Dodaj do ulubionych

Plusy idą z Mazur

04.08.08, 16:01
Na Mazurach są plusy dodatnie a na Helu plusy ujemne. Kiedy jestem
na Helu to widzę te tabuny ludzi, którzy rankiem wychodzą z pociągów
przyjeżdżających „gdzieś z Polski” i potem łażą od domu do domu w
poszukiwaniu kwatery. Otóż gospodarze tych domów często nie fatygują
się nawet żeby wywiesić kartkę w oknie „wolne pokoje” albo „brak
wolnych pokoji” ale wolą (?) żeby co chwilę ktoś im zakłócał spokój
takimi pytaniami.

Co więcej, publika nie reaguje też na kartkę „brak wolnych pokoji”,
po prostu nie wierzy w wiarygodność gospodarza (?) i twardo mówi „no
tak, widziałem kartkę ale może jednak są wolne pokoje”
czyli „ignoruję twoją informację, nie ufam ci, pewnie kłamiesz i
chowasz jakiś towar pod ladą”. Tak nie da się budować efektywnych
więzi biznesowych opartych na zaufaniu i profesjonalnej informacji.

I dalej. Przecież w takiej małej dość miejscowości wystarczy tablica
z dykty w centrum z listą tych stu czy dwustu adresów i każdy
gospodarz obok mógłby wbić swoją szpileczkę – jak zielona to są
pokoje, jak czerwona to nie ma. I miałby spokój. Ale gdzie tam.
Nawet na kawał dykty nas nie stać w Polsce.

A jak jest np. na Zachodzie? Przyjeżdżasz sobie do takiej
austriackiej wioseczki w Alpach i masz piękny plan miasta z
lampkami, gdzie jest wolne a gdzie nie. Oczywiście oprócz tego
wszystko jest w internecie i możesz sobie 24h/7d wysłać zapytanie do
serwera z terminem i automat odpowiada ci ofertami, potwierdzasz
mejlem, wszystko. Możesz sobie nawet obejrzeć plany obciążenia
poszczególnych pokoi w pensjonacie. A co mamy w Polsce? Pardon, ale
obsmarkane karteluszki przyklejane ordynarnie bez ładu i składu pod
jakąś krzywą budą przystanku autobusowego. Dla mnie to jest żenada.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka