Długie - o maniakach

21.08.03, 13:57
Wszyscy ludzie w historii, literaturze, sztuce, których najbardziej
podziwiam - Mozart, Szekspir, Homer, El Greco, św. Jan, Czechow, Grzegorz z
Nysy, Dostojewski, Emily Bronte - żaden z nich nie otrzymałby świadectwa
zdrowia psychicznego

MADELEINE L`ENGELE
A CIRCLE OF QUIET
1972

Błądziłam dziś po empiku, późnym wieczorem. Tam znalazłam powyższe. Szukałam
czegoś o chorobie dwubiegunowej. Na ten temat jest naprawdę malutko. Znów
rzucam pomysł. Ja tej książki nie napiszę, ale może ktoś...
Osobna książka tylko na ten temat. Poparta autentycznymi przykładami ludzi
żyjących teraz. Czy psychiatrzy są na tyle zafascynowani swoimi pacjentami,
aby pisać o nich książki?

Zastanawiałam się nad tym, co przeczytałam kilka razy o swoim pisaniu. Swoją
drogą, to ciekawe. Z tempa pisania wysnuć wcale prawidłową diagnozę. Nieduże
przepraszam do tych, którzy wskazali mi drogę. Nie chciało mi się wierzyć, po
prostu.

Zmartwiła mnie diagnoza pani lekarz. Trochę się posmuciłam, chociaż
poprosiła, abym się nie przejmowała.

Wcześniej czytałam Rosenhana i Seligmana:

- gadatliwość? (odpowiadam sobie: tak, ale do tych, których doskonale znam)
- gonitwa myśli (tak, ale jeśli to nie są bezładne myśli? Jeśli pojawiają się
odległe skojarzenia, jeśli po śladach myśli trafiam na sens?)
- ekspansywność (aha, jako rewers dotychczasowej nieśmiałości. I jeśli nie
zaczepia się na ulicy/gdziekolwiek ludzi i ma się do nich stosunek pogodny?
Pod warunkiem, że też mają dobre intencje. A jeśli się do nich mówi, to
najczęściej są "przepytywani" ze swojej pracy :) Pani w galerii przepytana ze
skał i kamieni :) To, co obecnie noszę to sfaleryt. Przepytana, czym poleruje
srebro. NRF - owską ściereczką nasączoną czymś czyszczącym :) Nie wiedziałam.
I że jeśli się nie nosi srebra, to trzeba włożyć do opakowania, bo inaczej
zachodzi oksydacja (utlenianie?). Świat jest cholernie ciekawy.

Hypomania. Co to jest?

Przecież mogłam nie wspominać lekarz o waszych spostrzeżeniach, prawda?
Jestem bezczelna - zapytałam, czy diagnozę stawia na podstawie rozmowy ze
mną, czy posiłkuje się "dodatkami" (no, dobra, użyłam bardziej potocznych
słów :)
Czy mam stabilizować nastrój lekami? Po głębszym namyśle jednak tak. Lekarz
wie, co mówi. Dlaczego mam leczyć "radość życia"? Aby ta faza się "nie
rozkręciła". Wtedy leczy się petenta wbrew woli...

Bo mam być "bliżej środka". A jeśli nie bardzo chcę?

Cholera, od zawsze wiedziałam (przeczuwałam), że w moim świecie jest albo
bardzo wesoło, ale znacznie częściej bardzo smutno. Teraz jest "jasna faza" i
duża koncentracja. Skąd się to wzięło?

Poczytałam. To endogenne. Merde. Znów powraca "Gotowość do zachorowania nosi
się w sobie".

Pani Iwono, konkretnie do Pani: czy można panować na tyle nad swoim życiem,
aby nie dopuścić do powrotu "ciemnej" fazy?

Perfect_life, moja wykładnia sensu życia jest następująca (i chyba tak
naprawdę tylko moja): ciągłe szukanie, nieustanne poznawanie świata, ludzi,
miejsc. Odnajdywanie tego, co w nim/nich najlepsze. Uczenie się nowych rzeczy
aż do zgaśnięcia. Zakręciło mi się lekko w głowie - na świecie jest nas
ładnych kilka miliardów. Chcę się nauczyć składać papier w origami. Nie dla
efektu końcowego, ale dla przyjemności samego składania. Do końca życia mam
co robić. Nie śmiej się :) Uśmiechnęłam się smutno do pytania dziewczyny z
sąsiedniego forum o podrzucenie jej pomysłów na pasję. Dlaczego nie zapyta
siebie...Cieszę się, że (chyba) nie jestem zblazowana. Lekarz nazwała ten
stan "zachłyśnięciem się życiem". Cholera, mogłam jej nie mówić, że czuję
się "świetnie". I po co podniosłam kciuk do góry :)

Jak dużo można powiedzieć psychiatrze?

Zachować część wiedzy o sobie dla siebie i ufać, że się nie zorientuje?
Skąd mam wiedzieć, czy przepisane leki nie zaszkodzą. Nie chodzi nawet o
efekty uboczne. To ja jestem tą, która zna siebie najlepiej. Patrząc jak
wypisuje receptę, rozgoryczona myślałam, że chce mi ukraść sporą część
radości. Nie pozwolić na to?

Nie jestem kimś, kto myśli, że lekarz jest przeciw niemu...Naprawdę nie.
Zapytałam ją o innych pacjentów podobnie zdiagnozowanych. Jeden jest
detektywem :) Pewnie chodzi o to, aby tę czasem dużą energię właściwie
skierować.

Walentyna, słyszałam wiele razy zdanie: wszystkie odpowiedzi są w Tobie. Bo
są. Dlaczego sens wielu usłyszanych zdań objawia się znacznie później.

Chcę opowiedzieć o Małej Dziewczynce. Pokazała mi swoje podręczniki do I.
klasy. Kredki świecowe, farbki plakatowe (no, jasne, że kupię. Położę się na
dywanie i będę malować)

Tak fajnie opowiadała o ekologii. A ja jej o tym, że w Szwecji kosmetyki są
pakowane w szary papier (przeczytałam). Jeju, coś mi się przypomniało: ktoś
tak cudownie pisał o papierze. W "Wysokich Obcasach". Ten grafik zza
wschodniej granicy. Stasys coś-tam. Że nie wyrzuca nawet kawałka. Że zbiera.
Że podnosi. Ładne.

A ja uwielbiam czytać instrukcje obsługi np. nowo zakupionego sprzętu.
Fascynacja. Nie zasnę, dopóki nie rozpracuję urządzenia. Pomijam fakt, że
można się uśmiechać do niezręcznych tłumaczeń. Ale można się też dowiedzieć
np. że (pralka niemieckiej firmy) Niemcy niesamowicie dbają o środowisko
(wniosek wysnuwam tylko z tej jednej instrukcji). Można długo się śmiać, gdy
piszą, że instrukcję obsługi należy zachować dla następnego właściciela
urządzenia (??). Są uprzejmi, prawda? I aby nie spowodować eksplozji pralki,
po jej zużyciu należy uszkodzić blokadę drzwiczek. Fajne.

O dziewczynce. Trzymałam ją za rękę, gdy skakała po wbitych w ziemię
oponach. Cieniutka. O takich dzieciach zawsze myślę: dzieci - niteczki. Na
spacerze zachwyt nad szczególnej urody płytkami chodnikowymi. Piękne wzory.
Jedna właściwie była obluzowana...
Zostawiłam ją w spokoju. Ukradłam za to z lasu malutką sosenkę.

Leczenie sztuką. Filmami. Czytaniem. Ale nie na hurra.
Skąd czerpać przyjemność w chodzeniu po Tatrach z tysiącem ludzi? Z leżenia
na plaży pośród wielu ludzi? Przepraszam, nie moja sprawa.

Znajdowanie własnych, nieoznaczonych szlaków.

Nie opowiem, co mnie leczy. Ukłon w stronę empeki: każdy musi trafić na
swojego. Czytaj: na swoje oczarowania. Na swój prąd po plecach. Ksiądz L.
mówił, że każdy musi mieć własny świat. Clarissa Pinkola Estes napisała
o "ręcznie tkanym zyciu".

Moim markerem są odczucia.

Można kupić notes, bo ma ładną okładkę. Pociągnął mnie do siebie. Można mieć
zeszyt z napisem "cotton wool" z fotografią splecionych nici. I wiedzieć, że
raczej nigdy nie będzie się w nich pisać. Bo nie.

Rzucona na kołdrę książka "Niepospolite umysły" Howarda Gardnera.
Popadanie w megalomanię? Nie.

Co to jest norma?

Czy maniakiem jest ktoś, kto (przeczytane) ma świetne i skuteczne metody na
naukę języków? Np. chodził z tekstem i wolnych chwilach odczytywał go. Cały
dzień. Ze śmiechem nazywano go "Pan Karteczka".

W rozmowie z panią lekarz wyrwało mi się słowo "wariat". Obruszyła się.
Szybko zapewniłam, że tu jest cudzysłów. Bo jest.
Gdzie przebiega granica między kimś, kogo można zostawić w spokoju, a tym
którego należy leczyć? (Chodzi o nieszkodzenie otoczeniu, czy także sobie?)

1:25. Dobranoc.

Najpiękniejsze są poranki :) Kolejna osoba przepytana ze swojej pracy. Na
początku popatrzyła ostrożnie, ale potem się rozkręciła :) Straram się nie
traktować ludzi instrumentalnie, ale cieszę się, gdy mogę kogoś rozkręcić :)

I JUŻ SĄ ZIELONE ŻOŁĘDZIE!!!

Perfect_life, dawaj aparat foto, ja jeszcze nie kupiłam :) Po drodze do pracy
mijałam strasznie fajną ruderę, a na niej DZIKIE WINO (rozumiesz?) A obok
słup telekom. też obrośnięty dzikim winem... Odlot...
Pozdrawiam.




___
Jak zwykle - subiektywnie.

Pełna wersja