniło się w żywą pochodnię. Następnego dnia – z rozkazu papieża – Rzym oblepiono obwieszczeniami takiej treści: „W czwartek rano spalony został żywcem ów zbrodniczy brat zakonu z Noli. Był to niezwykle uparty heretyk, który według swojej fantazji układał różne twierdzenia przeciwko naszej wierze, a zwłaszcza Najświętszej Panience (…. Mówił, że chętnie umiera jako męczennik i że dusza jego pójdzie wraz z dymem do raju. Teraz dowie się, czy mówił prawdę!”. Przez 408 lat od wydarzeń na Campo di Fiori Kościół katolicki kategorycznie odmawiał i nadal odmawia przyznania się do błędu, przeproszenia za morderstwo, czy choćby namiastki rehabilitacji Giordana Bruna. Kategoryczne „nie” wyraził w tej kwestii Jan Paweł II, mimo że o złagodzenie stanowiska prosili go uczeni z największych światowych uniwersytetów – w tym ponad setka noblistów. Wcześniej, 9 czerwca 1889 roku, Watykan próbował wszelkimi siłami – posuwając się do groźby i przekupstwa – storpedować odsłonięcie rzymskiego pomnika Bruna na Campo do Fiori, czynił też usilne zabiegi dyplomatyczne, aby jeden z kraterów na księżycu nie został nazwany imieniem tego jednego z pierwszych nowoczesnych myślicieli Europy. Odpowiedz Link Zgłoś
piokuk Re: c.d. 12.04.09, 01:54 I po co to? Właśnie dlatego Bóg dał ci wolną wolę byś mógł odgrywać rolę ateistycznego chojraka. Chcesz wierzyć - wiesz, nie chcesz - nie wierz, ale gó... mnie obchodzą twoje przeklejanki. Odpowiedz Link Zgłoś
tasman48 Re: wspomnienie o heretyku... 12.04.09, 05:14 Bardzo dobrze opisane, ale neurotyków na tym forum nie przekonasz niestety :/... Odpowiedz Link Zgłoś
elsby Ok,ale po co to wszystko? 11.04.09, 22:44 Ta cała ciuciubabka z "doczesnością" ,"tajemnicą"? I z "winą"? Za co?.... programiści teologiczni zawsze znajdą jakiś zaradczy algorytm...spoko. Odpowiedz Link Zgłoś
douglasmclloyd Re: 11.04.09, 23:11 andrzej369 napisał: > > Jezeli Jezus byl Bogiem, to Nim, jest kazdy czlowiek na Ziemi. > Jezeli ja nie jestem Bogiem, to Jezus Nim rowniez nie byl. A pan do kogo? Odpowiedz Link Zgłoś