lubat
30.07.08, 09:20
"Do mnie przyszli dwa tygodnie temu po cywilnemu. Pogadali, zasugerowali,
żebym nic nie robił, bo mogę mieć kłopoty z wynajmem lokalu - mówi jeden z
działaczy praw człowieka w Hongkongu."
Ja nie jestem wprawdzie obrońcą praw człowieka, ani nie mam szczęścia/pecha
mieszkać w Chinach. Jestem natomiast obywatelem niezwykle demokratycznego
państwa i mieszkańcem miasta, które miało szczęście/pecha być nawiedzone przez
Największego Polaka Współczesności JPII. Mieszkałem wtedy przy ulicy, przez
którą tylko przejeżdżał, a trwało to tylko kilka minut. Mimo to miałem w domu
aż TRZY wizyty smętnych panów, którzy pouczali mnie, co mi wolno, a czego nie
wolno w moim własnym mieszkaniu i co za niepodporządkowanie grozi.
Tak więc pojękiwania różnych Amnestii niechby nawet International nie robią na
mnie żadnego wrażenia. Wielu, zbyt wielu ludziom i organizacjom na świecie
zależy na tym, by Chińczykom się nie powiodło, by były tam jakieś rozróby, co
wykazano już na etapie biegania po świecie ze zniczem.