Dodaj do ulubionych

Nauka małżeństwa w weekend

14.07.09, 12:10
ja w poradni (przy akademickim kościele św. anny w krakowie!!!!)usłyszałam, że
świat schodzi na psy, a winna jest temu koedukacja w szkołach, oraz że dzieci
rozwodników wyrastają na pedały (określenie pani z poradni). no i że mam
przyszłemu mężowi wybaczyć ewentualną zdradę, a jeśli nie czuję się w głębi
duszy na to gotowa, to nie powinnam wychodzić za niego za mąż. bezcenna wiedza ;-)
Obserwuj wątek
    • magdii Nauka małżeństwa w weekend 14.07.09, 15:15
      "szacunkowy koszt uczestnictwa jednej osoby wraz z wyżywieniem
      wynosi 275 PLN za miejsce w pok. 2 osobowym i 320 PLN za pok. 1
      osobowy)." - ze strony o. jezuitów z falenicy, jak nic 2x320 daje
      640 a nie 720 za kurs; poza tym nikt nie mówi, że kursy w Falenicy
      są konieczne do zawarcia małżeństwa kościelnego, można robić kursy w
      innych miejscach, co innego, że par jest bardzo dużo, bo mogą odbyć
      kurs w weekend i mieć spokój; a co ma mówić ksiądz? że małżeństwo to
      związek kobiety i mężczyzny i mrugać okiem, dopiero gazeta by
      wyczuła aferę albo, że można współżyć poza małżenstwem?


      • panipanda Re: Nauka małżeństwa w weekend 14.07.09, 16:48
        osoba prowadząca powinna mówić, jakie jest zdanie Kościoła w tych
        wszystkich kwestiach, ale nie KŁAMAĆ i WMAWIAĆ BZDURY w celu
        ZSZOKOWANIA/WYSTARSZENIA kursantów ;/
        inaczej brzmi "antykoncepcja hormonalna jest szatanem i prowadzi do
        samobójstw i depresji" a inaczej "Kościół nie akcpetuje
        antykoncepsji hormonalnej z takich i takich powodów". Nikt nie lubi
        być traktowanym jak idiota... (a właśnie tak bym się czuła słuchając
        tego, co opisano w artykule)...
        • kretynofil Mnie najbardziej rozbawil watek o pornografii... 19.07.09, 09:34
          No bo do jasnej cholery, mowienie o tym ze jest zla to gadanie o dupie maryni. Ciekaw jestem co by taka katechetka doradzila mezczyznom, ktorzy tak czy siak sa bombardowani takimi zdjeciami z kazdej strony? Od jej gadania nie znikna billboardy (bo i po co?), nie zniknie tez pierwotne pragnienie niewiernosci u facetow...

          Fajnie by bylo przeczytac co na ten temat ma do powiedzenia madry facet - bo recepta w stylu "modlic sie i niesc swoj krzyz" do niczego dobrego nie prowadzi...
          • jimmyjazz Gazeta jak zwykle trzyma poziom. 19.07.09, 11:18
            Tydzień bez artykułu o kościele katolickim to zmarnowany tydzień. Ktoś ma sppry problem.

            A przeciez można by zrobić listę gdzie w polsce są wartościowe i ciekawe nauki przedmałżeńskiebo jest całkiem sporo takich miejsc).
            No ale do tego trzeba by być dziennikarzem i się trosze wysilić. A tutaj wystarczy forum gazety z gotową tezą i w 30 minut jest artykuł w sam raz na niedzielę.

            W środę promocja w gazecie - do każedgo wydania "mega poster" z JPII. Bo w końcu kasa misi kasa.
            • najntinejtifajv Re: Gazeta jak zwykle trzyma poziom. 19.07.09, 12:30
              boleśnie prawdziwe jest to co piszesz. gazeta zamiast wysilić się chociaż
              odrobine i poszukać obiektywnie miejsc lepszych a nie tylko gorszych, zauważyć
              to co jest potrzebne i wartościowe a nie tylko to co złe i wynaturzone, wyraźnie
              prowadzi jakąś krucjate anty kościelną.

              osobiście uważam że dla sporej części tych ludzi który trafiają na te kursy to
              jest pierwsza szansa na porozmawianie ze sobą o bardzo istotnych sprawach.
              idealnie by było żeby ludzie wczesniej sami ustalali takie rzeczy, ale jakoś tak
              się nie dzieje.
              • tomek_atomek Re: Gazeta jak zwykle trzyma poziom. 19.07.09, 12:43
                >wyraźnie prowadzi jakąś krucjate anty kościelną.

                Taka krucjata była już w Irlandii...bezpodstawnie ?

                > osobiście uważam że dla sporej części tych ludzi który trafiają na
                te kursy to
                > jest pierwsza szansa na porozmawianie ze sobą o bardzo istotnych
                sprawach.
                > idealnie by było żeby ludzie wczesniej sami ustalali takie rzeczy,
                ale jakoś tak się nie dzieje.

                Tu masz rację, dużo młodych ludzi się żeni nie majac pojęcia na co
                się piszą. Czasem wychodzi, czasem nie.
                Fajnie byłoby tylko gdyby te osoby, które prowadzą te nauki miały
                solidne przygotowanie i zrównoważony światopogląd. Niestety połowa
                (a może więcej) to katechetki z łapanki.
                • chomsterek Re: Gazeta jak zwykle trzyma poziom. 19.07.09, 14:31
                  > Fajnie byłoby tylko gdyby te osoby, które prowadzą te nauki miały
                  > solidne przygotowanie i zrównoważony światopogląd. Niestety połowa
                  > (a może więcej) to katechetki z łapanki.

                  Tym bardziej przydałby się artykuł opisujący miejsca, do których warto
                  udać się na nauki. Że prowadzący reprezentują często bardzo niski
                  poziom - o tym już chyba wszyscy wiemy.
                • prawdziwy.jonek Re: Gazeta jak zwykle trzyma poziom. 19.07.09, 22:51
                  tomek_atomek napisał:

                  > Fajnie byłoby tylko gdyby te osoby, które prowadzą te nauki miały
                  > solidne przygotowanie i zrównoważony światopogląd. Niestety połowa
                  > (a może więcej) to katechetki z łapanki.

                  noooo widze ze mamy szpeca od nauk przedmalzenskich i to nie z lapanki, teraz
                  tylko sie zglos w odpowiednie miejsce i masz posade, no chyba ze tylko potrafisz
                  klapac i tez jestes z lapanki.
              • na_pravo artykuł z oczywistą tezą - jakiz to mamy ciemnogro 19.07.09, 12:52
                Wspólne obiady redaktora Michnika i redaktora Urbana nie pozostają
                bez wpływu na treść artykułów pisanych przez funkcjonariuszy GW na
                odcinku ideologicznym. Coraz gorzej bowiem odróżnić publikacje
                Gazety Wyborczej i tygodnika NIE. Niniejszy artykuł wpisuje się po
                raz kolejny w stały od kilku lat trend systematycznego ośmieszania
                Kościoła Katolickiego przez środowisko "salonu". A lenistwo pani
                dziennikarki jest zdumiewające.Nie zadała sobie nawet trudu,żeby
                sięgnąć po odpowiednie encykliki i naukę Kościoła w zakresie
                seksualności i małżeństwa i dopiero wtedy pokazać pewne przykłady
                wzięte z nauk przedmałżeńskich. Ale to by zabrało jej zbyt wiele
                pracy.Lepiej jest wyrwać z kontekstu niektóre stwierdzenia osób
                prowadzących nauki i podać je w ironiczno-prześmiewczym sosie
                tak,aby ucieszyć masy zgodnie z założoną tezą, że Kościół propaguje
                ciemnotę i zabobony. A swoją drogą, to naprawdę nie ma przymusu
                brania ślubów kościelnych w Polsce. Nie jesteśmy żadnym talibanem
                wbrew temu,co twierdzi spora część internautów. Jeśli ktoś nie
                akceptuje nauki Kościoła Katolickiego a chce zawrzeć małżeństwo, to
                niech bierze tylko ślub cywilny.Ot, i wszystko.
                • goszetta Re: artykuł z oczywistą tezą - jakiz to mamy ciem 19.07.09, 14:08
                  Kurcze - ciesze sie, ze nie boisz sie pisac takich rzeczy na forum "Gazety
                  ABORCZEJ".

                  Slub koscielny nie jest obowiazkowy. Niech decyduja sie na niego osoby, ktore
                  zgadzaja sie z nauka kosciola, a nie osoby, ktore robia to dla pozorow. Jesli
                  ktos nie wierzy, a chce brac slub w kosciele ze wzgledu na naciski ze strony
                  rodziny lub znajomych - taki slub nie jest wazny!
                  • pensioner63 Ślub i cywilny, i kościelny, są ważne 19.07.09, 14:47
                    goszetta napisała:
                    > Jesli ktos nie wierzy, a chce brac slub w kosciele ze wzgledu na
                    > naciski ze strony rodziny lub znajomych - taki slub nie jest
                    > wazny!

                    W świetle polskiego prawa cywilnego zarówno ślub cywilny, jak i ślub kościelny
                    katolicki, protestancki czy żydowski, byle udzielony przez polskiego
                    uprawnionego urzędnika jest ważny.

                    Natomiast ślub lub rozwód zagraniczny może nie być ważny w Polsce - zależy to od
                    tego czy Polska zawarła porozumienie z danym krajem o uznawaniu ślubów i
                    rozwodów. My ze swoją ostanią żoną rozwiedliśmy się w Stanach. W efekcie w
                    Stanach jestem rozwiedziony, a w Polsce żonaty.

                    A jakie śluby i rozwody uznaje Władca Niebios - Pan Bóg, Allah, Jahwe czy inny?
                    Tego nie wiem, bo tam jeszcze nie byłem.
                  • tacx Re: artykuł z oczywistą tezą - jakiz to mamy ciem 29.09.09, 08:01
                    > Slub koscielny nie jest obowiazkowy. Niech decyduja sie na niego osoby, ktore
                    > zgadzaja sie z nauka kosciola, a nie osoby, ktore robia to dla pozorow. Jesli
                    > ktos nie wierzy, a chce brac slub w kosciele ze wzgledu na naciski ze strony
                    > rodziny lub znajomych - taki slub nie jest wazny!


                    ba! mało kto wie że w średniowieczu można było wziąć ślub poza kościołem i bez
                    ksiundza że nie wspomnę o bzdurach typu nauki przedmałżeńskie. i nie był to
                    bynajmniej ślub cywilny.
                    im więcej czytam o ślubach tym mniejsząochotę mam na takowy. jako osoba
                    bezplodna zresztą miałbym duże kłopoty z zawarciem takowego przed ołtarzem.
                    raczej nie czułbym się komfortowo słysząc o antykonepcji i pytania "czy chcecie
                    mieć dzieci"
                    kościół uprawia hipokryzję. większość ludzi bierze kościelny tylko bo tak wypada
                    w ich środowisku i nic poza tym. potem rozwód, rozbite rodziny itd.. śłyszałem
                    nawet ż pewien aktor załatwił sobie drugi ślub kościelny po rozwodzie z
                    poprzednią żoną. to ci dopiero novum
            • tomek_atomek Re: Gazeta jak zwykle trzyma poziom. 19.07.09, 12:38
              >A przeciez można by zrobić listę gdzie w polsce są wartościowe i
              >ciekawe nauki przedmałżeńskie bo jest całkiem sporo takich miejsc).

              Pewnie masz rację, ja osobiście nie trafiłem...było prawie tak jak
              napisali - bzdety do n-tej potegi.
              Np. zadawane 30 osobom z osobna (po kolei) pytanie "jak należy
              kochać?"....każdy musiał coś odpowiedzieć....różnie ludzie mówili o
              uczciwości odpowiedzialności itp....

              prawidłowa odpowiedź to....."w prawdzie"..."należy kochać w
              prawdzie".

              Pani katechetka wyznała, że trzeba jak najdłużej karmić dziecko
              piersią i ona karmiła córeczkę do 6-tego (tak SZÓSTEGO) roku życia.
              A przy metodach natrualnych miała błędy - moja żona wtedy student
              medycyny ją poprawiła, to pani na to, że Pani sobie to musi
              przeczytać itp....
              A tak wogóle to dla tych co nie wiedzą to karmienie piersią działa u
              sporej części kobiet jako naturalna hormonalna antykoncepcja...ale o
              tym ani słowa nie było.

              Były też slajdy z rozpoznawania lepkości śluzu, slajdy przedstawiały
              śluz z pochwy pomiędzy dwoma palcami na opisanie lepkości lub jej
              braku.

              To było przy kościele na Kasprowicza we Wrocławiu.

              -------------
              A ja wogóle lubię poczytać o bolączkach naszego kościoła. Biskupi
              wolą się zajmować in-vitro i polityką niż po prostu wiernymi...

              W żaden sposób też nie widać oczyszczania środowiska. Paetz odprawia
              msze, pedofile nadal są księżmi, Rydzyk kolejny raz robi coś
              nielegalnie i mu to uchodzi na sucho, komisja majątkowa co prawda
              ostatnio nic nie zmalowała, ale nikt z kościoła się nie odniósł
              nawet do tego skandalu. Księża mają rodziny i dzieci (do czego
              uważam mają prawo), ale są to dzieci pozbawione ojców i rodziny,
              które z założenia stają się patologiczne... i potem ONI mówią
              rodzicom JAK mają żyć.

              A u mnie ksiądz na kolędzie nie pamięta, że chrzcił moje dwuletnie
              dziecko, tylko bierze kopertę i zmyka nie rozwijając dyskusji.

              Taki jest dziś Kościół Katolicki.
              • jimmyjazz Re: Gazeta jak zwykle trzyma poziom. 19.07.09, 21:51
                tomek_atomek napisał:

                > Pewnie masz rację, ja osobiście nie trafiłem...było prawie tak jak
                > napisali - bzdety do n-tej potegi.

                A jak jakoś trafiłem na ciekawe zajęcia (mimo, iż niewierzący i ślub koćsielny mi wisi) ale wystarczy się wysilic i było niesztampowo i do tego pełno ludzi, że sala ledwo pomieściła. Tylko trzeba chcieć. Gooogle nie boli.

                > Pani katechetka wyznała, że trzeba jak najdłużej karmić dziecko
                > piersią i ona karmiła córeczkę do 6-tego (tak SZÓSTEGO) roku życia.

                No bo trzeba. Chyba jasne że melko matki jest jednak zdrowsze niż w proszku. Może niekoniecznie do 6. roku życia, ale lepiej do 6. roku niż wcale.

                > Były też slajdy z rozpoznawania lepkości śluzu, slajdy > przedstawiały
                > śluz z pochwy pomiędzy dwoma palcami na opisanie lepkości lub jej
                > braku.

                No to chyba dobrze że były przykłady a nie bzdurna teoria ?

                > A ja wogóle lubię poczytać o bolączkach naszego kościoła. Biskupi
                > wolą się zajmować in-vitro i polityką niż po prostu wiernymi...

                No ale jeżeli GW przynajmniej raz w tygodniu serwuje artykuł z tej kategori (i to na pierwszej stronie) to jest BARDZO dziwne. I przestaję się dziwić wszelkim poszukiwaczom spisków i piszącym o "żyborczej" itp itd. Po prostu sobie na to ciężko zapracowali. Mają chłopaki i dziewczyny spory problem z głowami.

                > msze, pedofile nadal są księżmi, Rydzyk kolejny raz robi coś
                > nielegalnie i mu to uchodzi na sucho, komisja majątkowa co prawda

                Ale rydzyk ma niewiele wspólnego z kościołem katolickim. To mocno niezależny zakon.
                I bezmózgim matołom łatwo wmówić że kościół katolicki = rydzyk i moher. To jest bezdenna głupota.

                > A u mnie ksiądz na kolędzie nie pamięta, że chrzcił moje dwuletnie
                > dziecko, tylko bierze kopertę i zmyka nie rozwijając dyskusji.

                Gdyby cie widział co tydzień to by cie zapamiętał. A jak cie widział raz w życiu to jak ma pamiętać? :-)))
        • strikemaster Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 13:24
          Jeżeli ktoś po porady małżeńskie idzie do księdza, to chyba lubi być traktowany jak idiota. Ciekawe, skąd klecha ma mieć informacje nt. stosunków panujących w małżeństwie, antykoncepcji itp. Ze spowiedzi? Jeżeli tak, to łamie tajemnicę spowiedzi.
          • prawdziwy.jonek Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 23:05
            strikemaster napisał:

            > Jeżeli ktoś po porady małżeńskie idzie do księdza, to chyba lubi być traktowany
            > jak idiota. Ciekawe, skąd klecha ma mieć informacje nt. stosunków panujących w
            > małżeństwie, antykoncepcji itp. Ze spowiedzi? Jeżeli tak, to łamie tajemnicę s
            > powiedzi.

            ales ty jestes glab, skad sie wyrwales? idioto? jak lamie tajemnice idioto jak
            nie mowi od kogo slyszal? a ciekawe jak idioto myslisz ze lekarz czy tez ktos
            inny do ktorego pojdziesz z tymi pytaniami co do ksiedza, to wszystkie musial
            przezyc? lub wyprobowac na sobie? myslisz ze lekaz facet to na temat
            antykoncepcji skad wie nie z ksiazek? nie mow mi ze zazywal facet tabletki:)
      • strikemaster Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 13:22
        "że można współżyć poza małżenstwem?"

        Tego właśnie uczą: żona ma mężowi wybaczyć zdradę.
    • achachachtr Nauka małżeństwa w weekend 14.07.09, 19:46
      a i tak najlepsze katechezy przedmalżeńskie są u pallotynów w
      Warszawie...
    • iluminacja256 Nauka małżeństwa w weekend 14.07.09, 20:07
      Prywatnie uwazam np. tę część o podziale obowiazków w rodzinie czy
      też o słowach , które bolą za bardzo ciekawą i potrzebną. Gdyby to
      było zrobione na dłuzszych warsztatach, mogłoby pomóc wielu parom,
      które mają zamiar zostać małzeństwem, bo ludzie , zwłaszcza młodzi,
      po prostu się kompletnie nie znają, jesli nie mieszkali dotad razem.
      Potem okazuje sie, z e najchętniej zwaliliby obowiazki na drugą
      stronę, bo ich dom przyzwyczaił ich do tego, ze wszystko dzieje się
      samo - tzn. robią to rodzice w miedzyczasie i dotycyz to zwłaszcza
      chłopaków - chcieliby, zeby ich zona robiła wszystko, a do tego
      jeszcze pracowąła i swietnie wyglądała. Tak się nie da, bo po kilku
      latach kobieta umiera psychicznie w takim zwiazku, jesli jest
      meczennicą ...A reszty nie komentuję , bo i co tu komentować -
      głupoty?
      • kretynofil To samo chcialem napisac :) 19.07.09, 09:28
        Przy calej swojej niecheci do KK i takich kretynizmow jak opisane w artykule, uwazam ze ustalenie przed slubem i zachowanie tych ustalen moze naprawde pomoc mlodym ludziom - zwlaszcza, jesli zawsze mieszkali z rodzicami. Jesli ktos musial dzielic mieszkanie ze znajomymi (lub nawet nieznajomymi) na studiach, bedzie mu/jej latwiej, ale nadal wiele par robi sobie krzywde nie rozmawiajac o takich przyziemnych sprawach jak podzial obowiazkow...

        Co do samej antykoncepcji hormonalnej to nie rozumiem KK - po co wyciagac jakies durne teksty o "Szatanie XXI w.", skoro przeslanek, zeby takiej metody nie stosowac jest az nadto - mysle ze kobiety moglyby duzo o tym opowiedziec...

        I jeszcze jedno - fajnie ze gazeta pisze ze na takim kursie katechetka powiedziala ze przemoc w rodzinie jest zla i nie moze byc tolerowana w imie ciaglosci malzenstwa. Moze sa jeszcze jakies normalne katechetki?
        • konishiko Re: To samo chcialem napisac :) 19.07.09, 09:44
          Dokladnie. Jesli pominac czesc dotyczaca antykoncepcji, in vitro i seksu w
          ogole, ktorej tresc nikogo i tak nie zaskakuje, a wiekszosc wiernych i tak ja
          ignoruje, to reszta przedmalzenskich brzmi nadzwyczaj sensownie! Dobrze sie
          dowiedziec, ze Kosciol moze udzielic mlodym jakis przydatnych nauk.
          • majself Re: To samo chcialem napisac :) 19.07.09, 10:36
            konishiko napisała:

            > Dokladnie. Jesli pominac czesc dotyczaca antykoncepcji, in vitro i seksu w
            > ogole, ktorej tresc nikogo i tak nie zaskakuje, a wiekszosc wiernych i tak ja
            > ignoruje, to reszta przedmalzenskich brzmi nadzwyczaj sensownie! Dobrze sie
            > dowiedziec, ze Kosciol moze udzielic mlodym jakis przydatnych nauk.

            Kłopot w tym, że w morzu bzdur o szatanie ukrytym wśród hormonów, macicy jak
            suszona śliwka i 100% skuteczności metod naturalnych te sensowne rady mogą się
            bardzo łatwo zgubić. Moim zdaniem przekazywanie poglądów prowadzącego zamiast
            rzetelnej wiedzy i oficjalnego stanowiska Kościoła prowadzi tylko do traktowania
            nauk przedmałżeńskich jako zła koniecznego.
          • ionginus Re: To samo chcialem napisac :) 19.07.09, 11:06
            konishiko napisała:

            > Dokladnie. Jesli pominac czesc dotyczaca antykoncepcji, in vitro i seksu w
            > ogole, ktorej tresc nikogo i tak nie zaskakuje, a wiekszosc wiernych i tak ja
            > ignoruje, to reszta przedmalzenskich brzmi nadzwyczaj sensownie! Dobrze sie
            > dowiedziec, ze Kosciol moze udzielic mlodym jakis przydatnych nauk.


            co ty piszesz? "jesli odztucić" bzdury, których jest 95%, to reszta jets oki
            doki???? to całkiem jak u hitlera...
        • agniecha75 dokladnie! 19.07.09, 12:06
          dokladnie. Moja przyjaciolka uczestniczyla wraz ze swoim narzeczonym kursie
          weekendowycm (ale nie w Falenicy). Przyjechala bardzo podeksytowana i bardzo
          chwalila ten kurs. I pomimo faktu, ze oni sa razem juz 5 lat, z czego dwa
          mieszkaja razem - dowiedzieli sie o sobie samych wielu rzeczy. wlasnie warsztaty
          z podzialem obowiazkow, zrozumieniem drugiej osoby, zrozumieniem ZACHOWANIA
          drugiej osoby bardzo pomogly im zblizyc sie do siebie, zrozumiec wzajemne
          oczekiwania itd
      • michpio Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 10:46
        No i wlasnie przyznam Ci sporo racji. Ja tez mialem kurs weeekndowy, a poradnie malzenska "wszystko w ciagu dnia". I jesli to pierwsze spedzilismy z moja przyszla zona czytajac skrypty na studia (bo pieprzyli takie glupoty, ze az szkoda gadac), to o tyle wizyte w poradni wspominam bardzo milo. A dlaczego?

        Prowadzil ja FACET! Ja wiem, ze seksizm, ze tolerancja, ale faceci nawet gleboko wierzacy (nie ksieza bynajmniej) maja w duzej mierze bardziej zdystansowany stosunek do swojej wiary. I on - ojciec 3 dzieci - tez nie powiedzial nam nic nowego. Ale ubral w slowa to, do czego mysmy dochodzili przez kilka miesiecy mieszkania razem, czy li wlasnie dzielenia sie obowiazkami, umiejetnosci powiedzenia "przepraszam" i masy tego typu rzeczy. To o co mysmy toczyli czasem zazarte klotnie i uczylismy sie siebie nawzajem on wylozyl w krotkiej poltoragodzinnej rozmowie. I za to szacun.

        Takie spotkanie przydaloby sie kazdej parze - zwlaszcza jak nie mieszkaja ze soba przed slubem (no a w mysl KK tak powinno byc). I potem do tego ida sobie na kurs malzenski i slysza takie pieprzenie o posluszenstwie czy poddanstwie (to dziala nie tylko na kobiety, ale na facetow tez) to usmiechaja sie pod nosem i nic nie mowia. Co to za kurs skoro czesto polowa par jest w ciazy, albo do kosciola na msze idzie 10%. U nas na porannej mszy w niedziele do komunii przystapila 1 para. NA 30 UCZESTNICZACYCH...
    • bcpolak Re: Nauka małżeństwa w weekend 15.07.09, 00:23
      hahaha, ale sie usmialem...bo ja wlasnie jestem "pedalem" i moim ojcem jest
      (byl) ksiadz katolicki, wiec teoria tej Pani walnela pod kazdym wzgledem :-)))

      Najgorsze jest to, ze to wlasnie same kobiety tak doradzaja innym kobietom....
    • maga-201 Nauka małżeństwa w weekend 15.07.09, 09:04
      Uważam, że artykuł pt. "Nauka małżeństwa w weekend" jest mocno
      przesadzony i podkoloryzowany. Ja i mój mąż także braliśmy udział w
      weekendowych spotkaniach dla narzeczonych i był to dla nas niezwykle
      owocny czas. Jeśli ktoś jedzie na tego typu spotkania tylko po to
      aby je "zaliczyć" nic dziwnego, że widzi same negatywne rzeczy.
      Celem takiego spotkania jest przede wszystkim nauczenie się dialogu
      jako drogi wzajemnego poznawania się zarówno w czasie chodzenia ze
      sobą, w narzeczeństwie jak i w ewentualnym przyszłym małżeństwie,
      Nasze rekolekcje prowadziły trzy pary małżeńskie oraz kapłan. Nikt
      niczego nie narzucał, tylko dzielił się swoimi przemyśleniami i
      doświadczeniem, z taką szczerością, że trudno było przejść obok tego
      obojętnie i bez zastanowienia. Łatwiej wstępować wspólną drogę
      wiedząc, że można być szczęśliwym całe życie razem, że tak łatwo
      można się dogadać, że można się uważnie słuchać i dzielić sobą z
      drugą osobą, wiedząc, że gdy przyrzekamy przed ołtarzem nie
      zostajemy sami w swoich radościach i problemach, że mamy w Bogu
      punkt odniesienia dla naszej miłości w trudnych chwilach. Na naszych
      rekolekcjach było ponad 30 par i słuchając ich wypowiedzi na koniec
      widziałam, że dla każdej z nich był to czas zbliżania się do siebie
      i lepszego zrozumienia potrzeb i uczuć drugiej osoby. Nikt jeszcze
      nie nauczył się małżeństwa w weekend - my dostaliśmy wskazówki jak
      budować razem naszą miłość. Co z tym zrobimy dalej zależy tylko od
      nas. Skupianie się wyłącznie na wyśmiewaniu naturalnych metod
      planowania rodziny i problemie czekania z seksem aż do ślubu jest
      płytkim spojrzeniem na czas przygotowania do małżeństwa , które ma
      przecież zbliżyć nas do siebie i upewnić w tak poważnej decyzji na
      całe życie.
      Szczęśliwa Mężatka
    • pawelmail1 Nauka małżeństwa w weekend 16.07.09, 11:56
      Pani Agnieszko
      Jestem jedną z osób prowadzących opisany przez Panią kurs
      przedmałżeński w Falenicy. Gdy przeczytałem ten artykuł zrobiło mi
      się przykro, bo w prowadzenie tych kursów wkładamy dużo sił, energii
      i dobrej woli starając się pomóc przygotować do małżeństwa
      narzeczonym. Rozumiem jednak, że taki jest Pani odbiór naszego
      kursu. Cóż, na kursy przyjeżdżają bardzo różne pary narzeczonych, z
      różnym wykształceniem, różnym doświadczeniem życiowym, różnymi
      potrzebami i różnym podejściem do nauki Kościoła. Na samym początku
      prosiliśmy wszystkich o minimum dobrej woli, by z definicji, a
      priori nie negować tego co będziemy mówić, lecz rozważyć to bez
      uprzedzeń. No cóż widać nie wszystkim się to udało. Jak rozumiem z
      Pani artykułu, czas spędzony przez Panią w Falenicy był dla Pani
      czasem zmarnowanym poza oczywiście otrzymaniem upragnionych
      pieczątek. Przykro mi, choć jednocześnie pocieszam się, że jeszcze
      się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.

      Domyślam się, że to również z braku miejsca w przydzielonej
      wierszówce musiała Pani unikać dłuższych opisów. By jednak dać
      szansę Państwa Czytelnikom na wyrobienie sobie zdania, pozwolę sobie
      nieco szerzej zarysować tylko dwa fragmenty Pani artykułu.
      ‘’Występ z chustą” opisany przez Panią sprawia komiczne, groteskowe
      wrażenie – w XXI wieku ktoś uczy anatomii narządów rodnych kobiety
      każąc słuchaczom wyobrazić sobie, że jest macicą, a falująca chusta
      to jajniki – śmieszne, prawda? Ciemnogród i Średniowiecze. Ale jeśli
      przedstawić kontekst, że ów niemalże inkryminowany występ jest
      jedynie przerywnikiem w ciągu prezentacji multimedialnych
      dotyczących płodności i seksualności i ma na celu urozmaicenie form
      przekazu, a cały przedstawiony w ,,występie z chustą” schemat
      zapłodnienia i zagnieżdżenia był również przedstawiony na kilku
      slajdach w PowerPoincie, to zaczyna to wyglądać zupełnie inaczej,
      nieprawdaż? Dziękuję, że zechciała Pani pominąć w artykule opis
      slajdu z bocianem, bo Ci z Pompona pewnie by nas zjedli:).

      Drugi element do którego chcę wrócić to opis metody ,,gorące
      krzesło’’, a nie wiedzieć czemu zatytułowany przez Panią ,,TEST’’.
      Co miał testować, jakie miał mieć konsekwencje??? Przedstawiła Pani
      rozkład liczebności grup. I to miał być ów test? Test skuteczności
      naszej ,,indoktrynacji''??? Test przywiązania do Kościoła??? Szkoda,
      że zabrakło miejsca na napisanie co było dalej. Otóż każda grupa
      przygotowywała argumenty na poparcie swojego wyboru, rzecznik grupy
      prezentował te argumenty, przedstawiciele różnych grup mogli ze sobą
      dyskutować, przekonywać się nawzajem. W tym czasie prowadzący kurs
      niczego wtedy nie komentowali. Typowy HydePark dotyczący regulacji
      poczęć. Czy jak na kurs prezentujący naukę Kościoła to mało? Owszem
      później przedstawiliśmy i swoje zdanie na dyskutowany temat i naukę
      Kościoła. Prawda, że w świetle tego uzupełnienia teraz wygląda to
      zupełnie inaczej i nie ma nic wspólnego z testem? Jak rozumiem ma
      Pani wyrobione zdanie na temat seksu i regulacji poczęć, i
      zasadniczo różni się ono od nauki Kościoła. Tym bardzej jestem
      zaskoczony, bo mogła Pani włączyć się w dyskusję ze swoimi
      rówieśnikami, przedstawić swoje poglądy, przekonać do swoich
      argumentów. Nikomu nie zatykaliśmy ust. Wręcz zachęcaliśmy do
      prezentowania różnorodnych argumentów. Co się stało Pani Redaktor???
      Czemu nie goniła pani kołtuna, nie niosła kaganka oświaty, nie
      protestowała???

      Oczywiście nie przypisuję Pani chęci manipulacji czy też
      nierzetelność, lecz rozumiem, że to raczej efekt zaślepiającego
      rozgoryczenia faktem, że nauka Kościoła dotycząca małżeństwa nie
      podąża za linią ideologiczną Gazety. Jeśli zaś pisząc ten artykuł
      kierowała Panią potrzeba działania w interesie publicznym, by
      uchronić innych przed niekompetentnymi kursami przedmałżeńskimi to
      mam dla Pani dobrą wiadomość. Na koniec każdego kursu robimy
      anonimową ankietę. Pytamy w niej m. in. o to, czy warto było wziąć
      udział w tym kursie, co było ważne, co warto poprawić. Otóż liczba
      negatywnych ocen kursu waha się od 2 do 4 na 36 – 40 ankiet. Czyli
      do 10% uczestników jest niezadowolonych z kursu. Wydaje się to
      niezłym wynikiem, szczególnie zważywszy na fakt, że wśród osób
      zgłaszających się na kurs ok. 60- 70 % to osoby dość luźno związane
      z Kościołem, a czasem także wrogo do niego nastawione. Ponad połowa
      ankiet zawiera podziękowania i entuzjastycznie odnosi się do
      odbytego kursu. Uczestnicy piszą, że kurs przerósł ich oczekiwania i
      wyobrażenia o tego typu kursach. Ankiety te przechowujemy od
      początku organizacji kursów i podana statystyka jest stabilna. Część
      osób trafia do nas z polecenia uczestników wcześniejszych edycji.
      Warto też w kontekście komentowanego artykułu zauważyć, że we
      wspomnianych ankietach temat płodności i seksu jest jednym z
      częściej wymienianych przez uczestników kursu jako ważny, ciekawy i
      pożyteczny. Piszą to nie zmanipulowane dzieciaki, lecz ludzie
      dorośli, wykształceni, często wcześniej z rezerwą odnoszący się do
      nauki Kościoła.

      Kończąc, życzę Pani udanego życia małżeńskiego, stworzenia wraz z
      mężem dobrej, trwałej rodziny w której Państwo i Państwa dzieci
      znajdziecie wiele miłości.

      Paweł Wszoła

      • trybling Re: Nauka małżeństwa w weekend 17.07.09, 16:35
        moim zdaniem wystarczyło tą wypowiedź skończyć na tym, ze Panu przykro. mimo tak
        długiego tekstu, nie dowiedziałam się niczego nowego.

        a zamiast chusty i slajdów z bocianami, proponuje slajdy z narządami rodnymi
        kobiety. łatwiej opisać i wszystko sobie wyobrazić a nikt nie określi tego
        mianem "ciemnogród i średniowiecze".
        • whiskeyjack tekst okazal sie za trudny, zeby go zrozumiec, co? 17.07.09, 16:47
          • piotr88 Standardowy zabieg kiecuchowej indoktrynacji : 19.07.09, 10:04
            nazywanie głupkiem krytyka ich bełkotliwej manipulacji.
          • nie_ma_co Re: tekst okazal sie za trudny, zeby go zrozumiec 19.07.09, 14:41
            tekst był prostacki niestety
        • pp07 Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 09:10
          ja natomiast proponuje: czytac i starac sie zrozumiec....
      • caperucita Re: Nauka małżeństwa w weekend 17.07.09, 17:02
        Nie rozumiem tylko po co w ogóle prowadzi się jakiekolwiek dyskusje,
        skoro stanowisko Kościoła jest jednoznaczne i nie daje człowiekowi
        praktycznie żadnej możliwości wyboru (bo wszystko to grzech).
        Skandaliczne jest też szerzenie pseudonaukowych wywodów i
        natychmiastowa ocena wszystkiego, co nie pasuje do kościelnych
        nakazów, szczególnie że nie każdy ma odpowiednie wykształcenie albo
        chęć sprawdzenia wysłuchanych rewelacji na temat antykoncepcji oraz
        in vitro w literaturze fachowej. Negatywne podejście do emancypacji
        nie może też być chowane pod przykrywką zachęcania męża do
        sprzątania w domu. Dlatego uważam takie kursy za bardzo
        niebezpieczne.
      • buttercuo Re: Nauka małżeństwa w weekend 18.07.09, 11:17
        Szanowny Panie Pawle

        Nie pozostając w żadnych związkach z autorką artykułu ani nie próbując jej przesadnie bronić spróbuje się odnieść do dwóch aspektów pańskiej riposty - kwestii otwartości na argumenty i ocen.

        Przychodząc na OBOWIĄZKOWE spotkania przy kościele o. Dominikanów w Krakowie ani my (ja i Moja Żona) ani ośmielę się sądzić spora większość uczestników nie widzi sensu wdawać się w dyskusję na temat płodności z parą prowadzącą przynajmniej co pół godziny podkreślającą fakt pochodzenia z rodziny wielodzietnej oraz wymieniającej imiona pieciu (szósta chyba w drodze) pociech. Dyskusja zakłada przynajmniej cheć zrozumienia innych - ja akceptuję Pańską postawę - ale wiem że Pan, podobnie jak prowadzący - nie może zaakceptować mojej bo porusza się pan w granicach tego na co pozwala Panu pańska wiara. Uczestnicy którzy nie zgadzają się z Panem po prostu milcza i kiwają głowami, przed ślubem jest zbyt wiele rzeczy do załatwienia by przekonywac przekonanego. Przekonani będą entuzjastycznie potakiwać, paru pieniaczy się pokłóci.

        Tutaj pojawia się kwestia ocen - podstawowy fakt psychologiczny jest taki że pod koniec kursu wszyscy odczuwają wielką ulge, jeżeli prowadzący nie starali się antagonizować grupy oceny pozytywne są oczywistością. Sam dałem wspomnianej parze, tudzieź dość sztucznie uśmiechającemu się zakonnikowi wysoką ocenę, głównie z ulgą że widzimy się po raz ostatni.

        Na koniec - wspomniana para reklamowała naturalne metody nie zdając sobie sprawę z tego że są żywym dowodem ich "skuteczności" ale mam pewność że w każdej grupie pojawi się przynajmniej jedna para która weźmie je sobie do serca. Ale wiem że Pan się nie martwi - Bóg dał dzieci to da i na dzieci - prawda ?

        Pozostaję z uszanowaniem

        Przemysław Baran.
        • foczka_z_ochoty Re: Nauka małżeństwa w weekend 18.07.09, 13:17
          Trzeba doprawdy być bezmyślnym, żeby pchać się do organizacji z którą się nie
          chce mieć ma nic wspólnego. A może kościelny ślub to taka atrakcja, że aż warto
          się samooszukiwać i 'zaliczać' pieczątki na kursach? Pewnie jednak się ludzie
          tzw. niewierzący pchają drzwiami i oknami do kościoła (po śluby, chrzty i
          pogrzeby) bo w gruncie rzeczy są zabobonni i przesądni...
          • 11ynek Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 09:59
            Dokładnie- skoro dla większości z Was kościół i to co głosi w kwestii małżeństwa jest takie śmieszne to po co tak poswięcacie się żeby go jednak mieć????

            Sama mam trochę inne poglądy na temat małżeństwa niż głosi kościół z tego też powodu zdecydowałam się tylko na ślub cywilny.
            Polecam hipokrytom, którzy stronią na co dzień od kościoła to samo- a w potrzebie pierwsi w kolejce czyzby na pokaz ;-)
            • sabinka707 Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 10:34
              Tak, łatwo powiedzieć hipokryzja, ale wyobraź sobie, że niewierzący maja
              wierzące rodziny, które domagaja się ślubu kościelnego. Nie ustąpisz 78 letniej
              babci, członkini Rodziny Radia M, która chce slubu przed ołtarzem - babcia
              choruje na serce i trzeba jej oszczędzać stresu...
              • redant Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 11:20
                Oczywiście, że się nie ustępuje. To jest już problem babci i nikogo innego.
                Jeśli używa metody na szantaż własnym zdrowiem, to nie zasługuje na to zdrowe w
                pierwszej kolejność. Zresztą osobom wiernym ideałom KK nie powinno się wzbraniać
                pójścia do nieba. W końcu to im wyznacza sens życia, czyż nie?
                • shadowofthebeast Re: Nauka małżeństwa w weekend 29.09.09, 12:03
                  Oczywiście, problem babci itd itp. A potem babcia faktycznie umiera (albo się obraża i zaczynają się niesnaski rodzinne, jeden pies w sumie), a Twoja ukochana, dla której byś nieba przychylił, bierze z Tobą cywilny ślub - najważniejszy dzień w jej życiu - w atmosferze wyrzutów, rozgniewanej rodziny, i oczywiście uśmiecha się radośnie. Albo i nie.

                  Wybacz osobistą wycieczkę, ale jesteś jeszcze bardzo młody. Też taki byłem... później zdanie zmieniłem.
              • aurelen Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 11:23
                Nie rozumiem - to babcia bierze ślub, czy Ty? Decydując się na krok wbrew sobie,
                żeby uszczęśliwić babcię, robisz krzywdę. I sobie, i babci, bo kłamiesz podczas
                przysięgi małżeńskiej, a ona myśli, że żyjesz zgodnie z wiarą. W pewnym momencie
                trzeba zacząć decydować samemu o sobie, i myślę, że dobrze jest ten proces
                rozpocząć nawet trochę PRZED ślubem :-)

                Ja jestem ateistką, część mojej rodziny jest wierząca, niektórzy bardzo głęboko.
                Wszyscy rozumiemy jednak, że nie ma sensu, bym zmuszała się do czegoś, co w moim
                w przypadku byłoby ogromnym kłamstwem. No i mój narzeczony jest Żydem ;-)
              • olek13 Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 12:01
                ..."Nie ustąpisz 78 letniej babci, członkini Rodziny Radia M,
                która chce slubu przed ołtarzem - babcia choruje na serce i
                trzeba jej oszczędzać stresu..."...

                A gdyby babcia była muzułmanką i żądała ślubu przed mułłą? A gdyby była scjentolożką albo satanistką..?
                Sorry, ale dla mnie to chybiony argument. Na babcine manipulacje trzeba się uodpornić a nie tłumaczyć nimi własną hipokryzję :(
              • agniecha75 mozna zrobic cywilny z pompa 19.07.09, 12:20
                kolezanka wziela lub cywilny (z innych wzledow), ale za to z ielka pompa, w
                pieknej sukni, wszystkimi goscmi w urzedzie. babcia szczesliwa, kumpela nie
                przysiega wbre sobie.
              • green.tere Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 13:21
                a to ślub Twój czy babci?Twoje życie z mężem czy babci?bo jeśli ślub bierzesz bo
                ktoś chce a nie Ty to tylko pogartulować
              • mallina Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 13:30
                sabinka707 napisała:

                > Tak, łatwo powiedzieć hipokryzja, ale wyobraź sobie, że niewierzący maja
                > wierzące rodziny, które domagaja się ślubu kościelnego. Nie ustąpisz 78 letniej
                > babci, członkini Rodziny Radia M, która chce slubu przed ołtarzem - babcia
                > choruje na serce i trzeba jej oszczędzać stresu...


                chyba zartujesz sobie.
                slub to decyzja doroslej osoby, czyz nie?
                a babcia przestalby sluchac RM gdybys ja o to poprosila? pewnie nie:-)
                nie rozumiem, slub Ty bierzesz czy babcia?
              • winniepooh Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 14:55
                sabinka707 napisała:

                > Tak, łatwo powiedzieć hipokryzja, ale wyobraź sobie, że niewierzący
                maja
                > wierzące rodziny, które domagaja się ślubu kościelnego. Nie
                ustąpisz 78 letniej
                > babci, członkini Rodziny Radia M, która chce slubu przed ołtarzem -
                babcia
                > choruje na serce i trzeba jej oszczędzać stresu...

                Gdyby chodziło tylko o ewentualny babciny stres łatwo byłoby babcię
                zignorować, często jednak ludzie są tak uwikłani w relacje z
                plemienną starszyzną, że nonkonformizm powoduje wykluczenie ze
                wspólnoty i całkowite odcięcie od wsparcia społecznego, a
                niejednokrotnie też materialnego.

                W Polsce - jak w każdym zacofanym ekonomicznie kraju - więzy
                plemienne wciąż decydują o pozycji społecznej, a często także
                możliwości biologicznego przetrwania. Dlatego instytucja KK jest u
                nas, czy w Ameryce Południowej, tak silna.
              • capa_negra Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 15:16
                Hipokryzja do kwadratu.
                Ty chyba sama siebie nie słyszysz.
              • prawdziwy.jonek Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 23:20
                sabinka707 napisała:

                > Tak, łatwo powiedzieć hipokryzja, ale wyobraź sobie, że niewierzący maja
                > wierzące rodziny, które domagaja się ślubu kościelnego. Nie ustąpisz 78 letniej
                > babci, członkini Rodziny Radia M, która chce slubu przed ołtarzem - babcia
                > choruje na serce i trzeba jej oszczędzać stresu...

                ale pitolisz glodne kawalki! moze juz nie pij.
            • shine-lhagtong Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 10:41
              Kwestia nie jest wcale taka prosta. To nie z wewnętrznej inicjatywy
              pary-małżeńskiej-niekoniecznie-katolickiej dochodzi do ślubu kościelnego, ale z
              rozważenia oczekiwań teściów. Wszystkie związki w jakich byłem z kobietami nie
              miały szans na dłuższą metę. Jestem buddystą i gdy tylko matki moich partnerek
              dowiadywały się o tym (a były fanatico) następował totalny krach systemu.
              Zdarzało się że się musiałem nasłuchać: "kogo ty do domu przyprowadzasz?!
              transmisja imienin Papieża a ty nie oglądasz bo jakiś dziwoląg do domu
              przychodzi i cię odciąga od naszych wartości?!" - wypowiadane do mojej partnerki
              przez jej matkę. Mój ojciec miał trochę racji kiedy mówił: kiedy się chajtasz,
              chajtasz się z rodzicami twojej kobity. I co zrobisz? postawisz partnerkę między
              młotem i kowadłem? czy pójdziesz do ślubu kościelnego, żeby nie było dymu przez
              resztę życia... a dziadkowie są ważną instytucją w tych ciężkich czasach...
              • redant Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 11:00
                Zrobić dym i tak im pokazać co się o nich sądzi, żeby apopleksji dostali. A jak
                nie jest się w pozycji do dyktowania warunków to darować sobie cały ten wątpliwy
                interes. Tego typu "fanatycy" ZAWSZE znajdą powód do czepiania się. Dasz palec,
                wezmą drugi a później całą rękę. Sam widziałem co się później po latach dzieje w
                rodzinach, których istnienie wynikało tylko "z trzymania się wartości". Piekło w
                czterech ścianach, kiedy każdy z partnerów nienawidzi drugiego, ale na zewnątrz
                to oczywiście jest na "połysk". Polo-katalo-alkoholo wypisz wymaluj. Dla KK to
                młyn na wodę później "rozgrzeszać" z problemów, do których sami doprowadzają.
                Taki to już mają klechy model biznesowy.
                • archigen Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 12:25
                  redant, wyjdź za mnie!!! Tylko niech to nie będzie ślub kościelny, bo ja
                  niewierząca i nie lubie nauk przedmałżeńskich :) Tak właśnie jest jak piszesz.
                  Najlepsze przykłady: malżeństwo moich dziadków i moich rodziców. W imię
                  "tradycji" "obietnicy składanej przed ołtarzem" "wartości w których ich
                  wychowano" stwarzają sobie piekło. I nie ma znaczenia wiara, tak naprawdę chodzi
                  o społeczny konformizm i czepialstwo. To samo tyczy się czepialskich matek/ojców
                  naszych partnerów. To ten sam typ ludzi. Jak ktoś chce bic to i kij znajdzie,
                  jak to mówią. Małżeństwo to tylko jeden z wielu powodów do czepiania się: potem
                  bedzie że dzieci nie ochrzczone, a na Wigilie barszcz za słony. Jak raz dasz się
                  zaszantażować "sercem babci", albo "fochami mamy mojej dziewczyny" to już całe
                  życie będziesz tańczył jak ci zagrają...
          • gochakar Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 12:06
            No właśnie, od tego trzeba zacząć- skoro komuś nie pasują zasady uczestnictwa w
            Kościele, to po co się do niego pcha? Bo rodzice się skrzywią, że ślub tylko
            cywilny? Bo wszyscy chrzczą dzieci, bo tak wypada? Ludzie, czy w każdej
            dziedzinie życia przejmujecie się tym, co ludzie powiedzą? Sama mam ślub
            cywilny, bo nie utożsamiam się z nauką KK i nawet przez sekundę nie przyszło mi
            do głowy, żeby udawać katoliczkę i brać ślub kościelny.
            Natomiast mimo niechęci do KK muszę przyznać, że rozmowy nt. życia małżeńskiego,
            dzieci, potrzeb itd. są potrzebne przed ślubem, minimalizują ryzyko konfliktów.
            Co do antykoncepcji, to istotnie cała odpowiedzialność spada na nas, kobiety,
            przynajmniej w stałym związku. Nikt nas nie pyta, czy mamy ochotę ileś tam lat
            brać pigułki, bo jest to oczywiste. A ze swoją dziewczyną czy żoną kochać się w
            gumce? Nie, w gumce zalicza się jednonocne panienki.
          • olita23 Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 12:22
            zgadzam sie w 100%. nie chodze do kosciola od 10 lat prawie. oczywiscie od czasu do czasu wpadne, nawet sie pomodle, pospiewam (uwielbiam koledy) ostatnio nawet bylam swiadkiem u siostry na slubie gdyz nie wymagalo to ode mnie niczego wiecej oprocz podpisu pod slubem konkordatowym, ale nigdy nie przeszlo mi przez glowe samej udac sie do kosciola i wziac slub koscielny. uwazam to za totalna hipokryzje.po co przysiegacie przed bogiem skoro na codzien go olewacie?ja tym bardziej bym sie bala ze wlasnie za taka obraze bog mnie pokaze.dziwne stadne zachowania, co najgorsze takze wsrod ludzi wyksztalconych,

            co do antykoncepcji...bylam na tabletkach przez 7 lat,nie zamierzam zajsc w ciaze ale nie biore tabletek, nie chce juz zadnych hormonow,obecnie uzywam prezerwatyw i zastanawiam sie nad spirala mechaniczna, zeby byc tak pewnym na 100 procent. dzieci mi sie jeszcze nie marza...jezeli wogole juz sie na jakies zdecyduje to najwczesniej za 5 lat.
          • green.tere Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 13:18
            nie mogę się powstrzymać od komentarza czytając te wszystkie wpisy:)
            nie jestem niestety zbyt wierzącą osobą,ale żyjącą i myślę że umysłowo w miarę
            trzeźwą ale czegoś nie rozumiem...autorka jest wyraźnie oburzona, zniesmaczona i
            ogólnie podchodzi z dużą niechęcią do kursu na którym była, to po co szła na ten
            kurs?oczywiście idąc mogła nie wiedzieć jak wygląda itd. ale jest to kurs który
            przygotowuje do małżeństwa, do ślubu Kościelnego, skoro więc jej opinie tak
            dalece odbiegają od nauki Kościoła to po co bierze ślub Kościelny? nikt do tego
            nie zmusza. Jeśli nie podobało jej się to co usłyszała czy zobaczyła czemu nie
            wypowiedziała swojego zdania tam, czy nie wyszła? teraz natomiast jest niezwykle
            odważna w wypowiadaniu się jakie to nieszczęście ją spotkało. Poza tym uważam że
            nauka Kościoła jest stała i była stała przez wieki więc wszystkie te rzeczy
            związane z seksem, planowaniem rodziny itd nie są jakąś nowością, można to
            przyjąć albo nie, bo nikt do tej wiary nie zmusza więc po co się tak
            pienić...Rozumiem postawę autorki, szanuję ją bo każdy ma prawo do własnego
            zdania, wypowiedzi i własnej opinii, ale może pozwólmy ludziom samym decydować
            zamiast wciskać im tekst o tym jakie to okropne są kursy przedmałżeńskie, i do
            tego jeszcze weekendowe...
            Jak ktoś pójdzie na kurs sam zobaczy więc po co uprzedzać ludzi? przyznam że mam
            jakieś tam swoje poglądy na te tematy, ale gdybym ich nie miała i szła taka
            "zielona" na kurs to przyznam że po przeczytaniu takiego artykułu mogłabym się
            zniechęcić i przypuszczam że bezpodstawnie. i jeszcze jedno, przeczytałam w
            którymś komentarzu że wiara Katolicka sprawia że człowiek nie jest wolny...może
            ze mną jest coś nie tak ale wydaje mi się że jest odwrotnie. Czy naprawdę za
            wolność ludzie uważają fakt że mogą robić co chcą?to jest dopiero niewola,
            uzależnienie od wszystkiego, od kasy, od ładnego domu, od pięknej żony, od
            wszystkiego. Jak ktoś naprawdę przyjmuje naukę Kościoła to to może dać
            wolność...bo wtedy czuje że nie jest zależny od jakiś ludzkich czynników itd.
            tylko ma miłość a jak ma miłość to ma wszystko i nie ma większej wolności od tego...
            dość subiektywna jest moja opinia, dlatego zaznaczam że jest moja, każdy ma
            prawo myśleć co sobie uważa. jeśli więc kogoś uraziłam tym co napisałam to
            oczywiście przepraszam
        • jarekl1 Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 10:16
          buttercuo napisał:


          > - ja akceptuję Pańską postawę - ale wiem że
          > Pan, podobnie jak prowadzący - nie może zaakceptować mojej
          > bo porusza się pan w granicach tego na co pozwala Panu pańska
          > wiara.
          > Uczestnicy którzy nie zgadzają się z Panem po prostu milcza
          > i kiwają głowami

          Pytanie podstawowe: po co Pan na ten kurs chodził i po co Panu ślub
          kościelny, skoro to nie Pańska wiara i nie Pańskie poglądy?
          Przecież to jakaś hipokryzja.
          • hxo Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 11:32
            > Pytanie podstawowe: po co Pan na ten kurs chodził i po co Panu ślub
            > kościelny, skoro to nie Pańska wiara i nie Pańskie poglądy?
            > Przecież to jakaś hipokryzja.

            No jak to po co? Przecież napisał, że było OBOWIĄZKOWE ;-))
        • tk_s Panie Przemku, to po co Pan na te nauki chodził? 19.07.09, 12:05
          "Dyskusja zakłada przynajmniej cheć zrozumienia innych - ja
          akceptuję Pańską postawę - ale wiem że Pan, podobnie jak prowadzący -
          nie może zaakceptować mojej bo porusza się pan w granicach tego na
          co pozwala Panu pańska wiara."
          Panie Przemku, jeśli szedł Pan na takie spotkanie to Pana postawa
          powinna wynikać z TEJ SAMEJ wiary co pana Pawła. W innym razie
          uczestnictwo nie ma sensu. Dlatego też p. Paweł na spotkaniu stara
          się, jak sądzę, wyjaśnić uczestnikom jaka jest doktryna kościoła w
          tym temacie, a Pan jako wierzący Katolik powinien ją zaakceptować.

          --------------------------------------------------------
          Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych...
          (Jack Carter)
          --------------------------------------------------------
          • buttercuo Re: Panie Przemku, to po co Pan na te nauki chodz 19.07.09, 13:13
            Witam Państwa

            Widże że dyskusja rozwija się. Obecnie jesteśmy na etapie identyfikowania problemu i z zadowoleniem stwierdzam że jestem już określany jako hipokryta. Miło przy okazji zobaczyć jaki taka postawa budzi sprzeciw i jak pełno w naszym społeczeństwie jest nonkonfornistów. Na co dzień nie spotykam ich wielu - a tu prosze - taka niespodzianka.

            Ale do rzeczy - w momencie przyjmowania sakramentu małżeństwa mogłem określić się jako wierzący , praktykujący. Naukę kościoła dot. spraw małżeńskich nie uważałem za decydującą w kwestii wiary - ani 10 przykazań Bożych, ani 7 grzechów głównych (nieczystość w małżeństwie ???- nie gwałcę żony) nie mają z nią nic wspólnego - to nie są podstawy wiary ale interpretacja spraw społecznych- która się zmienia - a w przypadku spraw przedmałżeńskich była przedmiotem GŁOSOWANIA. Czy przypominają sobie szanowni państwo głosowanie , powiedzmy nad 1 przykazaniem Bożym ? Ja nie.

            Doktryna kościoła w sprawach społecznych zmienną jest, a przypomninam że następca świetego Piotra nieomylny jest w sprawach wiary (przy czym pierwszym objawem tej nieomylności jest dogmat o nieomylności - czyz to nie słodkie ?).
            W moim orginalnym poście powinienem zamiast słowa wiara napisać - poglądach na kwestie związane z płodnością - sorry puryści językowi.
            Zatem Panie/Pami tk_s nie uważam abym w owym czasie był odstępcą na miarę antytrynitarza niecnie przystępującego do sakramentu małżeństwa z przyczyn wysoce samolubnych.

            Z przyjemnością informuję że powyższe problemy nie zaprżątają już mnie. "Dar wiary" jak to malowniczo lub określać mój wierzący kolega, opuścił mnie, ale jako
            hipokryta chciałbym spróbować odpowiedzieć całkiem sporej grupie Katonów - i to zarówno tym którzy mieli odwagę powiedzieć "nie", jak i tym wydymającym wargi i mówiących "przyjmujesz z dobrodziejstwem inwentarza albo fora ze dwora".

            Tym pierwszym gratuluję odwagi, samozaparcia czy też integralności moralnej ja nie potrafiłem powiedzieć swoim rodzicom - mam wątpliwości - weźmiemy tylko cywilny a potem ewentualnie kościelny. Argument o babci - tak odważnie zdemontowany tutaj przez jednego z forumowiczów - miał dla mnie wagę - podobnie jak zasada że przy organizowaniu sobie życia należy liczbę konfliktów z otoczeniem ograniczać tak bardzo jak to tylko możliwe - aby życie uczynic znośniejszym. Rozumiem że dla Was - Szlachetni - niczym byłaby scysja z wierzącymi rodzicami - która mogłaby (albo i nie ) zakończyć się kilkoma (kilkunastoma ) latami uroczej ciszy. Jako hipokryta uznałem że życie jest zbyt krótkie aby się kłócić z moimi rodzicami po 60-ce.

            Dla Was zaś o Nieporuszeni spoglądający z wyżyn swej doskonałości i wierności na interesownego robaka pod waszymi stopami mam informację że planuje posunac moją hipokryzję dalej - otóż moja córka uczęszczać będzie na religię pomimo braku zainteresowania nią u tatusia. Jak dorośnie - sama zdecyduje. Czując się winny indoktrynacji której zostanie poddana - obrazowi piekła które wniknie jej w podświadomośc z ukrytym tekstem - nie słuchaj a tam trafisz - chcę ochronić ją przed najzwyklejszą w świecie stygmatyzacją na poziomie przedszkola (a jakże - są zajęcia z siostrami zakonnymi) i podstawówki - wiem, wiem - wg Was - ona nie istnieje - ale na podstawie swoich obserwacji nie moge się pod tym podpisać.

            Nie żebym nie miał wyboru - jest przedszkole prywatne - kosztuje paręset zł więcej - i ile wiem katecheci tam nie zachodzą (choć bez 100% pewności) - ale my hipokryci charakteryzujemy się tez małą ilościa gotówki, to pewnie kara z naszą małość intelektualną - wiem że TWARDZI LUDZIE - na pewno znaleźliby sposób zarobkowania - wszyscy wszak wiedzą że jak ktoś chce pracować do dojdzie do wielkich pieniędzy - z konstatacją że oglądając się dookoła widze samych leni.

            Na koniec powtarzam - cieszę się ze jest was tak wielu - szlachetni ludzie - wiem że na codzień nie kłamiecie - nie przymilacie się szefom, z godnoscią znosicie porażki, nie pomiatacie bliznim , nie wywyższacie się ,jesteście czyści a oczach waszych odbija się światło. Jaka szkoda że musicie znoscić takie indywidua jak ja.

            Z poważaniem

            Przemysław Baran.
            • espelho do hipokryty 19.07.09, 13:58
              i tak, w niezwykle uroczy (a wręcz słodki ;) pan hipokryta wypunktował
              hipokryzję osób piszących na forach..

              ja również jestem osobą niewierzącą, miałem na szczęście odwagę żeby wyłamać się
              i jako jedyny w rodzinie odrzucić katolicyzm, ale nie mogę pozbyć się wrażenia,
              że - w tej, jak i wielu innych dyskusjach - "krowa która najgłośniej ryczy daje
              najmniej mleka"
            • tk_s ...i wszystko jasne:) 19.07.09, 14:27
              Cieszę się, że udało mi się sprowokować taką ciekawą wypowiedź.
              Myślę, że dość wyczerpująco odpowiedział Pan na moje pytanie. Gwoli
              ścisłości: nigdzie nie napisałem, że jest/był Pan odstępcą - raczej
              starałem się wypunktować, że skoro bierzemy udział w jakimś ruchu
              religijnym to prowadzący zajęcia na których są jego wyznawcy ma
              prawo oczekiwać, że wyznajemy te same wartości, które ruch ten
              promuje/uważa za swoje. Sam jestem na nieco podobnym etapie jak Pan,
              chociaż rozstałem się bardziej z instytucją niż wiarą - jako
              rozwodnik "z automatu". W tym kontekście mogę tylko dodać, że
              zawieranie małżeństwa sakramentalnego tylko ze względu na rodziców
              lub babcię jest chyba przesłanką do jego unieważnienia (aczkolwiek
              głowy nie dam). Nie bez kozery przed zawarciem związku ksiądz pyta
              czy żenimy się z własnej woli i bez przymusu.

              P.S. Jestem płci męskiej.
              --------------------------------------------------------
              Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych...
              (Jack Carter)
              --------------------------------------------------------
        • landora Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 13:24
          Dyskusja zakłada p
          > rzynajmniej cheć zrozumienia innych - ja akceptuję Pańską postawę - ale wiem że
          > Pan, podobnie jak prowadzący - nie może zaakceptować mojej bo porusza się pan
          > w granicach tego na co pozwala Panu pańska wiara.


          Ale skoro bierze pan udział w naukach przedmałżeńskich, to jest to chyba także
          pańska wiara? Jeśli nie, to czegoś tu nie rozumiem....
          Wiem, że czasami w trakcie tych zajęć głoszone są bzdury - głównie pod względem
          naukowym. ale chyba nikt nie oczekuje, że prowadzący powie "tak, możecie sypiać
          ze sobą przed ślubem, możecie stosować pigułki, nie ma sprawy, bawcie się
          dobrze". W końcu to są nauki Kościoła Katolickiego, i są one takie, a nie inne.
          Jak się komuś aż tak nie podoba, to po co w ogóle bierze ślub kościelny? Osoby,
          które biorą ślub w kościele mimo, że nie są wierzące i na co dzień ich noga w
          kościele nie postanie - są fałszywe. I tyle.
        • pawelmail1 Szanowny Panie Przemku 19.07.09, 23:10

          Dziękuję za Pańską opinię.

          Abyśmy dobrze się rozumieli. Nie przeszkadza mi Pański stosunek do
          tematu płodności. Rozumiem, że z jakichś względów nie po drodze Panu
          z metodami rozpoznawania płodności. Jedyne co podkreślamy na kursie
          to fakt, że obezpładnianie współżycia jest niezgodne z Bożym
          zamysłem względem ludzi . Przedstawiamy również zalety NPR i
          pokazujemy jak mają się stereotypy uciążliwości i nieskuteczności
          dotyczące NPR do rzeczywistości i badań naukowych. Co do dyskusji
          to na naszym kursie dyskusja toczy się pomiędzy uczestnikami (nie
          zaś uczestnikami i prowadzącymi) i tu zdziwienie, że pani Agnieszka
          nie zaistniała podczas tejże, choć mogła. Nie komentujemy również
          głosów w dyskusji. Na jej zakończenie poprawiamy jedynie błędy jakie
          w świetle współczesnej wiedzy medycznej pojawiły się w trakcie
          dyskusji. Nie ma więc żadnej obawy, że stracony zostanie czas
          na ,,przekonywanie przekonanego’’.

          Zastanawia mnie natomiast założenie, że jeśli małżeństwo ma 3 bądź 6
          dzieci i stosuje NPR to jest to dowodem nieskuteczności. Pan pisze o
          tym wprost natomiast pani Agnieszka sugeruje to we wstępnej
          prezentacji prowadzących. Jeśli bym chciał być nieuczciwy i oszukać
          słuchaczy jak to jest sugerowane(<< mówią o skuteczności a tu
          tyle ,,niespodzianek’’>>), to czemu nie miałbym stosować
          prezerwatywy głosząc jednocześnie skuteczność NPR. Takie samo
          kłamstwo. Czemu tak trudno przyjąć, że są małżeństwa, które nie boją
          się mieć większej ilości dzieci i całe ich potomstwo jest
          spodziewane? Pozwolę sobie na osobisty akcent i powiem Panu, że
          zastanawialiśmy się z Żoną nad tą kwestią. Alternatywa jest taka:
          jedno, góra dwójka dzieci i wiarygodność w oczach słuchaczy, lub
          decyzja na większą ilość dzieci w zamian za posądzenie, że jesteśmy
          nierzetelni mówiąc o skuteczności NPR. Decyzja nie mogła być inna –
          wybraliśmy więcej dzieci pozostawiając naszym słuchaczom kwestię
          uwierzenia nam, że jesteśmy uczciwi, że nie mówimy im o wysokiej
          skuteczności jednocześnie doświadczając nieskuteczności. Dlaczego
          jednostkowy przykład miałby być bardziej wiarygodny od badań
          naukowych prowadzonych w wielu ośrodkach na próbach obejmujących po
          kilka tysięcy cykli? Kończąc ten wątek, chcę powiedzieć, że
          porzekadło: Bóg dał dzieci to da i na dzieci nie jest formą
          usprawiedliwiania nieskuteczności, lecz jedynie żartobliwym
          powiedzeniem ludziom by tak panicznie nie bali się mieć dzieci. By
          świadomie decydowali się na przyjęcie dzieci do swego małżeństwa. I
          to nie tylko jednego dziecka, lecz liczniejszego potomstwa. Jest ono
          bowiem błogosławieństwem dla małżonków, a na kursie podajemy
          argumenty, dlaczego obecność dzieci w małżeństwie pomaga budować
          relacje pomiędzy małżonkami.

          Co do ocen kursu. Zapewne ma Pan rację zwracając uwagę, że część
          ocen pozytywnych ma swoje źródło nie tyle w rzeczywistej ocenie
          merytorycznej kursu, lecz jest dawana przez sympatię dla
          prowadzących, gdy widzi się ich starania i dobrą wolę. Tak też
          moglibyśmy interpretować odpowiedzi typu: czy warto było – tak, co
          było najważniejsze – o konfliktach, o przysiędze małżeńskiej. Jednak
          jest wiele ocen opisowych wykraczających poza suche i być może ,,z
          łaski’’ dane – TAK. Zacytuję kilka opinii tylko z kursu w którym
          uczestniczyła pani Agnieszka: 1 ,,Jak najbardziej TAK. Pozwoliło mi
          to lepiej zrozumieć sens sakramentu małżeństwa. Myślę, że dzięki tym
          warsztatom poznałam narzędzia, które będą pomocne w przyszłości’’,
          2 ,,Tak, spotkania takie dają odpowiedni pogląd na taki sakrament.
          Warto. Tematy i zagadnienia prezentowane neutralnie i na zasadzie
          dialogu i prezentacji, a nie suchego monologu’’, 3 ,, Tak. Spotkanie
          merytoryczne. Dobre przygotowanie prowadzących. Miła atmosfera.
          Rzeczowość. Otwartość na dyskusje i inne poglądy, brak agresji’’,
          4 ,,Tak, lepsze poznanie siebie i Narzeczonego. Dziękuję za TO DOBRO
          KTÓRE MNIE SPOTKAŁO!’’, 5 ,,Oczywiście, że tak. Chętnie wybrałabym
          się na nie jeszcze raz. Tematy były przedstawione w sposób
          wyczerpujący, szczegółowy. Bardzo dobre przygotowanie
          instruktorów’’. Tego typu głosów było 24 na 36 oddanych ankiet. Może
          mieć Pan inne zdanie, ale ja oceniam, że osoby które wpisały takie
          opinie wyniosły coś dobrego dla swoich związków z naszego kursu, co
          potwierdza, że warto je organizować nawet ,, z rygorem OBOWIĄZKU’’.

          Na zakończenie apel - proszę postarać się pomyśleć o nas,
          prowadzących kursy przygotowania do małżeństwa, nie jak o fanatykach
          którzy tylko chcą na siłę by wszyscy inni myśleli tak jak my. Mi
          przynajmniej zupełnie na tym nie zależy i szkoda byłoby mi na to
          życia. Co mi da to, że inni będą myśleć tak jak ja? Owszem, widzę
          natomiast sens podzielenia się z innymi swoim doświadczeniem życia
          chrześcijańskiego, życia w małżeństwie, tego że nie jest się
          skazanym na antykoncepcję. Jest to alternatywa wobec propozycji
          świata zalewającej nas z mediów. Według mnie bardzo dobra
          propozycja. I proszę mi wierzyć, ludzi którzy żyją inaczej też
          szanuję i bynajmniej nie traktuję jako gorszych od siebie.

          Wszystkiego dobrego

          Paweł Wszoła
          • kasiak37 Panie Pawle 20.07.09, 14:34
            zadalam pytanie gdzies ponizej:czy wystawiacie Panstwo faktury na te 720pln?
      • d.magdalena Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 11:05
        Zastanawia mnie dlaczego "osoby dość luźno związane z kościołem lub też wrogo
        nastawione" znajdują się na kursach prowadzonych przez Kościół? Co ich do tego
        zmusza? A może ta "wrogość" to tylko ciągłe zapytania i wątpliwości, a nie
        bierne przyjmowanie wszystkiego z bezmyślnym kiwaniem głowy? A stworzenie
        udanego małżeństwa to nie zaliczenie kursu z przekonaniem do wszystkich
        głoszonych na nim teorii lub też bez. To zależy od tej dwójki która decyduje się
        razem iść przez życie.
        Pozdrawiam i życzę zadowolenia i przekonania do słuszności udzielania takich nauk.
      • kasiak37 Pawelmail1 19.07.09, 17:51
        a ja mam pytanie,wystawiacie Panstwo za te kursy faktury?
    • koszerny51 Nauka małżeństwa w koncu tygodnia 17.07.09, 15:21
      tak sie pisze po polsku, a nie zydowsku. Przy okazji, jakies rady
      malzenskie dla Zydow od dyzurnego rabbina. Czekam....
      • robert666666_6 Re: Nauka małżeństwa w koncu tygodnia 17.07.09, 16:01
        dam ci raczej rade od psychiatry. zdradzasz objawy bardzo
        zaawansowanej nerwicy natrectw - radze ci sie zglosic do specjalisty
        zanim "ci zydzi" cie wykoncza
        • koszerny51 Re: Nauka małżeństwa w koncu tygodnia 17.07.09, 18:25


          robert666666_6 napisał:

          > dam ci raczej rade od psychiatry. zdradzasz objawy bardzo
          > zaawansowanej nerwicy natrectw - radze ci sie zglosic do
          specjalisty
          > zanim "ci zydzi" cie wykoncza




          pasuje idealnie do ciebie, na co jeszcze czekasz?
        • andrjufree Re: Nauka małżeństwa w koncu tygodnia 17.07.09, 22:11
          pamejud -lewica pomogla wyksztalcic wielu swiatlych ludzi za to czarni i
          prawica chca miec osilkow do roboty osilkow za ktorych oni beda myslec.i ty do
          nich nalezysz
      • davee Re: Nauka małżeństwa w koncu tygodnia 19.07.09, 09:06
        a tobie o co chodzi??dobrze sie czujesz?
      • eti.gda Re: Nauka małżeństwa w koncu tygodnia 19.07.09, 12:07
        koszerny51 napisał:

        > tak sie pisze po polsku, a nie zydowsku. Przy okazji, jakies rady
        > malzenskie dla Zydow od dyzurnego rabbina. Czekam....

        Co wy, do diabła, z tymi Żydami!
    • billyb Nauka małżeństwa w weekend 17.07.09, 15:49
      Jednym z celów tych kursów jest dość żałosna próba rozwiązania dylematu, który
      automatycznie powstaje, kiedy przestrzega się ściśle nakazów kościoła: Jak
      związać się na obligatoryjnie na całe życie z człowiekiem, o którym tak niewiele
      wiemy? Skoro kościół zakazuje współżycia przedmałżeńskiego, możliwość wspólnego
      zamieszkania, ta generalna próba małżeńskiej codzienności zostaje oddana
      walkowerem. Na koniec mamy wiązać się dożywotnio z ludźmi, którzy są nam w
      gruncie rzeczy przynajmniej częściowo obcy. Inaczej mówiąc, model kościelny,
      obarcza nas maksymalnymi ryzykami przy minimalnych korzyściach. Dlatego jest tak
      masowo odrzucany. Wszystko to na podstawie- powiem to prowokacyjnie - dedukcji
      i redukcji tak pokrętnych i skomplikowanych, że trudno je normalnemu
      śmiertelnikowi bez teologicznego wykształcenia nawet wyłożyć. Wiernym prezentuje
      się wszakże tylko wnioski końcowe, bez poważnego umotywowania. Wszystkie te
      zakazy i nakazy prezentowane są bez cienia niepewności, jako prawdy wieczne i
      objawione, którymi absolutnie nie są i nie były!

      O ile pamiętam, przez bez mała tysiąc lat kościół dopuszczał spędzanie płodu,
      czyli przerywanie ciąży do czwartego albo szóstego tygodnia na podstawie takiej
      samej, wyssanej z palca jakiegoś teologa, pokrętnej i dowolnej interpretacji
      (kiedy dusza zamieszkuje ciało płodu?), z taką samą pewnością siebie, z jaką
      dzisiaj mianuje jednokomórkową zygotę in statu nascendi - pełnym człowiekiem.

      Wystarczy zebrać nieco wiedzy na ten temat, żeby przestać brać te zapisy
      poważnie nawet, jeśli jest się wierzącym.
      • ar.co Re: Nauka małżeństwa w weekend 17.07.09, 16:36
        Toteż nawet wierzący nie traktują nauki KK poważnie, na kursy chodzą
        tylko "po pieczątkę" (z czego, jak widać, nawet sami prowadzący
        zdają sobie sprawę, ale nie przeszkadza im to kasować za te
        pieczątki 720 zł), czystości przedmałżeńskiej w ogromnej większości
        nie przestrzegają, stosują rozliczne, zakazane przez KK środki
        antykoncepcyjne - i w dalszym ciągu uważają się za doskonałych
        katolików.
        Po śmierci JP2 bardzo rozśmieszyła mnie para młodych ludzi (na oko
        uczniów lub studentów, raczej z pierwszych lat studiów), którzy
        rozczulając się n/t śmierci papieża i ogromnej roli jego nauki w ich
        życiu - kupowali prezerwatywy...
      • andrjufree Nauka małżeństwa w weekend 17.07.09, 17:07
        ale o czym z nimi rozmawiac czarni zatrzymali sie na etapie plaskiej ziemi.ale z
        drugiej strony jak sa naiwniacy i chodza do nich to niech im zmiekczaja mozgi
        i oprozniaja portfele
      • maura4 Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 10:27
        Dylemat jest dziś. Moja babcia jedna i druga takiego dylematu nie
        miała. On był jej przez boga przeznaczony. Koniec . Kropka.
        Cokolwiek sie nie działo, rozwód nie wchodził w grę. KK tez dziś juz
        śmielej rozwiązuje dylematy, bo rozwody , ach nie, oni mówią
        uniewaznienia są powszechne. Kiedys zarezerwowane tylo dla możnych.
        • ritsuko Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 11:07
          Moja babcia jednak się rozwiodła z pierwszym mężem (mój dziadek), był alkoholikiem. Więc nie do końca z tym cokolwiek się działo rozwód nie wchodził w grę- owszem czasy były inne i rozwody były nieporównywalnie rzadsze, ale jednak były.
      • ateofi Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 10:39
        Mądra i wyważona wypowiedź, tylko w jednej kwestii się nia zgadzam.
        Mianowicie jestem przeciwniczką mieszkania razem przed ślubem, bo
        wtedy wchodząc w związek małżeński nie ma pewnej spontaniczności i
        niespodzianki-zaczynania nowego etapu w życiu.
        • mikolaj862 Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 11:10
          mieszkanie razem przed ślubem daje dużo Deklaracje o podziale obowiązków to
          tylko deklaracje Mieszkanie razem sprawdzian tych deklaracji
          • ateofi Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 11:21
            Niekoniecznie trzeba mieszkać razem, żeby poznań daną osobę. Trzeba
            wiedzieć z jakiej rodziny pochodzi Twój/ Twoja ukochana, to Ci wiele
            powie. Poza tym spotykanie się z daną osobą, psprawdzania jak odnosi
            się do Twojej rodziny i przyjaciół, czy jest kulturalna i zaradna.
            Takie rzeczy można zauważyc podczas przysłowiowego "chodzenia",
            natomiast trzeba z tą osobą "chodzić" dłużej niż "3 miesiące".
            • t-mon Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 12:06
              jakie to ma znaczenie z jakiej ktos jest rodziny??
              ja pochodze z rodziny reprezentujacej poglady socjalistyczne a nawet tracace komuna,
              a moja dziewczyna z ktora spotykam sie od 3 lat z bardzo mocno konserwatywnej, i
              naszego domu nie zbudujemy
              tak jak jej tylko pewnie tak jak u mnie czyli na zasadzie rownosci praw ludzi...
              • ateofi Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 12:29
                Witaj,

                pisząc o tym, z jakiej kto jest rodziny nie miałam na myśli poglądów
                politycznych, ale wzory zachowania, a wiec czy nie są to pijacy lub
                narkomani, czy ojciec nie bije i/lub nie zdradza matki (bądź
                odrwotnie), czy nie jest to rodzina toksyczna, w której członkowie
                rodziny nie okazują uczuć lub dreczą się psychicznie. Wzory
                zachowania stosowane w domu będą później powielane, więc warto
                dokładnie przyjrzeć się rodzicom narzeczonego / narzeczonej.
                • t-mon Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 12:49
                  ale poglady maja tu wiele do rzeczy
                  w domu gdzie ludzie sa bardziej wierzacy facet siedzi przed tv a kobieta urabia
                  sie po lokcie, w druga strone sytuacja sie zmienia i ludzie dziela sie
                  obowiazkami...
              • environment Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 14:05
                Taka równość jak na Kubie czy jak w Korei Północnej ?

                A może taka jaką towarzysze wprowadzali w dawnym ZSRR ?

                Poczytaj o zbrodniach komunistów i w jaki sposób wyrafinowali mordowali tych
                którzy nie podzielali ich poglądów...

                tak tak...wypaczona idea socajlizmu wiem :)
        • chomsterek Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 15:07
          Taka "niespodzianka" niekoniecznie musi okazać się przyjemna.
      • weishaupt Re: Nauka małżeństwa w weekend 05.10.09, 18:56
        Dlaczego "poznanie drugiej osoby" czy "wspólne mieszkanie" ma się od razu wiązać z seksem. Rozumiem, kiedy ma się kilkanaście lat (a może dwadzieścia) faktycznie, takie zachowanie może się wydawać niemożliwe, ale nie wszyscy decydują się na ślub w takim wieku.

        Poza tym, co to znaczy "Kościół zakazuje"? Nie daje ślubów takim strasznym grzesznikom, czy jakie licho? Według KRK seks przedmałżeński jest po prostu grzechem, z którego można się wyspowiadać. A jak się trafi inteligentny ksiądz, to może nawet czegoś ciekawego o seksualności dowiedzieć (pewnie więcej niż z "kolorowych gazet", chociaż osobiście sugerowałbym wizytę u konsultanta rodzinnego, psychologa etc). Zgodnie z rzymskokatolickim prawem, ksiądz nie może odmówić sakramentu małżeństwa osobie ochrzczonej w danym obrządku i nie znajdującej się w stanie grzechu. Więc problem zasadniczo nie istnieje.

        Dziwaczne jest dla mnie jednak coś innego. Dlaczego ludzie, którzy nie przywiązują żadnej wagi do nauk kościelnych w ogóle chodzą ich słuchać. Po to wymyślono swobodę wyznania i przekonań (ostatnimi czasy coraz częściej jednak naruszaną), żeby każdy mógł sobie robić, co uważa za stosowne. Jeden będzie żył zgodnie ze Starym Testamentem, drugi weźmie ślub w 10 minut w Vegas, a trzeci w ogóle nie będzie sobie formalnościami głowy zawracać. I tak to właśnie powinno wyglądać.
    • ajakzupa Łajdactwo 17.07.09, 15:55
      Gdy Zyzak posłużył się anonimowymi wypowiedziami, "GW" potępiła za to Zyzaka w
      czambuł. Teraz jednak metoda Zyzaka jest dobra, bo to "GW" ją stosuje.

      Jak określić łajdactwo publicystyczne, gdy czyjąś metodę tępi jako nikczemną i
      gdy tę samą metodę stosuje się u siebie, ale już jako dobrą? Cynizm? Nie. Po
      prostu metoda sr...czki.
      • lmblmb Co ma piernik do wiatraka? 17.07.09, 16:30
        ajakzupa napisał:

        > Gdy Zyzak posłużył się anonimowymi wypowiedziami, "GW" potępiła za
        > to Zyzaka w czambuł. Teraz jednak metoda Zyzaka jest dobra, bo to
        > "GW" ją stosuje.

        Co to ma do komentowanej treści? Nauki kościoła są idiotyczne i przewrotne, a
        metody jakimi się to ujawiania nie są istotne.

        Czym więcej osób zacznie myśleć za siebie tym lepiej.
        • ajakzupa Re: Co ma piernik do wiatraka? 17.07.09, 17:00
          Przekonałeś mnie!!! Łajdactwo innych należy zwalczać swoim łajdactwem, z
          następującym zastrzeżeniem: to "GW" określa, co łajdactwem u innych. Co do tego
          zaś, że swoje metody "GW" uzna za uświęcone, choćby były gangsterskie, to nie ma
          wątpliwości.

          Oczywiście, zaraz powiesz, co ma piernik do wiatraka i dodasz, że "metody,
          jakimi się to ujawnia nie są istotne". Pisząc tak szlachetnie o nieistotności
          metod, przyłożysz mi sztachetą po czerepie za to, że dokładnie stosuję się do
          twojej nauki. Ot, mendalność.
      • ar.co Re: Łajdactwo 17.07.09, 16:37
        Naprawdę jesteś tak tępy, czy tylko udajesz? Bo tylko kompletny
        matoł może nie widzieć różnicy między artykułem w prasie codziennej
        a pracą naukową.
        • ajakzupa Re: Łajdactwo 17.07.09, 17:03
          Mało że jestem matołem, jestem ponadto debilem. Oczywiście, twój umysł równy
          umysłowi Newtona na pewno sprawił, że nie widzisz tego, iż piszę o tym, że "GW"
          potępia łajdactwo innych, a takie samo swoje łajdactwo ma za chwalebną wartość.
          • andrjufree Re: Łajdactwo 17.07.09, 17:16
            ajakzupa lajdactw poszukaj lepiej w naszym dzienniku albo rzepie to sa talenty
            • ajakzupa Re: Łajdactwo 17.07.09, 17:30
              O, widzę, że czytasz (bo skąd niby miałbyś wiedzieć, chyba że z "GW"), "Nasz
              Dziennik" i nie tylko. Jesteś prawdziwym intelektualistą, skoro to czytasz. Z
              twojej rady nie skorzystam, bo ja tępak i nie czytam tych gazet, w
              przeciwieństwie do ciebie, światłego umysłu.
              • andrjufree Re: Łajdactwo 17.07.09, 20:40
                czym ty p-lisz czym rozni sie katolicyzm od islamu to fanatycy i ci takze.Bez
                religi bylby pokoj na swiecie.STOP mocherowym
          • corwin_9 Re: Łajdactwo 17.07.09, 18:02
            Spokojnie, spokojnie... Porownywales w jednym z poprzednich postow metode Zyzaka
            (historyk, autor pracy naukowej ktorej podstawa powinna byc obiektywnosc i
            wiernosc faktom) do artykulu w gazecie ktory z zalozenia ma inny charakter niz
            praca naukowa i nie powinien byc w zwiazku z tym oceniany wedlug tych samych
            kryteriow. Troszke wiecej rzeczowosci a nieco mniej jadu by sie przydalo...
            • ajakzupa Re: Łajdactwo 20.07.09, 00:02
              G...wno to g...wno. Czy w nauce, czy publicystyce, czy w literaturze: g...wno
              jest g...wnem. A jeśli uważasz, że g...wno w nauce może być g...wnem, a w
              gazecie już g...wnem nie jest, to twój g...wniany problem, a nie mój.
      • nowyrr Brawo ajakzupa-wyrazy uznania 18.07.09, 10:53
        Szczerze Cię podziwiam że z takim spokojem i tak celnie punktujesz
        te oszołomskie wypowiedzi.
    • dzi1a Nauka małżeństwa w weekend 17.07.09, 16:16
      miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,89625,6183941,Ksiadz_juz_nie_wyklucza_swego_ojcostwa.html
    • elsby W suchej twojej piwnicy skrob 17.07.09, 16:18
      paznokciem lufcik twój w księżycu pełnym a będzie ci odpuszczone.Zapisz sobie
      w zeszyciku.
    • trybling Nauka małżeństwa w weekend 17.07.09, 16:41
      po przeczytaniu tego artykułu, dochodzę do wniosku, że określenie nauk
      kościoła mianem "ciemnogród i średniowiecze" jest wybitnie delikatne...

      chociaż nie jednej parze przydałby się taki "teścik" z podziałem obowiązków... :)
    • gregroyx Nauka małżeństwa w weekend 17.07.09, 17:12
      CIEMNOGROD!!!
    • kmiarek Wyjątkowo tendencyjny artykuł 17.07.09, 17:30
      Autorka nawet nie stara się przedstawić bezstronnie sytuację.
      Wyszukuje jedynie te, które mogą ośmieszyć. Jedno mnie jednak bardzo
      ciekawi: skoro tak bardzo jej źle, to czemu sama chce ślubu
      kościelnego? Czyżby obłuda?
      • zdanka1 Re: Wyjątkowo tendencyjny artykuł 17.07.09, 18:08
        Zapewne ten artykuł jest tendencyjny, ale zakładam, z e jakas ilosc
        katolików chce ten slub wziać . Wsród nich jakaś, podejrzewam, ze
        spora grupa zarówno kobiet , jak i męzczyzn nie zgadza się ze
        społeczną nauką koscioła ze względów pragmatycznych - fakt, z e
        bierą slub koscielny, nie oznacza, ze chcą w ciągu najblizszych 5
        lat spłodzić 4 dzieci stosując NPR. ( Nie w dam sie tu w polemikę na
        temat skutecznosci tej metody, gdyz nie spotkałam ani jednej osoby ,
        która będac jej orędownikiem miałaby mniej niz troje -czworo dzieci
        w odstepach rocznych lub 1,5 letnich. I wbrew pozorom, dotycyz to
        głownei KOBIET , nei męzczyzn - w pzredziwny sposób antykoncepcja
        zawsze pokazywana jest jako tak niesamowicie swietna dla męzczyzn,
        choc akurat docelowo jest odwrotnie.

        No i podejrzewam, ze ta grupa ludzi chce , zeby ich po prostu
        traktowac powaznie. no a jelsi są traktowani tak jak wynika z
        artykułu, to niezaleznie od poglądów i swiatopogladu sq po prostu
        potraktowani jak naiwne szczeniaki, choc sporo tam pewnie ludzi 30
        letnich i byłoby nonsensem wierzyc, ze ta 30 letnia pani jest
        dziewicą, a jej facet również.
        • tomasens Re: Wyjątkowo tendencyjny artykuł 19.07.09, 10:27
          a czy nie przyszlo ci do glowy, ze osoby stosujace NPR w zwiazku z tym
          ze czesto sa to osoby mocno wierzace, chca po prostu miec duzo dzieci
          i NPR pomaga im w tym sensie, ze wiedza kiedy wspolzyc zeby zajsc w
          ciaze i nie stosuja tej metody po to, by ciazy unikac?

          poza tym, obiektywnie badany przez naukowcow wskaznik Pearla chyba
          jest dla Ciebie jakkolwiek wiarygodny?
          • ateofi Re: Wyjątkowo tendencyjny artykuł 19.07.09, 10:42
            Szczerze mówiąc Twoje tłumaczenie brzmi mało wiarygodnie.
          • zdanka1 Re: Wyjątkowo tendencyjny artykuł 19.07.09, 11:41
            .a czy nie przyszlo ci do glowy, ze osoby stosujace NPR w zwiazku z
            tym
            > ze czesto sa to osoby mocno wierzace, chca po prostu miec duzo
            dzieci


            Przede wszystkim do glowy przyszło mi, to, ze taki odstep miedzy
            jednym a drugim dzieckiem niechybnie wskazuje na to, z e kobiety
            zachodzą w ciąze w trakcie karmienia pierwszego dziecka,albo jeszcze
            p0d koniec połogu , bo nijak nie sa w stanie odczytać wzjemnie
            sprzecznych informacji, które wysyła im własne ciało , a na tym
            opiera sie NPR . I nic w tym dziwnego, bo organizm kobiety wariuje
            po ciazy - na nic macanie szyjek,bolesnosc piersi, ogladanie sluzu i
            zastanawianie sie czy to jeszcze krwawienie obkurczania czy juz
            miesiaczka i czy w ogole wreszcie ta miesiaczka sie pojawi. Tej
            metody wtedy nie da sie zastosowac,bo jeden objaw znosi drugi i
            chyba kazda kobieta ci to powie, bo wybacz, ale jakos nie uwierze
            w cztery ciaze w cztery i poł roku rokrocznie z checi kobiety do
            posiadanie wielkej rodziny -glownei dlatego, ze kobieta to nei krowa
            i ma fizycznie dosc w penym momencie.

            >poza tym, obiektywnie badany przez naukowcow wskaznik Pearla chyba
            > jest dla Ciebie jakkolwiek wiarygodny?

            Oczywisciem , ze jest wiarygodny. I tutaj niestety te metody plasują
            się dosc nisko. A poza tym, powiedzmy sobie otwarcie - tak samo, jak
            tabletki antykoncepcyjne nie są dla kazdej, tak samo i NPR nie ejst
            dla kazdej.
            • fiufiu28 Re: Wyjątkowo tendencyjny artykuł 23.07.09, 14:43
              Ja znam bardzo wiele kobiet, które stosują NPR po porodzie i nie zachodzą w tym czasie w ciążę. Znam też wiele takich, które stosują go w małżeństwie od lat i nie zachodzą w ciążę w ogóle. Czytuję też regularnie neutralne poglądowo artykuły medyczne (!) niemieckiej grupy NFP dotyczące skuteczności.

              Z NPRem jest jak z każdą metodą czegokolwiek: jeśli się ją stosuje zgodnie z zasadami, działa i ma wskaźnik skuteczności potwierdzony badaniami. Nie znam ani jednego przypadku ciąży powstałej mimo przestrzegania zasad, a wykresów widziałam już tysiące.
    • elsby 7 na 10 17.07.09, 18:17
      Jacek Kurski, niestety, ma rację.Ciemny lud.Środek Europy.
    • kylax Ja nie mam slubu z moja kobieta. 17.07.09, 18:57
      A nawet gdybym mial, to tylko i wylacznie cywilny.
      • jednorazowy3 Re: Ja nie mam slubu z moja kobieta. 19.07.09, 13:26
        ja tez nie mam
        zawsze taka latwiej porzucic jak juz zbrzydnie
    • pamejudd Oj, chciano ośmieszyć Kościół Kat., a tu zonk... 17.07.09, 19:29
      Żadnych megasensacji, a jedynie to, co Kościół głosi na co dzień. Proponuję wyborczakom udać się np. na muzułmańskie wykłady o małżeństwie, albo zanotować,jakich porad udzielają parom feministkolewaczki - wtedy będziemy się mogli pośmiać...
      • babilas Re: Oj, chciano ośmieszyć Kościół Kat., a tu zonk 18.07.09, 06:38
        Swego czasu mój wuj, mężczyzna wówczas już bardzo dojrzały,
        owdowiał. Po paru latach związał się z inną kobietą, zapragnął
        sformalizować związek i zgodnie z maksymą po co babcię
        denerowować, niech się babcia cieszy
        , zrobić to w kościele.

        Nic to, że posiadał praktyczne, poparte spłodzeniem dwójki dzieci,
        doświadczenie funkcjonowania w małżeństwie sakramentalnym. Nie miał
        pieczątek. I aby je uzyskać musiał chodzić na kurs.

        W opowieściach wuja dotyczących kursu, najczęściej przewija się ta
        o "zasuszonej świeckiej zakonnicy", która za pomocą drewnianych
        figurek, z wielkim zapałem ("aż drzazgi leciały") demonstrowała
        kursantom pozycje szczególnie miłe Panu (przez duże P).
    • nameja Nigdy nie zrozumiem dlaczego 18.07.09, 10:33
      brakiem szacunku partnera jest używanie np. prezerwatywy, bym nie rodziła dzieci
      co roku. (NPR jest nie dla mnie, bo mam zaburzenia hormonalne i problemy z
      tyłozgięciem)
      • maura4 Re: Nigdy nie zrozumiem dlaczego 19.07.09, 10:34
        Tego nawet nie warto próbować rozumieć. To zupełnie oczywiste, że
        partnerzy liczą się ze swoimi pragnieniami, potrzebami i
        oczekiwaniami.
    • anita.s Nauka małżeństwa w weekend 18.07.09, 12:18
      I teraz ja się pytam, dlaczego Ci ludzie, którym hipokryzja śmierdzi, odwalają
      takie brewerie i biorą śluby kościelne. Skoro w naukach przedmałżeńskich już
      mi coś zgrzyta i moje Ja się buntuje to daruję sobie ślub kościelny. I tak nie
      mają zamiaru żyć według tych reguł. Czyli w sumie kłamią, kogo oszukują?
      Jeżeli Bóg istnieje to dopiero brak szacunku do niego, kłamanie w imię czego?
      Bo babcia zemdleje, że nie będzie Ave Maria? Bo sobie ktoś wymarzył, kościół,
      białą suknię i czerwony dywan? W imię czego?
      • madissa Re: Nauka małżeństwa w weekend 18.07.09, 13:07
        Ano w imię tego, że też są członkami Kościoła i mają prawo do ślubu kościelnego,
        ale wpływu na całą wymyśloną przez polski Episkopat, jeżdżący wypasionymi
        furami, otoczkę organizacyjną tegoż nie mają.

        Forma polskich nauk przedmałżeńskich jest niepowtarzalna i nie występuje w
        większości innych państw, w których KRK też jest mocno obecny.

        Uzależnianie wiary w Boga, prawa do praktykowania religii (brak pieczątki=brak
        ślubu=brak prawa do uczestniczenia w pełni w Eucharystii) od obowiązkowych i
        odpłatnych kursów małżeńskich zbyt często (fakt!) prowadzonych przez ludzi o
        poglądach ultraortodoksyjnych i zbyt często (fakt!) zwyczajnie mijających się z
        prawdą jest niezrozumiałe dla coraz liczniejszej rzeczy młodych katolików.

        To są próby zawłaszczania Kościoła przez grupy ekstremistów i tradycjonalistów,
        które pewnego dnia mogą się bardzo smutno skończyć dla kościoła
        administracyjnego. Bo prawdziwy Kościół cały czas trwa.
        • foczka_z_ochoty Re: Nauka małżeństwa w weekend 18.07.09, 13:33
          madissa rozśmieszyłaś mnie, tak łatwo jest głosić z pewnością siebie 'prawdy'
          które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością...
          Każdy związek wyznaniowy ma prawo sobie ustalać swoje reguły gry, jak ci się nie
          podoba u katolików, to zmień denominację, jak ja kiedyś.
          • pombia26 Re: Nauka małżeństwa w weekend 18.07.09, 18:24
            Cały problem polega na tym, że ten "związek wyznaniowy" w polskim wydaniu nie ma
            prawie nic wspólnego z Ewangeliami, z naukami Jezusa ani też nawet z katolikami
            w innych krajach europejskich. Zapytaj katolickich księży i zakonników w
            Austrii, Włoszech, Niemczech itp. o przysyłanych im do pomocy kolegów z Polski.
            W 99% są to druzgoczące opinie. Nie wspominam tu o opiniach członków parafii,
            którym dostał się taki polski duszpasterz.
            • nowyrr Re: pytanie do pombia26 18.07.09, 19:27
              W jakim sensie są to "druzgocące opinie"? Złym czy dobrym?
              Jeżeli możesz to napisz bo zainteresowało mnie to.
              • pombia26 Re: pytanie do pombia26 18.07.09, 22:56
                Chętnie odpowiem: niestety druzgocące w negatywnym sensie. Parę przykładów znam
                osobiście. Konflikty polskiego wikarego z proboszczem, konflikty z radą
                parafialną (która np. w Austrii jest z reguły organem naprawdę reprezentującym
                wspólnotę i nierzadko decydującym o tym, jak parafia działa,jakie akcje
                podejmuje etc.), postawa roszczeniowa (a gdzie gosposia etc.), brak zrozumienia
                dla zaangażowania parafian (przede wszystkim kobiet), nie mówiąc już o latach
                świetlnych dzielących tutejsze duszpasterstwo od polskiego modelu. Są parafie,
                które wolą księży z Indii lub Afryki niż z Polski.
                A z tą tradycją sakramentu małżeństwa - w końcu ksiądz jest przy tym tylko
                świadkiem. Poza tym twierdzenie, że rabbi Jezus ustanowił sakramenty
                chrześcijańskie, to teologiczna interpretacja post factum. Ale to już inna
                historia ...
                • nowyrr Re: pytanie do pombia26 19.07.09, 18:30
                  Bardzo dziękuję.
        • nowyrr Re: do madissy 18.07.09, 20:09
          Nie rozumiem co to znaczy: "...też są członkami kościoła i MAJĄ PRAWO
          do ślubu kościelnego " ? A ja myślałem że do tego trzeba mieć chęć
          a nie prawo? To właśnie Ty traktujesz ślub jako otoczkę (imputując
          to innym). Prawdziwy ślub katolicki polega na tym, że jako trzecia
          osoba uczestniczy w nim Chrystus, który błogosławi związkowi i jest
          w związku obecny. I to jest ten prawdziwy wymiar duchowy małżeństwa.
          I tym różni się wtedy ten związek od związków zawieranych z takim
          nastawieniem jak Twoje.

          cyt. "To są próby zawłaszczania Kościoła przez grupy ekstremistów
          i tradycjonalistów "
          Kościół katolicki opiera się właśnie na TRADYCJI bo podstawy dał
          Jezus 2 tys.lat temu.
          A może poglądy kościoła na moralność należy zmienić i dostosować do
          prywatnych poglądów p.madissy , co?
          Piszesz że jesteś katoliczką a cały czas przemawiasz językiem
          Wybiórczej (która jest wrogiem kościoła kat. i tego nie ukrywa).
          Moralność chrześcijańska jest niezmienna i nie można jej dostosowywać
          do prywatnych upodobań. A prelegenci na kursach są tylko ludżmi
          (nawet księża) i mogą też popełniać błędy. Zwłaszcza jak zaczną
          uważać że są nieomylni (zupełnie tak jak Ty).

        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 07:45
          madissa napisała:

          > Ano w imię tego, że też są członkami Kościoła i mają prawo do ślubu kościelnego,
          > ale wpływu na całą wymyśloną przez polski Episkopat, jeżdżący wypasionymi
          > furami, otoczkę organizacyjną tegoż nie mają.

          W zasadzie zgadzam się z tym argumentem, ale pozostaje wątpliwość: Nie mają też
          wpływu na doktrynę tego Kościoła. Pomijając formę nauk małżeńskich, która zależy
          od otoczki organizacyjnej lokalnego Kościoła - ich treść zależy przecież od
          doktryny. I to właśnie z doktryną większość katolików się nie godzi. Zatem - w
          jakim sensie zależy im na przynależności do Kościoła, skoro nie zgadzają się z
          jego doktryną?

          Można tu odpowiedzieć tylko tyle, że doktryna Kościoła o rodzinie, małżeństwie i
          etyce seksualnej nie jest najważniejszym elementem magisterium. Lecz w takim
          razie - które to są te elementy doktryny, na których katolikom aż tak zależy, że
          chcą mimo wszystko pozostać w Kościele?
    • wybitniemadry sredniowieczna mlocka mlodych idiotow 19.07.09, 09:15
      to ze wieku 20 paru lat jest sie kompletnym abnegatem i ignorantem swiadczy o genetyczm uposledzeniu polskiego spoleczenstwa
      • koham.mihnika.copyright ile czasu by zajelo KK zmiana "kursow", gdyby 19.07.09, 10:51
        mlodzi przestali brac sluby koscielne (Odplyw gotowki)?

        Ja jestem tak stary, ze nie pamietam abysmy musieli taka pralnie mozgow
        przechodzic. Cos tam bylo - chyba spowiedz, ale ksiadz wyczul, ze mi slabo
        idzie, i dal spokoj.
        Slub byl dla zony (kiecka) i tesciowej (sasiedzi).
        A mnie wszystko jedno, moge do mszy ogonem zamiatac.....666
        • inquisition Nie podobają się śluby KK? Zróbcie sobie własne! 19.07.09, 13:38
          Polak to doskonały kandydat na niewolnika. Owszem będzie narzekać jak mało kto,
          ale NIC NIE ZROBI ABY TEMU ZAPOBIEC.

          Tu wystarczy tylko zarejestrować alternatywny kościół (np. sub geniusza) i mieć
          ślub bez prania mózgów. Mało tego! Można śmiało sądzić się o darmowy czas w TVP
          (KK ma "Ziarno" i kilkanaście innych programów) oraz o duże $$$ za to, że o
          naszej religii nie nauczają w szkołach państwowych a przecież powinni traktować
          ją na równi.
    • kellss Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 09:27

      Zawsze wydawało mi się, że Bóg nie jest taki głupi, za jakiego Go mają w
      kościele.....
    • r_mol Jak nie ufacie nauce Kościoła to po co wam 19.07.09, 09:39
      ślub kościelny? Niech wam Biedroń udziela "błogosławieństwa", hipokryci.
      • jarek_wt Re: Jak nie ufacie nauce Kościoła to po co wam 19.07.09, 10:15
        Jak by ten kraik pomiędzy Bugiem a Odrą zwany na wyrost "państwem"
        i "polską" był rzeczywiście Państwem i Polską, to śluby kościelne
        nie byłyby potrzebne. Ale jako że na razie jesteśmy kolonią
        watykanu, gdzie niepodzielną władzę sprawują mianowani przez jego
        białego szefa o czarno-czarciej duszy gubernatorzy, to ślubem
        cywilnym w mniemaniu watykańskiej agentury możesz się co najwyżej
        podtrzeć.
        • falconpln Re: Jak nie ufacie nauce Kościoła to po co wam 19.07.09, 12:40
          Co ty wygadujesz za głupoty - niby do czego ci wielce ślub kościelny potrzebny.
          Do głowy mi nie przyszło żeby brać kościelny ślub, a jak ktoś to robi pod presją
          swojej zdewociałej ciotki to jego problem.
    • sokolasty Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 09:42
      W 2004 w parafii Werbistów w Nysie też były jednoweekendowe nauki, i za darmo.
    • caldi Nauka małżeństwa w weekend 19.07.09, 09:49
      Ci co narzekają są mimo wszystko trochę żałośni. Skoro ten Kościół, który ma
      tak zacofane poglądy, was odstrasza a mimo to bierzecie ślub kościelny - to
      sami się ośmieszacie! Nie macie szacunku do tych, którzy naprawdę są
      katolikami, ani do własnych przekonań.
      Druga sprawa to fakt, z którym chyba nie da się polemizować. Im większa
      liberalizacja stosunku do seksu, relacji małżeńskich itd. tym większa liczba
      rozwodów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka