sekwana2005
05.11.08, 07:27
Są też takie fajne leki, które usypiają - i zamiast nerwowego
dziecka jest "warzywo"...
Moja córka jako dzieciak bywała nadpobudliwa - nie dawałem
psychotropów, nie biłem, w chlewiku na łańcuchu nie zamykałem.
Jakoś sobie radziliśmy, zwykle sobie ustępując, choć czasem parę
miesięcy z sobą nie rozmawialiśmy. Wiedziałem, iż czasem na niej
odbijają się moje rodzinne i zawodowe kłopoty - nie tylko jej.
Przez przypadek bardzo pomogła nauka jazdy konnej - uświadomiła
sobie, iż z koniem nie może się kopać. Ze choć większy od niej -
powinna nim opiekować się. Więc radość była nie tylko z jazdy ale i -
za przeproszeniem - gnoju wynoszenia.
Dziewczyna rewelacyjnie zdolna - pierwsze artykuły publikowała
jeszcze w podstawówce. Sama sobie stosowała terapię, bo jak z tatą
się kłócić i jednoczesnie go poprosić o korektę tekstu? Dziś pani
magister, wcześniej szefowa koła naukowego (nie napadła na nie, lecz
wybrana została).
Cicha radość - z innego kontynentu, gdzie pracuje, w tych dniach
przysłała tekst z prośbą, czy bym czegoś nie poprawił.
A można było uśpić - codziennie lub jednorazowo...
O aborcji pisanie - że nie można wyskrobać potencjalnego Bethoveena.
A narodzonych - jak do "sprzętu" zgaszane reklamacje, to najprościej
zasilanie wyłączyć...