Dodaj do ulubionych

trudne pytania...

09.11.06, 18:16
zawsze jestem pod wrazeniem spacerujacych ludzi trzymajacych sie za ręce.
wrazenie jest silniejsze im para bardziej zaawansowana wiekowo. takie
publiczne okazywanie sobie przywiazania, szacunku, milosci to naturalny i
piękny gest, ktory nikogo nie irytuje.
co jednak robic kiedy stoicie w autobusie albo w kolejce do bankomatu, a tuz
przed waszym nosem rozgrywa sie scena milosna w postaci pocalunku?
ze wzrokiem nie da się uciec gdzies na boki, a pocalunek nie jest przelotny
tylko kilkuminutowy i namiętny?
:)
Obserwuj wątek
    • chotomow72 Re: trudne pytania... 09.11.06, 18:17
      niech szaleją, mnie to nie przeszkadza, choć wgapiać się jak sroka nie potrafię :)

      Szeryf
      • foamclene Re: trudne pytania... 09.11.06, 18:19
        wolisz calowac niz sekundowac
        :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • foamclene Re: trudne pytania... 09.11.06, 18:18
      odliczac glosno
      ;)
      • ralphie Re: trudne pytania... 10.11.06, 08:33
        i w zabawę włączyć przechodniów coraz donoślej krzycząc: Gorzko! gorzko! gorzko! ;)))
    • narewa Re: trudne pytania... 10.11.06, 09:31
      mnie,jako starszą pania,takie sytuacje poprostu krępują.Jesli mogę,przechodzę
      dalej,staram się nie patrzeć,nie słuchac,choć ostatnio w metrze para tak mocno
      i głośno całowała się,ze,za przeproszeniem,mlaskanie słychać było w całym
      wagonie..
      gdzie się podziały te nieśmiałe pocałunki,trzymanie za rękę w ciemnym kinie,co
      juz było wielkim przeżyciem..młodzież teraźniejsza nie zna tego ..a szkoda...
      wszystko na pokaz,bez uczucia zawstydzenia u dziewczyny...
      no tak,ale to było dawno..tylko tak to przyjemnie powspominać...
      • guayazyl1 superstacja... 10.11.06, 18:39
        podobno 60% ludzi nie rozumie jakichkolwiek wiadomosci pokazywanych przez
        telewizję. siedzą...zrą paluszki...zlopią piwo...gapią sie w ekran z
        przejęciem. a jak o cos zapytac to szesciu na dziesięciu ni w ząb nie kuma.

        czy ktos z Was ogladal juz Superstację?..w polowie listopada ma tam ruszyc w
        poznych godzinach wieczornych "Superdziennik". skoro ludzie nie rozumieją
        wiadomosci to redakcja wyszla z zalozenia, ze nie jest najwazniejsza tresc
        tylko forma. prezenterka w trakcie programu ma się rozbierac do naga.
        i tu moje trudne pytanie. kogo byscie chcieli zobaczyc w tym dzienniku ze
        znanych?..
        • guayazyl1 Re: superstacja... 10.11.06, 19:14
          guayazyl1 napisał:
          ...i tu moje trudne pytanie. kogo byscie chcieli zobaczyc w tym dzienniku ze
          znanych?..
          -----------
          oczywiscie na stanowisku prezenterki lub prezentera.
          • mike56 Re: superstacja... 10.11.06, 20:57
            Mam parę typów, chociaż niektóre z nich nie pracują, a nawet nie słyszałem by
            starały się o pracę w tv. Nie znacie ich, więc nie będę się wysilał z
            prezentowaniem sylwetek. Dla mnie byłoby to bardziej interesujące niż
            podglądanie gwiazd.
            -
            /do wiadomości podsłuchujących sieć/
            • guayazyl1 Re: superstacja... 10.11.06, 21:14
              a ja to bym chętnie podejrzal Jolantę Pienkowską. takie
              filigranowe..."kieszonkowe" kobietki sa ekscytujące:)
              www.joga.net.pl/strona.php?8406
              albo dla kontrastu Anitę Werner (tylko 182 centymetry ciala)
              tn3-1.deviantart.com/fs9/300W/i/2006/027/e/e/Anita_Werner_by_przybylski.jpg
              • guayazyl1 ludzie!..nie zaczynajcie palic... 15.11.06, 18:37
                jutro jest Swiatowy dzien Bez Papierosa. no wiec ja w sprawie tego debilnego
                nalogu.
                palicie?..a moze palicie ale nie zaciagacie sie jak Clinton?..
                rzucacie?..wracacie do nalogu?..
                przejmujecie sie uwagami na temat szkodliwosci palenia?..ma dla was znaczenie
                cena papierosow?..
                ja nie pale i nigdy nie palilem. zastosowalem najprostsza zasade: nie chcesz
                palic? nie zaczynaj! potem juz jest trudno...
                na koniec mam taki dowcipasek na temat napisow ostrzegawczych na paczkach
                papierosow:
                - Dobry, poproszę papierosy.
                Sprzedawca podaje paczkę z napisem “Palenie powoduje impotencje”. Klient ogląda
                paczkę i wreszcie mówi:
                - Wie pan co, wymieni mi ją pan na tę z rakiem.
                • narewa Re: ludzie!..nie zaczynajcie palic... 15.11.06, 18:52
                  niestety,paliłam ..i to duzo,w czasach młodosci durnej i chmurnej...od wielu
                  lat nie palę,odzwyczaiłam się w ciągu 5 minut przy pomocy elektropunktury..i
                  mam spokój,czyste płuca i powietrze w mieszkaniu..
                  • guayazyl1 Re: ludzie!..nie zaczynajcie palic... 15.11.06, 19:06
                    staralem sie cos znalezc w internecie na temat metody, ktorą polecasz ale byly
                    to tylko czeskie strony. natomiast na Forum Kobieta jedna z tych co rzucily tak
                    zachwalala elektropunkture:

                    palenie - nie!!

                    nie moglam rzucic palenie przez dlugi czas - zawsze przy okazji piwka badz kawy
                    wracalam do dymka.. bedac ostatnio w polsce, zapisalam sie na terapie
                    (elektropunktura)- jeden seans trwa ok.20min i jest wystarczajacy - u mnie jak
                    dotad dziala!! goraco polecam!! koszt w lublinie 130 a w warszawie 160zl -
                    naprawde warto!
                    -----------

                    moze komus te informacje pomogą?
                    • mike56 Re: ludzie!..nie zaczynajcie palic... 15.11.06, 19:19
                      Też paliłem przez długi czas papierosy a kilka lat temu rozstałem się z mi.
                      Może to nieetyczne stwierdzenie, ale nigdy nie żałowałem, że paliłem. Może nie
                      każdy, ale wiele papierosów dawało przyjemność.
                      • narewa Re: ludzie!..nie zaczynajcie palic... 15.11.06, 19:26
                        ja miałam jeszcze gorzej,bo gdy paliłam,papierosy zdobywało się,nie
                        kupowało...a potem...wszedzie pełno,wybór taki,że głowa mała..oj,jak bardzo
                        czasem żal mi było,że nie palę..ale wytrzymałam..
                        • guayazyl1 wierzycie w ludzi?.. 16.11.06, 21:43
                          kiedym tak sobie przebierał nogami obok mojego samochodziku unieruchomionego na
                          poboczu drogi stanowej IS-400 co to Wam niedawno pisałem, to naszły mnie mysli
                          takie:
                          za ile minut zatrzyma się pierwsze auto i pan/pani kierowca zaoferuje się z
                          pomocą? a na pomoc oczekiwalem jak kania dżdżu gdyz po pierwsze zapomnialem
                          byłem telefonu, a telepatycznie porozumiec się z holownikiem jest niezmiernie
                          trudno. po drugie wygwizdow byl wtedy straszny i nie usmiechalo mi się tkwic
                          tam godzinami. jak przypuszczacie...ile minut czekalem?
                          pięc minut... czyli z grubsza policzyc do trzystu.
                          chociaz parę razy na kims się zawiodlem i parę razy ktos mnie oszukal to
                          generalnie wierzę w ludzi. to nie jest slepa wiara naiwnego dziecka, ktore nic
                          w zyciu nie widzialo. z ludzkiej zyczliwosci korzystalem nie raz.

                          tyle się mowi o ludzkiej obojetnosci. wierzycie ludziom?..wierzycie w ludzi?..
                          • w.iwo Re: wierzycie w ludzi?.. 17.11.06, 10:38
                            ad.1 pierwszy temat... intymność na ulicy...
                            wrażenia różne, bo i różne sytaucje... mięsne pocałunki małolatów, co raczej
                            całują dla widowni raczej mnie odstręczają...
                            ostatnio widziałam nocką parkę co się obejmowała i całowała na Suwalnej...
                            starszy pan i młoda dziewczyna... brrr... od razu widzę tegoż samego pana
                            wchodzącego za godzinkę do domku i uśmiechającego się do czekającej na niego
                            żoneczki, chowającego telefon i pędzącego do łazienki... ochyda...
                            po ludziach od razu widać dlaczego się całują, czego oczekują od siebie, co ich
                            łączy... czasem zazdrość kłuje człowieka mimo woli... czasem rozmarzenie i
                            smutek gdy widzi parkę staruszków przytulonych na spacerze w jesiennym parku...
                            • w.iwo Re: wierzycie w ludzi?.. 17.11.06, 10:43
                              ad.2 Syropek na drodze... ;o))) śniło mi się kochany żem musiała wyemigrować i
                              zaniosło mnie do Nowego Yorku... patrzyłam z okna na zupełnie inny krajobraz, na
                              dachy i obce budynki... dziwiło mnie że gołębie tylko takie same, jakieś
                              przyjazne w tym obcym miejscu... śniło mi się że jedyna myślą która ociepliła
                              ten sen, było to żeś chyba niedaleko gdzieś i może na kawę Cię skuszę...
                              straszne... nie ? ;o)
                              to ja poproszę o wytłumaczenie mi tego snu Panie Doktorze....
                              • guayazyl1 Re: wierzycie w ludzi?.. 17.11.06, 19:02
                                Iwona napisala oczywiscie wiecej ale ja wzialem sobie tylko to:
                                ... śniło mi się że jedyna myślą która ociepliła
                                ten sen, było to żeś chyba niedaleko gdzieś i może na kawę Cię skuszę...
                                straszne... nie ?
                                -----------
                                ale straszne dla Ciebie jest , ze ja dam się namowic na tę kawe i przyjdę?
                                :)

                                no tak...od Nju Jorku to ja jestem daleko...kilkaset mil na poludnie. chociaz
                                bardzo bym chcial to miasto zobaczyc to jednak zyc tam mi się nie usmiecha.
                                straszny moloch, w ktorym nikogo nie znasz i jestes jak mrówka w wielkim kopcu.
                                ja raczej refleksyjny...czasem liryczny...rozciagajacy godziny wolnego czasu na
                                obserwowanie ludzi...czytanie. ten chaos ogromnego miasta by mnie zabil.

                                doszukuję się czasami podobienstw do polskiego krajobrazu ale gdzie tam...niebo
                                tu bardziej blękitne niz nasze...zawsze slonecznie i cieplo. sosny jakies takie
                                bardziej eleganckie...z dlugimi miękkimi iglami...zasranców golębi nima, a
                                ludzie zawsze usmiechnięci:)
                          • narewa Re: wierzycie w ludzi?.. 17.11.06, 10:45
                            osobiście spotkałam się ludzką obojętnością.
                            trzy lata temu wysiadłam z autobusu koło SAmu na Sowińskiego,w styczniowy
                            zimny wieczór,nawet nie,było późno,około 17..i dostałam ataku swojej astmy.
                            Resztką sił ruszyłam w stronę przychodni..doszłam do przejścia i zatrzymałam
                            się przy najblizszym drzewie..Stałam tam oparta przez kilka dobrych
                            minut,wszyscy mijali mnie,myślac pewnie..ot,pijana baba stoi..probowałam kogos
                            zatrzymać,nie udawało się,bo nie mogłam głosu wydobyć.Wreszcie prawie za rękaw
                            złapałam starszego człowieka i porosiłam o wezwanie pogotowia..Pobiegł do
                            Samu,tam mu nie pozwolona zadzwonić,pobiegł do przychodni i zadzwonił../za co
                            jestem mu do dzis wdzięczna../.a ja dusiłam się pod tym drzewem..Dopiero młoda
                            dziewczyna idąca z psem zainteresowała się, czy dobrze się czuję..

                            Na szczęscie pogotowie szybko nadjechało i dopiero wtedy wszyscy zaczęli sie
                            interesować,co się dzieje..

                            Przez długi czas miałam zal do ludzi.

                            Ale,jak widać,żyję,jestem bardzo szczęśliwa ,ze moja astma nie wymaga narazie
                            zastrzyków z corhydronu,/a brałam takie/
                            Po tym incydencie musiałam kupić telefon i zakodować nr pogotowia i od razu
                            spokojniej żyję.

                            • guayazyl1 o tatuazach... 18.11.06, 18:44
                              zwiedzalem ostatnio przytulny sklepik Liquor Depot gdzie arcysmaczne trunki.
                              przede mną trzymając się za ręce szly dwie lolitki...kropla w kroplę jak
                              blizniaczki jednojajowe. ten sam ostry czarny makijaz. ten sam czarny
                              postrzępiony fryzur. te same czarne wysoko sznurowane buty. te same czarne kuse
                              spodniczki odslaniające przy kazdym kroku glęboką czern majtek. przyjemnie bylo
                              w związku z tym ostatnim podązac ich szlakiem zwlaszcza jak braly towar z
                              dolnych polek:)
                              no ale co w tym nadzwyczajnego?..ano...plecy jednej z blizniaczek zajmowal
                              tatuaz nietoperza z rozpostartymi skrzydlami. wierna kopia w skali bodajze 2:1.
                              na kazdej lopatce dziewczęcia jedno skrzydlo nietoperza. na wdzięcznej szyi
                              dziewczęcia lepek zwierzęcia. widzialem to wszystko bo konstrukcja odziezy
                              umozliwiala penetrację wzrokową i zastanawialem się jak mozna dac się tak
                              oszpecic.
                              na koniec pytam się Was jak jest z tymi tatuazami bo ja z prowincji. czy to
                              szpan? moda? manifestacja? prowokacja? czy tatuaz niesie jakąs informacje o
                              wlascicielce? cos symbolizuje? czy kobieta z tatuazem jest atrakcyjniejsza dla
                              faceta? czy ma znaczenie co przedstawia rysunek i w ktorym miejscu ciala on
                              przymocowany?

                              proszę Redakcję o odpowiedz
                              • joanna-z-buw Re: o tatuazach... 18.11.06, 19:02
                                Ja sobie lubię robić i robię czasem latem, ale z henny. Tak jednorazowo wygląda
                                bardzo fajnie i seksownie, zwłaszcza na opalonym ciele.
                                A taki na stałe mogłabym mieć, taki drobny, nieduży tatuaż. Tak między plecami
                                a półdupkiem, z tyłu, albo na kostce u nogi. Ot, taki na ze dwa centymetry.
                                Teraz można zrobić Syrop tatuaż, który bleknie zupełnie po ok. 5 latach.
                                • w.iwo Re: o tatuazach... 19.11.06, 16:31
                                  jakoś nie przekonuje mnie tatuaż... widziałam rzeczywiście piękne... ale swoje
                                  ciałko chronię... (nie mówię o tatuażach tymczasowych)... lubię naturalizm
                                  hihi... podobnie rzecz ma się do przekłuwania ciała różnymi przedmiotami...
                                  jedyne co mi przychodzi do głowy jak widzę pępuszek laski z zamocowanym kółkiem
                                  to krasula na łańcuchu lub miejsce do zawieszenia choinki odświeżającej ...
                                  zapach cedru....
                                  • guayazyl1 Re: o tatuazach... 19.11.06, 22:02
                                    w naszej kulturze tatuaz nie występowal dlatego ozdabianie ciala tatuazem jest
                                    rzadkim zjawiskiem i wywoluje rozne reakcje.
                                    o ile mogę zrozumieć niektore grupy, ktore tatuazem chcą zaakcentować swoją
                                    przynaleznosć do wspolnoty, na przyklad harleyowcow albo fanow heavymetalu to
                                    juz troszku mnie smieszy pani nie pierwszej swiezosci co się kaze kluć na
                                    posladku, piersiątkach albo podbrzuszu dla blekitnego delfinka. moze się chce
                                    jakos dowartosciować albo ująć sobie z kalendarza?
                                    poniewaz tatuaz jest u nas zjawiskiem dosć rzadkim moze niesć informacje typu:
                                    popatrz na mnie... jestem inna niz wszystkie, oryginalniejsza, odwazniejsza,
                                    interesujaca...ma zachęcać i wabić samca:)
                                    podobne informacje przekazuje kolczykowanie ciala ale kolczyki w miejscach
                                    intymnych to dla mnie brrr...
                                    • w.iwo Re: o tatuazach... 19.11.06, 22:49
                                      znam lepsze sposoby na wabienie samca... hihi
                                      ale, ale wracając do odmienności kultur czy nie byłoby ciekawe gdyby to
                                      mężczyźni się malowali... wyobraźcie sobie samca w samochodzie poprawiającego
                                      makijaż....
                                      boskie, co ... dla nas szokujące, dla innych normalka...
                                    • joanna-z-buw Re: o tatuazach... 20.11.06, 00:34
                                      No tak, ten tatuaż co go nie widać pod ubraniem też ma wabić samca ?
                                      A kolczyki ? Przecież to też uszkadzania ciała, a jakoś nikt się kolczyków nie
                                      czepia. Wszystko jest fajne, ale z umiarem i w swoim czasie.
                                      A taka pani drugiej świeżości - jak ma jej to sprawić przyjemność to czemu
                                      nie ? Już wolę takie, z lekka zakręcone niż te moherowe. Wiem, że to nie
                                      wygląda najlepiej, ale w końcu - tylko przez 3 miesiące w roku jest lato, przez
                                      kolejnych dziewięć nikt tego tatuażu pewnie nie zobaczy.
                                      Zawsze w takich dyskusjach wszyscy podają jakieś skrajne przypadki: a to
                                      starsza babcia z tatuażem, a to ośmiolatek z kolczykiem w nosie - niedobre, nie
                                      przystoi, kto t widział i tak dalej. No to skrajności są przecież.
                                      Ja uwielbiam wszystko co naturalne, sama mam tylko kolczyki, i jak wspominałam
                                      chyba - robię sobie czasem tatuaż henną. Kiedyś zrobilam sobie taki na brzuchu
                                      i jak ówczesny nażeczony to zobaczyl to myślalam, ze pożre żywcem. Więc seks
                                      też jest jakiś argumentem, nawet na prawdziwy tatuaż.

                                      A tak z innej beczki: ah ten James Bond :)
                                      • chotomow72 Re: o tatuazach... 20.11.06, 01:29
                                        ja prostestuje....

                                        na Bonda? co za syf straszliwy.....


                                        M
                                        • joanna-z-buw Re: o tatuazach... 20.11.06, 08:55
                                          Do Bonda sobie westchnęłam, nie do filmu.
                                          Poza tym Bond akurat to jedyne filmy, którym na wszystko pozwalam. Jakby
                                          Bondowi pterodaktyl przed maskę wyskoczył też by było ok.
                                          • chotomow72 Re: o tatuazach... inicjatywa 20.11.06, 10:15
                                            witam,

                                            Pterodaktyl na maskotkę!
                                            (tego forum)

                                            :) Szeryf
                                • fiona38 Re: o tatuazach... 20.11.06, 10:53
                                  Z tymi 5-ma latami to tak nie do końca. Mój 5-letni wygląda jak miesiąc temu
                                  zrobiony i trochę się wkurzam, bo choć mi się podoba miał być na góra 5 lat, a
                                  teraz nie chce zejść... Jeśli ktoś planuje takowy sobie zrobić musi dobrze
                                  sprawę przemyśleć (również partię ciała), bo po zrobieniu już swojego,
                                  dowiedziałam się, że te potrafią się trzymać do 7 lat, a nawet dłużej.
                                  • w.iwo Re: o tatuazach... 20.11.06, 14:26
                                    Jołanno kochana, oczywiście masz zupełną rację... bo czy robię tatuaże czy inne
                                    wabiki stosuję pod pierzynką to w zasadzie prywatna sprawa ;o)))
                                    ZAŚ Syropek poruszył temat tatuaży szokujących i widocznych na ulicy gołym
                                    nieuzbrojonym okiem... i zadał pytanie o granice...

                                    ps. też lubię te zakręcone ;o)))
                                    • guayazyl1 Re: o tatuazach... 20.11.06, 19:41
                                      joanna mnie zapytala o wiele rzeczy na raz wiec odpowiem.

                                      dla jasnosci...
                                      z moich komentarzy nie wynika, ze jestem przeciwnikiem tatuazu albo piercingu.
                                      specjalnie sie w nich nie oburzam ani nikogo nie potepiam. bo to co dla mnie
                                      jest przesadne (jak w przypadku tej lolitki) dla innych moze byc normą.
                                      jestem jednak zdania, ze powierzchownosc powinna byc konsekwencją naszego
                                      wnetrza, a nie na odwrot. nie powinnismy budowac filozofii zycia do kolczyka w
                                      nosie. nie powinno byc w związku z tym dysonansu miedzy tym co myslimy i
                                      czujemy, a tym co mowimy i robimy bo razic bedziemy sztucznoscią.
                                      wymyslne tatuaze u Agnieszki Chylinskiej albo tego faceta:
                                      s12.photobucket.com/albums/a224/detektyw/?action=view¤t=tatuaz.jpg
                                      moge strawic. takie same malunki u Mandaryny to bylaby kupa smiechu z przewagą
                                      kupy.

                                      dla wiekszej jasnosci...
                                      eksperymenty na wlasnym ciele u mlodych gniewnych są zrozumiale. mlodzi za
                                      wszelką cene chcą sie wyroznic czymkolwiek. wiele rzeczy robią z ciekawosci co
                                      jest naturalne ale tez z przekory i buntu co tez jest zrozumiale. wiele rzeczy
                                      im uchodzi i z racji ich wieku jest dla nich zarezerwowane. nie przekonuje mnie
                                      natomiast bunt pani nie pierwszej swiezosci o ktorej wspominalem objawiający
                                      sie nawet nie irokezem na glowie i wycwiekowaną kurtką tylko tym blekitnym
                                      delfinkiem:)

                                      dla jeszcze wiekszej jasnosci...
                                      w naszej kulturze przyjelo sie, ze to facet zdobywa kobiete. kobieta natomiast
                                      samca wabi czym umi. mozna wabic na rozne sposoby: na inteligencje,
                                      erudycje...ogolnie na bystrosc umyslu ale najprosciej jest wykorzystac atut
                                      wlasnego ciala. to dociera najszybciej bo faceci są wzrokowcami w czym kobiety
                                      doskonale sie orientują.
                                      sama piszesz, ze tatuaz jest sexy. a co to znaczy byc sexy? to znaczy wzbudzac
                                      zainteresowanie i poządanie plci przeciwnej. kiedy zapoznalem sie z
                                      argumentacją mlodych dziewczyn dlaczego zrobily sobie tatuaz albo wbily kolczyk
                                      w jezyk to odpowiedz byla jedna: zeby podobac sie albo zrobic przyjemnosc
                                      swojemu chlopakowi. czy to nie jest wabienie samca?..

                                      i juz na koniec...
                                      moja estetyka: delikatny kolczyk, ktory mozna usunąc bez sladu kiedy sie znudzi
                                      w brwiach albo pepku dodaje sexapealu. ale pokazny wisior w przegrodzie
                                      nosowej, na srodku wargi albo w sutkach jest dla mnie obrzydliwy.
                                      dziekuje Panstwu za uwage.
                                      :)
                                      • w.iwo Re: o tatuazach... 20.11.06, 22:13
                                        Syropku, czy tenże tatuaż jest dla Ciebie sexy ?

                                        www.hot.jpg.pl/6988-oryginalny_tatuaz
                                        • guayazyl1 o naszych rodzicach... 22.11.06, 18:10
                                          przyjechali rodzice, ktorych nie widzialem parę lat... widzę na nich upływ
                                          czasu... starzy ludzie... niezgrabnie poruszajacy się ojciec...z posiwiałymi
                                          włosami matka...
                                          na powrót stałem się dla niej małym chłopcem, któremu podtykała gorące zupki.
                                          na powrót pyta mnie dlaczego tak mało spię . na powrót stoi w oknie jak mnie
                                          długo nie ma w domu. kochana matka. jak wszystkie matki swiata.

                                          jest teoria, ze córki są oczkiem w głowie ojców, a synami przejmują się ich
                                          matki. prawda to?..
                                          • guayazyl1 o przyjazni... 14.01.07, 17:34
                                            od czasu do czasu moi obecni znajomi wypytuja mnie czy tesknie za rodzina i
                                            przyjaciolmi. odpowiadam im nie bez smutku, ze w zasadzie to nie mam kogos o
                                            kim moglbym powiedziec, ze to moj przyjaciel i chyba nikogo takiego nie mialem.
                                            moze moje wymagania sa na wyrost?..a moze ja sam nie spelniam oczekiwan, ze
                                            jest jak jest?..
                                            najwiecej przyjaciol mamy we wczesnym dziecinstwie. przyjacielem jest kazdy kto
                                            pozwoli pobawic sie swoimi zabawkami. z czasem odkrywamy, ze tu nie idzie o
                                            zabawki. ze w przyjazni najwazniejsi sa ludzie. ze w nich trzeba szukac
                                            wartosci. i wtedy zostaje nam jedna...dwie osoby...czasami do konca zycia.
                                            jak z Waszymi przyjazniami?
                                            • narewa Re: o przyjazni... 14.01.07, 18:35
                                              to co piszesz jest smutne,ale prawdziwe..prawdziwych przyjaciół poznaje się w
                                              biedzie,a ja wtedy byłam sama..teraz mam znajomych,blizszych czy dalszych,ale
                                              to tylko znajomi..
                                              • w.iwo Re: o przyjazni... 14.01.07, 18:45
                                                ciężko teraz o bezinteresowność... więc żyby Cię rozchmurzyć Syropku, zapraszam
                                                na kawkę... póki co wirtualną, ale jak zjedziesz w odwiedziny to w realu...
                                                coś kiedyś pisałeś o styczniu może lutym ?
                                                • guayazyl1 Re: o przyjazni... 15.01.07, 16:50
                                                  napisalem to nie dlatego zeby sie uzalac nad swoim cięzkim losem, bo takiego
                                                  losu nie mam. ma sporo znajomych, z ktorymi zycie jest ciekawsze ale roznica
                                                  miedzy znajomym a przyjacielem jest taka sama jak miedzy milostką i miloscią:)
                                                  nigdy jednak nie wiadomo czy ze znajomosci nie wyniknie kiedys przyjazn tak jak
                                                  nie wiadomo do konca czy milostka nie przerodzi sie w wielkie uczucie.
                                                  napisalem to zebyscie sie mogli pochwalic swoimi przyjaciolmi bo przyjazn to
                                                  piekny choc niezbyt czesto wystepujacy w przyrodzie stan. a juz dlugoletnia
                                                  przyjazn to wzbudza we mnie zazdrosc:)
                                                  • w.iwo Re: o przyjazni... 15.01.07, 23:19
                                                    nikt się nie odważyłby kochany użalać nad Tobą... ja tylko tak z czystego
                                                    kobiecego instynktu gatunkozachowawczego :o) przytulić do mlecznych piersi i
                                                    podrapać za uszkiem chciałach... oczywiście wirtualnie hehe i oczywiście jako
                                                    znajoma z szansami na przyjaźń ;o)))))
                                                  • guayazyl1 o starości... 16.01.07, 20:22
                                                    czy mozna komuś zazdrościć starości?..glupie pytanie?..no ale przeciez ludzie
                                                    starzeją sie rozmaicie.

                                                    patrze na swoich rodzicow jak oni pogodnie sie starzeją. nie ma w nich cienia
                                                    rezygnacji. nie ma w nich zadnej pretensji. ani do czasu, ktorego mają co raz
                                                    mniej. ani do ludzi. choćby mlodych za to tylko, ze sa mlodzi...
                                                    patrze jak wzajemnie sobie pomagają i troszczą o siebie, chociaz pamietam
                                                    kiedyś burze i sztormy. obserwuje rytm ich codzienności. nie gderają...nie
                                                    narzekają...nie nudzą sie...
                                                    starość tez moze byc fajna:)

                                                    s12.photobucket.com/albums/a224/detektyw/?action=view¤t=mama.jpg
                                                  • w.iwo Re: o starości... 16.01.07, 20:31
                                                    piękne zdjęcie...
                                                    ech a tyle ludzi marnuje głupio swój czas...
                                                    kiedy mama (moja teściowa ale mama) odchodziła, robiła to cicho, ze wszech miar
                                                    dostojnie, cierpliwie, a młoda kobietka, tylko co po 50-tce... żal tylko jakiś
                                                    że nie cieszy się wnukami, nie zdąży na komunię, dorastanie, nie zrobi pierogów,
                                                    nie urządzi wigilii... i tak naprawdę nikt nie zdawał sobie sprawy że do śmierci
                                                    można się przygotować, w każdym najdrobiejszym szczególe, nie dając nic po sobie
                                                    poznać... nawet tę niesprawiedliwość i złość na Boga tłumić w sobie, żeby nie
                                                    przeszkadzać smakować chwile... jesteś szczęściarzem GUa... naprawdę...
                                                  • guayazyl1 Re: o przyjazni... 16.01.07, 20:45
                                                    w.iwo napisała miedzy innymi:
                                                    ...jako znajoma z szansami na przyjaźń ;o)))))
                                                    ----------------
                                                    alez mozemy to zalatwić od reki poki namietności nie wystygną. w związku z
                                                    powyzszym zaloguj sie i zwroc uwage na swoją forumową wizytowke:)
                                                  • w.iwo Re: o przyjazni... 16.01.07, 21:29
                                                    :o)
                                                  • guayazyl1 o skutkach awarii telewizora... 19.01.07, 22:10
                                                    po lekturze pewnej notatki, o ktorej przypomne nieco pozniej, pomyslalem sobie,
                                                    ze taki czlowiek prehistoryczny to moze prowadzil zycie nudnawe, monotonne i
                                                    ubogie intelektualnie ale za to beztroskie, malo stresujace czyli w sumie
                                                    zdrowe.
                                                    nie musial martwic sie o robote, nie przejmowal sie cenami benzyny, nie
                                                    rozmyslal w co zainwestowac i jaki filar emerytalny wybrac. z nudow mogl
                                                    wymyslic pare rzeczy bo niewiele bylo dotad wymyslonych. nie stresowal sie, ze
                                                    cos popsuje bo malo co bylo do popsucia. nie obchodzilo go czy zdrowo sie
                                                    odzywia bo wszystko naokolo bylo zdrowe.
                                                    taki prehistoryczny facet jak chcial na przyklad sobie pochedozyc robil to bez
                                                    zadnych ceregieli, umizgow i przekupywania prezentami. po prostu ciągnąl za
                                                    wlosy wybraną kobiete do swojego rewiru bez jakiegos posądzania o molestowanie.
                                                    nie glowkowal czy zrobi to w pozycji misjonarskiej, polinezyjskiej czy dog
                                                    style. nie deliberowal czy zadowolil jej punkt G i czy w ogole ją zadowolil bo
                                                    myslal w tym momencie tak jak kazdy samiec o sobie a nie o niej.
                                                    moze troche zagalopowalem sie i odbieglem od samej notatki, o ktorej
                                                    wspomnialem na poczatku a moze jednak wszystko ze sobą sie lączy?. a o czym
                                                    byla ta notatka? ano o tym, ze wspolczesny czlowiek otoczyl sie mnostwem
                                                    gadzetow, ktore krepują jego swobode. jesli zepsuje sie powiedzmy taki pilot od
                                                    telewizora albo nie daj Boze sam telewizor to czlowiek dostaje napadow szalu i
                                                    bialej gorączki bo nie jest w stanie bez tych rzeczy zyc.
                                                    na koniec zapytam Was. dalibyscie rade wytrzymac miesiąc...dwa...trzy bez
                                                    komputera, internetu, telewizora, iPoda, auta, komoreczki?..
                                                  • guayazyl1 poniekąd o nas samych... 29.01.07, 19:51
                                                    wczoraj media obiegla straszna wiadomosc, ze nasz pan premnier zlamal rękę. z
                                                    powodu owej kontuzji wspolczuję panu premnierowi bo bez ręki jak bez kobiety. a
                                                    jak moze byc bez kobiety to wie kazdy facet. cala ta sytuacja sprawila, ze moja
                                                    dzisiejsza notka jest mocno spiczniala.

                                                    kazdego dnia wjezdzam na osiedle i kazdego dnia się zachwycam. ale nie urodą
                                                    domow bo te akurat jak wszystkie domy amerykanskie rzadko mają w sobie cos
                                                    szczegolnego. zachwyca mnie dbalosc o wszystko. a przeciez nie jest to oaza
                                                    luksusu. zaden ekskluzyw i haj lajf. ludzie na oko przeciętni, w adidasach i
                                                    porozciąganych podkoszulkach. i nawet bramy nie mają. ani na pilota, ani
                                                    chcociaz zwyczajnej furtki. ani zadnej ochrony, co sie marzy mieszkancom
                                                    jednego podlegionowskiego osiedla.
                                                    dlaczego nasze osiedla sie roznią? nie myslę tu o standartach bo buduje się u
                                                    nas takze na swiatowym poziomie. dlaczego osiedla są szare, smutne i brudne?
                                                    nie tylko blokowiska ale rowniez te z prywatnymi posesjami?
                                                    dlaczego trawniki wydeptane w esy-floresy? dlaczego walęsają się i ujadają
                                                    niczyje psy? dlaczego balkony upstrzone tym co w domu niepotrzebne? dlaczego
                                                    powala brzydota ulicznych reklam? dlaczego ludzie tak niefrasobliwie parkują,
                                                    przeszkadzając sobie nawazajem?
                                                    inni jacys jestesmy od tamtych? mnie wrazliwi? a moze ja jestem przewrazliwiony?
                                                  • narewa Re: poniekąd o nas samych... 29.01.07, 21:15
                                                    takie same pytania zadaję sobie po kazdym powrocie ze Szwecji,kraju bardzo
                                                    czystego i zadbanego,,,i też odpowiedzi nie znajduję..
                                                    u nas przez wiele lat było prawie wszystko było państwowe,czyli niczyje,więc
                                                    sie tego nie szanowało..i tak nam zostało..
                                                  • guayazyl1 o modzie na adopcje... 16.02.07, 17:21
                                                    przejrzałem sobie parę kolorowych plotkarskich pisemek. ostatnio jest taka
                                                    tendencja, ze hollyłudzkie gwiazdki i gwiazdy wybierają się do biednych
                                                    krajow...najczęsciej afrykanskich...zeby tam wybrac sobie dzidziusia.
                                                    jadą po prostu jak na zakupy i przebierają jak w pietruszce. gwiazdom
                                                    towarzyszą tabuny paparazzich tworząc medialne przedstawienie.
                                                    o co w tym chodzi? bo chyba nie o macierzynstwo, ktore nagle wybucha w zajętej
                                                    robieniem kariery kobiecie?..i chyba nie o to zeby wyrwac jedno dziecko smierci
                                                    głodowej?..uchronic od ajdsa?..jakies to podejrzane dla mnie i mętne.

                                                    a przy okazji...
                                                    dzieci są kochane między innymi dlatego, ze człowiek jest egoistą i znajduje w
                                                    małej istocie swoje odbicie. dziecko jest kochane bo dorosly znajduje w nim
                                                    cząstke siebie samego. tak jest w wypadku relacji rodzic - dziecko biologiczne.
                                                    a jak jest z dziecmi adoptowanymi?..czy tez wybiera sie je szukając w nich
                                                    podobienstw?
                                                    dla wielu par adopcja jest szansą na pełna rodzinę. na potomka czekają latami
                                                    przygotowując sie do roli rodzicow.
                                                    czy mozna obce dziecko pokochac jak własne? czy mozna wzbudzic w sobie
                                                    wystarczające pokłady czułosci?..niezbedną troskę?..cierpliwosc i miłosc
                                                    rodzicielską do istoty, ktora nie jest częscia nas samych? z ktorą nie bylo się
                                                    kiedy płakała pierwszymi łzami? smiała się pierwszym smiechem?..stawiala
                                                    pierwsze niezdarne kroki?..wymawiała pierwsze słowa?..
                                                    co o tym myslicie?
                                                  • guayazyl1 Re: o lapowkach... 20.02.07, 17:57
                                                    niedawno odszedl moj szwagier. mlodego faceta rak zabil w parę miesięcy.
                                                    zrozpaczona siostra probowala wszystkiego. nawet metod, ktorych nikomu by nie
                                                    polecala gdyby miala spokojną glowe i gdyby sprawa jej nie dotyczyla. blagala
                                                    lekarza: niech go pan ratuje...zaplacę. liczyla na cud, ktorego dokona lekarz
                                                    bo nadzieji juz nie bylo.
                                                    srodowisko lekarskie uznano za najbardziej skorumpowaną grupę zawodową. nie
                                                    bardzo wierzę, ze to lekarze ustalają jakies cenniki. bylby to haniebny cynizm.
                                                    wierzę, ze nie opierają się lapowkom, co na jedno wychodzi. moze w innych
                                                    krajach ludzie nie mają dylematow moralnych dac czy nie dac bo inaczej
                                                    funkcjonuje sluzba zdrowia.
                                                    dalibyscie lapowkę gdyby nie chodzilo o zlamany paznokiec ale gdyby od lapowki
                                                    zalezalo czy ktos najblizszy dostanie blyskawiczną pomoc...gdyby chodzilo o
                                                    zycie, wiedząc jednoczesnie, ze tej pomocy nie dostanie ktos inny.? bo latwo
                                                    potępia się jakies patologiczne zjawisko jak się stoi z boku i sprawa nas nie
                                                    dotyczy.
                                                  • w.iwo Re: o lapowkach... 20.02.07, 20:09
                                                    zdanie zmieniają wszyscy... zmiana perspektywy... gdy musisz odejść, tak
                                                    naprawdę wszystko przestaje być ważne... dom... praca... kariera... kochanka...
                                                    możliwości... kominek... samochód... wszystko idzie do cholery... zostajesz na
                                                    granicy z pustymi pięściami... zostawiasz ukochane mmiejsca i ukochanych
                                                    ludzi... wspomnienia... diabli wiedzą, co wolno Ci zachować po drugiej
                                                    stronie... i tak naprawdę, kiedy przychodzi po ciebie, zostaje jedynie strach,
                                                    żeby tam coś było, żeby nie skończyło się na obiegu łańcucha pokarmowego... stąd
                                                    pragnienie odwieczne, myśli o raju, o niebie, o reinkarnacji... pragnienie by
                                                    coś znaczyło nasze istnienie, by strzępek świadomości zwany duszą odrywając się
                                                    od źrenicy oka i pozostawiając zmęczone ciało,... był dalej....

                                                    a łapówki, sposoby, ziółka, witaminy, cudowne kuracje... wszystko, absolutnie
                                                    wszystko co pozwoli na twoją walkę, przedłuży ci choć jeden dzień życia... warto ?
                                                    1. co do lecznictwa w naszym kraju, nie wypowiem się długo... faktem jest że
                                                    płacimy za nasze lekarstwa, ściągamy jeśli trzeba z zagranicy i wyprzedajemy co
                                                    się da by walczyć dalej...
                                                    2. co do osób które wyłudzają pieniądze by stworzyć iluzję dla chorego na raka,
                                                    nie wypowiem się...
                                                    3. jeśli mam termin i mogę patrzeć dłużej w oczy mojego dziecka... nie chcę
                                                    mysleć na ten temat i jak każdy odsuwam myśl gdzieś głęboko, z nadzieją że to
                                                    nie mnie dotyczy...
                                                  • guayazyl1 chłopczyk czy dziewczynka?.. 02.03.07, 19:13
                                                    kiedys odbywało się to mniej wiecej tak:
                                                    - jak będzie chłopiec to damy mu Wojtus.
                                                    - a jak dziewczynka?..
                                                    - moze Jołanna?..
                                                    no a potem bylo pare miesięcy niepewnosci.

                                                    teraz mamuska leci zrobic sobie USG i juz wie czy kupowac spiochy w kolorze
                                                    blue czy pink. taka panie technika...
                                                    test USG to male miki. teraz mozna zazyczyc sobie coreczkę i coreczka będzie na
                                                    osiemdziesiat procent. tak skuteczna jest podobno metoda segregacji plemnikow.
                                                    bo to wlasnie plemniki mają w tym wszystkim głos decydujący. oczywiscie
                                                    wszystko odbywa się w klinice, a nie w zaciszu sypialni. na dodatek tatus wcale
                                                    nie musi byc fizycznie obecny podczas tego aktu.
                                                    i tu mam pytanko. czy człowiek moze w takich przypadkach majstrowac i wyręczac
                                                    naturę? są rozmaite sytuacje. na przykład para ma siedmiu synow i się nie
                                                    zniechęca usilnie pracujac nad corką. tutaj mozna ich usprawiedliwic. ale jesli
                                                    to pierwsza ciąza?..a moze jednak to nic nadzwyczajnego i niepotrzebne są
                                                    wątpliwosci i rozterki? ludzie bardzo chcą miec coreczkę niech ją mają. jesli
                                                    przez to będa szczesliwi?..
                                                    co?..
                                                  • mike56 Re: chłopczyk czy dziewczynka?.. 02.03.07, 20:38
                                                    to bardzo ciekawy temat; ja ze swoją, wtedy naprawdę żoną, postanowiliśmy by
                                                    następne dziecko było odmiennej płci niż pierwsze; znaliśmy momenty czasu które
                                                    dawały dużą szansę na oczczekiwaną płeć poczętego dziecka; nic z tego przez
                                                    rok; jedno odstępstwo i ciąża; oczywiście z płcią jak poprzednio;
                                                    --
                                                    po zajściu to już niech będzie;
                                                    --
                                                    później to już za późno;
                                                    --
                                                    prawdziwym problemem jest to co przed:
                                                    --
                                                    przynajmniej dla chińczyków;
                                                    (kiedyś zastanawiałem się, kiedy ci wynazazcy prochu będą samymi samcami -
                                                    chyba można to wyliczyć znając iloraz inteligencji);
                                                    --
                                                    chłopy w ewropie; wkrótce tej płci której, większość porząda, będzie w
                                                    nadmiarze;
                                                    --
                                                    i co wtedy?
                                                    --
                                                    powrót do natury?
                                                    --
                                                    oczywiście, jestem za.
                                                  • w.iwo Re: chłopczyk czy dziewczynka?.. 03.03.07, 16:58
                                                    z ta natura to rzeczywiście jest przewrotnie... planowałam ja chłopca, zgodnie z
                                                    prawami natury, konsultacją u ginekologa, zdrowaśką i ludowymi sposobami hehe no
                                                    i mam dwie baby... tak to jest...
                                                    a może i lepiej, bo okropnie to ruchliwe jest i strach pomyśleć jakby miało
                                                    siusiaczka ;o)))
                                                  • narewa Re: chłopczyk czy dziewczynka?.. 03.03.07, 20:57
                                                    u mnie przez cały błogosławiony okres wszyscy prorokowali dziewczynkę..miała
                                                    być Magdalenka..Gdy położna powiedziała..chłopak...ja na to.miała być
                                                    dziewczynka..

                                                    położna na to pyta..uciąć???
                                                    a ja..
                                                    no nie...i tak zostało...a czasem żałuję.bo może córka nie uciekłaby w
                                                    świat..choć kto wie??
                                                  • guayazyl1 skad sie biora dzieci?.. 14.03.07, 16:55
                                                    temat pojdzie na moje konto chociaz podkradłem go bezczelnie Donnie Iwonnie:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=35259&w=58504396
                                                    nie wiem tylko czy bedziecie mieli odwage mi odpisac bo rzecz jest nieco
                                                    intymna.
                                                    a wiec prosze Panstwa...jak to bylo z Waszą edukacją seksualną?..jak to bylo z
                                                    tym "pierwszym razem"?..


                                                    moja edukacja seksualna odbyła sie pozno ale zaleglosci nie mam. jako dziecko
                                                    byłem ciekawy swiata ale tez wstydliwy i niesmiały co czasami te ciekawosc
                                                    hamowało. niesmialosc brala sie byc moze stąd, ze wychowywałem sie w zapyziałym
                                                    miasteczku gdzie wszystkie rzeczy dzieją sie wolniej niz w metropoliach.

                                                    w poznawaniu swiata bylem zdany na siebie. ojciec nawet nie zająknąl sie zeby
                                                    mi nałgac o bocianach. nauczycielka z podstawowki miala na głowie program
                                                    szkolny, a nie pogadanki. katecheta natomiast trzymał mnie od seksu na dystans
                                                    i w bojazni przed grzechem tłumacząc, ze juz samo myslenie o rzeczach
                                                    rozwiązłych jest niezdrowe.

                                                    wiedza nie przychodzila mi lekko. jako samouk musialem wkladac w jej
                                                    zdobywanie mnostwo wysilku. a to podgladając szkolne kolezanki w przebieralni
                                                    co bylo niebezpieczne, a to podgladając w łazience siostre co bylo
                                                    bezpieczniejsze, a to zdobywając rozmaite ilustrowane wydawnictwa co bylo
                                                    kosztowne.

                                                    pomocne byly klasowe kolezanki. bardziej od nas chłopakow rozwiniete fizycznie
                                                    i lepiej od nas w tych sprawach wyedukowane. dzieliły sie one z nami tą wiedzą
                                                    kiedy na przyklad uciekalismy ze szkoły na wiosenne wagary. wtedy naocznie i
                                                    namacalnie dowiedzialem sie jakie są podstawowe roznice w budowie anatomicznej
                                                    kobiety i mezczyzny i jak te roznice ze sobą dosztukowac. dowiedzialem sie tez,
                                                    ze z tego sztukowania moze byc dziecko.
                                                  • guayazyl1 Re: skad sie biora dzieci?.. 15.03.07, 22:58
                                                    i nie wiem co mnie podkusilo. przeciez wiadomo, ze porządny Polak nie rozmawia
                                                    o kopulacji. temat do niszczarki.
                                                  • guayazyl1 o milosci... 10.04.07, 21:43
                                                    "Dopóki kogoś się posiada, nie ma mowy o miłości... dopóki mam pewność, że
                                                    kogoś posiadam, to o tym kimś nie myślę. Jest jak rzecz, której używam od czasu
                                                    do czasu i w zależności od własnych potrzeb"

                                                    co o tym myslicie?..
                                                  • guayazyl1 komu nereczkę?.. 15.04.07, 20:55
                                                    podobno systematycznie spada ilosc dawcow organow do przeszczepow. większosc
                                                    ludzi jest przywiązana do swoich kiszek i woli zeby po smierci zgniły na jednym
                                                    miejscu zamiast pałętac się po swiecie z innym włascicielem. wiekszosc ludzi
                                                    uwaza, ze grzebanie w ich członkach to bezczeszczenie zwłok, a nawet rodzaj
                                                    kanibalizmu. jesli juz wspanialomyslnie nie wyrazają za zycia sprzeciwu na
                                                    pobranie organow to po smierci do akcji wkracza rodzinka i nie pozwala na
                                                    wybieranie co atrakcyjniejszych kąskow.
                                                    a Panstwo jak się zapatruje na tę sprawę?...co?..

                                                    www.poltransplant.org.pl/QA.html
                                                  • guayazyl1 gra w kolory... 26.04.07, 18:26
                                                    chyba nie kazdy z Was wie, ze na poludnie od linii Masona-Dixona, ktora
                                                    dzielila w czasie wojny secesyjnej Polnoc od Poludnia, a wiec w stanach
                                                    Georgia, Alabama czy Luizjana jeszcze do tej pory inaczej patrzy sie na ludzi o
                                                    innym niz bialy kolorze skory.
                                                    w tym roku na studniowce w miescie Ashburn (250 km od Atlanty) po raz pierwszy
                                                    razem bawili sie uczniowie biali i kolorowi. musial to byc fakt niecodzienny bo
                                                    informowala o tym agencja CNN.
                                                    Polska jest jednolitym krajem pod wzgledem rasowym. problemow raczej nie mamy.
                                                    incydentalnie slyszy sie o wybrykach rasistow na stadionach pilkarskich i to
                                                    wszystko.
                                                    czy widok pary mlodych ludzi trzymajacych sie za rece, z ktorych jedno z nich
                                                    ma inny niz bialy kolor skory was bulwersuje?
                                                    czy mielibyscie opory z zaakceptowaniem partnera o innym kolorze skory niz
                                                    bialy, ktorego wybraloby Wasze dziecko?..
                                                  • guayazyl1 wies spokojna, wies wesoła... 16.05.07, 17:04
                                                    nie wiem czy to w tej chwili jakas stała tendencja czy tylko pojedyncze
                                                    przypadki ale kilkoro moich znajomych postanowiło reszte zycia spedzic na wsi,
                                                    siac pietruszke i zbierac jabłka. za grosze kupili podupadłe gospodarstwa, za
                                                    jakis czas sprzedadzą swoje horendalnie drogie M3 czy tam M4 w stolycy i
                                                    przedzierzgną sie w chłopow małorolnych.
                                                    co myslicie o takich pomysłach?..przeciez dla mieszczucha to akt odwagi.
                                                  • narewa Re: wies spokojna, wies wesoła... 16.05.07, 18:32
                                                    sama chętnie zamieszkałabym na takiej sielskiej wsi,pod warunkiem,ze będzie
                                                    internet,blisko przychodnia,apteka,biblioteka,dobre połączenie z miastem..
                                                    Ale chyba trudno byłoby to znaleźć..
                                                  • guayazyl1 Re: wies spokojna, wies wesoła... 16.05.07, 22:03
                                                    oni moze na takie frykasy nie liczą. są ciągle mlodzi, energiczni, mobilni i
                                                    mają dosc miasta. najwyzej zapiszą sie do szkoly przetrwania :)
                                                  • narewa Re: wies spokojna, wies wesoła... 16.05.07, 22:18
                                                    od pewnego czasu miasta,a właściwie centrum miast pustoszeje.Kto może,buduje
                                                    się gdzieś na przedmieściach..Niedługo w blokowiskach zostaną tylko ci
                                                    najsłabsi,czyli emeryci,młodzi na dorobku..itp..
                                                    Widzę to nawet w naszym Legionowie ,jak rozbudowują się dzielnice
                                                    domków,jedna za drugą..
                                                  • w.iwo Re: wies spokojna, wies wesoła... 16.05.07, 23:22
                                                    taaa.... budują... dziki przestają przychodzić bo boją się dostać butelką w łeb
                                                    od dziarskich Bobów Budowniczych... sarenek już dawno nie widziałam... sadzę
                                                    drzewka, co by się odgrodzić zielonym od ludzi...
                                                  • guayazyl1 a czas robi tik-tak... 24.05.07, 21:26
                                                    rodzice są w podeszlym wieku. nie lubię o tym myslec bo niedlugo przyjdzie
                                                    czas, ze zostaną tylko w moich slonecznych wspomnieniach.
                                                    tak niedawno byli dla mnie calym swiatem. potem drogowskazem i mocnym oparciem.
                                                    teraz zawieszeni między dwoma wymiarami. tym ziemskim i tym drugim do ktorego
                                                    wszyscy pomalutku zmierzamy.
                                                    jak zareaguję na smutną wiadomosc?..jestem doroslym facetem, a buntuję się jak
                                                    male dziecko. dlaczego musimy odchodzic?..dlaczego nie mozna grzac się bez
                                                    konca cieplem ludzkiej dobroci?..dlaczego czas jest dla nas tak krotki?..
                                                    a jaki by nas urządzal?..zawsze będzie zbyt krotki.
                                                  • w.iwo Re: a czas robi tik-tak... 24.05.07, 22:46
                                                    taka rozmowa jest kochany dobra na ciepły wieczór, lampkę wina lub smalec z
                                                    piwem... do tego ciepłe plecy i nastalgia...
                                                  • w.iwo Re: a czas robi tik-tak... 24.05.07, 22:48
                                                    dzisiaj moja kotka upolowała sroczkę... jeszcze ciepła była, kiedy brałam ją do
                                                    ręki... moja mała zdziwiła się że taka bezwładna i lekka... potem zmówiła
                                                    paciorek przed obrazkiem za sroczkę, przytuliła się i zapytała: dlaczego ?
                                                  • guayazyl1 dekalog małolatow... 14.07.07, 17:59
                                                    od paru dni w mediach krązy tak zwany dekalog malolatow. częsc doroslych czyta
                                                    i się oburza. czy tam są rzeczy mogące oburzac? byliscie malolatami. czy wasz
                                                    dekalog bardzo się roznił?

                                                    1. Nie zabijaj innych
                                                    2. Nie zabijaj siebie
                                                    3. Czcij ojca swego i matkę swoją – jeśli na to zasłużyli
                                                    4. Rodzice, rozmawiajcie z dziećmi
                                                    5. Kłam – to pozwala łatwiej żyć
                                                    6. Kradnij, jeśli musisz; gdy masz okazję
                                                    7. Kochaj się, ale szanuj swoje ciało! Trzeba wiedzieć, gdzie, kiedy i z kim
                                                    8. Bez chodzenia do kościoła też możesz być dobrym człowiekiem i katolikiem
                                                    9. Nie zazdrość szpanerom, nie warto
                                                    10. Szanuj siebie i innych
                                                  • w.iwo Re: dekalog małolatow... 15.07.07, 14:39
                                                    twórców dekalogów jest bardzo dużo... przychodzą na moją skrzynkę, czasem
                                                    śmieszne, czasem mniej... dla blondynek, dla prawdziwych mężczyzn, dla
                                                    pracowników...
                                                    jaki jest TWÓJ dekalog Syropku ?
                                                  • guayazyl1 Re: dekalog małolatow... 15.07.07, 20:27
                                                    w.iwo napisała:
                                                    ...jaki jest TWÓJ dekalog Syropku ?
                                                    ---------------
                                                    jak mozna tak pytaniem na pytanie?..droga Pani autorko.
                                                    :)
                                                  • w.iwo Re: dekalog małolatow... 16.07.07, 12:38
                                                    można... można... mój słodki ;o)
                                                    kobiety tak już mają...
                                                  • guayazyl1 cierpienie na sprzedaz... 24.07.07, 19:30
                                                    jak dlugo mozna pokazywac ludzkie nieszczescie?..i po jakim czasie ogladania
                                                    tego, czlowiek obojetnieje stając sie pozbawionym wrazliwosci bezrefleksyjnym
                                                    gapiem?..

                                                    co roku ginie w Polsce dwa razy tyle ludzi niz w Wielkiej Brytanii i tyle samo
                                                    co w dwa razy wiekszych od nas Niemczech. nikt sie jakos tym nie przejmuje
                                                    uwazając pewnie, ze ludzie giną wszedzie. takze na drogach. kiedy jednak w
                                                    jednym miejscu traci zycie 26 osob jak to sie stalo pod Grenoble to wydarzenie
                                                    porusza wszystkie umysly i staje sie bardzo medialne. news, ktorego jeszcze
                                                    nikt nie ma i reporter na miejscu wydarzenia podnosi wskaznik ogladalnosci i
                                                    pozycje w rankingu stacji telewizyjnej.
                                                    mam tylko jeden polski kanal telewizyjny. od ostatniej niedzieli, od rana do
                                                    nocy z telewizora wylewa sie rzeka rozpaczy i bolu. zeby zaspokoic ludzką
                                                    ciekawosc kamera wchodzi do szpitala, kosciola, do domow ludzi ktorzy stracili
                                                    najblizszych. mikrofon rejestruje ich drzący glos. kamera pokazuje ich lzy i
                                                    zdjecia ofiar wygrzebane z rodzinnych albumow. informacje powtarza sie
                                                    dziesiątki razy. domysly i przypuszczenia ekspertow walkuje sie do znudzenia.
                                                    gdyby istnialo takie nagranie to pewno by pokazano dogorywających w plomieniach.

                                                    wszystko jest na sprzedaz. dopoki są nabywcy to wszystkim sie handluje.
                                                  • guayazyl1 świat bez nas... 05.09.07, 16:57
                                                    człowiek z tęsknotą patrzy w niebo. czeka na jakiś znak. ma
                                                    nadzieję, ze nie jest sam we Wszechswiecie. moze gdzies tam po
                                                    drugiej stronie Ktoś inny tez ma taką nadzieję?..

                                                    a jak wyglądałby świat bez nas? bez ludzi?..
                                                  • w.iwo Re: świat bez nas... 05.09.07, 18:56
                                                    byłoby spokojniej...
                                                  • w.iwo Re: świat bez nas... 05.09.07, 18:57
                                                    a bez blondynek ... na pewno prostszy ;o)
                                                    nieprawdaż ?
                                                  • guayazyl1 Re: świat bez nas... 06.09.07, 16:41
                                                    tylko tyle?..
                                                    wiec myslisz, ze w epoce dinozaurów fruwaly tylko pra-motylki i
                                                    szumialy pra-paprocie, a zwierzątka nie pozeraly sie nawzajem tylko
                                                    umieraly ze starosci?..
                                                    tez byly huragany, trzesienia ziemi, powodzie, wielkie pozary...
                                                    oczywiscie, ze czlowiek robi wiele zla wokol siebie. ale jak ten
                                                    swiat zmienil sie za jego udzialem. jakiego nabral tempa odkąd
                                                    czlowiek sie pojawil.
                                                    mozesz wyobrazic sobie biblioteki bez ksiązek? galerie bez obrazow?
                                                    puste muzea? mozesz sobie wyobrazic swiat bez muzyki, tanca,
                                                    poezji...bez wielkich pomnikow cywilizacji?

                                                    spojrz w niebo. roje gwiazd ale pustka, cisza, chlód, smutek...
                                                  • guayazyl1 zycie po zyciu... 11.10.07, 16:08
                                                    zadbane nagrobki. czasem marmurowe. wypielegnowane alejki. kwiaty.
                                                    palące sie znicze. zadumane staruszki na laweczkach. rumiani
                                                    staruszkowie rozprawiający o tym co bylo. typowy obrazek z typowego
                                                    cmentarza. tylko, ze to jest cmentarz dla zwierząt. z nagrobkow
                                                    spoglądają psie mordki. ktos zostawil psią miske, smycz, zabawki...

                                                    oglądalem te migawki w telewizorze. niby wszyscy jestesmy rowni
                                                    wobec smierci. i szacunek kazdemu co zyje sie nalezy. ale tak
                                                    jakos...niby jest zasadne pytanie co zrobic z ukochanym zwierzeciem
                                                    po jego smierci. ale znowu te wystawne grobowce, pomniki...

                                                    co o tym myslicie?
                                                  • postrach_szefowej Re: zycie po zyciu... 11.10.07, 16:18
                                                    Moje wszystkie koty, świnki morskie, chomiki leżą zakopane w
                                                    krzakach malin w ogródku moich rodziców. Mają nagrobki z cegłówek, a
                                                    moja córka czasem zapala im świeczuszki... Jesteśmy zdziwaczałe?
                                                  • joanna-z-buw Re: zycie po zyciu... 11.10.07, 21:39
                                                    "Boże, pomóż mi być takim człowiekiem, za jakiego bierze mnie mój
                                                    pies" :-)
                                                  • guayazyl1 Re: zycie po zyciu... 12.10.07, 14:52
                                                    to bardzo ciekawe...
                                                    w Polsacie pare lat temu wyswietlano serial "Psie serce". czlowieka
                                                    i swiat widzielismy okiem psa.
                                                  • guayazyl1 Re: zycie po zyciu... 12.10.07, 15:31
                                                    poniewaz to jest watek "trudne pytania" to mam jedno z tych
                                                    trudnych. na terenie gminy powinno byc miejsce do grzebania padlych
                                                    zwierzat. czy wiecie cos na ten temat?
                                                  • zuziknatropie Re: zycie po zyciu... 12.10.07, 15:41
                                                    Ty o cmentarzu dla zwierząt, gazeta o kolejnym cmentarzu - ja tam
                                                    jestem za kremacja - wdedy zwierzatko lub teściowa mozesz mieć na
                                                    wyciągniecie reki...
                                                  • guayazyl1 Re: zycie po zyciu... 12.10.07, 15:59
                                                    jak juz ktos mialby sie liczyc z moim zdaniem po smierci to tez
                                                    jestem zwolennikiem kremacji:)

                                                    ludzie jednak maja w czym wybierac, a zwierzeta?

                                                    zwierzat w domach jest mnostwo i kiedys...w przypadku ich smierci
                                                    staniemy przed problemem co zrobic. nie wyobrazam sobie biegania ze
                                                    szpadelkiem po legionowskich podworkach.
                                                  • ralphie Re: zycie po zyciu... 12.10.07, 22:11
                                                    łeeeee, a już myślałem, że rozprawa na pograniczu rzeczy niewiarygodnych ;)

                                                    Co do miejsca pochówku zwierząt to zdaje się, że u nas jeszcze na topie jest
                                                    "utylizacja". W Józefowie zdaje się, nadal funkcjonuje spalarnia. A w kwestii
                                                    cmentarzy dla zwierząt myślę, że to lekka przesada ale to tylko moje zdanie. I
                                                    nie oznacza to wcale, że po mojej kici łezka mi się nie zakręci. Chociaż z
                                                    drugiej strony, zwierzaczki często traktowane są jak członek rodziny i co...
                                                    oddać "brata" w worku do spalarni? ;)
                                                    Hmmm, wyobrażacie sobie nagrobek z wizerunkiem tarrantuli i podpisem "Kochanej
                                                    Puci, Jasio" ?
                                                  • zuziknatropie Re: zycie po zyciu... 12.10.07, 22:17
                                                    pucio - pucio:)
                                                    ee tam zaraz spalarnia - a co umarłemu za różnica gdzie będzie lezał - w piachu
                                                    z robakami czy w szkatułce na półce? ja to bym chciała - w Chorwacji pod woda.
                                                    Ale moi rodzice się bulwersują jak im o tym mówie..i boją się głębokiej wody...a
                                                    to fajny pomysł umieścić szkatułkę pod wodą, byłabym atrakcją nurkową:))
                                                  • zuziknatropie Re: zycie po zyciu... 12.10.07, 22:19
                                                    miało być o zwierzakach a ja znów o sobie...no to wracam do tematu - może być
                                                    ogródek, las, teren nad rzeką...chyba nie ma co popadac w paranoje.
                                                  • zuziknatropie Re: zycie po zyciu... 12.10.07, 23:16
                                                    tak mi się przypomniało - ze kiedyś oczytałam sie taka serią "życie po życiu" i
                                                    "Egzorcyzmy"...ale dziś to już tylko proza zycia:)
                                                  • guayazyl1 Re: zycie po zyciu... 13.10.07, 15:04
                                                    zuziku moj drogi...najdroższy :)
                                                    niby kobita jestes praktyczna i konkretna aż do bolu, a jakies
                                                    hipisowskie bajeczki mi tu wypisujesz. żadne tam przy zrodełku,
                                                    żadne tam w zagajniku, na miedzy, na polance, pod wodą...
                                                    ma byc jak należy w przepisowym miejscu i koniecznie z tabliczką i
                                                    imieniem. no bo jak Cię znajdę jak juz będę duchem?
                                                    tak że ten...wez to pod uwagę.
                                                    :)
                                                  • zuziknatropie Re: zycie po zyciu... 13.10.07, 15:25
                                                    znajdziesz mnie :)
                                                    pl.youtube.com/watch?v=pnWcI6Uzor8
                                                  • zuziknatropie Re: zycie po zyciu... 13.10.07, 15:30
                                                    a jak juz znajdziesz...
                                                    pl.youtube.com/watch?v=wkY4QKg0v9c
                                                  • guayazyl1 Re: zycie po zyciu... 13.10.07, 15:36
                                                    albo moze lepiej tak:
                                                    pl.youtube.com/watch?v=oCUq4YzNHT8
                                                  • w.iwo Re: zycie po zyciu... 13.10.07, 15:45
                                                    niby o śmierci a tu proszę... znów seks... :o)
                                                    kiedy zakopywałam szczurka płakałam jak bóbr...
                                                    głównie z powodu bezsilności, ale też dlatego że mimo wcześniejszej niechęci
                                                    zakochałam się w zwierzątku, było przyjazne i oddane...
                                                    w życiu bym nie pomyślała, że mogę szlochać po zdechłym ogonku...
                                                    pewna znajoma, opowiada o synu który zakochany jest w pająku... a mój tygrys
                                                    twierdzi że ma znajomego który uwielbia swoje węże... tak sobie myślę że i
                                                    teściową ktoś kocha...
                                                    więc niech sam decyduje co później... bo teściowej to może i obojętne ale jej
                                                    bliskim już nie... tak to już jest że obrządki pochówkiem nazwane są dla rodziny
                                                    sposobem na pożegnanie...
                                                  • w.iwo Re: zycie po zyciu... 13.10.07, 15:46
                                                    tak sobie myślę, że łatwo i odważnie mówi się o śmierci gdy jest daleko od nas,
                                                    lub tak blisko że czekamy na dzwonek do drzwi...
                                                  • ralphie Re: zycie po zyciu... 14.10.07, 21:26
                                                    w.iwo napisała:

                                                    > tak sobie myślę, że łatwo i odważnie mówi się o śmierci gdy jest daleko od nas,
                                                    > lub tak blisko że czekamy na dzwonek do drzwi...

                                                    ... i w drzwiach staje mała kostucha... po chomika ;)
                                                    bywa też, że staje się ona pragnieniem :)
                                                  • guayazyl1 Re: zycie po zyciu... 15.10.07, 22:05
                                                    a w sprawie tego ducha co proponowalem Zuzce to mam jeszcze jedną
                                                    piosenke z duchem. mamy tam wpadający w ucho motyw i wpadającą w oko
                                                    rudą...

                                                    www.dailymotion.com/video/x144ie_diskoteka-avariya-esli-hochesh-osta_music
                                                  • ralphie zycie po zyciu... 16.10.07, 08:01
                                                    w kwestii duchów: www.youtube.com/watch?v=qSwQUEPaKzU&mode=related&search=

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka