borrka
22.06.07, 17:36
Niedawno, w jednym krajow zagranicznych, uczestniczylem w ciekawej dyskusji.
Obywatelka Federacji Rosyjskiej, czasowo przebywajaca w innej federacji, opowiadala o swym rodzinnym miescie Y.
Jedno z wiekszych miast Rosji, wg lokalnej patriotki o cale dlugosci pozostawia za soba stare i nowe cuda swiata.
Cos non plus ultra.
Ot, takie ogrody Semiramidy, skrzyzowane z Silicon Valley i Partenonem, po ktory przechadzaja sie nieziemskie istoty.
Krasata !
A ja wlasnie z miasta Y wrocilem.
Wyglada, jak najubozsza i dodatkowo zaniedbana czesc Harlemu po zamachu terorystcznym.
Dla tych, co nie mieli przyjemnosci odwiedzic NYC, uproszcze.
Miasto Y wyglada, jak zdetonowana sentexem latryna wojskowa.
Niesmialo nadmienilem, o swej niedawnej wizycie.
I choc nie jest latwo mnie zahukac, odpowiedz
"No, wiec sam widziales, jak u nas pieknie." ... zatkala mnie.
Jeszcze dochodze do siebie.