Lasy Państwowe to instytucja zarządzająca ponad jedną czwartą naszego kraju i kontrolująca ogromny majątek. I coraz częściej Lasy nie zachowują się jak zarządca, ale jak właściciel. Przez zaprzyjaźnionych parlamentarzystów realizują politykę, która nie całkiem jest zgodna z interesem państwa. Można odnieść wrażenie, że to nie ministerstwo środowiska kontroluje Lasy, ale wręcz odwrotnie.
Niedawno organizacja prawników zajmujących się ochroną środowiska, Fundacja ClientEarth, poinformowała, że gospodarka leśna została wyłączona z odpowiedzialności za szkody wyrządzone w środowisku, bo Lasy Państwowe zrobiły dla siebie wyjątek w przewidującej to ustawie. Bez trudu przepchały to przez parlament, choć takich wyjątków nie przewiduje unijne prawodawstwo, i nie było ich też w złożonym w Sejmie projekcie rządowym. Każdy podmiot, czy to państwowy, czy prywatny, który na przykład zniszczy miejsce życia chronionych unijnym prawem gatunków będzie za to odpowiadał np. finansowo, ale nie Lasy Państwowe. Nie jest wykluczone, że za takie wyłączenie Polska zostanie postawiona przez Komisję Europejską przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, ale to nie będzie już zmartwienie Lasów tylko rządu.
Z drugiej strony, każda próba odzyskania kontroli na Lasami Państwowymi kończy się wrzaskiem, że ktoś chce sprywatyzować nasze wspólne dobro. Choć ostatnio celuje w tym PSL i PiS, to Lasy mają przyjaciół w każdej partii.
We wrześniu zeszłego roku siedemnastoletni wówczas Romek, mieszkaniec Hajnówki i miłośnik przyrody, wybrał się podglądać ptaki w Puszczy Białowieskiej. W piątek staje za to przed sądem. Zarzuty ma poważne. Lasy Państwowe zarzucają mu, że złośliwe płoszył zwierzynę na którą miał ochotę zapolować niemiecki myśliwy, przez co naraził na straty skarb państwa. Myślicie, że Romek biegał i hałasował? Z dotychczasowego przebiegu procesu i zeznań świadków w tym miejscowego leśnika wynika, że nic z tych rzeczy. Chodził sobie spokojnie z lornetką, po ogólnodostępnym terenie. Tylko, że na tym terenie nadleśnictwo zaplanowało polowanie dewizowe i Romek im przeszkadzał.
Adam Wajrak, Gazeta