Witajcie,
(PS sorry, że się tak rozpisałam ale nie da się w kilku zdaniach… )
Dzień ślubu był najpiękniejszym dniem w naszym życiu.
Niespotykany, pełen emocji, radości i ku naszemu zaskoczeniu bez stresu.
Wszyscy pytali się czym się nafaszerowaliśmy, że jesteśmy tak wyluzowani.
Już w środę pojechaliśmy do rodziców, ja do swoich, mężulo do swoich.
Powiem Wam szczerze, że najbardziej denerwowaliśmy się tym, że w domu nie
będziemy mieć żadnego konkretnego zajęcia i złapie nas stres, ale na szczęście
nic takiego nie miało miejsca
Ze spokojem czekaliśmy na ten upragniony dzień.
W piątek zrobiliśmy dekorację Sali, przygotowaliśmy girlandę z listków na
samochód a wieczorem, gdy zaczęłam myśleć o tym wszystkim przeszedł mnie lekki
dreszcz – zastanawiałam się czy ze wszystkim się uporamy, czy wszystko wyjdzie
tak jak to zorganizowaliśmy, czy makijaż i fryzura się uda etc.
Ale w końcu zasnęłam myśląc, że musi się udać - w końcu pracowaliśmy nad tym
pół roku
W sobotę o 5.oo obudził mnie śpiew ptaszków

Nie chciało mi się jeszcze wstawać, bo wiedziałam, że czeka mnie dłuuuugi
dzień pełen wrażeń, ale nie mogłam już zasnąć.
Wstałam przed 6 - toaletka, śniadanko…
Ok. 9 ułożyłam sobie fryzurkę, w międzyczasie mama, świadkowa, kuzynka poszły
do fryzjera zrobić się na … bóstwo
Ja nałożyłam sobie ozdóbki na włosy, babeczki wróciły od fryzjera – najpierw
świadkowa i kuzynka – wściekłe jak osy, bo fryzjerka zrobiła je na stare
ciotki

Śmiałam się z nich bo wiedziałam, że tak będzie

Głowa pod prysznic i robiły sobie fryzury od nowa

Później wkroczyła moja mama – z jeszcze większym impetem – „bo fryzurę jej na
starą babę zrobiła!!!!” Heh - była kupa śmiechu

Później zrobiłam siostrze (świadkowej) make-up
… i W KOŃCU zajęłam się sobą
Wszyscy się ze mnie śmiali, że to ja powinnam iść do fryzjera, kosmetyczki w
tym dniu a okazuje się, że jako jedna jedyna nie byłam a do tego wszystkim we
wszystkim pomagałam
Zrobiłam makijaż, w międzyczasie przyjechał fotograf, zrobił kilkanaście
zdjęć, rodzice ubrali samochód, tato przywiózł mój bukiet i butonierkę dla
mojego mężczyzny.
Ubrałam się w suknię z pomocą siostry, kuzynki i mamy i czekałam aż dojedzie
mąż z rodziną – oj długo czekałam, długo – za wcześnie mnie ubrały
W końcu przyjechali, mój ukochany wyglądał dla mnie olśniewająco.
Potem błogosławieństwo, sporo emocji…
Podziękowania dla rodziców – chcieliśmy im podziękować w domowym zaciszu, bez
gości, bardzo polecam takie rozwiązanie.
Wręczyliśmy każdemu po różyczce i laurce – ręcznie robionej rzecz jasna
Potem zrobiliśmy kilka zdjęć w ogrodzie i pojechaliśmy do kościoła.
Zapowiadało się na okropną ulewę.
Do kościoła dojechaliśmy chwilkę przed czasem, zebrali się goście.
Niebo było przerażające. Ciemne i pełne chmur.
W końcu – marsz Wagnera.. Weszliśmy do kościoła, podpisaliśmy dokumenty i
rozpoczęła się najpiękniejsza msza w naszym życiu.
Ksiądz zrobił nam ogromną niespodziankę, przygotował piękną mszę, kazanie z
rekwizytami – opowiadał o trzech różach – symbolach miłości, wierności i
uczciwości małżeńskiej, każda róża oznacza inny kolor, o każdej róży opowiadał
z osobna, wyciągając ją spod ambony

Śmialiśmy się jak dwa głupki

Potem związał róże w jeden bukiet i wręczył go nam

Najpiękniejszy
bukiet jaki dostaliśmy.
Sprawił nam taką radość, że aż go dzisiaj scałowałam

nawet nie spodziewaliśmy się tak pięknego ślubu..
Przysięga – jedyny moment, kiedy zadrżało nam serce. Nie ze stresu – z radości!
K. wypowiedział słowa przysięgi pewnie, zdecydowanie, mi lekko drżał głos.
Później nałożenie obrączek –
Ukochany pomylił się i chciał nałożyć mi swoją, ksiądz musiał mu podsunąć moją
i powiedział, żeby ŻONIE nałożył obrączkę nie sobie

W ogóle w kościele było bardzo wesoło

Aha, podczas całej mszy po brzuchu chodziła mi mrówka

Podczas ślubu była okropna burza. Wyszliśmy z kościoła i jeszcze trochę padało
więc nie zrobiliśmy sobie wspólnego zdjęcia przed kościołem.
No i życzenia, sporo miłych słów, a później pojechaliśmy do lokalu.
Powitanie chlebem i solą.
Ja wybrałam chlebek z cukrem i wodę, a mąż chleb z solą i wódkę ale jak mi
później cwaniak powiedział – wziął kieliszek sposobem – wtajemniczni pewnie
będą wiedzieć o co chodzi a niewtajemniczonym nie powiem, żeby nie kombinowali
na swoich weselach

Obiadek i pierwszy taniec
Mieliśmy wyćwiczonego pięknego walca angielskiego – oczarowanie Wodeckiego.
Sporo obrotów, wirówki etc…
Bardzo dobrze nam szło aż w pewnym momencie odpiął mi się tren
Ale nie daliśmy po sobie poznać, taplałam się w halkach, chodziłam pod spodem
po sukience ale twardo dalej tańczyliśmy, nie wiem jak to wyglądało – pewnie
dowiem się z płyty ale nikt nie zorientował się, że coś w ogóle się nie udało
Wesele było fantastyczne. Goście dobrze się bawili, ostatni wyszli po 5 nad ranem.
My poszliśmy po 6tej. Budzik nas ne obudził i wstaliśmy dopiero o 10tej

pożegnaliśmy gości i … nie mogliśmy odpalić samochodu
Ten dzień był naprawdę piękny.
Zdjęcia wkleję do przylepionego wątku jak tylko dostanę je od fotografa.
Będzie mi brakowało tych wszystkich przygotowań.
Życzę Wam wszystkim, aby ten dzień był tak jak dla nas jedynym, wymarzonym i
szczególnym dniem.
Mówię wam, przeżyć ten dzień to coś cudownego! A bez stresu przeżywa się go w
pełni świadomie
Nigdy w życiu go nie zapomnę. Musiałby mnie dopaść niezły Alzheimer…
przede wszystkim życzę tak wielu emocji PS tak mało stresu jak u nas.
PS sorry, że się tak rozpisałam ale nie da się w kilku zdaniach…