nick3
28.12.08, 00:25
"Zgorszeniami" nazywa się w chrześcijańskiej nowomowie cechującą tę
religię agresję moralną wobec otaczającego świata (a także wobec
własnych członków).
(Właśnie słowo "nowomowa" jest tu adekwatne, gdyż chrześcijaństwo, w
sposób zupełnie charakterystyczny dla totalitaryzmu, wynalazło
własne specjalne słownictwo do ideologicznego interpretowania
reakcji ludzkich na nauki chrześcijańskie, które to słownictwo służy
inkryminacji - jako domniemanego Zła - wszelkiego sprzeciwu czy
krytyki chrześcijańskiego przesłania).
Ludzie, którzy chcą, by wszyscy, których napotykają, podzielili ich
wizję sensu życia, a wszelki opór na tym polu definiują jako Zło
(lub w najlepszym razie pojednawczo jako Głupotę:) - są
totalitarystami.
Pojęcie "zgorszenia" jest kamuflażem chrześcijańskiej woli
tyranizowania bliźnich apodyktycznym światopoglądem.
Zobaczmy na konkrecie jak to działa:
>Zgorszenie pierwsze: "jako chrześcijanie twierdzimy więc z uporem,
>że ( ) rzetelny i wiarygodny obraz Jezusa przechowywany jest
>przez chrześcijan ( ) i że wyłącznie w ramach tej tradycji możliwe
>jest owocne poszukiwanie nowych jego interpretacji, lepiej
>uwzględniających kategorie myślowe współczesnej kultury" (s. 15).
To jest doktrynerstwo ("twierdzimy z uporem" = "my wiemy, że mamy
rację").
Fajnie jest zwolnić się z obowiazku uczciwości intelektualnej (także
wobec samego siebie!) i wykręcić się "świętościami".
I zamiast argumentować - oskarżać ("kto się z nami nie zgadza jest
nierzetelny")
Tylko że w świetle obecnych coraz dalej posuwających się badań nad
historyczną postacią Jezusa, to właśnie dogmatyzm chrześcijan
("rzetelny i wiarygodny obraz Jezusa przechowywany jest przez
chrześcijan") nabiera wszelkich cech nierzetelności
(bezpodstawności).
>Zgorszenie drugie: "jednym z najistotniejszych chrześcijańskich
>przekonań było i pozostaje to, że żaden człowiek nie osiągnął tak
>głębokiego poznania Boga jak Jezus, żadne inne nauczanie nie
>wprowadza nas tak głęboko w Jego tajemnicę" (s. 20).
Ale "Bóg" to w rozumieniu chrześcijańskim słowo oznaczające sens
życia każdego człowieka.
"Zgorszenie drugie" znaczy więc tyle, że Jezus wie lepiej od każdego
człowieka, co jest prawdziwym sensem jego życia. Jeśli dodamy do
tego tezę "zgorszenia pierwszego" ("my, chrześcijanie jako jedyni
rzetelnie rozumiemy jego naukę"), to robi się ciepło.
>Zgorszenie trzecie: wbrew przekonaniu, "że Bóg nie ingeruje (nie
>może ingerować) bezpośrednio w materialny świat, w ludzką
>historię", wierzymy, "że przynajmniej raz w dziejach Bóg nie tylko
>wszedł w ludzką historię, ingerując w materialny świat, lecz także
>stał się aktywnym podmiotem ludzkiej historii jako konkretny
>człowiek, jeden z nas, Jezus z Nazaretu".
Bóg "ingerujący" (we wtorek?:) to gruby antropomorfizm i jakiś byt w
gruncie rzeczy skończony.
Jest on jednak religii potrzebny, bo tylko w imię takiego - można
uprawiać Władzę nad człowiekiem.
Sądzę, że książka, którą się zachwyca Sosnowski, to nic innego jak
face-lifting fundamentalizmu.
Uważam, że Bóg tej religii jest przemocą ("psychofaszyzmem") i
źródłem dużego, choć trudno rozpoznawalnego, społecznego zła.
I wcale nie zmienia tu sytuacji to, że przypisze się temu Bogu mękę
rabbiego Jeszuy i nazwie "Miłością". Przeciwnie: jest to szantaż
moralny stanowiący właśnie centralny punkt przemocy tej religii!