Dodaj do ulubionych

Bajka o rosomaku

02.09.08, 09:03
rzeczywiście a Afganistan to pustynny teren bez gór, dolin i wąwozów
a talib potrafi walczyć tylko oko w oko z wrogiem a nie z zasadzek.
Nawet w Iraku potrafią zniszczyć MRAP z dachu za pomocą ładunku lub
RPG umieszczonego w rynnie. Śmieszna argumentacja prawda
Obserwuj wątek
    • kakens Bajka o rosomaku 02.09.08, 11:40
      "Ponoć nie jest odporny na atak z góry. Rzeczywiście, lotnictwo jest
      najgroźniejszą bronią talibów."

      Ta, a zasadzki w wąwozach, ostrzał z gór?
      Nawet ja to wiem, ale redaktor nie bo zaślepia go nienawiść. Tak to jest jak
      dyletant bierze się za pisanie na tematy o których nie ma zielonego pojęcia.
      • maaac Re: Bajka o rosomaku 03.09.08, 15:14
        Zdradź mi co jest lepsze i bezpieczniejsze. Rosomak, który nie
        chroni w pełni załogi od góry czy Hummer? Co jest bezpieczniejsze -
        niedopancerzony Rosomak dziś czy dopancerzony za pół roku? Zdradź mi
        też ile było ostrzałów od góry tych biednych "niedpancerzonych"
        Rosomaków i jeszcze biedniejszych Hummerów?
    • maciej.wnuk.pl Było trochę inaczej 02.09.08, 15:41
      Szanowny Panie Redaktorze,

      Szkoda, że redaktor Marcin Górka nie został dopilnowany, aby – jak nakazują
      standardy dziennikarskiej rzetelności – aby uzyskać komentarz od osoby, której
      działania opisuje. Artykuł byłby rzetelniejszy, a Pan Redaktor nie padłby
      ofiarą dezinformacji swojego podwładnego.

      Bo to było trochę inaczej:

      Przetarg na dostawę kołowych transporterów opancerzonych rozstrzygnięto w roku
      2003.

      Rok później kontrolowała go Najwyższa Izba Kontroli. Wyniki kontroli można
      streścić następująco:
      - przetarg został przeprowadzony zgodnie z przepisami ustawy o zamówieniach
      publicznych,
      - wszystkie oferowane pojazdy były prototypami, które nie spełniały w momencie
      przetargu wymagań specyfikacji technicznej, wymagania te miały spełniać
      transportery produkowane seryjnie,
      - NIK uznał, że warto było ponieść ryzyko zakupu pojazdu, który jeszcze nie
      istnieje, ale jednocześnie zwrócił uwagę, że „wybór pojazdu w wersji prototypu
      wiąże się z ryzykiem niepozyskania kołowych transporterów bojowych … o
      parametrach taktyczno-technicznych określonych w umowie”.

      W związku z tym izba zaleciła Ministrowi Obrony Narodowej, aby „wyegzekwował
      od podległych komórek organizacyjnych resortu obrony narodowej realizację
      zadań, wynikających z zapisów umowy (…), dotyczących weryfikacji, określonych
      w tej umowie, parametrów taktyczno-technicznych dostarczonych wozów”.

      Mówiąc prościej, aby ministerstwo dokładnie sprawdziło, czy płaci za taki
      towar, jaki zamówiło, a który producent zobowiązał się dostarczyć.

      Niestety dalsze wydarzenia w pełni potwierdziły obawy NIK. Transporter
      przedstawiony do komisyjnego odbioru w roku 2004 nie spełniał ponad 20 wymagań
      różnej wagi, określonych w specyfikacji i umowie.

      Co w tej sytuacji powinna zrobić komisja testująca pojazd? Logiczne byłoby
      odesłanie transportera do producenta z żądaniem dokonania poprawek i
      dostarczenia pojazdu o takich parametrach, które widniały w umowie. (Tak
      zrobiłby prywatnie każdy rozsądny człowiek, który np. zamówił sobie wysyłkowo
      telewizor 42 calowy, a otrzymał 40 calowy).

      Komisja jednak nie wykazała się asertywnością w stosunku do producenta.
      Zamiast bronić interesów MON i wojska zgodziła się ...na odstąpienie od
      niektórych wymagań, uznając je za nieistotne. Tak zrezygnowano m.in. z wymogu
      „transportowalności” Rosomaka samolotami Herkules.

      Jeszcze bardziej niepokojące było to, że w trakcie prób odbiorczych nie
      przeprowadzono testów odporności balistycznej transportera. Nie sprawdzono
      więc, czy pojazdy zapewniają żołnierzom właściwą ochronę przed pociskami i
      minami, na poziomie określonym w umowie!

      W sprawie powyższych nieprawidłowości, jeszcze w roku 2005, śledztwo wszczęła
      wojskowa prokuratura i żandarmeria.

      Taki stan rzeczy zastałem, gdy objąłem w MON funkcję pełnomocnika ds. procedur
      antykorupcyjnych. Logicznym wnioskiem było więc zaproponowanie ministrowi
      Sikorskiemu przeprowadzenia testów uzupełniających transportera, które by
      określiły jego rzeczywistą odporność balistyczną, czyli to, jaką ochronę
      zapewnia on załodze. Było jasne, że jeśli my zaniedbamy jakichś testów, to na
      pewno „przeprowadzą je” talibowie. Minister wniosek zaakceptował i badania
      takie – mimo oporu niektórych generałów – zostały przeprowadzone jesienią 2006
      roku.

      Na temat przebiegu testów publikowano różne fantastyczne opowieści (np. o
      rzekomym „rozstrzelaniu” Rosomaka przez specjalnie ściągniętych snajperów z
      Gromu). Wspomnę więc tylko, że przeprowadzała je grupa badawcza Wojskowego
      Instytutu Techniki Pancernej i Samochodowej na podstawie ściśle określonej
      metodyki, a nadzorowała komisja powołana przez ministra.

      Testy wskazały na mocne i słabe punkty transportera. (Szczegóły są nadał
      objęte tajemnicą). Stały się podstawą do przygotowania transportera na misję w
      Afganistanie. A co najważniejsze zakończyły niebezpieczną dla życia żołnierzy
      praktykę kupowania uzbrojenia, które wyczerpująco testuje się dopiero w
      warunkach misji, zamiast na poligonie w kraju. Przekonała się o tym zresztą
      firma dostarczająca dodatkowe opancerzenie dla KTO: pierwsze testy balistyczne
      wykazały sporo niedoróbek i dopiera druga wersja dodatkowego pancerza spełniła
      stawiane jej wymagania.

      Rosomak w wersji afgańskiej to tak naprawdę już zupełnie inny model
      transportera, dostosowany do warunków tej misji. Nie pływa, ale w odróżnieniu
      od swego pierwowzoru zapewnia równomierną ochronę przed pociskami ze
      wszystkich kierunków. Także z góry, co jest oczywiste ze względu na operowanie
      w terenie wysokogórskim. Odpukać – na razie skutecznie.

      Z powyższej historii wynika jeszcze jeden morał: otóż nie warto kupować
      obietnic, tyko konkrety.

      Producenci uzbrojenia bardzo często obiecują złote góry (doskonałe parametry
      za niską cenę), aby tylko załapać się na kontrakt. Na targach prezentują
      wyroby, które są tylko atrapami (fachowo: demonstratorami technologii). Ich
      strategia jest taka: jeżeli jakieś ministerstwo podpisze kontrakt i się w
      niego zaangażuje, to bardzo trudno będzie się mu z niego wycofać i zaczynać
      procedurę wyboru sprzętu od początku. Zwłaszcza, gdy zaangażowało już dużo
      czasu i środków. Historia wielu państw zna dziesiątki takich przypadków.

      Ten morał powinni sobie wziąć do serca wszyscy dziennikarze, opisujący sprawę
      niedoszłego zakupu opancerzonych samochodów patrolowych Tur, które jakoby
      świetnie mogły chronić naszych żołnierzy, ale nie można ich kupić przez jakieś
      bzdurne wymogi antykorupcyjne.

      Rzeczywiście, latem 2007 roku negatywnie zaopiniowałem pomysł, aby kupić
      bezprzetargowo Tura, głównie z tego powodu, że – wedle mojej wiedzy – pojazd
      taki wtedy …nie istniał. Producent obiecywał co prawda złote góry, nawet
      prezentował się na targach, ale był dopiero na etapie testowania części
      składowych pojazdu. Kompletny pojazd, spełniający wymagania wojska, miał być
      gotowy …już wkrótce.

      Minął rok, a producent nie zdecydował się przedstawić Tura do testów, choć
      został zaproszony przez MON do składania ofert wraz z trzema innymi firmami.
      Ostrożność była więc chyba wskazana.

      Maciej Wnuk

      Pełnomocnik MON ds. Procedur Antykorupcyjnych w latach 2005-2007, obecnie
      członek grupy roboczej NATO ds. zapobiegania korupcji w sektorze obronnym.
    • kapitan.kirk Obłudny hipokryta 03.09.08, 14:16
      W artykule nie ma ani słowa o tym, że całą "sprawę Rosomaka"
      rozdmuchała własnoręcznie..."Gazeta Wyborcza" właśnie, publikując -
      co ciekawe, jednocześnie z "Nie" - artykuł pełen kłamstw i
      ewidentnych bzdur, wyraźnie sponsorowany przez konkurencyjną firmę
      Steyer (dziwnym trafem dziennikarzom "udawało się dotrzeć do
      dokumentów" własnie z Steyera pochodzących).

      Pzdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka