oby.watel
20.02.11, 00:49
W weekend wybraliśmy się klubu przy ul. Szewskiej. Bawiliśmy się dobrze, kiedy nastąpił zgrzyt - klienci siedzący przy barze palili papierosy, rozmawiając przy tym z barmanami, a obok na ścianie spora tabliczka Zakaz Palenia.
Barman zagadnięty o ten fakt stwierdził, że "zwracał uwagę, ale oni nie reagują". Kiedy jednak barmanka siedząca za barem zapaliła papierosa, nie wytrzymałam i poprosiłam ją o zgaszenie. Odmówiła, więc zadzwoniłam po straż miejską. Podczas oczekiwania na przyjazd straży najpierw postawiono mi drinka "na koszt firmy", a następnie poproszono o opuszczenie lokalu. Kiedy wychodziliśmy, straż właśnie przyjechała i opisaliśmy całe zajście. Menedżer lokalu stwierdził, że impreza była zamknięta a my stawialiśmy opór, kiedy chciano nas wyprosić. Na nic zdały się tłumaczenia, że do klubu mógł wejść każdy oraz że ignorowano nasze prośby o przestrzeganie zakazu. Panowie ze straży stwierdzili, że podobnych lokali są setki i jeśli nam nie odpowiada, powinniśmy wyjść, a dodatkowo jesteśmy pod wpływem alkoholu i jeżeli nie chcemy skończyć przy ul. Rozrywki, mamy się rozejść. Czy na tym polega przestrzeganie prawa?
List do redakcji.