sam_fan83
07.12.08, 12:14
"Zabity chłopak był w grupie 30 nastolatków, którzy obrzucili kamieniami
radiowóz wiozący policjantów. Jeden z nich wysiadł i oddał strzały w kierunku
atakujących. Jedna z kul okazała się być śmiertelna.
W odpowiedzi na ulice wyszły setki demonstrantów. Skandowano wrogie okrzyki
wobec prawicowego premiera Kostasa Karamanlisa i ministra spraw wewnętrznych,
Prokopisa Pawlopulosa."
Czyli ja to rozumiem tak: atakowac policjanta wolno ale gdy policja broni sie
przed napascia to juz ta sama policja jest "be"?
A moze to policja tez miala rzucac w atakujacych kamieniami czy moze
podziekowac za napasc i poczestowac kawa oraz ciasteczkami?
Brzmi tak samo jak zakaz bronienia sie narzedziem o wiekszej sile razenia niz
ma atakujacy, nawet jak stoi na moim terenie i w taki czy inny sposob chce
zabic najblizsza mi osobe.
Paranoja.