mg2005
19.11.08, 22:14
Józef Szaniawski
Czym jest Francja w Europie, o tym pisał już w XVI wieku Jan
Kochanowski. W słynnym politycznym wierszu "Gallo crocicanti"
("Kogutowi piejącemu") opisywał osławioną bufonadę Francuzów,
zboczenia seksualne, nietolerancję, powszechny brud i smród,
neutralizowany francuskimi perfumami. Polski poeta słusznie bez
najmniejszych kompleksów zapytywał, jak Francuzi mogą po
barbarzyństwach rzezi Nocy Świętego Bartłomieja zaliczać się do
cywilizowanych narodów Europy, jakim prawem bezczelnie krytykują
Polaków. Adam Mickiewicz z goryczą politycznego emigranta wypominał
Francuzom nikczemną uległość wobec żandarma Europy - cara Mikołaja
I: "Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, Warszawa jedna twojej
mocy się urąga".
Prezydent Nicolas Sarkozy nawiązuje niestety do najgorszych
antypolskich tradycji polityki zagranicznej Francji. W ubiegłym
tygodniu spotkał się z Dmitrijem Miedwiediewem - nowym władcą
Kremla, i natychmiast na życzenie "Moskala" ostro skrytykował
Polaków za sojusz z Ameryką i plany umieszczenia na naszym
terytorium amerykańskiego systemu tarczy antyrakietowej. Niezależnie
od wszystkiego jest to mieszanie się bezprawne w sprawy wewnętrzne
Rzeczypospolitej. Sarkozy postanowił się porozumieć z Rosją wysoko
ponad głowami nowej Europy. Francuski prezydent stwierdził, że
Europa nie potrzebuje tarczy antyrakietowej, gotowa jest uwzględnić
rosyjskie zastrzeżenia i ma nadzieję, że Amerykanie w ogóle z
projektu zrezygnują. Czesi natychmiast przypomnieli Sarkozy'emu, że
z nimi swojego wystąpienia przed spotkaniem z Miedwiediewem nie
konsultował, więc nie ma prawa w ich imieniu z tarczy rezygnować. Ze
strony polskiej takiej reakcji zabrakło. Nie tylko rząd, ale nawet
prezydent udają, że nic ważnego nie zaszło, kiedy w rzeczywistości
zerwana została - i to głosem realnego lidera UE - zasada
europejskiej solidarności.