Dodaj do ulubionych

Peter White - koncert w sali Kongresowej

11.10.06, 13:40
w dniu wczorajszym pod patronatem Ery Jazzu.
Byłem i widziałem. Nie spodziewałem się jakiś specjalnych „fajerwerków” – i
okazało się, że byłem w błędzie. Koncert rewelacyjny, świetni muzycy, a sam
PW w doskonałej formie. Zarówno muzycznej jak i fizycznej. Tryskał humorem,
opowiadał żarciki, miał cudowny kontakt z publicznością – np. zademonstrował
jak wyciszać oklaski, a później je znowu wywoływać. Zresztą pozwolił sobie
zejść ze sceny, grać wśród publiczności, a później grać wraz z saksofonistą
dla małej 5 letniej dziewczynki, która stała w przejściu na parterze.
Muzyka zagrana o wiele ostrzej niż ta, którą znamy z płyt. Z maleńkim 1/7
playbackiem, po prostu zamiast drugiego klawiszowa był czasem słyszalny
podkład. Naturalnie na klawiszach grał Danny White (prywatnie brat PW – wcale
niepodobny z wygladu, znany z zespołu Basi i Matt Bianco)
I co najważniejsze – nie było to smędzenie znane z płyt. A sam PW nie
samoogranicza się, czego dowodem było (ku mojemu zaskoczeniu) zagranie
kompozycji O’Ye como Va w wersji bardzo zbliżonej do znanej nam z płyt
Santany. Pełne zaskoczenie, i trzeba przyznać ze utwór ten zagrany został
wręcz brawurowo, co zapewne jest zasługa wspaniałego „bardzo szybkiego”
perkusisty i muzyka grającego na instrumentach perkusyjnych.
W innym utworze "She's in Love" (z repertuaru Christophera Crossa) mogliśmy
usłyszeć cytat - riff z kompozycji Georgia Bensona - Breezin’. (chyba z
pierwszej płyty smooth jazzowej, tylko wtedy jeszcze nikt nie wiedział ze to
tak się nazywa, czyżby to był muzyczny ukłon PW w stronę swoich korzeni?)
Co by nie mówić u podstaw kompozycji granych na koncercie stała silna sekcja
rytmiczna. Tych dwóch muzyków potrafiło wyczarować „na bębnach” prawdziwą
muzykę – to rzadkość wśród perkusistów. A trzeba zauważyć, że solówki grane
przez perkusistów w muzyce smooth jazzowej są raczej rzadkością.
Koncert otworzył chyba najsłynniejszy utwór PW –czyli „promenada”, natomiast
ostatnim utworem (przed bisami) był Bullseye – zagrany w długiej,
skomplikowanie rozbudowanej wersji. Brzmiał jeszcze lepiej niż na płycie. Na
bis zagrany „medley” z kilku kompozycji… i po dwóch godzinach było po
koncercie. Szkoda, bo ze zdziwieniem zauważyłem jak szybko minął czas.
Ciekawostki:
– PW mimo ze wydał całkiem niedawno nowa płytę Playin' Favorites (same
covery) to na koncercie raczej promował swoją poprzednią płytę z 2004 r.
Confidential
- po koncercie PW podpisywał płyty
- w holu Sali Kongresowej można było nabyć w bardzo przystępnych cenach jego
płyty – po 20zł, confidental i ostatnia za 50 zł
- „koniki” próbowali sprzedawać bilety, ale chyba tylko naiwny skusił się na
nie, bo sala była wypełniona w 80-85%, bilety byłe dostępne w dowolnej ilości
w kasach Sali kongresowej.
Obserwuj wątek
    • maff1 Re: Peter White - koncert w sali Kongresowej 17.10.06, 12:20
      w uzupełnieniu skład zespołu:
      Peter White - gitara klasyczna
      Danny White - klawisze
      Jaared Arosemena - saxofony + spiew w She's in Love (saxofony rewelacyne)
      Rick Parnell - perkusja (wirzcie mi, grał muzyke na bebnach, a nie tylko walił
      w bebny w trakcie solówek)
      Joe Becket - inst. perkusyjne (conga to chyba jego ulubiony instrument,
      przepieknie na nich grał)
      Frank Felix - gitara basowa, grał w manierze Marcusa Millera

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka