18.05.20, 15:29
Jacek Nikodem: Trzaskowski... (fragmenty). Polecam.

"(...) teraźniejszość ma na imię „Rafał Trzaskowski”.

Powiem tak… Jak dla mnie Trzaskowski jest świetnym kandydatem. Najlepszym, jakiego PO mogła wystawić. Młody, bardzo inteligentny, wykształcony, elokwentny, przebojowy, pełen energii, sympatyczny i przystojny. Skuteczny, politycznie dość doświadczony, ma refleks, no i jest głodny sukcesu. Z pewnością jeden z liderów „nowej fali” w naszej polityce. (...)
Jest fighterem, typem mocno bijącego zawodnika, zdobywcy. Chciałbym mieć takiego prezydenta. Z mojego punktu widzenia nie ma on żadnych istotnych wad. Poza jedną, ale za to poważną. Jest bardzo mocno umocowany w hierarchii establishmentu PO, która od jakiegoś czasu nie ma najlepszej passy.

Przypomina to trochę sytuację ”główki”, który ma podobny problem z ogromnym balastem rządów PIS-u. Obaj są i będą nadal z tym swoim zapleczem silnie utożsamiani. Obaj będą płacić za grzechy swojego zaplecza politycznego.
Grzechy PIS-u są 100-krotnie większe, niż PO. Ale to MY tak oceniamy rzeczywistość i winy dwóch największych partii politycznych! Są jednak miliony ludzi, dla których nadal „ośmiorniczki” zamówione przez Radka Sikorskiego są większym przestępstwem, niż zniszczenie TK, rozwalenie naszej armii i wprowadzenie w Polsce bolszewickiego modelu sprawowania władzy. To przedziwne, że potrafią przez 6 lat pamiętać o kulinarnej przystawce po 28 zł za porcję, a w ciągu niecałego roku zdążyli zapomnieć o lotach Kuchcińskiego, które kosztowały nas 4 miliony zł! Ci ludzie nadal są przekonani, że w 2015 r. Polska była ruiną i zgliszczami, a dziś jest krajem mlekiem, miodem i demokracją płynącym. I tych debili Trzaskowski nie ma żadnych szans przeciągnąć na swoją stronę. Może sobie ich od razu odpuścić. Gorzej, że będzie mieć problem ze zdobyciem poparcia także wielu „doraźnych” wyborców PIS-u. Którzy nie widzą wielkiej różnicy pomiędzy PO i PIS-em, ale dzięki polityce rozdawnictwa i kupowania głosów czerpią wymierne korzyści właśnie z rządów PIS-u. Również w przekonaniu dużej części z nich, szczególnie mieszkających w małych miasteczkach i na wsi, Trzaskowski jest przedstawicielem tych samych elit PO, które odwiedzały knajpę „Sowa i Przyjaciele”… Trudno będzie mu z tym wizerunkiem zerwać. Trudno mu będzie trafić do tych ludzi, bo nadaje na kompletnie innych „falach”, niż oni. Musiałby mieć dużo czasu. A on nie ma w ogóle czasu.

Problem w tym, że to, co dla ludzi takich jak MY jest wielkimi zaletami polityka, dla milionów Polaków jest jego niewybaczalnymi wadami. Nienawidzą ludzi sukcesu, „światowców”, wykształconych i eleganckich, błyskotliwych, często używających niezrozumiałych dla nich słów. Czują się od nich dużo gorsi. A to wystarczy, żeby ich nie lubić i im nie ufać. W przeciętnym Polaku ludzie, którzy coś w życiu osiągnęli, wyzwalają kompleksy. Nienawidzi więc bogatszych, mających atrakcyjniejszą pracę, seksowną żonę lub droższy samochód.

„Główka” też był 5 lat temu typem takiego polityka, jak obecnie Trzaskowski. Ale wtedy jego rywalem był zmęczony, „misiowaty”, niezdecydowany i mocno zagubiony Komorowski, obciążany w dodatku winą za błędy poprzednich rządów. Wielu Polaków było zniechęconych po 8 latach rządów PO i PSL. Gorzej, że wielu było także nimi najzwyczajniej znudzonych. Dla osób nieinteresujących się polityką „główka” wydawał się być zwiastunem zmian w skostniałym układzie władzy, nowej energii, prezydentury nowoczesnej i bliższej przeciętnemu obywatelowi. Założył nawet „biuro interwencyjne” mające pomagać tym, których nasze państwo skrzywdziło! Tłumy waliły tam drzwiami i oknami. Z wieloma osobami „główka” spotykał się osobiście. Troskliwy, wrażliwy, usłużny… Gdzie jest dziś to „biuro”?!
A jeszcze wtedy sztab wyborczy Komorowskiego odegrał rolę konia trojańskiego. „Główka” miał więc ułatwione zadanie. Tym bardziej, że dostał z Nowogrodzkiej przyzwolenie na obiecywanie w trakcie kampanii wyborczej wszystkiego, co mu tylko do łba strzeli. No i obiecywał wszystko. A mimo to wygrał raczej nieznacznie. Trzaskowski nie będzie mieć takiej komfortowej sytuacji. Bo nie jest populistą i kłamcą.

Kidawa-Błońska też miałaby niewielkie szanse na zdobycie poparcia Polski małomiasteczkowej i wiejskiej. Ale by je miała. Bo jej osoba nie wzbudza wśród tych ludzi takiej zawiści lub zazdrości. Trzaskowski będzie mieć te szanse chyba jednak jeszcze mniejsze. Tyle, że on wcale nie ma wygrać wyborów w I turze! On ma za zadanie przejść do II tury. A to podstawowa różnica. Ma odzyskać wyborców, którzy w ostatnich miesiącach opuścili Kidawę-Błońską. I dziś siedzą naburmuszeni, obrażeni na cały świat i zniechęceni w ogóle do udziału w wyborach. Albo przerzucili swoje sympatie na Hołownię lub Kosiniaka-Kamysza. I z tym Trzaskowski nie powinien mieć aż tak dużych problemów. Bo od lat poparcie dla PO oscyluje w okolicach 25-27%. I pomimo ostatniego festiwalu kłótni i niezdecydowania polityków tej partii, ten elektorat nadal jest wśród nas. Trzeba go tylko obudzić, zmobilizować i tchnąć w niego wiarę i nadzieję na sukces. Młody, silny i energiczny kandydat ma tu pole do działania o niebo większe, niż zmęczona, zawiedziona i ostatnio jakby zniechęcona Kidawa-Błońska. Ona nie jest i nigdy nie była liderem, wodzem prowadzącym do zwycięstwa. Nie ma wystarczająco dużo siły, ani przebojowości.
(...)
Miejsce się kończy, więc muszę zacząć się streszczać. Będę jeszcze o Trzaskowskim pisać wielokrotnie. Więc teraz tylko zasygnalizuję, o czym będę pisać w najbliższym czasie. Nie wierzę w rozstrzygnięcie wyborów w I turze. Mam w dupie wyniki sondaży, dające „główce” 51-52% poparcia. Moim zdaniem nie zdobędzie więcej, niż 42-44%. I uderzy łbem w sufit. Bo aby nie nastąpił odpływ jego prawicowych wyborców, choćby do Bosaka, „główka” musi ich zjednywać prawicowym radykalizmem. A w ten sposób zniechęca do siebie elektorat umiarkowany. Zaś w II turze to nie polityczni radykałowie, nie twardy elektorat PIS i PO przeważy szalę zwycięstwa! Ale ci, którzy interesują się polityką od święta. Czyli tylko w czasie wyborów. Żeby wygrać
„główka” musi zdobyć poparcie tej części Polaków. A dla nich dużo atrakcyjniejszy wydaje się być obecnie
Trzaskowski.
On w ciągu kilku miesięcy musi z kolei udowodnić, że jest takim politykiem, jakim wyborcom z prowincji wydawał się „główka” w 2015 r. Dającym nadzieje na zmiany… Trzaskowski ze swoim wizerunkiem wielkomiejskiego inteligenta i „światowca” nie zrobi furory w małych miasteczkach i na wsi. Ale w II turze jego rywalem nie będzie żaden „swój człowiek” dla tych ludzi. Tylko inny przedstawiciel elit politycznych. A Polska prowincjonalna nienawidzi tych elit. 5 lat temu „główka” wydawał się im „chłopakiem z sąsiedztwa”. Dziś już nim nie jest.

Zresztą, najlepszym świadectwem, jak olbrzymim zagrożeniem dla „główki” jest Trzaskowski, świadczy histeryczna reakcja Nowogrodzkiej na jego start w wyborach. PIS nigdy nie atakuje swoich słabych przeciwników. Odpuszcza ich i koncentruje się na tych najsilniejszych. Przez ostatnie 5 lat w ogóle nie interesowali się lewicą. Bo była słaba. Walili w PO. Gdy „Nowoczesna” była u szczytu popularności, celem nr 1 dla PIS-u stał się Petru. Schetynę na jakiś czas zostawili w spokoju. Gdy partia Petru zanurkowała w sondażach, PIS-owcy momentalnie odpuścili jej liderowi i znów zaczęli walić w Schetynę. Więc skoro dziś, choć przecież nawet nie zaczęła się jeszcze kampania wyborcza, PIS-owcy nie robią nic innego, tylko wściekle atakują Trzaskowskiego, to znaczy, że się go panicznie boją. Nie, że się go boją! Tylko panicznie boją…
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka