Dodaj do ulubionych

Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach

21.06.07, 00:24
Ciekawi mnie, co byscie zrobili na miejscu meza.

16 lat malzenstwa - bardzo udanego wydawaloby sie, dwoje dzieci, b. dobra
sytuacja materialna. I dla niego i dla niej to byl pierwszy powazny zwiazek,
rowniez jesli chodzi o seks. I nagle wiadomosc - ona sie przyznala sama, choc
w nienormalnych okolicznosciach, ze 7 lat temu miala miejsce sytuacja taka,
ze zdradzila go z facetem z rodziny. Mowi, ze to tylko sex, dwa razy, podaje
szczegoly. I mowi, ze to dlatego, ze wtedy przestal ja maz podniecac, choc
bardzo go kochala. A ona chciala zobaczyc, czy nie jest oziebla. Bo sie tego
bala.

Teraz ona mowi ze bardzo zaluje, przeprasza, jest dla mnie lepsza,
cierpliwsza.

Jest wspaniala kobieta, madra, inteligentna, piekna, swietna gospodynia i
doskonala matka. Odpowiada mi pod kazdym wzgledem.

Ja nie moge dojsc ze soba do ladu.
Po calym wydarzeniu z przyznaniem sie powaznie zachorowala, byla w szpitalu,
teraz dochodzi do zdrowia. Ja jestem przy niej, ale zastanawiam sie ile
jeszcze pociagne. Strasznie mna to tapnelo. Nie wiem co robic.
Obserwuj wątek
    • ryko Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 00:44
      Zrobiłbym NIC.

      To kretyństwo takie przyznanie się. Nic nie daje poza oczyszczeniem własnego
      sumienia... generuje totalną rozpierduchę.
      Chyba, że przechodzi się poważny kryzys. Wtedy zmusza to do poważnej rozmowy,
      wylania żali, zawiedzionych uczuć i niespełnionych obietnic, wyjaśnienia sobie
      wzajemnych postaw i oczekiwań. Takie budowanie na zgliszczach.

      Jeżeli Ci o tym opowiedziała to raczej z pozytywną intencją, w zaufaniu i po to
      aby było lepiej... pomyśl o tym tak.
    • angoisse Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 00:58
      znasz powiedzenie "co było a nie jest- nie pisze się w rejestr"? to zastosuj.

      zapewne boli świadomość ze cos takiego się zdarzyło, ale patrzac na to co sie
      zdarza innym ludziom to.. to twoje jest maciupeńkie... i nie zawracalabym sobie
      tym glowy, skoro zona deklaruje , ze kocha, przeprasza, i docenia męża.
      wyciągnij wnioski, ze związek to zywy organizm nad którym trzeba pracować
      obojgu by dobrze chodził.

      ciesz sie mezu, ze kryzys wam przeszedł wtedy bokiem i dostałeś kolejne 9 lat
      udanego malzenstwa z atrakcyjna kobietą, ktora jednak kolejny raz wybrala
      ciebie i moze ci dac nastepne szczesliwe lata - jesli ją kochasz.

    • no_okki Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 07:06
      przeszło, minęło...zapomniałbym - ale cios mocny zadała ;] :P
      • green_land Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 08:08
        Głupie było przyznanie się do tego, ale niektórzy tak pojmują uczciwość.

        Zapomnij o tym i kochajcie się nadal:)
    • buszmen33 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 08:32
      Jaka jest różnica czy zdrada została popełniona wczoraj czy 5 lat temu zdrada
      jest zdradą a że dowiedziałeś się późnij ?Gdybyś dowiedział sie odrazu że Cie
      zdradziła i był to tylko seks i nic więcej..czy to by bolało mniej jaka wtedy
      byłaby Twoja reakcja? Ale miłość potrafi wszystko przezwyciężyć więc skoro jest
      między Wami prawdziwe uczucie to powinieneś wybaczyć.
    • cheyenne20 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 09:10
      A Ty przez 16 lat nic ? Świetoszek ?
      Kto w to uwierzy, że można przez 16 lat nie zdradzić ?
      • floo77 ja wierzę, że można nie zdradzić przez 16 lat. 21.06.07, 09:53
        • nangaparbat3 ja to nawet wiem 22.06.07, 14:34

    • dzikoozka Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 09:54
      chłopaki dorze ci radzą. TRzeba o tym zapomnieć, jest tyle ważniejszych spraw...
    • janwatroba Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 09:54
      Jako maz odpowiem. Tego samego dnia wyprowadzilbym sie z domu. Hough.
      • floo77 tak łatwo się Ciebie pozbyć Janie Wątrobo? 21.06.07, 09:57
        • elein Re: tak łatwo się Ciebie pozbyć Janie Wątrobo? 21.06.07, 10:09
          Dobry sposób , jak żona chce mieć wolną chatę na weekend to mówi "wiesz mężu
          zdradziłam cię w szkole podstawowej z tym Józkiem... pamiętasz?" , ...i mąż się
          wyprowadza :)))
      • elein Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 10:04
        I co by Ci z tego przyszło? Zdrada sprzed tylu lat nie jest powodem rozwodu z
        winy małżonki, nawet nie masz na nią zadnych dowodow, bardziej rozwód z Twojej
        winy bo porzucasz rodzinę mimo, ze wszystko w niej jest ok oprocz twojej
        urazonej dumy.
        Rozbijasz rodzine, dzieci nie wiedza o co chodzi i dlaczego im to robisz -bo
        przeciez wszystko bylo idealnie od lat.
        Musisz sobie wynajac mieszkanie, podzielic majątek, opłacić prawników, przejsc
        batalie w sądzie żeby się rozwieźć.. i to tylko po to, zeby pokazac żonie jak
        bardzo przed 7 laty żle się zachowała...
        W ten sposob unieszczesliwiasz całą rodzinę, po paru miesiącach samotnego życia
        i przygodnych panienek ,zaczynasz doceniać jak dobrze ci jednak było z zoną ,
        tylko ze ona juz tak ma dość twojego odgrywania się na niej że nie chce cie
        przyjąć z powrotem.
        i po co ci to było?

        :)
        • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 10:23
          > Zdrada sprzed tylu lat nie jest powodem rozwodu z
          > winy małżonki,
          Błąd - może być, ponieważ decydujący jest moment dowiedzenia się o fakcie.
          Proponuję poczytać trochę opisów precedensów (odsyłam do Prawniczej Księgarni Wysyłkowej choćby) a potem się wypowiadać.

          > nawet nie masz na nią zadnych dowodow,
          W procesie cywilnym wystarczy wiarygodne przyznanie się danej osoby - np. nagrane przez męża. :-)

          > bardziej rozwód z Twojej
          > winy bo porzucasz rodzinę mimo, ze wszystko w niej jest ok oprocz twojej
          > urazonej dumy.
          Ple! Ple!
          W takiej sytuacji w najlepszym (dla żony) razie mamy rozwód z winy OBU stron.

          > Rozbijasz rodzine, dzieci nie wiedza o co chodzi i dlaczego im to robisz -bo
          > przeciez wszystko bylo idealnie od lat.
          Sąd może z tego powodu nie zgodzić się na rozwód, ale na pewno nie "anuluje" winy żony.

          > Musisz sobie wynajac mieszkanie, podzielic majątek, opłacić prawników, przejsc
          > batalie w sądzie żeby się rozwieźć..
          To jego sprawa.

          > i to tylko po to, zeby pokazac żonie jak
          > bardzo przed 7 laty żle się zachowała...
          Raczej dlatego, że 7 lat był oszukiwany.
          • elein Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 11:03
            Mylisz się. Oszukała go 7 lat temu a nie "przez 7 lat". To zupełnie co immego.
            Oczywiście mąż może rozwalić z tego powodu rodzinę, to jego sprawa. Ale żeby
            sąd mu dał rozwód to musi byc ustanie więzi emocjonalnej materialnej i
            fizycznej. Więc jeśli mąż nie chce zonie wybaczyć to wolna droga, powinien się
            już z domu wyprowadzić. Pytanie tylko co dobrego mu to da.
            • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 11:18
              > Mylisz się. Oszukała go 7 lat temu a nie "przez 7 lat". To zupełnie co immego.
              To jest kwestia interpretacji określonego faktu.:-) Skoro po latach powiedziała, to przez te lata sumienie ją gryzło, czyli czuła, iż go oszukuje.

              Nawiasem mówiąc, gdyby napisała ten post kobieta to te obrończynie tej żonki z tego forum dawno by zjadły na surowo wiarołomnego męża. :-)

              > Oczywiście mąż może rozwalić z tego powodu rodzinę, to jego sprawa.
              Właśnie - teraz ruch należy do niego.

              > Ale żeby
              > sąd mu dał rozwód to musi byc ustanie więzi emocjonalnej materialnej i
              > fizycznej.
              Owszem, ale jeśli takie ustanie nastąpi, to w takiej sytuacji, jeśli mąż wystąpi o rozwód, to uzyska rozwód z winy żony, a w najgorszym dla siebie razie z winy obu stron.

              > Więc jeśli mąż nie chce zonie wybaczyć to wolna droga, powinien się
              > już z domu wyprowadzić. Pytanie tylko co dobrego mu to da.
              A co dobrego da życie w małżeństwie z osobą, którą się znienawidziło.:-)
              • elein Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 11:51
                xvqqvx napisał:

                > To jest kwestia interpretacji określonego faktu.:-) Skoro po latach powiedziała
                > , to przez te lata sumienie ją gryzło, czyli czuła, iż go oszukuje.


                Autor napisał, że powiedziała mu o tym w jakichś "skomplikowanych
                okolicznościach", wiec nie wiemy tak naprawdę o co tam chodzi. I dlaczego nagle
                to wyznała? dziwne.


                > Nawiasem mówiąc, gdyby napisała ten post kobieta to te obrończynie tej żonki z
                > tego forum dawno by zjadły na surowo wiarołomnego męża. :-)

                Znowu się mylisz :)
                Jakby zdrada była TERAZ, to każdy i każda by radzili "pogoń zdrajcę".
                Ale przed 7 laty zdarzył się incydent a oprócz tego jest idealną żoną to
                przepraszam o co tu drzec koty? Gdyby żony wywalały mężów za każdy "incydent"
                jaki im się zdarzył w trakcie małżenstw to 90% małżeństw by nie było.


                > > Oczywiście mąż może rozwalić z tego powodu rodzinę, to jego sprawa.
                > Właśnie - teraz ruch należy do niego.


                Pytanie, czy mąż kocha żonę. Jeśli bardziej kocha siebie i swoją urażoną dumę to
                nie wybaczy i zawsze bedzie zagryzał żonę wyrzutami.


                > > Ale żeby
                > > sąd mu dał rozwód to musi byc ustanie więzi emocjonalnej materialnej i
                > > fizycznej.
                > Owszem, ale jeśli takie ustanie nastąpi, to w takiej sytuacji, jeśli mąż wystąp
                > i o rozwód, to uzyska rozwód z winy żony, a w najgorszym dla siebie razie z
                win> y obu stron.


                Nawet jesli jakimś cudem uzyska ten rozwod z winy żony o który się tak upierasz,
                to co to zmieni w jego życiu? :) Dzieci tym nakarmi? Lepiej mu się będzie
                układać z innymi? Zyska więcej przyjaciół? Będzie miał satysfakcję ze "odpłacił
                żonie" i ... nie będzie miał rodziny (podobno od kilkunastu lat bardzo dla niego
                udanej rodziny??), bo ją przekreśli jego brak chęci wybaczenia .

                OPczywiscie nikt nie każe mu zostac, sam musi ocenic czy jest w stanie sobie z
                tą wiedzą poradzić,
                w sumie wazna sprawa- mąż nic nie napisał czy żonę kocha czy nie.... napisał
                tylko że mu pasuje jako kobieto-matko-gospodyni-wizytowka...


                Przypomina to troche kawał o babci i dziadku, ktorzy siedzą razem, dziadek
                wkurzony wybucha nagle tupiąc laską o ziemię "oż! jak sobie przypomnę żeś ty 50
                lat temu gdyśmy ślub brali dziewicą nie była!!..."


                > A co dobrego da życie w małżeństwie z osobą, którą się znienawidziło.:-)


                I tu jest pies pogrzebany. Jesli mąż nie jest w stanie wybaczyć to niech nie
                zatruwa małżonce reszty życia, tylko odejdzie i szuka nieskalanego słabością
                związku z kim innym.
                bo jeśli całość jego małżenstwa, dzieci, żona, udana rodzina, położone na
                jednej szali są mniej warte niż incydentalna zdrada żony sprzed lat na drugiej
                szali, to nie ma sensu ciągnąc tego małżeństwa bo wygląda że jest ono naciąganą
                fikcją.
                Zresztą- wybaczanie to proces rozłozony w czasie.
                Mąż moze isc do psychologa żeby poradzić sobie łatwiej ze znależieniem ujścia
                złym emocjom, a jesli z tej sprawy wynika az nienawisc to może problemy są dużo
                głębsze.





                • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 12:31
                  > Autor napisał, że powiedziała mu o tym w jakichś "skomplikowanych
                  > okolicznościach", wiec nie wiemy tak naprawdę o co tam chodzi. I dlaczego nagle
                  > to wyznała? dziwne.
                  Tu też się zastanawiam.:-)

                  > Znowu się mylisz :)
                  > Jakby zdrada była TERAZ, to każdy i każda by radzili "pogoń zdrajcę".
                  > Ale przed 7 laty zdarzył się incydent a oprócz tego jest idealną żoną to
                  > przepraszam o co tu drzec koty? Gdyby żony wywalały mężów za każdy "incydent"
                  > jaki im się zdarzył w trakcie małżenstw to 90% małżeństw by nie było.
                  Może i masz rację, ale na pewno żadna nie radziłaby "zapomnieć od razu i przejść do porządku dziennego", jak gdyby nic się nie stało.

                  > Pytanie, czy mąż kocha żonę.
                  Jak również, czy żona kocha męża. :-)

                  > Jeśli bardziej kocha siebie i swoją urażoną dumę t
                  > o
                  > nie wybaczy i zawsze bedzie zagryzał żonę wyrzutami.
                  Jeśli ona go nie kocha, a bardziej spokój swego sumienia i stabilność życiową, będzie ją drażniło to, że okazuje swój ból.

                  > Nawet jesli jakimś cudem uzyska ten rozwod z winy żony o który się tak upierasz
                  Opieram się na praktyce orzeczniczej - po prostu w przypadku zdrady nie ma możliwości uzyskania rozwodu z wyłącznej winy strony zdradzanej, a tylko z wyłącznej winy strony zdradzającej lub winy obu stron.

                  > to co to zmieni w jego życiu? :) Dzieci tym nakarmi? Lepiej mu się będzie
                  > układać z innymi? Zyska więcej przyjaciół? Będzie miał satysfakcję ze "odpłacił
                  > żonie" i ... nie będzie miał rodziny (podobno od kilkunastu lat bardzo dla nieg
                  > o
                  > udanej rodziny??), bo ją przekreśli jego brak chęci wybaczenia .
                  A jeżeli "wybaczy" i będzie sobie wmawiał, że wszystko w porządku, a nic nie w porządku, to lepiej niby?

                  > OPczywiscie nikt nie każe mu zostac, sam musi ocenic czy jest w stanie sobie z
                  > tą wiedzą poradzić,
                  I właśnie o to chodzi. :-)

                  > w sumie wazna sprawa- mąż nic nie napisał czy żonę kocha czy nie.... napisał
                  > tylko że mu pasuje jako kobieto-matko-gospodyni-wizytowka...
                  A równie dobrze on jej może pasować jako bankomato-towarzyszo-wizytówka i powiedziała, bo sprawa mogła się wydać. :-)

                  > Przypomina to troche kawał o babci i dziadku, ktorzy siedzą razem, dziadek
                  > wkurzony wybucha nagle tupiąc laską o ziemię "oż! jak sobie przypomnę żeś ty 50
                  > lat temu gdyśmy ślub brali dziewicą nie była!!..."
                  A dlaczego to się pojawia?
                  Bo kobiety nierzadko bagatelizują ból i odczucia mężczyzn i zmuszają ich do tłumienia tego wszystkiego przez lata.
                  Przypatrz się radom z tego wątku - "zapomnij od razu i natychmiast przejdź nad tym do porządku dziennego".

                  > I tu jest pies pogrzebany. Jesli mąż nie jest w stanie wybaczyć to niech nie
                  > zatruwa małżonce reszty życia, tylko odejdzie i szuka nieskalanego słabością
                  > związku z kim innym.
                  I właśnie mi o to chodzi.

                  > bo jeśli całość jego małżenstwa, dzieci, żona, udana rodzina, położone na
                  > jednej szali są mniej warte niż incydentalna zdrada żony sprzed lat na drugiej
                  > szali, to nie ma sensu ciągnąc tego małżeństwa bo wygląda że jest ono naciąganą
                  > fikcją.
                  Zgadzam się.:-)

                  > Zresztą- wybaczanie to proces rozłozony w czasie.
                  Tyle tylko, że kobiety często o tym zapominają i żądają od mężczyzn natychmiastowego wybaczenia.

                  > Mąż moze isc do psychologa żeby poradzić sobie łatwiej ze znależieniem ujścia
                  > złym emocjom, a jesli z tej sprawy wynika az nienawisc to może problemy są dużo
                  > głębsze.
                  I nie należy ich bagatelizować...
                  • elein Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 13:04
                    xvqqvx napisał:


                    > Może i masz rację, ale na pewno żadna nie radziłaby "zapomnieć od razu i
                    przejś ć do porządku dziennego", jak gdyby nic się nie stało.

                    Nikt tego nie radzi:). Zapomnieć i tak nie zapomni, porozmawiac z żoną powaznie
                    należy ewentualnie strzelic dwutygodniowego focha a potem "przejśc do porządku
                    dziennego"


                    > > Pytanie, czy mąż kocha żonę.
                    > Jak również, czy żona kocha męża. :-)

                    Żony tu nie ma, nic jej nie doradzimy, wiec możemy tylko męża rozebrać na
                    czynniki pierwsze i apelować do tego co może W SOBIE zmienić i jak myśleć zeby
                    się lepiej poczuć.


                    > Jeśli ona go nie kocha, a bardziej spokój swego sumienia i stabilność życiową,
                    > będzie ją drażniło to, że okazuje swój ból.

                    Jesli ktoś zamierza przez następne 20 lat okazywać przy każdej okazji żonie że
                    ciągle cierpi za jej "straszną zdradę sprzd lat" - to jest sado-masochistą :)
                    i sama bym od takiego zwiała nie patrząc na zostawiany majątek:))


                    > A jeżeli "wybaczy" i będzie sobie wmawiał, że wszystko w porządku, a nic nie w
                    > porządku, to lepiej niby?

                    To co opisujesz to świadectwo, że on NIE wybaczył.



                    > > w sumie wazna sprawa- mąż nic nie napisał czy żonę kocha czy nie.... nap
                    > isał
                    > > tylko że mu pasuje jako kobieto-matko-gospodyni-wizytowka...
                    > A równie dobrze on jej może pasować jako bankomato-towarzyszo-wizytówka i
                    powie działa, bo sprawa mogła się wydać. :-)


                    to dywagacje, a jak już napisałam - tu nie ma żony tylko mąż i tylko z nim
                    możemy podjąć dyskusję lub pytać o szczegóły.
                    A mąż sam określił że był bardzo zadowolony z kilkunastu lat trawania swojego
                    małżeństwa, więc jego wybór czy chce to przekreślić. I nieistotne są tu pobudki
                    trwania przy nim żony jesli przez kilkanaście lat potrafiła mu swoją obecnością
                    zapewnić szczęście.



                    > Bo kobiety nierzadko bagatelizują ból i odczucia mężczyzn i zmuszają ich do
                    tłu> mienia tego wszystkiego przez lata.
                    > Przypatrz się radom z tego wątku - "zapomnij od razu i natychmiast przejdź nad
                    > tym do porządku dziennego".

                    ?? że co??
                    To nie zalezy od płci. Rozwód z powodu incydentalnej zdrady sprzed wielu lat
                    jest śmieszny nieważne, czy ze strony kobiety czy mężczyzny. Chyba, że problem
                    związku tkwi w zupełnie czym innym, ale to juz wiedza tylko zainteresowani.

                    A tak się składa, że to żony dużo częsciej wybaczają zdrady swoim mężom i
                    kontynuują związek po zdradzie, niż mężczyźni.



                    > Zresztą- wybaczanie to proces rozłozony w czasie.
                    > Tyle tylko, że kobiety często o tym zapominają i żądają od mężczyzn
                    natychmiast> owego wybaczenia.

                    bzdura że to kobiety tak robią.
                    Poczytaj sobie fora rozwodowe, facet zdradza, zdrada wychodzi na jaw, zostaje z
                    żoną, i wymaga zeby żona go rozumiała i to ona się ma starać żeby zapomniał o
                    kochance bo przecież się poświęcił i z kochanką wczoraj się rozstał... :) częsty
                    standart.


                    > > Mąż moze isc do psychologa żeby poradzić sobie łatwiej ze znależieniem uj
                    > ścia> > złym emocjom, a jesli z tej sprawy wynika az nienawisc to może
                    problemy s> ą dużo> > głębsze.
                    > I nie należy ich bagatelizować...

                    No więc mężu, idz na terapię, a najlepiej idzcie razem z małżonką. Bo może da
                    się uratować to co chcecie zepsuć.
                    • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 13:31
                      > > Może i masz rację, ale na pewno żadna nie radziłaby "zapomnieć od razu i
                      > przejś ć do porządku dziennego", jak gdyby nic się nie stało.
                      > Nikt tego nie radzi:).
                      Pozwolę sobie zacytować:
                      - Angoisse - "Znasz powiedzenie <<co było a nie jest- nie pisze się w rejestr>>? to zastosuj.";
                      - dzikoozka - "TRzeba o tym zapomnieć, jest tyle ważniejszych spraw...".
                      Jak rozumieć te rady?:-)

                      > Żony tu nie ma, nic jej nie doradzimy, wiec możemy tylko męża rozebrać na
                      > czynniki pierwsze i apelować do tego co może W SOBIE zmienić i jak myśleć zeby
                      > się lepiej poczuć.

                      > Jesli ktoś zamierza przez następne 20 lat okazywać przy każdej okazji żonie że
                      > ciągle cierpi za jej "straszną zdradę sprzd lat" - to jest sado-masochistą :)
                      > i sama bym od takiego zwiała nie patrząc na zostawiany majątek:))
                      Taka sama skrajność, jak oczekiwanie, że następnego dnia wybaczy i wszystko będzie tak, jak dawniej...

                      > To co opisujesz to świadectwo, że on NIE wybaczył.
                      Zgadzam się. :-)

                      > ?? że co??
                      że kobiety stosują podwójne standardy dla kobiet i mężczyzn.

                      > To nie zalezy od płci.
                      Zależy. :-)

                      > Chyba, że problem
                      > związku tkwi w zupełnie czym innym, ale to juz wiedza tylko zainteresowani.
                      I zazwyczaj tak jest. :-)

                      > A tak się składa, że to żony dużo częsciej wybaczają zdrady swoim mężom i
                      > kontynuują związek po zdradzie, niż mężczyźni.
                      Takie jest życie. :-)

                      >> Tyle tylko, że kobiety często o tym zapominają i żądają od mężczyzn
                      >> natychmiastowego wybaczenia.
                      > bzdura że to kobiety tak robią.
                      Nie zrozumiałaś mych intencji.

                      > Poczytaj sobie fora rozwodowe, facet zdradza, zdrada wychodzi na jaw, zostaje z
                      > żoną, i wymaga zeby żona go rozumiała i to ona się ma starać żeby zapomniał o
                      > kochance bo przecież się poświęcił i z kochanką wczoraj się rozstał... :) częst
                      > y
                      > standart.
                      Mi chodziło o coś innego.
                      Jak kobieta napisze, że miesiąc temu mąż zerwał z kochanką, a ona wciąż ma żal do niego i nie wie, czy wybaczy, to niewielu mężczyzn będzie ją atakowało (i żadna kobieta), że jeszcze nie wybaczyła. Gdy coś takiego napisze mężczyzna, to niejedna kobieta go zaatakuje, że już dawno powinien wybaczyć.
                      • elein Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 13:38
                        Bzdura.

                        Co innego zdrada sprzed 1 miesiąca a co innego zdrada sprzed 7 lat!!
                        To i to jest zdradą , ale nawet urząd skarbowy cię ściga tylko przez 5 lat za
                        niezapłacone podatki.
                        To co się wydarzyło miesiąc temu wpływa bezpośrednio na to co jest teraz, bo
                        jest świeze i NALEżY coś z tym zrobić.
                        Na to, co się wydarzyło przed wielu laty i przed wielu laty się skończyło nie
                        masz już żADNEGO wpływu więc jaki sens jest rozgrzebać? -żaden.
                        • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 13:52
                          elein napisał:
                          > Co innego zdrada sprzed 1 miesiąca a co innego zdrada sprzed 7 lat!!
                          O której dowiedział się teraz.:-)

                          > To i to jest zdradą , ale nawet urząd skarbowy cię ściga tylko przez 5 lat za
                          > niezapłacone podatki.
                          A nie wiemy, jaki jest "okres przedawnienia" dla zdrady.
                          A może ty wiesz? 1 rok, 2 lata, 3, 5?

                          > To co się wydarzyło miesiąc temu wpływa bezpośrednio na to co jest teraz, bo
                          > jest świeze i NALEżY coś z tym zrobić.
                          Świeży jest fakt powiedzenia przez żonę o tym.

                          > Na to, co się wydarzyło przed wielu laty i przed wielu laty się skończyło nie
                          > masz już żADNEGO wpływu więc jaki sens jest rozgrzebać? -żaden.
                          A po co tedy żona powiedziała?
                          Po to, żeby pozbyć się wyrzutów sumienia i poprawić swoje samopoczucie pewnie.
                          Skoro tyle lat milczała, to mogła to robić dalej, ale nie... Wolała powiedzieć po latach, żeby obowiązywały cytowane przez ciebie argumenty.
                          Inna rzecz, że trochę jest zrozumiałe - małżeństwo utrzyma, a jeszcze zrzuci na kogoś innego swe wyrzuty sumienia i poprawi swoje samopoczucie. Sprytne, ale zapomniała, że może przecwaniakować i mąż ją jednak rzuci. :-)
                          • elein Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 14:02
                            Jak już wspominałam- autor coś niedopowiedział o powodach nagłego wyznania żony
                            akurat teraz. Dla mnie to co najmniej dziwne, zeby po tylu latach milczenia się
                            przyznawac i poki autor nie napisze w jakich okolicznościach się to stało to nie
                            mamy co o tym dywagować bo to będą nasze schematycznie stereotypowe domysły, a w
                            rzeczywistości mogło być zupełnie inaczej.
                            Jeśli autor się zgłosi i przyzna się nam, dlaczego teraz ta sprawa wypłynęła to
                            możemy kontynuować, bo na razie to bajki o zonie piszecie waszmość :).


                            Każdy sam osądza po sobie czy chce wybaczyć i co uznaje za fakt zmazania winy
                            osoby zdradzającej.
                            Jesli przed 3 laty, przed rokiem i przed miesiącem zaostałabym zdradzona, to
                            chyba nie ma się co łudzić, że to nie jest RECYDYWA.
                            Jeśli przed 7 laty byłabym zdradzona, to owszem , wkurzyłabym się zdrowo, ale
                            zostawiłabym męża tylko jakbym go już nie kochała i ta JEDNORAZOWA zdrada sprzed
                            lat byłaby dobrym powodem zeby się od niego wygodnie uwolnić zrzucając winę na
                            niego.

                            • elein Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 14:03
                              "ze to jest recydywa" miało być.
                              • elein Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 14:03
                                albo i nie, zaplatałam się w podwójnym "nie" :)))
                            • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 14:20
                              > Jak już wspominałam- autor coś niedopowiedział o powodach nagłego wyznania żony akurat teraz.
                              To prawda...

                              > Dla mnie to co najmniej dziwne, zeby po tylu latach milczenia się
                              > przyznawac
                              A dla mnie nie całkiem, bo spotkałem się nie raz z sytuacją, że strona, która coś zmalowała (dotyczy to i kobiet i mężczyzn oraz nie tylko zdrady) przyznaje się do tego czegoś po latach (5-10), żeby pozbyć się wyrzutów sumienia (a ściślej przerzucić ich ciężar na partnera).
                              W rezultacie partner cierpi, bo nie może ani odkuć się (mści się za coś sprzed lat), ani ukazać swego bólu i wkurzyć (podobny argument), a tylko cierpieć w milczeniu, a strona która zmalowała coś rani tę osobę ponownie.

                              > rzeczywistości mogło być zupełnie inaczej.
                              > Jeśli autor się zgłosi i przyzna się nam, dlaczego teraz ta sprawa wypłynęła
                              Tu się zgadzam...

                              > Jeśli przed 7 laty byłabym zdradzona, to owszem , wkurzyłabym się zdrowo,
                              A niektóre posty z tego wątku (te o "zapomnieniu", "niepisaniu w rejestr") de facto odmawiają autorowi tego prawa.
                              Nikt np. nie zastanowił się, jak mu to żona powiedziała, czy np. zdała sobie sprawę z wyrządzonego zła, czy może powiedziała, że to nic takiego, bo minęły lata, a on, jeśli ją kocha MA OBOWIĄZEK wybaczenia zdrady.
                              • xvqqvx I jeszcze analiza postu autora wątku. 21.06.07, 14:35
                                > 16 lat malzenstwa - bardzo udanego wydawaloby sie
                                Czyli coś było i jest nie tak. Może zacząć od tego.

                                > ona sie przyznala sama, choc w nienormalnych okolicznosciach
                                Ciekawe w jakich?

                                > podaje szczegoly
                                Chciała się pochwalić?

                                > ze wtedy przestal ja maz podniecac, choc bardzo go kochala
                                Typowe - osoba zdradzająca zawsze próbuje obarczyć winą zdradzaną.

                                > Jest wspaniala kobieta, madra, inteligentna, piekna, swietna gospodynia i
                                doskonala matka. Odpowiada mi pod kazdym wzgledem.
                                Przy tylu superlatywach mam wrażenie, że facet usiłuje sobie to wmówić...

                                > Po calym wydarzeniu z przyznaniem sie powaznie zachorowala, byla w szpitalu,
                                teraz dochodzi do zdrowia.
                                I to jest właśnie "szantaż moralny", który mnie mierzi, bo mąż nie może nawet się wkurzyć na "biedną chorą żonę".
                                Inna rzecz, że nie wiemy co to za choroba - może "nerwica na zawołanie"?
                                • zadra1972 Re: I jeszcze analiza postu autora wątku. 21.06.07, 15:02
                                  xvqqvx napisał:

                                  > > 16 lat malzenstwa - bardzo udanego wydawaloby sie
                                  > Czyli coś było i jest nie tak. Może zacząć od tego.

                                  Bylo wszystko dobrze, nie narzekalem i nie myslalem kiedykolwiek o rozwodzie. A
                                  slowo wydawaloby sie pojawilo sie, bo wyszlo, ze przez te lata zylem z kims,
                                  kto okazal sie inny niz myslalem.
                                  >
                                  > > ona sie przyznala sama, choc w nienormalnych okolicznosciach
                                  > Ciekawe w jakich?
                                  >
                                  > > podaje szczegoly
                                  > Chciała się pochwalić?

                                  Mowi, ze po to, zeby wyobraznia mnie nie zzerala. Powiedziala raz, zaraz po
                                  wyjsciu ze szpitala. Kiedy myslala wciaz jeszcze, ze ja mialem romans i kiedy
                                  ja zzerala wyobraznia tego, jak moj romans przebiegal.

                                  >
                                  > > ze wtedy przestal ja maz podniecac, choc bardzo go kochala
                                  > Typowe - osoba zdradzająca zawsze próbuje obarczyć winą zdradzaną.

                                  Przyznaje, ze mielismy klopoty lozkowe bardziej z moje winy. Co ciekawe
                                  ustapily dopiero w czasie epizodu. Dopiero wtedy zona sie "odblokowala" i
                                  okazala sie byc kochanka lepsza, niz kiedykolwiek moglbym marzyc. Mysle, ze na
                                  zycie seksualne obydwoje nie mozemy obecnie narzekac.
                                  >
                                  > > Jest wspaniala kobieta, madra, inteligentna, piekna, swietna gospodynia i
                                  >
                                  > doskonala matka. Odpowiada mi pod kazdym wzgledem.
                                  > Przy tylu superlatywach mam wrażenie, że facet usiłuje sobie to wmówić...

                                  Lepiej zebym napisal, ze jest beznadziejna, glupia, brzydka, roztyta i capi jej
                                  z buzi?
                                  >
                                  > > Po calym wydarzeniu z przyznaniem sie powaznie zachorowala, byla w szpita
                                  > lu,
                                  > teraz dochodzi do zdrowia.
                                  > I to jest właśnie "szantaż moralny", który mnie mierzi, bo mąż nie może nawet
                                  s
                                  > ię wkurzyć na "biedną chorą żonę".
                                  > Inna rzecz, że nie wiemy co to za choroba - może "nerwica na zawołanie"?

                                  Zalamanie nerwowe, ktore nie pozwala mi zapomniec, ze mam do czynienia z osoba
                                  wciaz pod wplywem silnych lekarstw i pod opieka psychiatryczna. To nie ulatwia
                                  sprawy.
                              • zadra1972 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 14:53
                                xvqqvx napisał:

                                > > Jak już wspominałam- autor coś niedopowiedział o powodach nagłego wyznani
                                > a żony akurat teraz.
                                > To prawda...

                                To dosc skomplikowane, dlatego pominalem w pierwszym poscie.
                                Zona przezyla zalamanie nerwowe na tle tego, ze ja mialem romans przez 3 lata z
                                inna kobieta. Powiedziala w odwecie.
                                Ja NIE mialem romansu i byly to jej, stwierdzone przez psychiatrow urojenia.
                                W szpitalu byla psychiatrycznym.
                                Wychodzi na to, ze glownym powodem zalamania nerwowego byly wyrzuty sumienia
                                powodowane przez te zdrade.
                                >
                                > > Dla mnie to co najmniej dziwne, zeby po tylu latach milczenia się
                                > > przyznawac
                                > A dla mnie nie całkiem, bo spotkałem się nie raz z sytuacją, że strona, która
                                c
                                > oś zmalowała (dotyczy to i kobiet i mężczyzn oraz nie tylko zdrady) przyznaje
                                s
                                > ię do tego czegoś po latach (5-10), żeby pozbyć się wyrzutów sumienia (a
                                ściśle
                                > j przerzucić ich ciężar na partnera).

                                Meczyla sie z tym 7 lat zanim w trakcie epizodu psychiatrycznego powiedziala o
                                fakcie zdrady. Teraz sama zaluje, ze miala ten epizod, bo wszystko sie wydalo.
                                Zaluje rowniez tamtej zdrady, bo przez nia miala epizod psychiatryczny.

                                > W rezultacie partner cierpi, bo nie może ani odkuć się (mści się za coś
                                sprzed
                                > lat), ani ukazać swego bólu i wkurzyć (podobny argument), a tylko cierpieć w
                                mi
                                > lczeniu, a strona która zmalowała coś rani tę osobę ponownie.
                                >
                                > > rzeczywistości mogło być zupełnie inaczej.
                                > > Jeśli autor się zgłosi i przyzna się nam, dlaczego teraz ta sprawa wypłyn
                                > ęła
                                > Tu się zgadzam...
                                >
                                > > Jeśli przed 7 laty byłabym zdradzona, to owszem , wkurzyłabym się zdrowo,
                                > A niektóre posty z tego wątku (te o "zapomnieniu", "niepisaniu w rejestr") de
                                f
                                > acto odmawiają autorowi tego prawa.
                                > Nikt np. nie zastanowił się, jak mu to żona powiedziała, czy np. zdała sobie
                                sp
                                > rawę z wyrządzonego zła, czy może powiedziała, że to nic takiego, bo minęły
                                lat
                                > a, a on, jeśli ją kocha MA OBOWIĄZEK wybaczenia zdrady.

                                Powiedziala, ze to nie bylo nic takiego w porownaniu z romansem, ktory mialem.
                                Tym, ktory powstal wylacznie w jej wyobrazni. W trakcie leczenia i powrotu do
                                zdrowia, kiedy zorientowala sie, ze ten romans byl wymyslem jej wyobrazni juz
                                nie twierdzi, ze to nic wielkiego, tylko jest przerazona, ze mogla zrobic cos
                                tak glupiego, co stawia nasz zwiazek pod znakiem zapytania.
                                • elein Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 16:02
                                  W takim świetle to juz w ogole nie rozumiem twojej pierwszej wypowiedzi-
                                  zona się leczty w szpitalu, moze jest nadwrazliwa ale ma załamanie nerwowe bo
                                  wasz związek jest na tyle niedoskonały, że przez 3 lata poboznego życia nie
                                  potrafiłes jej udowodnić ze nie masz romansu... Tu uważasz że miałeś kilkanascie
                                  lat super małżenstwa i przez 7 lat nie zauwazyłeś że żona wpada w depresję i
                                  paranoję i cos ją męczy ??

                                  I teraz najważniejszy problem to "dawno temu ona MNIE zdradziła... poza tym jest
                                  super" .

                                  To wybacz... ja wymiękam.

                                  • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 18:15
                                    > To wybacz... ja wymiękam.
                                    Ja również...:-(
                                • edi2007 Nie dość, że zdzira, to jeszcze wariatka! 21.06.07, 18:47
                                  Gratulacje!
                        • jamesonwhiskey Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 18:02
                          To co się wydarzyło miesiąc temu wpływa bezpośrednio na to co jest teraz, bo
                          jest świeze i NALEżY coś z tym zrobić.

                          no nie wyzyny szczyty nie doscignione pokretnej logiki kobiecej

                          jak sie ostatnio dowiedzial to mysle ze dla niego jest to dosyc swieza sprawa
                          a czy to bylo rok czy dziesiec lat temu co to ma za znaczenie
    • maxx30 Osoby które piszą, żeby zapomnieć, 21.06.07, 18:21
      czy też przejść do porządku dziennego nad sprawą, niech sie w dupę pocałują.
      Chyba Wam wódka i dragi z mózgu sito zrobiły. Mam na myśli, przede wszystkim,
      babskie teksty od których zbiera na mdłosci. Takie rady to sobie zachowajcie na
      imieniny u babci, albo ploty z przyjaciółkami.
      Co za świat, żona męża zdradza, oszukuje przez siedem lat, a większość cioć i
      wujków Dobra Rada rozpisuje się, że lepiej nie rozbijac rodziny. Czyli co to
      mąż i ojcieć rozbije rodzinę? Przecież ta rodzina została rozbita siedem lat
      temu! Najbardziej mnie bawią te tłumaczenia a'la debil z wodogłowiem w
      stylu "zapomniałam/em się na chwilę, nie byłam/em pewna czy kochasz, nie wiem
      jak to się stało" itp., a na końcu obowiązkowe - kocham cię. To jest właśnie
      dramat osób zdradzonych, że zdradzający nie dość, ze kłamie to później jęczy
      próbując wywołac poczucie winy. "Zobacz mamy takie świetne dzieci, co one
      winne?" A o czym Ty jedna z drugim mysleliście kiedy przyprawialiście rogi?
      Chyba jednak nie o dzieciach, przynajmniej tych narodzonych.
      Prawda jest taka,że takie sytuacje są autentycznie beznadziejne. Z jednej
      strony partner/ka który zachował się jak szmata, z drugiej faktycznie dzieci.
      Niestety każdy musi sam ocenić, czy dla dzieci warto poświęcic własne życie,
      czy jednak odejść zachowując jakiś szacunek do samego siebie. Jesli ktoś mnie
      spyta co ja wybrałem to odpowiem. Dla mnie myśl, że mam pod jednym dachem
      mieszkać z osobą taką, a nie inna była na tyle nie do pomyślenia, że miłość do
      dzieci tego nie zmieniła.
    • jace_k00 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 20:14
      Zrobisz co zechcesz, ale ja bym zdrady nie wybaczył ani tej sprzed 7 dni ani z
      przed 7 lat. Odszedłbym, mialbym zal, ze przez tyle lat mnie okłamywała, ale
      jednocześnie byłbym wdzieczny, że wreszcie zdobyła się na odwagę. Uważam, że
      szczerość jest najwazniejsza, nie ma prawdy dobrej i złej, prawda zawsze jest
      jednai zawsze jest dobra. A rady, zeby udawać, ze nic się nie stało sa
      beznadziejne i załosne. W takim razie proponuje udac się wszystkim do burdelu,
      poużywac do woli, a kiedy "okres przejściowy" minie przyznacie się żonie. Po
      radach pań pewny jestem, ze wybaczą, będziecie żyli jakby nigdy nic i sumienie
      będzie czyste.
    • eleni80 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 21:10
      wybaczyć
      musiała się z tym strasznie męczyć przez te wszystkie lata
      współczuję jej
      • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 21.06.07, 22:05
        > wybaczyć
        Bo jest taki obowiązek?

        > musiała się z tym strasznie męczyć przez te wszystkie lata
        Nie musiała zdradzać...

        > współczuję jej
        A zdradzani/e na współczucie już nie zasługują?
        • eleni80 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 00:30
          xvqqvx napisał:

          > > wybaczyć
          > Bo jest taki obowiązek?
          nie ma obowiązku, piszę co ja bym zrobiła i co chciałabym , aby mężczyzna
          zrobił, gdybym zdradziła

          >
          > > musiała się z tym strasznie męczyć przez te wszystkie lata
          > Nie musiała zdradzać...
          człowiek jest tylko człowiekiem
          >
          > > współczuję jej
          > A zdradzani/e na współczucie już nie zasługują?
          nadinterpretacja
          a tak na marginesie - nie oczekują tego, nie ma nic gorszego niż współczujący ci
          ludzie, po tym jak zostałeś zdradzony
          • bohumi Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 01:34
            eh, znamienne ze na tym forum o babskiej zdradzie mowi sie w ciezszym tonie niz
            o meskiej.
            Wybacz jej jesli potrafisz, albo odejdz, ale szybko. ja zdradzilam, nie minelo
            duzo czasu, a nic we mnie nie zostalo z tej historii. Wydaje mi sie ze mi
            wybaczono. A zdrada nie byla lekkiego kalibru, zakochalam sie zalosnie i
            znalazlam rekompensate wszystkich moich krzywd w tym nowym "zwiazku". Teraz
            jestemy znow razem, i bardziej razem niz kiedykolwiek. Sprobuj wybaczyc.
            • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 05:06
              > eh, znamienne ze na tym forum o babskiej zdradzie mowi sie w ciezszym tonie
              niz o meskiej.
              Bo to forum "mężczyzna".:-)

              • bohumi Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 05:17
                ah faktycznie.
          • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 05:09
            > nie ma obowiązku, piszę co ja bym zrobiła i co chciałabym , aby mężczyzna
            > zrobił, gdybym zdradziła
            Rozumiem, że dotyczy to także sytuacji - "Ja sobie robię wyskoki, a ty mi
            wybaczaj.":-)

            > > Nie musiała zdradzać...
            > człowiek jest tylko człowiekiem
            I powinien ponieść odpowiedzialność za swe czyny...
            • eleni80 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 11:23
              xvqqvx napisał:

              > > nie ma obowiązku, piszę co ja bym zrobiła i co chciałabym , aby mężczyzna
              > > zrobił, gdybym zdradziła
              > Rozumiem, że dotyczy to także sytuacji - "Ja sobie robię wyskoki, a ty mi
              > wybaczaj.":-)


              dotyczy to sytuacji, nie jestem idealna, ale pomimo tego mnie kochasz
              >
              > > > Nie musiała zdradzać...
              > > człowiek jest tylko człowiekiem
              > I powinien ponieść odpowiedzialność za swe czyny...

              a co zwiesz w tym momencie odpowiedzialnością?
              - czy odpowiedzialnością jest kara w postaci odtrącenia takiej osoby?
              - a może odpowiedzialnością jest pozostanie i życie w męczarniach w poczuciu winy?

              ja żyłam z osobą, która mnie zdradziła i widziałam - że ta druga kara jest o
              wiele bardziej doskwierająca dla winnego ;P A wiesz dlaczego? bo ludzie nie
              wierzą, że istnieje coś takiego jak przebaczenie
              • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 18:58
                eleni80 napisała:
                > dotyczy to sytuacji, nie jestem idealna, ale pomimo tego mnie kochasz
                ... a ja ze swej strony postaram się, żeby Ciebie już nie ranić...
                ... i dlatego ja będę stale cię raniła, a ty, ponieważ mnie kochasz, będziesz
                mi stale wybaczał.
                Które z powyższych zdań stanowić może przedłużenie twej wypowiedzi?

                > a co zwiesz w tym momencie odpowiedzialnością?
                > - czy odpowiedzialnością jest kara w postaci odtrącenia takiej osoby?
                > - a może odpowiedzialnością jest pozostanie i życie w męczarniach w poczuciu
                winy?
                Jedno lub drugie bez biadolenia...

                > ja żyłam z osobą, która mnie zdradziła i widziałam - że ta druga kara jest o
                > wiele bardziej doskwierająca dla winnego ;P A wiesz dlaczego? bo ludzie nie
                > wierzą, że istnieje coś takiego jak przebaczenie
                Raczej mylą je z pobłażliwością.
                • eleni80 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 20:29
                  xvqqvx napisał:

                  > eleni80 napisała:
                  > > dotyczy to sytuacji, nie jestem idealna, ale pomimo tego mnie kochasz
                  > ... a ja ze swej strony postaram się, żeby Ciebie już nie ranić...
                  > ... i dlatego ja będę stale cię raniła, a ty, ponieważ mnie kochasz, będziesz
                  > mi stale wybaczał.
                  > Które z powyższych zdań stanowić może przedłużenie twej wypowiedzi?

                  pierwsze
                  a Ty zajmujesz się układaniem testów psychologicznych?
                  czy też może ostatnio starałeś się o nową pracę?

                  >
                  > > a co zwiesz w tym momencie odpowiedzialnością?
                  > > - czy odpowiedzialnością jest kara w postaci odtrącenia takiej osoby?
                  > > - a może odpowiedzialnością jest pozostanie i życie w męczarniach w poczu
                  > ciu
                  > winy?
                  > Jedno lub drugie bez biadolenia...

                  czyli wszystko jedno czy taka osoba zostanie czy odejdzie - zostanie ukarana -
                  co to więc znaczy ponieść odpowiedzialność?



                  > > ja żyłam z osobą, która mnie zdradziła i widziałam - że ta druga kara jes
                  > t o
                  > > wiele bardziej doskwierająca dla winnego ;P A wiesz dlaczego? bo ludzie n
                  > ie
                  > > wierzą, że istnieje coś takiego jak przebaczenie
                  > Raczej mylą je z pobłażliwością.


                  a jaka jest różnica?
                  bo jakby się tak wgłębić w znaczenie tych słów - oznaczają mniej więcej to samo

                  • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 21:40
                    eleni80 napisała:
                    > pierwsze
                    > a Ty zajmujesz się układaniem testów psychologicznych?
                    > czy też może ostatnio starałeś się o nową pracę?
                    Ani jedno ani drugie. :-)
                    Po prostu drugie zdanie to inne przedstawienie słów "Ja sobie robię i będę
                    robić wyskoki, a ty mi stale wybaczaj.".:-)

                    > czyli wszystko jedno czy taka osoba zostanie czy odejdzie - zostanie ukarana -
                    > co to więc znaczy ponieść odpowiedzialność?
                    Zaakceptować negatywne dla siebie konsekwencje swoich działań...

                    > > Raczej mylą je z pobłażliwością.
                    > a jaka jest różnica?
                    > bo jakby się tak wgłębić w znaczenie tych słów - oznaczają mniej więcej to
                    samo
                    Nie całkiem tak.
                    Pobłażliwość to machnięcie ręką na daną rzecz, bo np. ona to dla nas nic
                    takiego - np. ten kto stale komuś "wybacza", a tamten stale robi "wyskoki" jest
                    pobłażliwy.
                    A gdy ktoś odstąpi od zemsty i odwet mając taką możliwość, to wtedy jest
                    wybaczenie.
                    • eleni80 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 22:22
                      xvqqvx napisał:

                      > eleni80 napisała:
                      > > pierwsze
                      > > a Ty zajmujesz się układaniem testów psychologicznych?
                      > > czy też może ostatnio starałeś się o nową pracę?
                      > Ani jedno ani drugie. :-)
                      > Po prostu drugie zdanie to inne przedstawienie słów "Ja sobie robię i będę
                      > robić wyskoki, a ty mi stale wybaczaj.".:-)


                      zgadzam się


                      >
                      > > czyli wszystko jedno czy taka osoba zostanie czy odejdzie - zostanie ukar
                      > ana -
                      > > co to więc znaczy ponieść odpowiedzialność?
                      > Zaakceptować negatywne dla siebie konsekwencje swoich działań...


                      czyli wracając do tematu głównego wątku - osba zdradzająca wcale nie musi
                      odchodzić...? ;)


                      >
                      > > > Raczej mylą je z pobłażliwością.
                      > > a jaka jest różnica?
                      > > bo jakby się tak wgłębić w znaczenie tych słów - oznaczają mniej więcej t
                      > o
                      > samo
                      > Nie całkiem tak.
                      > Pobłażliwość to machnięcie ręką na daną rzecz, bo np. ona to dla nas nic
                      > takiego - np. ten kto stale komuś "wybacza", a tamten stale robi "wyskoki" jest
                      >
                      > pobłażliwy.
                      > A gdy ktoś odstąpi od zemsty i odwet mając taką możliwość, to wtedy jest
                      > wybaczenie.


                      tu też się zgadzam
                      • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 23.06.07, 07:25
                        eleni80 napisała:

                        > czyli wracając do tematu głównego wątku - osba zdradzająca wcale nie musi
                        > odchodzić...? ;)
                        Chyba zdradzona. :-)
                        Jasne, że nie.
                        Natomiast osoba zdradzająca NIE MOŻE stosować żadnego z poniższych rozwiązań
                        (częstych dla nich):
                        - próba obarczania winą osoby zdradzonej;
                        - "szantaż moralnego" ("Skoro mnie kochasz, masz obowiązek mi wybaczyć.",
                        dzieci etc.);
                        - bagatelizowania problemu;
                        - braku chęci poprawy.
                        • eleni80 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 23.06.07, 12:24
                          xvqqvx napisał:

                          > eleni80 napisała:
                          >
                          > > czyli wracając do tematu głównego wątku - osba zdradzająca wcale nie musi
                          > > odchodzić...? ;)
                          > Chyba zdradzona. :-)

                          no tak ;P napisałam to w sensie - nie musi odejść - wypędzona przez stronę
                          zdradzoną :)
    • waldi9910 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 10:33
      Zdrada to wielce przereklamowany termin.Czy w imię własnej pychy warto psuć
      życie sobie i tej drugiej.Błądzić rzecz ludzka.
      • xvqqvx Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 19:02
        Czy mówisz to jako zdradzony czy zdradzający?:-)
    • jszhc Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 10:36
      Moze warto wybaczyc...i zyc dalej....w koncu to stare dzieje..:)
      • zielona_poziomka Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 11:30
        zdrada to koszmar, mi jest sie ciezko pozbierac, wybaczyłam i teraz załuję, bo
        on nadal to robi. Ty jestes w innej sytuacji. Jesli sie kochacie to daruj i
        bądzcie dalej szczesliwi, ja probowalam ratowac malzenstwo dla dzieci, i to byl
        moj blad, powiedzenie "KOCHAM CIE przepraszam" to nie wszystko, ale u mnie to
        inna sytuacja. W Twojej widze spore szanse na to że sobie z tym poradzisz,bo i
        druga strona robi inaczej niz moj partner. powodzenia
    • camel_3d ale taetr,,,, 22.06.07, 15:02
      ludzie..nikt nie jest niczyja wlasnoscia...
      jezeli zdradzial to zdradzila..nie musiala ci tego mowic, ale skoro powiedziala
      to zanczy ze ci ufa... i ze zle sie czuje z tym na sumieniu... koniec.
      • xvqqvx Re: ale taetr,,,, 22.06.07, 19:01
        Powiedziała, bo chciała zrzucić ciężar wyrzutów sumienia na drugą osobę i
        poprawić sobie nastrój - nihil novi.
        • nangaparbat3 Ty xvqqvx 22.06.07, 20:48
          xvqqvx napisał:

          > Powiedziała, bo chciała zrzucić ciężar wyrzutów sumienia na drugą osobę i
          > poprawić sobie nastrój - nihil novi.

          To chyba prokurator jesteś. Jesli nie z zawodu, to z upodobania.
          • xvqqvx Re: Ty xvqqvx 22.06.07, 21:20
            nangaparbat3 napisała:
            > To chyba prokurator jesteś. Jesli nie z zawodu, to z upodobania.
            Lepiej być prokuratorem niż naiwniakiem. :-)
            • nangaparbat3 Re: Ty xvqqvx 22.06.07, 23:36
              xvqqvx napisał:

              > nangaparbat3 napisała:
              > > To chyba prokurator jesteś. Jesli nie z zawodu, to z upodobania.
              > Lepiej być prokuratorem niż naiwniakiem. :-)
              Nie;)
              • xvqqvx Re: Ty xvqqvx 23.06.07, 07:15
                nangaparbat3 napisała:
                > > Lepiej być prokuratorem niż naiwniakiem. :-)
                > Nie;)
                De gustibus non disputandum est. :-)
    • bogo2 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 19:05
      to gdzie problem...?

      zadra1972 napisała:

      > Jest wspaniala kobieta, madra, inteligentna, piekna, swietna gospodynia i
      > doskonala matka. Odpowiada mi pod kazdym wzgledem.
      >
      • ginger43 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 26.06.07, 11:34
        Właśnie, moje pierwsze skojarzenie było identyczne. Po co się doszukiwać
        problemu, bo z tego co napisałeś nie widać żeby był. Wydaje mi się, że zdrada
        psychiczna byłaby znacznie gorsza... niz jednorazowy seks.
    • mniecio.ptak Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 21:20
      Zdrada, wielki problem, a jak obraza? Facet zdradził, to świnia cham, ale może
      warto by się zastanowić, dlaczego zdradził, może nie miał wyboru? Może wygląda
      to tak? Baba od lat siedzi w necie, wciąż nawiązuje nowe znajomości, orgazmuje
      się z wirtuanymi kochankami, a facet obsycha? Latwo jest oceniać skutki, ale
      warto poznać przyczyne.
      • floo77 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 21:32
        w zasadzie tylko w jednym przypadku potrafię zrozumieć zdradę - ale dotyczy
        to.. hm.. jakiś 3% ludzi pewnie i nie pisze tu o kalectwie...
        reszta to po prostu erotmani nie panujący nad sobą...
        jeśli już tak stawiasz sprawę mniecio to można by pociągnąc to dalej i
        zastanowić się czemu ona szuka wirualnych "kochanków". On może i usycha, ale
        usycha mu tylko jedna część ciała (w przypadku, który przywołałeś, tylko jedna
        część), u niej natomiast obsycha o wiele więcej - ona obsycha emocjonalnie,
        więc szuka po prostu "bliskość" i zrozumienia w Necie, tego, że ktoś jej powie
        że ładnie się uśmiecha, mimo że to tylko obrazek - emotikonka. W sumie taka
        zdrada jest chyba gorsza - zdrada emocjonalna, że ktoś, niezależnie - mężczyzna
        czy kobieta, szuka bliskości (o paradoksie) w sieci, że zwierza się komuś itd...

        • mniecio.ptak Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 21:50
          floo77 napisała:

          > w zasadzie tylko w jednym przypadku potrafię zrozumieć zdradę - ale dotyczy
          > to.. hm.. jakiś 3% ludzi pewnie i nie pisze tu o kalectwie...
          > reszta to po prostu erotmani nie panujący nad sobą...
          > jeśli już tak stawiasz sprawę mniecio to można by pociągnąc to dalej i
          > zastanowić się czemu ona szuka wirualnych "kochanków". On może i usycha, ale
          > usycha mu tylko jedna część ciała (w przypadku, który przywołałeś, tylko jedna
          > część), u niej natomiast obsycha o wiele więcej - ona obsycha emocjonalnie,
          > więc szuka po prostu "bliskość" i zrozumienia w Necie, tego, że ktoś jej powie
          > że ładnie się uśmiecha, mimo że to tylko obrazek - emotikonka. W sumie taka
          > zdrada jest chyba gorsza - zdrada emocjonalna, że ktoś, niezależnie - mężczyzna
          >
          > czy kobieta, szuka bliskości (o paradoksie) w sieci, że zwierza się komuś itd..

          Podałem tylko taki przykład, przyczyny mogą być różne. Facet w brew pozorom też
          potrzebuje bliskości, ciepła dotyku i nie chodzi tu tylko o tę jedną obsychającą
          część hehe. Chociaż mało który do tego się przyznaje.
          • floo77 Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 22:07
            wiem, dlatego napisałam, że w tym przypadku, wiem, że też potrzebują bliskości
            i takich tam :)
            • mniecio.ptak Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 22:20
              floo77 napisała:

              > wiem, dlatego napisałam, że w tym przypadku, wiem, że też potrzebują bliskości
              > i takich tam :)

              Tak Myszko, " zdrada to zdrada" ale jednak zawsze jest złem.
              Pozdrawiam.
    • m.o.n.g.o.l Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 21:35
      zdrada to zdrada,nie wazne kiedy.zostaw ja.

      pozdr.
      • mniecio.ptak Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 22.06.07, 22:11
        m.o.n.g.o.l napisał:

        > zdrada to zdrada,nie wazne kiedy.zostaw ja.
        >
        > pozdr

        O co chodzi?
    • artemisia_gentileschi Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 23.06.07, 08:13
      Przespij sie dwa razy z jej kuzynka i bedziecie kwita;P
    • k.u.s.a Re: Zdrada, ktora wyszla na jaw po latach 23.06.07, 13:11
      Po szesnastu latach małżeństwa????? Zupełnie niepotrzebnie ci to powiedziała. i
      po co ci ta wiedza???Niech teraz ci poda receptę , jak z tym żyć!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka