Dodaj do ulubionych

Specjalne miejsce dla riversa

21.09.04, 13:10
Proszę Cię bardzo, drogi rywersie, tutaj możesz pisac swoje listy, wiersze,
opowiadania, tworczosc rymowana lub nie, krotkie formy prozatorskie oraz
generalnie wszystko, co się w mrocznych tajnikach duszy twej subtelnej
narodzi.
Wątek powstal na specjalne zyczenie Wszystkich tych, ktorzy nie lubią
jarmarcznych figurek w Luwrze.
Obserwuj wątek
    • ramon1 Re: Specjalne miejsce dla riversa 21.09.04, 19:38
      Drodzy czatownicy(czki), czemu w ogóle odpowiadacie na ten post,to jest
      [prowokacja, czy Wy w ogóle nie myślicie nad tym co piszecie, czy tylko
      piszecie żeby pisać ?.Najwpierw przeczytajcie dokładnie o co chodzi ,a potem
      piście.Przecierz Riwers Was olewa , niewidzicie tego ?. A Wy piszecie , po
      co ?. Dajcie se spokój, olewajcie to !!


      pozdrawiam...















      • werra Re: Specjalne miejsce dla riversa 21.09.04, 21:48
        ramon1 napisał:

        > Drodzy czatownicy(czki), czemu w ogóle odpowiadacie na ten post,to jest
        > [prowokacja, czy Wy w ogóle nie myślicie nad tym co piszecie, czy tylko
        > piszecie żeby pisać ?.Najwpierw przeczytajcie dokładnie o co chodzi ,a potem
        > piście.Przecierz Riwers Was olewa , niewidzicie tego ?. A Wy piszecie , po
        > co ?. Dajcie se spokój, olewajcie to !!
        >
        >
        > pozdrawiam...
        >
        >

        drogi czatowniku,
        jesli idzie o twoj post, to dalibog nie wiem, o co chodzi, choc najwpierw
        przecierz przeczytalam. o czym to moze swiadczyc?
    • pazlotko miejsce 21.09.04, 19:54
      nie dziwi mnie, ze ci, dla ktorych Luwr jest wyznacznikiem tzw. smaku, klasy,
      jakosci - przeciwienstwo dostrzegaja w jarmarku.
      jarmark, choc w swiadomosci wielu ludzi pozostanie synonimem kiczu, od dawna
      jest duzo bardziej niepowtarzalny niz sklepowe i powszechne badziewie.
      a do tego Luwr, juz od dawna, jest obszarem jarmarku.

      sugerowalabym wesprzec sie raczej malarstwem w altamirze, by skontrastowac ze
      wspolczesnym graffitti.

      ale wtedy trzeba byloby raczej myslec o wolnosci i o pierwotnej potrzebie
      ekspresji w tym ograniczajaco juz glupim ludzkim zamecie. Kamilka ogarnia? czy
      dziecko pod stolem? czy tez prezentuje wlasnie gwizdek-kogutek-lub-kurka ze
      swojego stoiska w sasiedztwie Luwru? oczywiscie wyobrazeniowo... oczywiscie...
      nie sugeruje, ze Kamilka wystepuje w roli przekupki. Kamilka - nie watpie, ze
      wolalaby byc Diego Velazqueza przyjaciolka, albo moze nim samym? ciekawe co
      Kamilka najbardziej w Luwrze ceni? moze te cisze... ten szczegolny rodzaj ciszy
      zmieszanej z napieciem, to przekonanie ludzi, ze obcuja z sacrum i juz im sie
      nawet myli, czy swieckie ono, czy swiete.

      (z gwizdkow jarmarcznych bardzo lubilam te, do ktorych nalewalo sie wode, a
      ilosc wody zmieniala ich dzwiek).





      kamila77 napisała:

      > Proszę Cię bardzo, drogi rywersie, tutaj możesz pisac swoje listy, wiersze,
      > opowiadania, tworczosc rymowana lub nie, krotkie formy prozatorskie oraz
      > generalnie wszystko, co się w mrocznych tajnikach duszy twej subtelnej
      > narodzi.
      > Wątek powstal na specjalne zyczenie Wszystkich tych, ktorzy nie lubią
      > jarmarcznych figurek w Luwrze.
      • ramon1 Re: miejsce 21.09.04, 20:01
        pazlotko napisała:

        > nie dziwi mnie, ze ci, dla ktorych Luwr jest wyznacznikiem tzw. smaku, klasy,
        > jakosci - przeciwienstwo dostrzegaja w jarmarku.
        > jarmark, choc w swiadomosci wielu ludzi pozostanie synonimem kiczu, od dawna
        > jest duzo bardziej niepowtarzalny niz sklepowe i powszechne badziewie.
        > a do tego Luwr, juz od dawna, jest obszarem jarmarku.
        >
        > sugerowalabym wesprzec sie raczej malarstwem w altamirze, by skontrastowac ze
        > wspolczesnym graffitti.
        >
        > ale wtedy trzeba byloby raczej myslec o wolnosci i o pierwotnej potrzebie
        > ekspresji w tym ograniczajaco juz glupim ludzkim zamecie. Kamilka ogarnia?
        czy
        > dziecko pod stolem? czy tez prezentuje wlasnie gwizdek-kogutek-lub-kurka ze
        > swojego stoiska w sasiedztwie Luwru? oczywiscie wyobrazeniowo...
        oczywiscie...
        > nie sugeruje, ze Kamilka wystepuje w roli przekupki. Kamilka - nie watpie, ze
        > wolalaby byc Diego Velazqueza przyjaciolka, albo moze nim samym? ciekawe co
        > Kamilka najbardziej w Luwrze ceni? moze te cisze... ten szczegolny rodzaj
        ciszy
        >
        > zmieszanej z napieciem, to przekonanie ludzi, ze obcuja z sacrum i juz im sie
        > nawet myli, czy swieckie ono, czy swiete.
        >
        > (z gwizdkow jarmarcznych bardzo lubilam te, do ktorych nalewalo sie wode, a
        > ilosc wody zmieniala ich dzwiek).
        >
        >
        >
        >
        >
        > kamila77 napisała:
        >
        > > Proszę Cię bardzo, drogi rywersie, tutaj możesz pisac swoje listy, wiersz
        > e,
        > > opowiadania, tworczosc rymowana lub nie, krotkie formy prozatorskie oraz
        > > generalnie wszystko, co się w mrocznych tajnikach duszy twej subtelnej
        > > narodzi.
        > > Wątek powstal na specjalne zyczenie Wszystkich tych, ktorzy nie lubią
        > > jarmarcznych figurek w Luwrze.




        pa zlotko, hym.... po co to piszesz? , nie rozumiem... może chcesz zwrócić
        na Siebie uwage?......
          • pwrzes Re: miejsce 21.09.04, 23:10
            Ja podbijam wlasne statystki, za to mi wyplacaja nagrody pieniezne.
            Co do Luwru, do pupy jest Luwr: goraco, goraco, goraco (to kolejka do Luwru),
            potem bieg na 800 metrow a na koniec i tak nie ma medalu. A jak chce sie poczuc
            jak sardynka w puszce to taniej wyjdzie przejazd komunikacja miejska w stolicy,
            w godzinach szczytu ...

            M.
      • agni_me Re: miejsce 21.09.04, 21:05
        Ciekawi mnie, gdzie pazłotko przeczytało, że Luwr jest wyznacznikiem smaku.
        Zwykle kojarzony jest ze sztuką uznaną i namaszczoną, no i starożytnościami,
        nie z klasą. Jestem przekonana, że gdyby dało się przenieść malowidło naskalne
        do muzeum, to już dawno bizony z Altamiry by tam były – i sto do jednego, że
        tym muzeum byłby Luwr. Tak jak bazgry „graficiarzy” są w Centre Pompidou. No
        ale żeby to wiedzieć trzeba chodzić po muzeach, nie po jarmarkach.

        Swoją drogą, nie wiem czyją przyjaciółką chciałaby być kamila, ale wiem, że na
        asfaltach Ingresa wyglądałaby znakomicie.
        • pazlotko Re: miejsce 22.09.04, 00:34
          droga Agni

          doczytaj uwazniej, prosze.
          nie napisalam, ze Luwr jest wyznacznikiem smaku, ale pisalam o tych dla, ktorych jest - to
          wyczytac moglam z metafory Kamilki, gdzie Luwr mial byc w opozycji do kultury jarmarcznej.
          czyz nie? oczywiscie moglam zinterpretowac, uwzgledniajac wyzszy poziom kpiny, ze ani Luwr
          ani figurka jarmarczna niczego nie wartosciuje, bo oczywiscie i rzeczywiscie przebrzmiale to
          symbole.

          wlasnie dlatego, ze malarstwa z Altamiry przeniesc nigdzie nie mozna - jest tym czym jest. a
          graffitti w Centre Pompidu - kogo to dziwi? dowod to jedynie na to, ze: czlowiek wszystko
          wstawia w ramy, by sobie ulatwic, by oswoic, zrozumiec i zredukowac ostatecznie.
          ale w europie graffitti to zaledwie moda. w stanach to zupelnie inny rodzaj koniecznosci i
          zupelnie inaczej ono tez wyglada, bo w kontekscie jakze innej architektury.

          jednak wg. tego, co napisalam (we wczesniejszym poscie, a co nadal podtrzymuje) - twoje
          lokowanie Kamilii u Ingresa jest zrobieniem z niej figurki jarmarcznej. tak to wyszlo - po
          logicznej linii. mi to szczerze powiedziawszy obojetne, ale sama, Agni, oddalas Kamilke na
          jarmark. a niech sie ciesza. ku radosci ogolu.


          innymi slowy:
          gdziekolwiek nie pojdziesz - wszedzie jarmark. zywe targowisko.
          ta Kamilkowa metafora po prostu glupiutka i pod stolem.

          na temat glownego poruszoneg przez Kamile problemu sie nie wypowiadam, bo podobnie jak i
          adresta (w co nie watpie) - nie jest mnie to w stanie ani zdziwic, ani zafrapowac, wiec koncze
          wlasne uczesnictwo w tym watku.

          > ale żeby to wiedzieć trzeba chodzić po muzeach, nie po jarmarkach.
          Agni, ty lepiej tak tym muzeom nie wierz, tam boga nie ma - to pewne :).
          • agni_me Re: miejsce 22.09.04, 11:37
            Pazłotko nie pisze już o sobie w trzeciej osobie? a więc dobrze.

            Drogie pazłotko,

            jestem właśnie szalenie ciekawa, które to słowa skłoniły cię do wyczytania tak
            wiele z metafory kamilki. To jedno zdanie o figurgach w Luwrze? Czy to nie zbyt
            daleko idąca nadinterpretacja?

            Twoja wiara w to, że malarstwa naskalnego przenieść nie można i że to jest
            wartość jest wzruszająca. Bizony i łanie z Altamiry jak każde uznane dzieło
            sztuki jest powielane wszędzie, gdzie się da, nawet w disnejowskich filmach dla
            dzieci. Uznanie, że Altamira jest przeciwieństwem "jarmarcznego" Luwru uważam
            za szalenie naiwne. Ale to urocza naiwność.

            Zaś umieszczenie kamili u Ingresa było jedynie uznaniem dla jej cery i
            łagodnych, kobiecych rysów - jak żywcem wyjętych z obrazów Ingresa. Taki
            swoisty kod dla tych, którzy wiedzą jakie kobiety lubił malować. Nie doszukuj
            się Vanity Fair tam, gdzie jest jedynie album z reprodukcjami odświeżający
            wspomnienia.

            W muzeach nie szuka się boga, pazłotko, tak, jak i nie znajdziesz go w
            graffiti. Odwiedzając muzea można poznać część siebie, to ta sama, którą
            poznajesz dzięki "ulicy". Zwłaszcza dobrze to robi młodym dziewczętom. Polecam
            serdecznie.
            • pazlotko Re: miejsce 22.09.04, 16:18
              hmmm

              >Zwłaszcza dobrze to robi młodym dziewczętom.

              polecasz jako mlode dziewczecie? czy mi jako mlodemu dziewczeciu w podtekscie?

              obie wersje podobaja mi sie tak samo, bo tracaja juz fikcja. czuje sie w
              koniecznosci przebrania na powaznie :)

              tymczasem, agni, donosze ci, ze absolutnie sie z toba zgadzam, ze altamira z
              graffitti to podobna szmira, gdyby nie to, ze w usa graficiarze gina z rak
              policji, a malarstwo w altamirze chronione jest przed nadmiarem swiatla.

              poza tym zyjemy w takich czasach, ze jesli sami nie zachowamy ciszy wobec spraw
              waznych, niewatpliwie nikt ich za nas nie przemilczy. (tu chodzi mi o to, ze
              wszystko ma znamiona banalu, bo juz jest przegadane po wielokroc).

              bardzo mnie cieszy, ze poznajesz czesc siebie odwiedzajac muzea i ze w podobny
              sposob ulica Cie wzbogaca. ze swej strony dodam: nie ustawaj z wiekiem.

              bog? czy to zjawisko przelotne???
              a Vanity Fair... co to jest wlasciwie?? nowe jego imie?


              album z reprodukcjami odświeżający
              > wspomnienia.
              ??? z muzeow? o to Ci chodzilo?



              • agni_me Re: miejsce 22.09.04, 23:08
                Polecam muzea młodym dziewczętom. Dokładnie to napisałam - czytaj bez
                podtekstów.

                Jeśli uważasz, że altamira i grafitti to szmira - twoje prawo, ja sądzę
                zupełnie inaczej. Ale miło mi, że się różnimy. Donoszę też, że w Luwrze równie
                intensywnie chroni się dzieła, choć doprawdy nie rozumiem twojego wtrętu. Nigdy
                nie lubiłam USA, nie mają tam poszanowania dla sztuki i kompletnie niewinnych
                graficiarzy zabijają ze sprayem w ręku, tylko dlatego, że są graficiarzami
                (choć akurat tę wiadomość znam tylko od ciebie, ale wierzę ci jak ojcu).

                Dziękuję za dobre rady, pazłotko, zawsze wzrusza mnie życzliwość innych. Nie
                ustaję w poznawaniu siebie i muzeów i nie ustanę.

                Album odświeża wspomnienia emocji i zachwytów, tak jak zdjęcia z wakacji
                przypominają Józka, Vanity Fair to targowisko próżności (jarmark), nie bog.
            • pazlotko Re: miejsce 22.09.04, 20:54
              Agni,

              jeszcze jedno:

              > Twoja wiara w to, że malarstwa naskalnego przenieść nie można i że to jest
              > wartość jest wzruszająca. Bizony i łanie z Altamiry jak każde uznane dzieło
              > sztuki jest powielane wszędzie, gdzie się da, nawet w disnejowskich filmach
              dla dzieci.

              naiwnoscia gigantyczna i przerazajaca jest: trzymajac fotografie myslec, ze ma
              sie fragment rzeczywistosci materialnej, albo ogladajac film myslec, ze
              doswiadcza sie realnego, nie sadzisz?. choc ten absurd wynika z Twojej
              wypowiedzi, nie zamierzam imputowac Ci tym samym tych przekonan. natomiast blad
              logiczny jest zasadniczy.
              ale z tego tez wynika, ze calkowicie nie zrozumialas gdzie tkwi
              niepowtarzalnosc tego malarstwa i jaka jest roznica wobec tego wszystkiego, co
              oferuje Luwr.

              i ostatnia rzecz:

              jestem właśnie szalenie ciekawa, które to słowa skłoniły cię do wyczytania tak
              > wiele z metafory kamilki. To jedno zdanie o figurgach w Luwrze? Czy to nie
              zbyt
              >
              > daleko idąca nadinterpretacja?


              Agni, czy Ty nie widzisz, ze zadajac mi takie pytanie sama siebie
              kompromitujesz calkowicie?


              Agni zjadla Agni

              smacznego

              ja dziekuje


              • agni_me Re: miejsce 22.09.04, 22:55
                Drogie pazłotko,

                Fotografia JEST fragmentem rzeczywistości materialnej, a oglądając film można
                doświadczyć realnego, bo wywołane nimi emocje są realne.

                To oczywiście miłe, że zajmujesz się moim odbiorem sztuki i martwi cię, że
                czegoś nie zrozumiałam, mnie znacznie bardziej martwi to, że nie rozumiesz
                tego, co piszę i dopuszczasz się w związku z tym zabawnych interpretacji.
                Ale taki twój urok. Albo moja nieumiejętność pisania.

                Zauważyłam też, że twoim wypowiedziom brakuje zupełnie argumentów. To miłe, że
                martwisz się moją kompromitacją, ale skoro o niej piszesz, to może ją wskaż.
                Miło również byłoby, gdybyś powiedziała, na czym opierasz przekonanie, że nie
                zrozumiałam różnicy między Altamirą a Luwrem, a co za tym idzie, na czym ta
                różnica polega. Ot takie zasady cywilizowanej rozmowy.

                I wiesz, dopiero teraz zauważyłam, że miałaś nie odpisywać. :-)
                • pazlotko Re: miejsce 23.09.04, 00:47
                  myslalam, ze tam sie zakonczy, ale sie nie zakonczylo wiec odpowiadam i
                  odpowiadam.
                  choc laknienia we mnie nie ma..

                  zrobmy salatke.
                  potem ja sfotografujmy...
                  patrzac na fotografie, jej smak to kwestia wyobrazni. jaki to fragment
                  rzeczywistosci Agni??? to obraz. po prostu rzeczywistosci reprezentacja. osobny
                  byt, ktory jedynie odnosi do tego, co rzeczywiste, ale tym nie jest. film??
                  emocje wywolane obrazem moga byc duze, nawet bardzo i one sa realne, ale
                  siedzac w fotelu doswiadczamy fotela, patrzac na telewizor i zaciskajac rece.
                  reszta to wyobraznia.

                  wiec robimy salatke.
                  jest kamera. robimy tez krotki film na video. przychodza goscie. moze sam film
                  im wystarczy? beda mogli zobaczyc proces krok po kroku i efekt koncowy
                  oczywiscie.

                  ani fotografia, ani film nie jest fragmentem rzeczywistosci, o ktorej mowia. sa
                  osobne, niezalezne, stwarzaja w pewnym sensie nowe rzeczywistosci.

                  mamy sloneczniki van gogha reprodukowane na torbie, na t-shircie i prawdziwy
                  obraz artysty na scianie, i mamy tez sloneczniki w wazonie. wszystko osobne
                  oczywiscie, samo o sobie mowi. a teraz robimy fotografie wszystkiego po koleii,
                  mam wrazenie, ze to ujednolica, ze wszystko jest rowna pochodna po prostu.
                  oczywiscie mozemy manipulowac skala fotografii, miejscem powieszenia,
                  kontekstem itp. ale to juz zalezy od intencji i rodzaju interpretacji.

                  interpretacje sa rozne czasem dziwne agni, czasem banalne, zabawne,
                  zaskakujace. ty interpretujesz mnie przeciez i uwazam, ze mowi to wiecej o
                  tobie niz o mnie :)

                  powiem ci, choc nie jest to nic, czego nie moglabys sama dociec: zasadnicza
                  roznica miedzy altamira, a luwrem skrywa sie w architekturze oraz w
                  przeznaczeniu malarstwa jakie prezentuje. nie jest bez znaczenia przeciez, ze
                  malarstwo naskalne oglada sie w rzeczywistym miejscu jego powstania. luwr to
                  miejsce - tylko i wylacznie prezentacji. przypuszcza sie, ze malowanie bizonow
                  i innych zwierzat na scianach jaskin bylo ku powodzeniu podczas polowan, a nie
                  z powodu wizerunku, estetyki, wplywow moznowladcow, dokumentowania
                  rzeczywistosci dla potomnych, czy dialogu artysty z samym soba etc.

                  ale wracajac do cywilizowanej rozmowy:
                  sluchaj!
                  napisalam ci, ze nie jestem glodna, wiec o kompromitacji juz pisac nie bede.
                  nie zmuszaj mnie bym cie kroila jak warzywo, bo nie chce.
                  wystarczy, ze wskazalam miseczke, w ktora sama siebie polozylas (kontynuujac
                  wlasne "zabawne interpretacje").

                    • ramon1 Re: miejsce 23.09.04, 09:05
                      nonstop napisał:

                      > już sam nie wiem z kim gotować...
                      > z Kuroniem? Pascalem? Makłowiczem?
                      > a może z pazłotkiem?
                      > :-)
                      >



                      najlepiej zrobisz gotując se samemu...

                      pozdrawiam...
                      • nonstop Re: miejsce 23.09.04, 11:57
                        gotować dla siebie samego to może tylko laik,
                        nic tak nie zachwyca,
                        jak Zachwyt,
                        podczas jedzenia,
                        ciekawe, że się w oczach odbija

                        bez pozdrowień
                  • bigott przepraszam, ze sie wtracam... 23.09.04, 08:54
                    Z poczatku rozwazalem banalne Ctr+C, wybaczcie mi trywialnosc.
                    Teraz widze, ze zrobie sobie zrzut calosci, chyba nawet wydrukuje
                    i wloze do teczki "Nieporozumienia" w dziale "Mijanie sie",
                    jak myslicie, czy adekwatnym bedzie zatytulowac
                    "Monologii rownolegle jako pozor dyskusji"?

                    A zdanie:
                    "ty interpretujesz mnie przeciez i uwazam,
                    ze mowi to wiecej o tobie niz o mnie"
                    powinno wisiec stale na banerze przy wejsciu na forum.

                    b.
                  • agni_me Re: miejsce 23.09.04, 12:39
                    No właśnie pazłotko, przeczytałam sobie najpierw wpis bigotta, a potem tę twoją
                    odpowiedź i doszłam do wniosku, że mijamy się nie tylko w interpretacji, ale
                    także w znaczeniu jakie przypisujemy konkretnym słowom. Bigott znowu udowodnił,
                    że mówiąc niby o tym samym, rozmawiamy o dwu zupełnie różnych rzeczach.

                    Luwr dla ciebie znaczy zupełnie coś innego niż dla mnie. Entourage nie ma
                    znaczenia - Luwr to miejsce, gdzie też można "dotknąć altamiry", a prezentowane
                    w Luwrze dzieła to także te powstałe z najpierwotnych potrzeb. Dzieli je od
                    Altamiry kilka tysięcy lat, ale nie pragnienia tworzących je ludzi. Specjalnie
                    wspominałam o starożytnościach. I to tylko jedno z wielu nieporozumień. Miło
                    byłoby je sobie prostować, aleś skoro nakarmiona.

                    Co zaś do krojenia łaskawie nie przesadzaj, to tylko forumowe wpisy.
                    • pazlotko Re: miejsce 23.09.04, 16:06
                      Agni, odpowiem Tobie w kontynuacji, ale po czesci i Bigotowi. tak jest wlasnie,
                      ze w rozny sposob postrzegamy rzeczywistosc, w rozny sposob pojecia sie w
                      kazdym osadzaja. czesto dialog wymaga wyjasnienia sobie slow, bo okazuje sie,
                      ze uzywajac nawet i tych samych pojec - rozne rzeczy ma sie na mysli, bo inne
                      dla nich znajdujemy konteksty, bo z innych kontekstow sie w nas pojawily. ale
                      sa pojecia takie, ktore funkcjonuja jako symbole rzeczywistosci, hasla...
                      stosunek, do ktorych mowi o rodzaju mentalnosci czlowieka.
                      porozumienie jest wazne, ale czesto to zludzenie. roznorodnosc w koncu zasila.

                      >a prezentowane w Luwrze dzieła to także te powstałe z najpierwotnych potrzeb
                      (jesli portretowanie drugiego czlowieka, lub grupy ludzi uzna sie z pierwotna
                      potrzebe, to tak. jesli zdobienie kosciola uzna sie za pierwotna potrzebe...
                      cala sztuka, to niewatpliwie dialog czlowieka z rzeczywistoscia , czy w
                      rzeczywistosci - i to rzeczywiscie pierwotna potrzeba, ale inny etap od glodu).

                      Nonstop odradzam Ci zupelnie szczerze, gotowanie z pazlotkiem :). moge za to
                      rozstawiac talerze.
                      tymczasem skoro wszyscy syci, mozna wspolnie usiasc przy stole i porobic
                      wycinanki z kolorowej bibuly, albo lampiony, a poniewaz to tylko forumowe
                      wpisy, wycinanie oczywiscie bedzie tylko forumowe. :)

                      pozdrawiam


                      pazlotko.zywa.tandeta.wrazen
                      • agni_me Re: miejsce 23.09.04, 17:31
                        Pazłotko, tak już zupełnie na koniec, szczerze zachęcam - zajrzyj kiedyś do
                        Luwru, a zwłaszcza do działów: Starożytna Sztuka Wschodnia i Sztuka Islamu,
                        Sztuka Egipska, Sztuka Grecka, Rzymska i Etruska. To przebogate zbiory, co
                        prawda nie ma w nich wielu portretów człowieka, a już zwłaszcza nie ma zdobień
                        kościołów, ale jest w zgromadzonych tam przedmiotach chęć "zapewnienia sobie
                        powodzenia". Są najnaturalną kontynuacją sztuki z Altamiry, z czasów kiedy
                        przestało być już tak zimno. I powodzenia w sztuce czytania nie między
                        wierszami, a z wierszy.
                        • pazlotko Re: miejsce 30.09.04, 15:57
                          dopiero zobaczylam te odpowiedz... i dodam slowo:
                          dziwi mnie ogromnie Twoje zalozenie, ze tej sztuki nie znam, Twoje stawianie
                          sie z perspektywy przewodnika tej wycieczki probuje zobaczyc jako wzruszajace.
                          mylisz sie jednak myslac, ze w wymienionej przez Ciebie sztuce nie ma portretow
                          czlowieka (ale rzeczywiscie nie w postaci malarstwa sztalugowego, z ktorym
                          slowo portret najszybciej sie kojarzy). nie ma kosciolow, ale jest przeciez
                          roznie pojmowany bog, nawet kiedy, np. w sztuce Islamu, nie znajdzie sie jego
                          wizerunku.

                          I powodzenia w sztuce czytania nie między
                          > wierszami, a z wierszy.

                          1 interpretacja: poniewaz zdanie to nie jest w osobnym akapicie, sugeruje, ze
                          odnosi sie do calosci wczesniejszej:
                          to wlasnie przestrzen, ktora jest niedoslowna, a do ktorej sztuka odnosi, czyni
                          z przedmiotow materialnych, wykonanych recznie - dziela, przedmioty nie
                          produkowane, lecz tworzone. sugerujesz szukanie doslownosci tam, gdzie chodzi o
                          o odczucie, ulotnosc, o wrazenie, przeczucie, o kontekst wlasnie ?
                          wydaje mi sie to niepojete, wiec podejmuje kolejna mozliwosc interpretacji:
                          oczywiscie personalny przytyk

                          2 interpretacja: nie ide na ta wycieczke Agni, na pewno nie za Twoja namowa, bo
                          jestes na przewodnika, az nazbyt nieuwazna.
                  • freya Re: miejsce 23.09.04, 16:37
                    pazlotko napisała:

                    > .
                    >
                    > ani fotografia, ani film nie jest fragmentem rzeczywistosci, >>


                    No, przepraszam, drogie pazlotko, ale tu juz wkraczasz na tereny Ci kompletnie
                    obce, więc daruj sobie. Chyba że powtórzysz pewne wiadomości z lekcji historii,
                    a zwlaszcza zasady krytyki wewnętrznej takich źródeł historycznych, jakim są i
                    fotografie, i film. Nawet tak bzdurne dzieło, jak "Dzień Niepodległości"
                    stanowi fragment rzeczywistości. Jeśli masz inne zdanie, to juz nie jest
                    odmienny pogląd, ale - jak mawia zielka - istotne braki wiedzy.

                    Co do reszty Twojego sporu z agni sie nie wypowiadam, choć byłabym skłonna
                    zgodzic sie z agni, że wyczytujesz z Jej tekstów to, czego tam nie ma (to sie
                    wlasnie nazywa nadinterpretacja).
                    • pazlotko Re: miejsce 23.09.04, 17:22
                      Freyo,
                      temat tak obszerny, a to tylko forum, jak juz zaznaczone.
                      probujac mi wytknac dyletantyzm w temacie - nie zyskasz wlasnego
                      profesjonalizmu.

                      mowisz o filmach dokumentalnych, historycznych, a historyczne i dokumentalne sa
                      tez produkcyjniaki, filmy ideologiczne itd. mi chodzi tylko o to, ze film jest
                      zawsze tylko interpretacja rzeczywistosci, a nie nia sama. zbior dokumentow,
                      wiele spojrzen zbliza nas do obiektywizmu, ale go nie gwarantuje. ale wiesz nie
                      zalezy mi, bys przyznala mi racje, zachowaj swoje przekonania skoro dla Ciebie
                      tak wazne. ja lubie wlasne zmieniac, lecz Twoj argument mnie nie przekonal.

                      Co do reszty Twojego sporu z agni sie nie wypowiadam, choć byłabym skłonna
                      > zgodzic sie z agni, że wyczytujesz z Jej tekstów to, czego tam nie ma (to sie
                      > wlasnie nazywa nadinterpretacja

                      a to, co napisalas jest Twoja, Freyo, interpretacja. a zaczelam wypowiedz
                      wlasna od zestawienia (w poscie Kamilli) figurek jarmarcznych z Luwrem -
                      podzialalo to na moja wyobraznie... to nie grzech :)) ja to lubie.
                      ostatecznie nie mam poczucia, ze z agni sie spieralam.

                      twoje zalozenie, ze tematy sa mi obce ssiesz z wlasnego palca.
                      ale to nie ma znaczenia - uwazam, ze ten temat w zasadzie kazdego dotyczy. a do
                      wypowiedzi maja prawo wszyscy, takze dyletanci.

                      Freyo, napisz cos, oprocz ataku personalnego na mnie. to forum: kazdy ma prawo
                      sie wypowiedziec.

                      pazlotko.zywa.tandeta.wrazen (ciekawe ile jeszcze atakow zbiore z powodu tego,
                      ze ani fotografia ani film nie jest dla mnie rzeczywistoscia, lecz jej
                      interpretacja).

                      pozdrawiam "pomimoto"
                      • pikus Re: miejsce 23.09.04, 17:50
                        pazlotko napisała:

                        > pazlotko.zywa.tandeta.wrazen (ciekawe ile jeszcze atakow zbiore z powodu
                        tego,
                        >
                        > ze ani fotografia ani film nie jest dla mnie rzeczywistoscia, lecz jej
                        > interpretacja).

                        To jeszcze ja sie doloze.

                        Interpretacja wiaze sie raczej ze zrozumieniem czegos, np. dziela literackiego.
                        Troche
                        byloby naciagane mowienie o fotografii jako "interptetacji rzeczywistosci",
                        chyba
                        ze jest to rzeczywiscie "fotografia artystyczna", czy ki diabel. Ale zdjecie
                        ukochanej
                        osoby w portfelu stanowi fragment rzeczywistosci, nieprawdaz? Ono cos mowi
                        o posiadaczu, bywa czasem cennym rekwizytem.

                        Filmy zas to nie tyle sa "interpretacje rzeczywistosci", ile jej zafalszowania.
                        To moze najpiekniejsze oszustwo swiata, co filmowcy robia z ludzmi.
                        Ogladasz np. Park Jurajski, i wiesz ze takiej wyspy z dinozaurami nie ma,
                        i jedyne co masz tu podziwiac, to umiejetnosc stworzenia iluzji-
                        umiejetnosc jak najbardziej _realna_, tak jak realne sa dolary, ktore
                        ci spece wzieli jako nagrode za swoj kunszt.

                        Pikus
                        • pazlotko Re: miejsce 23.09.04, 23:13
                          emocjonalnie traktujemy przedmioty za sprawa wspomnien, jakie w naszych glowach
                          wywoluja. emocjonalnie traktujemy fotografie, ktora zawiera wspomnienia,
                          przenosi, albo daje odczuc cudza, bliska obecnosc. to zupelnie naturalne,
                          powszechne i wazne. mowiac, ze fotografia nie jest rzeczywistoscia, ktora
                          opisuje - absolutnie nie chcialam ugodzic w ten obszar uczuc. to sprawa naszej
                          wyobrazni i emocjonalnosci, potrzeb i pragnien, ze ten konkretny obraz
                          postrzegamy szczegolnie. nie przestaje on byc jednak obrazem i rodzajem kalki z
                          pierwowzoru. a sama fotografia jest, jak najbardziej, konkretnym przedmiotem w
                          rzeczywistosci.

                          ale przeciez opis w literaturze, wywoluje obrazy wyobrazeniowe. fotografia i
                          film zasadniczo sa inna forma opisu, wizualna forma opisu rzeczywistosci.
                          obrazy nam daja. biorac pod uwage, ze ludzie dzialaja w zgodzie z roznymi
                          wlasnymi przekonaniami i roznymi intencjami, ze kazdy czlowiek ma inne
                          spojrzenie to opis przez niego robiony jest rodzajem interpretacji.
                          czysta iluzja to jeszcze odrebna sprawa.

                          pozdrawiam

                          pazlotko
                      • nonstop Re: miejsce 24.09.04, 09:27
                        pazlotko napisała:

                        > probujac mi wytknac dyletantyzm w temacie - nie zyskasz wlasnego
                        > profesjonalizmu.
                        >

                        podoba mi sie ta fraza,
                        jest kompletnie niezrozumiała, hyhy
                        ale o to chyba chodziło Autorce
                        :-)
                        • pazlotko Re: miejsce 24.09.04, 16:17
                          Nonstopie,

                          ktos, kto mowi "nic nie wiesz o temacie, na ktory sie wypowiadasz" - daje
                          siebie jednoczesnie perspektywe, pozwalajaca mu osadzic cos, a to z koleii
                          sugeruje, ze wie wiecej. tymczasem Freya (choc wolalabym, by bylo inaczej) nie
                          wykazala sie znajomoscia tematu, a nawet zrozumieniem mojej perspektywy, ktora
                          ujawniam.

                          napisalam w skrocie:

                          > > probujac mi wytknac dyletantyzm w temacie - nie zyskasz wlasnego
                          > > profesjonalizmu.
                          > >

                          a czlowiek mysli, ze mowi w jezyku swoim rodzonym, bliskim, najlepiej mu
                          znanym, w ktorym niby ryba, albo nawet jak woda w wodzie. tymczasem ...

                          ale jest np. tu taki Ramon, ktory, to zaskakujace, konkretne i logiczne
                          wypowiedzi uznaje za niezrozumiale... po czym obwieszcza swoje niezrozumienie.

                          Nonstopie, moja fraza byla odpowiedzia i oczywiscie zalezalo mi na zrozumieniu
                          przekazu.
                          :)

                          p.z.t.w.
                      • freya Re: miejsce 24.09.04, 16:40
                        pazlotko napisała:


                        > probujac mi wytknac dyletantyzm w temacie - nie zyskasz wlasnego
                        > profesjonalizmu.

                        1.Bład stylistyczny - nie mówi sie "w temacie".
                        2. Nie było moim celem zyskiwanie profesjonalizmu poprzez wytykanie Ci
                        dyletantyzmu. Takie ujęcie jest po prostu nielogiczne. Wytykam Ci dyletantyzm,
                        ponieważ - tak sie jakoś dziwnie składa - już jestem zawodowym historykiem.


                        a historyczne i dokumentalne sa
                        >
                        > tez produkcyjniaki, filmy ideologiczne itd. mi chodzi tylko o to, ze film
                        jest
                        > zawsze tylko interpretacja rzeczywistosci, a nie nia sama. zbior dokumentow,
                        > wiele spojrzen zbliza nas do obiektywizmu, ale go nie gwarantuje.

                        3. przykro mi pazłotko, ale nie zaliczasz tych zajęc. Nie rozumiesz w ogóle
                        pojęcia źródła historycznego, relacji między źródłem a rzeczywistością.

                        ale wiesz nie
                        >
                        > zalezy mi, bys przyznala mi racje, zachowaj swoje przekonania skoro dla
                        Ciebie
                        > tak wazne.

                        4. Powtarzam, że to co napisalam w pierwszym poście, to nie są moje
                        PRZEKONANIA, to są pewne zasady krytyki źródeł. Na nich opiera sie wlasnie mój
                        profesjonalizm, czy Ci to sie podoba czy nie. Nie jest to więc kwestia
                        przekonań, ale wiedzy. Po prostu. Jeśli z góry zakładasz, ze ta wiedza Cie nie
                        interesuje, bo nie zgadza się z Twoimi tzw. poglądami, to kiepsko to o Tobie
                        świadczy. Sięgnę do przykładu znanego (z zachowaniem wszelkich proporcji).W XVI
                        wieku heliocentryzm tez uważano za POGLĄD, a nie WIEDZĘ. Rozumiesz teraz
                        różnicę między wiedzą a przekonaniami?


                        > twoje zalozenie, ze tematy sa mi obce ssiesz z wlasnego palca.
                        > >
                        > wypowiedzi maja prawo wszyscy, takze dyletanci.


                        5. Niestety, nie z palca, ale z Twoich wlasnych tekstów. Dyletanci maja prawo
                        do wlasnych poglądów, ale przede wszystkim ich psim obowiązkiem jest uczyć się.
                        A Ty jesteś najgorszym typem dyletanta, bo swoje braki w wykształceniu nazywasz
                        poglądami, a zwyczajne sprostowanie, jakim był mój poprzedni post (naprawdę,
                        niemal słowo w słowo powtórzyłam akapit z własnego podręcznika), nazywasz
                        atakiem personalnym. Przykro, ale z kimś takim nie da sie dyskutować.
                        • pazlotko Re: miejsce 25.09.04, 00:06
                          Freya, odpowiem Ci, choc bardzo mi sie nie podoba twoja arogancja.

                          ad.2. to jest dla mnie logiczne, bo moglas ujawnic swoja wiedze bez proby
                          deprecjonowania mnie. jednak uznalas, ze deprecjonujac mnie swoja rzekoma wiedze
                          (a wlasciwie pozycje) ujawnisz skuteczniej.

                          zaznaczam jednak: nie zrozumialas Freyo, o czym ja mowilam (choc trudno jest Ci
                          to przyjac do wiadomosci).

                          Freyo, reprezentujesz zaledwie jeden punkt widzenia fotografii (tu
                          wyszczegolniajac: historycznej), tych spojrzen moze byc duzo wiecej, bo
                          rzeczywistosc jest zlozona, ta juz sfotografowana takze.

                          nie mowilam o: "pojęcia źródła historycznego, relacji między źródłem a
                          rzeczywistością"... Freyo, mowilam o postrzeganiu, o zludzeniach postrzegania
                          obrazow.

                          Jednak obserwujac Twoja reakcje... moge zaczac mowic o zludzeniu wiary w
                          kontekscie ZALEDWIE wiedzy.

                          dyplomy do urzedow.
                          czlowiek do czlowieka.

                          dyplom z czlowieka...



                          "ktos taki"
                          p.z.t.w.

                    • wyglodnialy_wilczek Re: miejsce 23.09.04, 18:17
                      freya napisała:

                      > pazlotko napisała:
                      >
                      > > .
                      > >
                      > > ani fotografia, ani film nie jest fragmentem rzeczywistosci, >>
                      >
                      >
                      > No, przepraszam, drogie pazlotko, ale tu juz wkraczasz na tereny Ci
                      kompletnie
                      > obce, więc daruj sobie. Chyba że powtórzysz pewne wiadomości z lekcji
                      historii,
                      >
                      > a zwlaszcza zasady krytyki wewnętrznej takich źródeł historycznych, jakim są
                      i
                      > fotografie, i film. Nawet tak bzdurne dzieło, jak "Dzień Niepodległości"
                      > stanowi fragment rzeczywistości. Jeśli masz inne zdanie, to juz nie jest
                      > odmienny pogląd, ale - jak mawia zielka - istotne braki wiedzy.
                      >
                      > Co do reszty Twojego sporu z agni sie nie wypowiadam, choć byłabym skłonna
                      > zgodzic sie z agni, że wyczytujesz z Jej tekstów to, czego tam nie ma (to sie
                      > wlasnie nazywa nadinterpretacja).
                      >


                      hmm ciezko mowic o krytyce zewnetrznej w przypadku filmu (jesli ktos ma z tym
                      problem to odsylam na zajecia ze wstepu do badan historycznych lub nauk
                      pomocniczych historii) ... rzeklbym, ze to jest dopiero ignorancja ale co tam,
                      o szczegoly nie zamierzam sie sprzeczac :)))
                      • bigott RATUNKU 24.09.04, 10:01
                        ludziska drogie,
                        czy naprawde nikt nie zauwazyl,
                        ze pazlotko napisala o nierzeczywistosci obrazkow wszelakich
                        jako przeciwstawieniu realnosci, osadzeniu w rzeczywistosci oryginalu,
                        ktory usiluja przedstawiac, dokumentowac, interpretowac. I tyle.
                        Nikt nie przeczy ze film czy zdjecie sa materialne, elementem rzeczywsitosci.

                        b.
                        • agni_me Re: RATUNKU 24.09.04, 14:15
                          Przypomne, bigo, że zaczęło się od przeciwstawienia Altamiry Luwrowi, czyli
                          obrazka obrazkom, a nie przeciwstawieniu realności - nierzeczywistości obrazka.
                          No chyba, że niepotrzebnie traktuję każdą kolejną wypowiedź pazłotka jako
                          kontynuację i uzupełnienie poprzedniej. Jest jeszcze bardzo prawdopodobna
                          możliwość, że zupełnie nie rozumiem wypowiedzi pazłotka. Może byś się podjął
                          tłumaczenia?
                          • pazlotko Re: RATUNKU 24.09.04, 15:44
                            problem obrazu, zaczal sie od malarstwa w Altamirze. ja stwierdzilam, ze go
                            przeniesc nie mozna (co wplywa bezposrednio na jego szczegolnosc), a Ty
                            zakpilas twierdzac, ze jest ono nawet kopiowane w produkcjach disneyowskich.
                            wtedy zwrocilam uwage na to, ze film, ani fotografia nie jest materialna, ze
                            zrobienie fotografii nie jest jednoczesnym wyniesieniem/przeniesieniem tego
                            malarstwa, ktore nadal pozostaje w miejscu, w ktorym powstalo.
                            i tak sie problem zawiazal, i chyba powoli rozwiazuje, bo choc jest to
                            oczywiste, to latwo ulec zludzeniu, ze patrzac na fotografie, czy film patrzymy
                            na rzeczywistosc.
                            Agni, moim zdaniem potrzebnie traktujesz "kazda kolejna wypowiedz pazlotka jako
                            kontynuacje i uzupelnienie poprzedniej". :)

                            p.z.t.w.
                              • pazlotko Re: RATUNKU 27.09.04, 16:27
                                Drogi Panie,

                                nieporozumienia sa oczywiste, historia zawsze je odnotowuje...
                                a porozumienia w formie paktow, na rzecz kolejnych nieporozumien zaledwie.
                                ciekawe czy porozumienie to jest ostatecznie to, o czym ludzie marza, gdy
                                wyobrazaja sobie raj. zalozmy wiec, ze jest nadal potencjalne, choc ja w raj
                                nie wierze, ale jako Jedna z Pan moge (na potrzebe tej sytuacji).

                                Jedna z Pan.

                                ps w ostatniej odpowiedzi, do kt sie dopisales: odtworzylam krok po kroku
                                przebieg zdarzenia: zaznaczylam punkt zwrotny: wiec komu przypisujesz
                                niezrozumienie? podsumowujaca wypowiedz Agni pokazala mi skale jej
                                nieuwaznosci.

                                p.z.t.w.
                      • freya Re: miejsce 24.09.04, 17:17
                        wyglodnialy_wilczek napisał:

                        > freya napisała:
                        >
                        >> >
                        > > a zwlaszcza zasady krytyki wewnętrznej takich źródeł historycznych, jakim
                        > są
                        > i
                        > > fotografie, i film.
                        > >
                        >
                        >
                        > hmm ciezko mowic o krytyce zewnetrznej w przypadku filmu (jesli ktos ma z tym
                        > problem to odsylam na zajecia ze wstepu do badan historycznych lub nauk
                        > pomocniczych historii) ... rzeklbym, ze to jest dopiero ignorancja ale co
                        tam,
                        > o szczegoly nie zamierzam sie sprzeczac :)))


                        A Ty co? Dyslektyk, ze nie potrafisz przeczytac slowa pisanego????? Które na
                        dodatek cytujesz....
                          • freya Re: miejsce 24.09.04, 17:45
                            Ech, marudny. Takich, jak Ty, mam rocznie kilkadziesiąt. Gdybym z powodu
                            każdego bałwana, który na krytykę wewnętrzną mówi zewnętrzna, złościła się, to
                            bym juz dawno musiala odejść z zawodu. Takie sa cienie i blaski zawodu
                            nauczyciela akademickiego.
                            W poście do pazłotka pisalam wyraźnie o zasadach krytyki WEWNĘTRZNEJ. Ty mi
                            wytykasz, ni stąd ni z owąd, ignorancję, bo zdawało ci sie, jak mniemam, że
                            pisalam o krytyce ZEWNĘTRZNEJ filmów. I wysyłasz mnie na WBH lub NP. Tymczasem,
                            gwoli ścisłości, właśnie filmy i fotografie to rodzaj źródeł, gdzie krytyka
                            zewnętrzna jest jak nabardziej potrzebna. Tylko pomyśl. Przestań dumać, jak mi
                            tu dokopać, tylko pomyśl profesjonalnie, do licha.
                            • wyglodnialy_wilczek Re: miejsce 24.09.04, 17:50
                              mam wrazenie ze jednak jako nauczyciel akademicki powinnas uzupelnic swoja
                              wiedze, jesli nie nauczono Ci jako studentki ze krytyke zewnetrzna kierujemy do
                              okreslonych zrodel to nie wiem czego Ty tak naprawde nauczasz, nie wypada jak
                              sama zapewne wiesz wywazac otwartych drzwi i pisac o krytyce wewnetrznej filmu
                              bo kazdy dyletant wie o czym mowa ;))

                              przypomij sobie w przypadku jakich zrodel mowi sie o krytyce wewnetrznej i
                              zewnetrznej, a pozniej pisz ...

                              pozdrawiam nauczyciela akademickiego
                              • freya Re: miejsce 24.09.04, 18:16
                                Toż wlasnie o tym mówię! Że krytyke zewnętrzną kierujemy do określonych źródeł.
                                I takim źródłem jest właśnie film i fotografia. Ja wiem, że w polskiej
                                metodologii badań historycznych trudno znaleźć cos sensownego na temat analizy
                                tego typu źródeł, historiografia anglosaska wyprzedzila tu nas o dobre pół
                                wieku.

                                Co do wyważania otwartych drzwi: przypominam Ci, ze piszemy na forum, a nie dla
                                studentów historii. Nie dla każdego pisanie o krytyce wewnętrznej filmu to
                                takie oczywiste, zresztą nawet studentom historii sprawia to kłopot. To
                                naprawdę jest trudne w interpretacji źródło.

                                Dziękuję za pozdrowienia i zapraszam na moje seminarium. Właśnie takie, na
                                którym dyskutuje się o krytyce zewnętrznej i wewnętrznej źródeł filmowych. Mam
                                wlasnie przed sobą pracę magisterską, świeżutko napisaną (spokojnie, nie moją).
                                Dokładnie na taki właśnie temat.
            • rivers Re: miejsce 24.11.05, 11:53
              agni_me napisała:

              > Zaś umieszczenie kamili u Ingresa było jedynie uznaniem dla jej cery i
              > łagodnych, kobiecych rysów - jak żywcem wyjętych z obrazów Ingresa.

              Ze tez wczesniej przeoczylem ten wpis ... Jakiz wzruszajacy przyklad kobiecej
              przyjazni. Lecz co wazniejsze, wiem juz wreszcie jak wyglada kamila_77. Dla
              grona wielbicieli i wielbicielek, zamieszczam link do strony z portretem
              kammika. Zaiste, zauroczyc moze to zadumane a zarazem zalotne spojrzenie. I
              rzecz jasna, te lagodne rysy, o ktorych tak trafnie pisze agni_me.

              www.ibiblio.org/wm/paint/auth/ingres/haussonville.jpg
        • rivers Przepraszam 25.11.05, 13:53
          wszystkich czytlenikow forum za to, ze wprowadzilem ich blad.

          Jak z wlasciwym sobie wdziekiem poinformowala mnie kamilka, nie ma "tak
          szerokiej dupy" jak dama na obrazie Ingresa. Przepraszam rowniez kamilke za
          to, ze rozmiary jej d... nie byly przedmiotem mojego glebszego zainteresowania.

          agni_me: szkoda, ze w swoim zachywcie nad kamilka pominelas ten tak wazny
          szczegol (?); po zdaniu mowiacym, ze kamilka "jest jak wyjeta z obrazow
          Ingresa" powinnas byla dodac "z wyjatkiem dupy".
    • kreon1 Re: Specjalne miejsce dla riversa 21.09.04, 20:18
      kamila77 napisała:


      > Wątek powstal na specjalne zyczenie Wszystkich tych, ktorzy nie lubią
      > jarmarcznych figurek w Luwrze.

      Powtórzę z wyrażna przyjemnością:
      "figurek w Luwrze" i jeszcze raz "figurek w Luwrze"
      Boże jak miło bywać w luwrze nawet będąc jarmarczną figurką

      ach.... :))))
      • ramon1 Re: Specjalne miejsce dla riversa 21.09.04, 20:29
        kreon1 napisał:

        > kamila77 napisała:
        >
        >
        > > Wątek powstal na specjalne zyczenie Wszystkich tych, ktorzy nie lubią
        > > jarmarcznych figurek w Luwrze.
        >
        > Powtórzę z wyrażna przyjemnością:
        > "figurek w Luwrze" i jeszcze raz "figurek w Luwrze"
        > Boże jak miło bywać w luwrze nawet będąc jarmarczną figurką
        >
        > ach.... :))))
        >
        >

        kreon, przecie Ty nigdy nie byłes w luwrze !!!!
    • jenny_s Re: Specjalne miejsce dla każdego 21.09.04, 22:25
      Od dawna jestem przeświadczona, że jedyną receptą na świetne forum jest to,
      żeby każdy uczestnik założył sobie swój własny wątek. Życie stałoby się
      prostsze. Żegnaj nerwowe obgryzanie palców w trakcie ładowania, adieu
      odświeżanie strony forum siedemdziesiąt pięć tysięcy razy na godzinę (od czego
      z pewnością wyrabia się przycisk myszy).

      "Iks mi się dopisała - ale obciach."
      "Kolega Ygrek jest milusi ale założył głupi wątek - dopisać się czy nie?"
      „Dlaczegóż to czatowa crème des crèmes zaszczyciła Zetę swymi postami, mnie
      pominąwszy wzgardliwym milczeniem?”

      Piszmy dla siebie i u siebie. I tak czytamy z zachwytem tylko własne posty.
      • bigott Re: Specjalne miejsce dla każdego 22.09.04, 08:57
        droga Jenn,
        bardzo interesujaca propozycja,
        tylko co zrobia Ci, ktorzy spelniaja sie zazwyczaj
        (a niektorzy jedynie) w krytyce tego,
        co ktos inny odwazy sie tu wpisac?
        Na zalozenie watkow samokrytycznych
        nie powinnismy chyba zbytnio liczyc :)

        b.

        ps
        a zawisc ludzka, ktora dyktowac bedzie,
        by cudzych watkow nie windowac? :))
        • wojtek33 Re: Specjalne miejsce dla każdego 22.09.04, 09:59
          drogi bigotcie,
          co złego widzisz w krytyce?
          na jakiej podstawie zakładasz, że to sposób forumowego spełnienia się?
          to jedyne wpisy "tych niektórych", które tu znasz?
          Twoim zdanie nietaktowne jest zwrócenie komuś uwagi, że pisze nie na temat i
          zaproponowanie, by o sobie pisał w osobnym wątku, a nie koniecznie u kanarka?
          Pewnie, że można delikatniej, ale co zrobić, jeśli ktoś zupełnie zaimpregnowany?
          A tego ps, to nie rozumiem, zawiścią tłumaczysz niechęć do windowania wątków
          obraźliwych, zawierających pomówienia itp.?
          w
          • bigott Re: Specjalne miejsce dla każdego 22.09.04, 11:02
            drogi Wojtku,
            nie sadzilem, ze akurat Tobie bede musial sie tlumaczyc.
            Jak napisalem w drugim wpisie ponizej, na forum trzeba
            przede wszystkim czytac, by moc odpisywac na to co ktos
            napisal, a nie na co co nam sie wydaje, ze chcial napisac.
            Odpowiadalem tylko i wylacznie na wpis Jenn, bez aluzji,
            dygresji, drugiego dna, miedzywierszowych informacji :)

            napisalem wiec:
            >tylko co zrobia Ci, ktorzy spelniaja sie zazwyczaj
            >(a niektorzy jedynie) w krytyce tego,
            >co ktos inny odwazy sie tu wpisac?
            i mialem na mysli wpisy tych, ktorych cala aktywnosc forumowa
            polega na mniej lub bardziej wyszukanym krytykowaniu innych.
            Nie pisza wlasnych watkow, nie werbalizuja swojego zdania,
            nie maja nic do przekazania. Jedyny cel - uczepic sie slowa,
            niezrecznosci, banalnosci tematu (wynikajacej za zwyczaj z niezrozumienia).
            I nie sposob znac inne wpisy "tych niektorych", bo ich nie ma.
            Przez mysl mi nawet nie przeszlo, by krytykowac tych,
            ktorzy dbaja o porzadek stosujac uwagi porzadkujace, formalne
            tak jak te, o ktorych piszesz, a ktorych ja nawet nie zauwazylem
            (wiec nie podejmuje sie dyskusji o taktownosci itp.).

            I skoro juz tak lopatologicznie, to wytlumaczmy do konca, piszac:
            > a zawisc ludzka, ktora dyktowac bedzie,
            > by cudzych watkow nie windowac? :))
            ustosunkowywalem sie bezposrednio (i w moim mniemaniu dowcipnie)
            do sugestii Jenn, by kazdy pisal w swoim watku, co zapewne
            uwzgledniajac owa zawisc o liczbe wpsiow, spowodowaloby smierc forum,
            bo nikt do cudzego by sie nie wpisal.

            i juz.

            b_lopatologiczny


          • lucy.berliner Re: Specjalne miejsce dla każdego 22.09.04, 11:09
            watek kanarka, jak wszystko na tym forum, jest "wartoscia" publiczna i
            ogolnodostepna, nie widze powodu, dla ktorego jeden ktos mialby moc w danym
            watku pisac, a drugi ktos- nie. tobie sie nie podoba pisanie riversa, a mnie
            kogos innego, ale nie pisze o tym na forum, bo zakladam, ze nikogo to nie
            obchodzi. i Ty rowniez, podobnie jak kamila, powinniscie poczynic takie
            zalozenie, bo wszystko jednak na to wskazuje, ze i wasze zdanie na temat
            czyjegos pisania nikogo nie obchodzi.
            nie musicie przyjmowac stanowiska wobec wszystkiego i wszystkich. nikt od Was
            tego nie wymaga, musicie sie z tym pogodzic.

            a na temat zawartosci i tego, kto moze pisac w watku kanarka moze moglby sie
            wypowiadac kanarek, ale wojtek? naprawde nie wiem, dlaczego.

            • bigott Re: Specjalne miejsce dla każdego 22.09.04, 11:18
              popatrzmy na to bardziej optymistycznie.
              Znajac zamilowanie forumowiczow do spraw personalnych i maglo_podobnych
              takie wzmiankowanie o watkach, w ktorych dzieja sie podobne rzeczy
              podnosi ich "czytalnosc" a to juz cos, bo ten akurat jest tego wart :))

              b.
              PS. zeby bylo jasno, wlasnie nadrabiam zaleglosci
              z zawartosci wiadomego watku.
            • nonstop Re: Specjalne miejsce dla każdego 22.09.04, 11:40
              lucy.berliner napisała:

              > "...ale nie pisze o tym na forum, bo zakladam, ze nikogo to nie
              > obchodzi. i Ty rowniez, podobnie jak kamila, powinniscie poczynic takie
              > zalozenie, bo wszystko jednak na to wskazuje, ze i wasze zdanie na temat
              > czyjegos pisania nikogo nie obchodzi."

              hmmm, lucy, i vice versa
              :-)
        • toulaa Re: Specjalne miejsce dla każdego 24.09.04, 13:52
          bigott napisał:

          > tylko co zrobia Ci, ktorzy spelniaja sie zazwyczaj
          > (a niektorzy jedynie) w krytyce tego,

          > co ktos inny odwazy sie tu wpisac?


          A mógłbyś uściślić, kto to są owi "ci", a nawet "Ci"? Widzę na forum piszących
          ładnie i nieładnie, mądrze i głupio, poprawnie i niepoprawnie, ale jakoś nie
          widzę tych, którzy "spełniają się jedynie w krytyce tego, co ktoś inny odważy
          się tu wpisać".



          > a zawisc ludzka, ktora dyktowac bedzie,
          > by cudzych watkow nie windowac? :))


          Wydawało mi się, że nie zawiść ludzka, ale zwykły rozsądek i przyzwoitość
          dyktuje, by nie windować wątków chamów. A Ty co masz na myśli?
      • bigott i jeszcze... 22.09.04, 09:01
        Przepraszam, dopiero teraz
        (przyznam, zachecony Twoim wpisem)
        przebrnalem przez wpisy powyzsze
        i doszedlem do wniosku,
        ze dobrym pomyslem na dobre forum
        jest to, by oprocz pisania,
        czasem jeszcze czytac :)

        b.
        • paiha Zlosliwosc w Celowniku 22.09.04, 10:56
          Zastanawiam sie juz od pewnego czasu, z dlugimi przerwami, wiec prosze nie obawiac sie o
          moje samopoczucie:), KOMU, CZEMU sluzy publiczne okazywanie wyrazej niecheci, jaka
          wyczuwa sie w postach niektorych forumowiczow w stosunku do niektorych forumowiczow?
          Przejawia sie ona najczesciej w postaci ponurej zlosliwosci, rzadziej ironii, a szkoda, chyba
          jeszcze dowcipna zlosliwosc albo takaz sama zyczliwa ironie bym "zniosla";)
          Naprawde rozumiem, ze nie musza sie wszystkim podobac wszystkie wpisy wszystkich i tez mi
          sie zdarza mruknac pod nosem: Boze, ale gupoty wypisuje:) , niemniej do glowy by mi nie
          przyszlo obnosic sie publicznie z taka opinia, bo moim zdaniem ona niczemu nie sluzy! W
          kazdym razie ja nie dostrzegam zadnych zmian, ktore w reakcji nan nastapilyby;) Czyli taka
          sztuka dla sztuki, zlosliwosc dla samej zlosliwosci?
          Powiedzcie mi, Kochani, moze jestem naiwna albo slepa, ale czemu np sluzylo zalozenie tego
          watku? Kamila, smialo, rzuc mi w twarz idee, ktora Cie popchnela do tego kroku:) Co chcialas
          przez to osiagnac? Jaki mialas cel? Bo jakis mialas, prawda? :)I czy cel osiagnelas, tez mnie
          ciekawi:)
          Wiedziona roznym doswiadczeniem zaznaczam, ze nie znam "bohaterow dramatu", ani Kamili,
          ani Riversa, tym bardziej mnie ciekawi socjologiczno-psychologiczny aspekt tematu;)
          Pozdrawiam serdecznie wszystkich
          Paiha
          • kamila77 Re: Zlosliwosc w Celowniku 22.09.04, 11:31
            Cel: Spowodowanie u rywersa stanu permanentnej niesmialosci i niecheci do
            dalszego pisania zarowno na forum jak i na czacie.

            Srodki: Tenze watek plus sugestywne zwroty w kierunku wyzej wzmiankowanego na
            czacie.

            Efekty: Zerowe.
            • rena_gd Re: Zlosliwosc w Celowniku 22.09.04, 12:01
              kamila77 napisała:

              > Cel: Spowodowanie u rywersa stanu permanentnej niesmialosci i niecheci do
              > dalszego pisania zarowno na forum jak i na czacie.

              dlaczego taki cel?

              > Srodki: Tenze watek plus sugestywne zwroty w kierunku wyzej wzmiankowanego na
              > czacie.

              widać nie nazbyt sugestywne:)


              > Efekty: Zerowe.

              może po prostu przeciwnik za silny:)
            • paiha Re: Zlosliwosc w Celowniku 23.09.04, 11:34
              Kamilo, pozwol, ze ustosunkuje sie do Twoich odpowiedzi. Piszesz, ze za cel postawilas sobie (
              czynie skrot) spowodowanie, ze Rivers przestanie pisac na Forum i czacie. Moim zdaniem to
              nadal nie jest werbalizacja celu, ale jego konsekwencja, przejaw innymi slowy:) Nadal nie jest
              mi znany cel, w jakim to robisz.
              Przyjmijmy ( teoretycznie), ze celem tym jest znikniecie Riversa z wirtualnych obszarow, po
              ktorych sie poruszasz. Coz wowczas osiagniesz? Co sie wowczas stanie? Jak bardzo ta zmiana
              zmieni Ciebie i Twoje zycie? Jak bardzo jest wazna, skoro poswiecasz jej tyle uwagi, emocji i
              miejsca?
              A moze nie jest? Moze Ci sie tylko zdaje, ze obecnosc lub brak Riversa ma wplyw na Ciebie/.na
              zycie Twoje? Czy nie jest tak, ze to Ty nadajesz wszystkiemu, na co sie natykasz znaczenie?
              Dlaczego nadajesz tej sprawie tak istotne, ze az odczuwasz potrzebe podzielenia sie nia
              publicznie z obcymi ludzmi? Dlaczego myslisz, ze kogos to za-interesuje? ze powinno
              zainteresowac?
              Tak jeszcze sie zastanawiam na goraco, czy w ten sam sposob ( nie sledze tak dokladnie
              Forum) reagujesz na kazda z osob, ktora z Tobie tylko wiadomych powodow jest Ci niemila, czy
              Rivers to szczegolny przypadek;)
              Od razu zaznacze, ze aczkolwiek zadaje pytanie, by uzyskac na nie odpowiedz to jednak z
              pokora przyjme jej brak, zdajac sobie sprawe, ze byc moze wkracza ona na teren Twojej
              prywtnosci, ktorej nie zamierzam zaklocac.

              Drugi akapit. Srodki. To ze zakladasz watek w celu (patrz wyzej), ale przyznajesz sie
              publicznie, ze go nekasz na czacie!? Kamilo, zaczynam sie bac, co moze mnie spotkac, gdy sie
              tam pojawie:)

              Akapit trzeci. Efekty. Przyznajesz, ze zerowe. To mnie najbardziej zastanawia. Skoro tak,
              dlaczego zatem dalej tak? Znam przypadek Syzyfa, znam ludzi ogarnietych pasja, z misja,
              ktorzy nie zwazajac na brak rezultatow nadal czynia starania. Nie widze jednak sensu w takim
              dzialaniu jak Twoje, mozesz mi go wskazac?

              Serdecznie pozdrawiam i zycze udanego dnia, za moim oknem slonce:)
              Paiha
          • toulaa Re: Specjalne miejsce dla riversa 24.09.04, 23:43
            senne_marzenie napisała:

            > nie tou, to bylo po prostu mile slowo.
            > wiesz co to takiego?:)


            Wiedzieć to może i wiem, a jakbym nie wiedziała, to na podstawie wielu wpisów
            Focz-owych bym sobie wyimaginowała (choć nadal mi imaginacji nie staje na
            pojęcie, po kiego te miłe słowa prawić wszem bez wyjątku).
            Zastanawia mnie tylko, czemu sporo osób koncentruje sie na tym, kogo lubi, kogo
            nie, miast czytać, co kto pisze. No i jeszcze jak jest możliwym lubić lub nie
            lubić kogoś, kogo się nawet na oczy nie widziało.
            • reery Re: Specjalne miejsce dla riversa 25.09.04, 09:54

              Toulaa napisała:
              "No i jeszcze jak jest możliwym lubić lub nie
              lubić kogoś, kogo się nawet na oczy nie widziało"

              a to akurt jest mozliwe toulaa, nie musiesz kogos dotknac czy zobaczyc z
              odleglosci 30 cm, zeby go lubic. ja busha nie widzialem na oczy ale go nie
              lubie i nie ma w tym nic mysle dziwnego, tak samo jak lubie alka z szarych
              szeregow chociaz to nie moj swiat, etc.
              • toulaa Re: Specjalne miejsce dla riversa 26.09.04, 22:03
                kamila77 napisała:

                > Emocje generowane tylko przez wzrok? Zadaj może to pytanie niewidomym.


                Niewidomi mają szósty zmysł, ale chyba nawet on nie pozwala na wygenerowanie w
                sobie lubienia lub nielubienia kogoś tylko na podstawie przeczytania
                kilkunastu, czy nawet kilkudziesięciu wpisów jego autorstwa.


            • senne_marzenie Re: Specjalne miejsce dla riversa 25.09.04, 14:02
              toulaa napisała:


              > Zastanawia mnie tylko, czemu sporo osób koncentruje sie na tym, kogo lubi,
              > kogo nie, miast czytać, co kto pisze.

              no wlasnie, tou, dlaczego?

              > No i jeszcze jak jest możliwym lubić lub nie
              > lubić kogoś, kogo się nawet na oczy nie widziało.

              zwyczajnie. na tym polega magia czatu.
                  • paiha Miejsce dla tych, co nie chodza w kapeluszach;) 25.09.04, 16:31

                    Pisanie na Forum jest pisaniem bylejakim. Najczesciej powierzchownym, skrotowym, pelnym
                    dziur. Wypelniamy je zgodnie z tym, co sami wiemy, myslimy, doswiadczylismy i jaki mamy
                    stosunek emocjonalny do osoby, ktorej slowa czytamy. I dlatego mozemy w ocenie sie mylic.
                    Z jednej strony piszemy nieprecyzyjnie, z drugiej czesto nie chce nam sie uczynic wysilek, by
                    zrozumiec " co drugi autor mial na mysli":). I dlatego mozemy w ocenie sie mylic. Czasem
                    odnosze wrazenie, ze widze oczy mowiace: no dobra, mow, pisz szybko, co masz co do
                    powiedzenia, bo JA chce cos powiedziec:) , bo dopiero to, co JA powiem, napisze bedzie
                    istotne:) I dlatego mozemy w ocenie sie mylic:) A jednak jakze rzadko slysze/widze slowa:
                    mylilem sie, to Ty masz racje. Przepraszam.
                    Pozdrowienia sobotnio-sloneczne:)
                    Paiha
                    • toulaa Trzeba chodzić w masce (M. Pawl.-Jasn.) 26.09.04, 22:17
                      paiha napisała:


                      > Pisanie na Forum jest pisaniem bylejakim. Najczesciej powierzchownym,
                      skrotowym, pelnym dziur. Wypelniamy je zgodnie z tym (...) jaki mamy stosunek
                      emocjonalny do osoby, ktorej slowa czytamy.(...) czesto nie chce nam sie
                      uczynic wysilek, by zrozumiec " co drugi autor mial na mysli":).


                      Ooo, bardzo przepraszam, paiho vel Pollyanno (to a propos Twego uśmiechania się
                      i milusiego pozdrawiania wszystkich i każdego z osobna), ale mów za Siebie.
                      Nigdy nie piszę zależnie od tego, jaki mam stosunek emocjonalny do osoby, gdy
                      odpowiadam na konkretny post, i dokładam wszelkich starań, by zrozumieć, "co
                      drugi autor miał na myśli", czytając bardzo uważnie. Nie pisz więc, proszę, w
                      formie "my".




                      Malovaný džbánku, z krumlovského zámku, znáš ten chat, dobře znáš ten chat...
                      • bella_33 Re: Trzeba chodzić w masce (M. Pawl.-Jasn.) 26.09.04, 22:25



                        > Nigdy nie piszę zależnie od tego, jaki mam stosunek emocjonalny do osoby, gdy
                        > odpowiadam na konkretny post, i dokładam wszelkich starań, by zrozumieć, "co
                        > drugi autor miał na myśli", czytając bardzo uważnie. Nie pisz więc, proszę, w
                        > formie "my".


                        Touluu,wybacz ale trudno mi dac wiare Twoim "staraniom".
                        >
                        >
                        >
                        > Malovaný džbánku, z krumlovského zámku, znáš ten chat, dobře znáš ten chat...
                          • paiha Re: Trzeba chodzić w masce (M. Pawl.-Jasn.) 26.09.04, 23:20
                            Touloo, o Twojej odpowiedzi na moj post zdecydowal/mial wplyw Twoj stosunek
                            emocjonalny do mnie, co wyrazilas w slowach, ktore nie byly odpowiedzia na
                            tresc postu(Ooo, bardzo przepraszam, paiho vel Pollyanno (to a propos Twego
                            uśmiechania się i milusiego pozdrawiania wszystkich i każdego z osobna).
                            Dlatego smiem mniemac, ze nie dolozylas wszelkich staran itd.:)
                            Pozwol, ze zwroce Twoja uwage na okreslenie "najczesciej",ktore towarzyszylo
                            slowom "powierzchownym, skrotowym, pelnym dziur". Mam nadzieje, ze okaze sie
                            furtka prowadzaca do kompromisowego porozumienia:)
                            Pozdrawiam
                            Paiha
                            * Pollyanna byla super dziewczyna, troche zwariowana i szalona:), ale jej
                            postawa zyciowa tylko przydawala Jej Przyjaciol; dziekuje za sympatyczne
                            porownanie:)

                            • toulaa Re: Trzeba chodzić w masce (M. Pawl.-Jasn.) 27.09.04, 00:20
                              paiha napisała:

                              > Touloo, o Twojej odpowiedzi na moj post zdecydowal/mial wplyw Twoj stosunek
                              > emocjonalny do mnie,

                              Nie, paiho, gdyż nie znając Ciebie, nie mam do Ciebie żadnego stosunku
                              emocjonalnego.

                              co wyrazilas w slowach, ktore nie byly odpowiedzia na
                              > tresc postu


                              Cytowane słowa były reakcją a propos Twojego pozdrawiania i uśmiechania się w
                              każdym poście, nawet krytycznym w treści. To skojarzyło mi się z anielskością i
                              słodyczą Pollyanny.




                              (> Pozwol, ze zwroce Twoja uwage na okreslenie "najczesciej",ktore towarzyszylo
                              > slowom "powierzchownym, skrotowym, pelnym dziur". Mam nadzieje, ze okaze sie
                              > furtka prowadzaca do kompromisowego porozumienia:)


                              "Najczęściej" zauważyłam, oburzyło mnie tylko to "my", ale ok.


                              > Pozdrawiam
                              > Paiha

                              W tej sytuacji również pozdrawiam:)
                              toulaa



                              > * Pollyanna byla super dziewczyna, troche zwariowana i szalona:), ale jej
                              > postawa zyciowa tylko przydawala Jej Przyjaciol; dziekuje za sympatyczne
                              > porownanie:)


                              No, gdyby Pollyanna była postacią realną, nie literacką, prawdopodobnie akurat
                              mojej przyjaźni by nie zyskała, gdyż cenię sobie u ludzi odwagę cywilną i jasne
                              sformułowanie, co im się nie podoba, odważne występowanie w sprawach, z którymi
                              się nie zgadzają, itd., nie zaś "zagłaskiwanie" i "grę w zadowolenie".
                              • paiha Re: Trzeba chodzić w masce (M. Pawl.-Jasn.) 27.09.04, 09:59

                                > Cytowane słowa były reakcją a propos Twojego pozdrawiania i uśmiechania się w
                                > każdym poście, nawet krytycznym w treści. To skojarzyło mi się z anielskością
                                i słodyczą Pollyanny.
                                Nie musze warczyc na kogos, z kim sie nie zgadzam, Touloo;)


                                > (> Pozwol, ze zwroce Twoja uwage na okreslenie "najczesciej",ktore towarzys
                                > zylo slowom "powierzchownym, skrotowym, pelnym dziur". Mam nadzieje, ze
                                okaze sie furtka prowadzaca do kompromisowego porozumienia:)

                                > "Najczęściej" zauważyłam, oburzyło mnie tylko to "my", ale ok.
                                No tak, My w tym watku potrafi oburzyc;)

                                > > Pozdrawiam
                                > > Paiha
                                >
                                > W tej sytuacji również pozdrawiam:)
                                > toulaa
                                No i super, dziekuje:)

                                > > * Pollyanna byla super dziewczyna, troche zwariowana i szalona:), ale je
                                > j
                                > > postawa zyciowa tylko przydawala Jej Przyjaciol; dziekuje za sympatyczne
                                > > porownanie:)
                                >
                                >
                                > No, gdyby Pollyanna była postacią realną, nie literacką, prawdopodobnie
                                akurat
                                > mojej przyjaźni by nie zyskała, gdyż cenię sobie u ludzi odwagę cywilną i
                                jasne
                                >
                                > sformułowanie, co im się nie podoba, odważne występowanie w sprawach, z
                                którymi
                                >
                                > się nie zgadzają, itd., nie zaś "zagłaskiwanie" i "grę w zadowolenie".

                                Ojej,Toullo, albo nie czytalysmy tej samej ksiazki, albo obie dawno:) W kazdym
                                razie z pewnoscia ja inaczej zrozumialysmy/zapamietalysmy.

                                Paiha
                                • toulaa Re: Trzeba chodzić w masce (M. Pawl.-Jasn.) 27.09.04, 13:44
                                  paiha napisała:

                                  > Nie musze warczyc na kogos, z kim sie nie zgadzam, Touloo;)


                                  Między warczeniem a uśmiechami i słodyczą jest chyba całe spektrum? Po prostu
                                  wygląda to groteskowo, jeśli występujesz w jakiejś sprawie (żeby było jasne:
                                  darzę najwyższym szacunkiem juz sam fakt odwagi wystąpienia w jakiejś sprawie
                                  wbrew koniunkturalizmowi), z czymś się nie zgadzasz, ale tak jakby "z pewną
                                  taką nieśmiałością", "przepraszając" i "co złego, to nie ja". (To, oczywiście,
                                  tylko mój odbiór).



                                  > No tak, My w tym watku potrafi oburzyc;)


                                  Przepraszam, nie zrozumiałam.


                                  > Ojej,Toullo, albo nie czytalysmy tej samej ksiazki, albo obie dawno:) W
                                  kazdym razie z pewnoscia ja inaczej zrozumialysmy/zapamietalysmy.


                                  Oczywiście, o tym, że każdy może dany utwór literacki odebrać inaczej, i co ma
                                  na to wpływ, mogłybyśmy pewnie dyskutować dłużej niż o Luwrze, ale ja postać
                                  Pollyanny odebrałam jako, co najmniej, irytującą, nie ze względu na jej
                                  naiwność (powieści dla młodych dziewcząt rządzą się własnymi prawami) i czarno-
                                  białość, czy raczej tylko białość a la heroina brazylijskiego serialu.
                                  Po prostu przypuszczam, że gdyby taka Pollyanna płci dowolnej pojawiła się np.
                                  tu, na Focz-u, to zaczęłoby się od uśmiechów, łagodzenia konfliktów,
                                  organizowania rozejmów, anielskiej dobroci, a skończyło na nazywaniu przez
                                  nią/niego adwersarzy "łajzami", "rozpaczliwie samotnymi", "podrzędnymi
                                  belferkami" itd., jak to już drzewiej nieraz bywało.

                                  Zaznaczam, że mnie Twoje pisanie skojarzyło się tylko z pollyannową f o r m
                                  ą, tak, jak tytuł postu skojarzył mi się z wierszem Pawlikowskiej.
                                  • runek dygresja 27.09.04, 14:01

                                    >(żeby było jasne:
                                    > darzę najwyższym szacunkiem juz sam fakt odwagi wystąpienia w jakiejś sprawie
                                    > wbrew koniunkturalizmowi)

                                    Cenię ludzi,którzy otwarcie przyznają się do koniunkturalizmu