mala200333
28.12.15, 04:26
Z Netu...
Czy czekają nas wiosenne wybory parlamentarne? Sejmowa większość wydaje się póki co stabilna. Jednak ważności wyborów do Sejmu nie stwierdził jeszcze Sąd Najwyższy. A postępowanie nowej władzy może spowodować, że tym razem decyzja sądu nie będzie czystą formalnością.
Ważność wyborów do Sejmu stwierdza Sąd Najwyższy 90 dni od daty głosowania. Termin upłynie w styczniu.
Jakie okoliczności pozwalają przypuszczać, że Sąd Najwyższy może na poważnie rozważać stwierdzenie nieważności wyborów? Zdaniem portalu natemat.pl chodzi o fakt, „ PiS startował jako komitet, a był koalicją miał wpływ na wynik wyborów”.
Politycy Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i Polski Razem Jarosława Gowina startowali z list PiS-u na mocy oficjalnie zawartego między PiS, PR i SP porozumienia, do którego dodano aneks o wspólnym starcie w wyborach. Kandydowali nie w formule koalicyjnego komitetu wyborczego, lecz komitetu wyborczego partii politycznej PiS.
PKW jako pierwsza zwróciła uwagę, że o miejscu polityków z partii Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina na listach PiS nie decydowała przynależność do PiS ale udział w koalicji na podstawie aneksu do umowy koalicyjnej. Tym samym nie był to komitet ale koalicja wyborcza – na takim stanowisku stanęło PKW ale dopiero Sąd Najwyższy decyduje czy miało to wpływ na wynik wyborczy. Co to znaczy? Że sąd zdecyduje według własnej interpretacji czy ludzie głosujący na komitet wyborczy PiS wiedzieli, że w jego skład wchodzą też inne partie i kandydują osoby należące do innych niż PiS ugrupowań. (…

Istotne jest, że Zjednoczona Lewica startująca jako koalicja zdobyła 7,55 proc głosów i nie znalazła się w Sejmie. Gdyby Zjednoczona Lewica jak PiS wystartowała jako komitet jej posłowie zasiadali by dziś w sejmowych ławach. Jeśli demokracja to równość wobec prawa to Sąd Najwyższy może nie poprzestać na natarciu uszu. – napisali na swoim blogu Rafał Kasprów i Maciej Gorzeliński, niegdyś dziennikarze śledczy, a obecnie PR-owcy.
Jak wygląda procedura stwierdzania ważności wyborów? W artykule 244 par. 1. Kodeksu Wyborczego czytamy: Sąd Najwyższy w składzie całej Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych, na podstawie sprawozdania z wyborów przedstawionego przez Państwową Komisję Wyborczą oraz opinii wydanych w wyniku rozpoznania protestów, rozstrzyga o ważności wyborów oraz o ważności wyboru posła, przeciwko któremu wniesiono protest.
Czy stwierdzenie przez Sąd Najwyższy nieważności wyborów jest prawdopodobne? Jeszcze półtorej miesiąca temu był to scenariusz filmu political fiction. Jednak ostatnie postępowanie rządu i prezydenta mogą zmienić perspektywę sędziów. Jeśli uznają oni, że mamy do czynienia z trwającym zamachem na władzę sądowniczą, to mogą nabrać odwagi i postanowić rzucić wyzwanie legislatywie i egzekutywie.
„Wstrzymanie” publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a następnie jego ignorowanie przez władzę a także projekt ustawy paraliżującej Trybunał – to wszystko zdaniem sporej części środowiska prawniczego jest elementem zamachu na niezawisłość sędziów w Polsce. Politycy PiS-u – wspierani przez kukizowców – sprawiają wrażenie jakby żyli w czasach rewolucji, która wymaga od nich rewolucyjnych działań. A co jeśli również sędziowie poczują, że znajdują się w „stanie wyższej konieczności”?
Zapewne mielibyśmy do czynienia z kryzysem konstytucyjnym o zasięgu niespotykanym po 1989 roku. Wielce prawdopodobne, że rząd wtrzymałby publikację wyroku a Jarosław Kaczyński ogłosiłby, że go nie uznaje. Ale wówczas opozycja mogłaby ogłosić, że nie uznaje rządu wyłonionego na skutek nieważnych wyborów. Ważne w tej całej układance byłoby zachowanie prezydenta. To on musiałby rozpisać nowe wybory. Albo – w swoim mniemaniu – by nie musiał…
Są możliwe scenariusze pośrednie. Na przykład uznanie nieważności tylko części posłów – co jednak wydaje się mało prawdopodobne. Znacznie bardziej prawdopodobne jest uznanie ważności wyborów do Senatu – odbywających się w JOW-ach – ale stwierdzenie nieważności wyborów do Sejmu. Chociaż z Konstytucji jasno wynika, że kadencje Sejmu i Senatu są za sobą powiązane, więc zapewne wybory do obu izb odbyłyby się łącznie.
Być może jednak zwycięży zachowawczość stanu sędziowskiego, chęć uniknięcia potężnej eskalacji kryzysu ustrojowego. Z drugiej strony każdy kolejny krok partii Jarosława Kaczyńskiego może oznaczać jakościową zmianę sytuacji. Czeka nas gorący styczeń.