Dodaj do ulubionych

milosc w psychoterapii

16.11.11, 12:16
Od 3 lat chodze na psychoterapie i zakochalam sie w swoim psychoterapeucie. Takie uczucie towarzyszy mi juz od ok 1.5 roku. Nie moge sobie wyobrazic tego ze reszte mojego zycia bede musiala spedzic bez niego, boje sie ze sobie nie poradze.
Mam pytanie co powinnam zrobic w tej sytuacji, czy mam podjac jakies konkretne dzialania? Czy to uczucie z czasem mi minie? Bardzo prosze o fachowa pomoc.
Obserwuj wątek
    • koleiny Re: milosc w psychoterapii 16.11.11, 13:01
      Musisz porozmawiać o tym ze swoim psychoterapeutą - po prostu mu o tym powiedz.
    • canoine Re: milosc w psychoterapii 16.11.11, 22:43
      powiedzieć mu o tym, porozmawiać, przyjrzeć się wspólnie temu, co się w Tobie dzieje i dlaczego. innej opcji nie widzę. inaczej to jedynie strata czasu, terapia się kiedyś tak czy inaczej skończy, a przecież chodzi o to, byś "wróciła do życia" w stanie lepszym, niż przyszłaś, a nie ze "złamanym sercem".
    • mskaiq Re: milosc w psychoterapii 17.11.11, 08:13
      Miłość w teapii jest zwykle przeniesieniem i może odgrywać bardzo istotną
      rolę w terapii. Nie trzeba z tego powodu rezygnować z terapii, ale można
      powiedzieć o tym terapeucie, jeśli tego nie wie.
      Miłość do terapeuty może być przeniesieniem waznej miłości z dzieciństwa,
      np miłości do matki. Razem z nią przenosi się cały uklad związany z tą miłoscią,
      najczęsciej patologiczny.
      Przejście przez tą miłosć w prawidłowy sposób zmienia bardzo wiele, reperuje
      to co zniszczyła relacja we wczesnym wieku.
      Zmienia patologie, przekonuje że miłość może być czymś niezwykłym że jest
      elementem leczącym, że nie oznacza bólu, strachu, złości, porzucenia, bycia
      wykorzystanym.
      Serdeczne pozdrowienia.



      • a.g.g.a Re: milosc w psychoterapii 17.11.11, 15:42
        Przeniesienie przeniesieniem,ja swoje pozytywne przeniesienie to chyba z poprzedniego życia przeniosłam,bo w tym jakoś mi się nie udało tak czuć jak do terapeuty.
        A może to rzeczywiste zakochanie,zdarza się,zakochała się i już.Co nie zmienia faktu,że TRZEBA powiedzieć o tym terapeucie,choć on,być może,się domyśla.Trzymanie tego w sobie nie przyniesie nic dobrego.
        • mskaiq Re: milosc w psychoterapii 17.11.11, 18:11
          Wiele problemów w życiu bierze sie z tego że odczucia miłości dziecka
          napotykają na reakcje np matki ktora je odrzuca, krzyczy, karze, bije,
          itp.
          To powoduje że dziecko dorastając boi się zaufać, boi się ludzi, swiata,
          nie potrafi kochać, boi się miłośći, może nie potrafić odczuwac i
          doswiadczać przyjemności, itp. Lista jest długa.
          Przeżycie miłosci albo czegoś w rodzaju miłosci, (z tego co pisałaś wynikało
          że sama przezyłaś w czasie terapi coś w rodzaju miłości) pomaga pozbyć się
          wielu patologii dzieciństwa.
          Sama miłość do terapeuty, pojawia się bardzo często w terapii, a na jej
          koniec potrafi pomóc zozumiec różnicę pomiedzy miłoscią przeniesieniową
          a prawdziwą miłością.
          Zysk z takiego rozumienia jest bardzo istotnym doświadczeniem życiowym.
          Serdeczne pozdrowienia.

    • 5izabela20 Re: milosc w psychoterapii 29.01.12, 14:02
      Witam Cię serdecznie. Nie jestem psychologiem, lecz absolwentką pedagogiki specjalnej. Ni mogę więc prowdzić psychoterapii. Jednak sama jestem też b doświadczoną pacjentką psychiatryczną z powodu nerwicy lękowej. I bardzo kocham Jedną z Lekarzy. Mimo to jesem całowicie heteroseksualna. Może razem coś wymyślimy>? Ostatnio założyłam nawet Stowarzyszenie, które ma za zadanie wspierać dziedzinę, jej stygmatyzację, wspierać na wszystkie możliwe sposoby Jej Przedstawicieli i Podoopiecznych,. Prowadzić będziemy Grupę Wsparcia, w której Każdy będzie mogł sie wypowiedieć. Szukam obecnie nowych Osób do współpracy na zasadzie non - profit. Pozdrawiam, czekam na kontakt
      • lucyna_n Re: milosc w psychoterapii 29.01.12, 14:39
        jakie to ładne określenie non profit, nie brzmi tak nisko i brutalnie jak "bez wynagrodzenia" lub "za friko".

        Jednym tchem - co studiuję, kogo kocham i jaką mam orientację seksualną,
        dla uwiarygodnienia że jestem niby "swój" nerwica lękowa, co drugie słowo z dużej litery ale jakby losowo. Wspieranie "dziedziny" jakiej?
        "Jej Przedstawicieli" czemu to z dużej litery? prawie jak wyznawców.
        "Grupę Wsparcia" też z dużej? "Każdy" z dużej? "Lekarz" z dużej?
        Bardzo dziwny wpis.
        Bardzo, bardzo dziwny wpis.
        • 5izabela20 Re: milosc w psychoterapii 29.01.12, 21:25
          Proponuję zwrócić sie bezpośrednio do mnie z takim pytaniem. A jeżeli komuś zawdzięc za się wszytko.....to co dziwnego, że piszę się go dużej litery. A poza tym: jakie znaczenie dla sensu całej sprawy ma duża czy mała litera? O jaką dziedzinę chodzi? To chyba jasne. Nnie wiem Lucyno, czy jesteś na właściwym miejscu, skoro maszz wątpliwości o jaką dziedzinę chodzi. A określenie " non - profit" jewst równie powszechnie stosowane w środowisku organizacji pozarządowych, jak w sklepie spożywczym słowo : " pieczywo" np. pozdrawiam
          • lucyna_n Re: milosc w psychoterapii 29.01.12, 23:19
            non profit, czyli nie placimy i niech dla nas pracują za darmola, bo co będziemy płacić, skoro można nie płacić i tak ładnie to nazwać w ogłoszeniu.
            Wątpliwości co do dziedziny i dużych liter nadal pozostają, i mają znaczenie.
      • lucyna_n Re: milosc w psychoterapii 29.01.12, 14:44
        "prowadzić będziemy" - my czyli kto będzie prowadzil, jakie ma do tego uprawnienia? co konkretnie chcesz robić? grupę wsparcia chcesz prowadzić dla chorych psychicznie? po pedagogice? nie bardzo rozumiem?
        • 5izabela20 Re: milosc w psychoterapii 29.01.12, 21:29
          Ukończyłam pedagogikę specjalną. To nie takie zwykłe nauczycielstwo. A my - ponieważ jest nas już kilkoro. Dla chorych psychicznie? niekoniecznie. Ja nazywam nas "ludźmi z problemami". Czas i miejsce do "wygadania się", wyżalenia, uzyskania porady niekoniecznie fachowej. A czy mogę się przynajmniej dowiedzieć wobec tylu pytań, kim jest Osoba, zarzucająca mi brak uprwanień? Swoją drogą nie oszukiwałam się, że od razu będzie łatwo. pozdrawiam
          • lucyna_n Re: milosc w psychoterapii 29.01.12, 23:25
            no to bomba, wikłać się w grupę wsparcia bez siły fachowej w celu uzyskania wątliwej porady. Niczego więcej nie porzeba zaburzonym, a już zwłaszcza z nerwicą, chyba tylko po to żeby z niej nigdy nie wyjść.
            Ja nie proponuję nikomu: pomocy, organizowania się w grupę walki o ideę to i nie muszę mieć żadnych ku temu uprawnień, ani się Tobie opowiadać kim jestem, Ty wychodzisz przed szereg więc musisz być gotowa na takie pytania odpowiadać, no tak to już jest.
            Nie wiem co ma pedagogika specjalna do leczenia depresji, czy uczą na tych studiach jak leczyć depresję albo inne zaburzenia psychiczne? jeśli uczą to ok, ale coś mi się zda że nie.
      • elzbieta007 Re: milosc w psychoterapii 30.01.12, 12:16
        >Ostatnio założyłam nawet Stowarzyszenie, które ma za zadanie wspierać dziedzinę, jej
        >stygmatyzację, wspierać na wszystkie możliwe sposoby Jej Przedstawicieli i Podoopiecznych,
        Wspieranie stygmatyzacji? Widzę tu sprzeczność: wspieranie dziedziny (jakiej?) i jej stygmatyzacji. Na pedagogice specjalnej nie uczą logiki?

        Słowa wyróżnione dużą literą wskazują na czołobitny, wręcz religijny charakter Twoich uczuć do Przedstawicieli (czego?), Osób (jakich?), Podopiecznych (czyich?) oraz Każdych (?). Czy nie sądzisz, że miast Stowarzyszenia lepiej byłoby, gdybyś założyła Sektę? I zbudowała ołtarzyki dla tych wyróżnionych dużą literą? Otoczone wianuszkiem z kwiatków i świeczką w środku?

    • lonelyasyou Re: milosc w psychoterapii 30.01.12, 17:58
      orangebeauty napisała:

      > Od 3 lat chodze na psychoterapie i zakochalam sie w swoim psychoterapeucie. Ta
      > kie uczucie towarzyszy mi juz od ok 1.5 roku. Nie moge sobie wyobrazic tego ze
      > reszte mojego zycia bede musiala spedzic bez niego, boje sie ze sobie nie porad
      > ze.
      > Mam pytanie co powinnam zrobic w tej sytuacji, czy mam podjac jakies konkretne
      > dzialania? Czy to uczucie z czasem mi minie? Bardzo prosze o fachowa pomoc.

      Przynajmniej nie zrezygnujesz z psychoterapii co jest dobrą dla ciebie rzeczą. Moja rada: spróbuj poddać to w sugestie, nie mów że się w nim zakochałaś i sprawdź jak on na to zareaguje. Z reguły dla psychoterapeutów to jest ciężki orzech do zgryzienia bo etyka pracy zabrania im związków ze swoimi pacjentami. Mówienie od razu wszystko prosto z mostu mogłoby skrzywdzić za równo twoje jak i jego uczucia.
      • perpetua-mobila Re: milosc w psychoterapii 30.01.12, 18:06
        lonelyasyou napisał:

        > Przynajmniej nie zrezygnujesz z psychoterapii co jest dobrą dla ciebie rzeczą.

        Z tym się zgodzę.

        > Z reguły dla psychoterapeutów to jest ciężki orzech
        > do zgryzienia bo etyka pracy zabrania im związków ze swoimi pacjentami. Mówien
        > ie od razu wszystko prosto z mostu mogłoby skrzywdzić za równo twoje jak i jego
        > uczucia.

        A z tym już nie.
        Moim zdaniem- opartym na wcześniejszych doświadczeniach z "przerabianiem" uczuć do terapeuty, taka miłość to materiał który wnosi pacjentka, a który terapeuta analizuje. Piszesz tak jakby terapeuta był zakochany w autorce wątku i musiał rozkminić po ujawnieniu miłości przez autorke, czy się z nią wiązać czy też nie. A to przecież nie tak, terapeuci mają swoje życie. Chyba tylko w wyjątkowych, nieprofesjonalnych przypadkach dochodzi do wiązania sie pacjenta z terapeutą w trakcie trwania terapii.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka