agaluba
05.02.06, 17:56
Poniżej wklejam treść listu, jaki napisałam do GW jako młoda mama, która
została niemiło potraktowana w jednej z warszawskich restauracji.. Czy młodzi
rodzice naprawde są skazani na 4 ściany domowe, bo wszedzie indziej traktuje
się ich jak ufoludków?
No oczywiście sa miejsca stworzone dla rodzin - np. restauracja Oliwka na
warszawskim ursynowie (BRAWO!! za pomysł i realizację).. no ale do rzeczy...
Szanowna Redakcjo,
w marcu ubiegłego roku urodziłam synka, "po ludzku", bo w prywatnej klinice.
I choć uważam, że Wasza akcja jest bardzo potrzebna, to chciałabym zwrócić
Waszą uwagę na to, co dzieję się w naszym prorodzinnie nastawionym kraju po
urodzeniu dziecka. Nie ukrywam, że do napisania tego e-maila skłoniło mnie
bardzo niemiłe wydarzenie, którego doświadczyłam dziś w warszawskim klubie
Paparazzi.
Dziś wieczorem - ok. godziny 19.00 postanowiliśmy z mężem spotkać się ze
znajomymi, którzy umówili się właśnie w tym klubie. Nie mamy z kim zostawić
małego synka, zdecydowaliśmy się zabrać go ze sobą i wpaść do klubu na
godzinę. Nie jest to dla nas wyjątek, ani dla dziecka sytuacja wyjątkowa -
prowadzimy bardzo aktywny tryb życia. Urodzenie dziecka nie było dla nas
powodem do zamknięcia się w domu. Małego zabieramy ze sobą bardzo często,
oczywiście nasze wizyty w klubach czy knajpkach są wtedy bardzo krótkie - tak
też miało być tym razem.
Znajomi zarezerwowali stolik w miejscu mniej zadymionym, sami nie palili.
Kilka minut po naszym wejściu i przyjęciu zamówienia (z nieukrywaną łaską i
niechęcią ze strony kelnerki) podeszła do nas Pani Menadżer i poinformowała,
że nie mamy prawa przebywać w lokalu z małym dzieckiem, „bo to lokal od 21
lat, poza tym tu jest nadymione i dziecko po prostu przeszkadza.. w polityce
lokalu”. Potem kelnerka odmówiła już przyjmowania od nas zamówień.
Rozumiem Panią Menadżer, to klub nocny - jak powiedziała, ale wystarczyło
trochę elastyczniej podejść do sprawy, przecież wiadomo, że nie przyszliśmy
tam bawić się całą noc, a po prostu na chwile zobaczyć znajomych. Nikomu mały
nie przeszkadzał, był radosny i uśmiechnięty, nie krzyczał i nie płakał.
Przyznam, że poczułam się głęboko dotknięta uwagami tej Pani o tym, co
powinnam, a czego nie powinnam robić z dzieckiem. Na drzwiach lokalu nie ma
adnotacji, że nie wolno wchodzić z dziećmi. Czy mogą wchodzić kobiety w
ciąży? A niepełnosprawni?
Sytuacja przykra, jest niestety tylko przykładem powszechnego zjawiska. To
już nie pierwszy raz odmówiono nam czegoś, bądź patrzono na nas krzywo tylko
dlatego, że nie chcemy zamykać się na świat z powodu malucha. Dwa miesiące po
urodzeniu synka byliśmy z nim na wystawie w Zamku Królewskim. Zwiedzający za
moimi plecami komentowali głośno: "po co ona targa to maleństwo?"
Otóż targam to maleństwo, bo w żadnym podręczniku wychowania dzieci i w
opiniach wielu pediatrów nie znajduję uzasadnienia teorii, że po urodzeniu
dziecka należy zmienić zupełnie dotychczasowy tryb życia, że z małym
dzieckiem nie wolno wychodzić na wystawy, do knajpek, że młodzi rodzice nie
mogą robić tego, co robili przed pojawieniem się dziecka na świecie. Dlaczego
w Europie Zachodniej, w Skandynawii, rodzice z maluchami są WSZĘDZIE mile
widziani? Dlaczego tam mogą być przewijaki w knajpkach, na stacjach
benzynowych i dlaczego tam nikogo nie dziwi, że młodzi ludzie z małym
dzieckiem chcą tak samo jak inni uczestniczyć w życiu towarzyskim i
społecznym? A tu - mamy z maluchami skazane są na dreptanie z wózkami po
osiedlach i parkach, to jest nudne! Zajrzyjcie na fora internetowe - mamy
żalą się, że tak naprawdę to większość rzeczy jest dla nich niedostępna.. do
sklepu nie można, bo trudno wejść z wózkiem, do knajpki na kawę nie bardzo,
bo śmierdzi, a spojrzenia ludzi linczują.. komunikacja miejska - wiadomo (tor
przeszkód), jazda samochodem - trudna, bo kierowcom znaczek na szybie,
informujący o tym, że maluch w aucie, nic nie mówi.. We wspaniałym, skądinąd,
ogródku jordanowskim przy Al. Niepodległości w żadnej z 3 knajpek nie ma
przewijaków! Okazuje się też, że nie powinno się z maluchem wyjeżdżać np. na
wczasy nad morze, by nie słyszeć komentarzy, że takie dziecko to jest chyba
za małe na plażę i na podróże. Oczywiście można poczekać w domu aż maluch
podrośnie i nie będzie nikogo denerwował...
Może warto więc zaproponować akcję: "Mieć dziecko po ludzku?" i spróbować
przekonać Polaków, że młodzi rodzice mają prawo żyć aktywnie, uczestniczyć we
wszystkim, jeśli oczywiście nie odbywa się to ze szkodą dla dzieci - w naszym
przypadku na pewno nie.. że rodzice z maluchami to nie ufoludki, nie trzeba
przyglądać się im jak niechcianym przybyszom z innej planety i modlić się w
duchu, żeby ten ich bachor przypadkiem czegoś nie spsocił..
Znam wielu rodziców, którzy prowadzą podobny tryb życia do naszego.. wiem,
że podzielają moją opinię. Mam nadzieję, że temat, który poruszyłam spotka
się z Waszym zainteresowaniem.