kraktoo
14.10.07, 03:43
Jeszcze jeden powod dlaczego nalezy glosowac na PiS! Czy dostaliscie
juz emalie o tresci:
DEKLARACJA
Tel Aviv 07.10.2007
Ja, Meir Bar (Brandwain) urodzony 17 października 1951 w Polsce w
Warszawie zamieszkały w Izraelu w Kiryat Krinicy, legitymujący się
izraelskim dowodem tożsamości Nr 068452325, jako były wspólnik firmy
Art-B oświadczam pod pełną odpowiedzialnością co następuje:
W czasie działalności firmy Art-B w Polsce finansowaliśmy partię
polityczną Porozumienie Centrum (PC) założoną przez braci Jarosława
i Leszka Kaczyńskiego, której byli przywódcami. Obydwaj bracia
Kaczyńscy w sposób wyczerpujący byli oficjalnie informowani na
bieżąco o faktach finansowania ich oraz ich partii politycznej ze
środków pochodzących z Art-B z operacji finansowej "Oscylator".
Jednym z dowodów na to jest sprawozdanie złożone dnia 19 stycznia
1993 na ręce Marszałka Sejmu R.P., pana Wiesława Chrzanowskiego
przez Macieja Zalewskiego, ówczesnego Sekretarza Stanu Kancelarii
Prezydenta R.P, oraz Posła na Sejm R.P.
W czerwcu 1991 roku na żądanie braci Kaczyńskich środki
z "Oscylatora" w wysokości 17 mld PLZ (ówcześnie równowartość 1,7
mill USD) zostały przekazane bezpośrednio Maciejowi Zalewskiemu w
gotówce na zakup akcji spółki .Telegraf przez Art-B. Jednocześnie na
konto firmy "Telegraf" dokonano przelew w wysokości 40 mld PLZ
(równowartość $4,2 mill) na pokrycie niespłaconego kredytu
udzielonego tej firmie przez bank BPH w Krakowie- Założona we
wrześniu 1990 r. spółka "Telegraf" finansowała działalność patii PC
kierowanej przez braci Kaczyńskich. Prezesem spółki był Maciej
Zalewski.
W akcie oskarżenia przeciwko Bogusławowi Bagsikowi, Andrzejowi
Gąsiorowskiemu i mnie cynicznie wliczono tę kwotę jako nierozliczone
środki nielegalnie zagarnięte z systemu bankowego !!!
Oświadczam z pełną odpowiedzialnością, że firma Art-B została
oszukana przez braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Po braku
akceptacji z naszej strony do dalszej współpracy z braćmi
Kaczyńskimi oraz dalszego wykorzystywania nas do finansowania ich
poczynań, nasza działalność została przez nich nagle uznana za
kryminalną i niebezpieczną dla systemu działania państwa polskiego.
Dodatkowo, po otrzymaniu informacji o finansowaniu przez nas
bankrutującej fabryki ciągników "Ursus" w okresie tuż przed
zbliżającymi się wyborami do Sejmu i Parlamentu R.P. w 1991 roku,
bracia Kaczyńscy wpadli w panikę twierdząc że na skutek naszej
działalności "zostaną załatwieni od strony chłopów" oraz że w ten
sposób Art-B przeciągnie tych wyborców do konkurencyjnej partii
politycznej - Unii Demokratycznej, że Unia wtedy zdobędzie dodatkowo
25% głosów więcej, co w mniemaniu braci Kaczyńskich zaburzy
istniejącą równowagę polityczną w Polsce, czyli powodując sytuację
utraty przez nich absolutnej władzy którą wtedy posiadali.
Konsekwentnie na skutek działań braci Jarosława i Lecha Kaczyńskiego
zmuszeni zostaliśmy do opuszczenia Polski.
Systematyczną eksterminację firmy Art-B za pomocą uruchomionego
przez nich aparatu władzy, służb specjalnych, oddziałów
antyterrorystycznych Jarosław i Lech Kaczyńscy traktowali
jako "precedens na którego przykładzie można było zobaczyć jak
państwo polskie może bronić się kiedy jest bezradne". Operacja
finansowa "Oscylator" która przez miesiące stanowiła źródło
nieograniczonych wpływów dla partii politycznej kierowanej przez
braci Kaczyńskich, będąca wówczas w ich prawnej i profesjonalnej
ocenie operacją całkowicie legalną nagle została uznana przez nich
za działalność przestępczą w kontekście naszej odmowy na dalsze
wykorzystywanie naszego potencjału.
Zostały za nami wysłane międzynarodowe listy gończe - za Bogusławem
Bagsikiem, Andrzejem Gąsiorowskim, oraz mną, Meirem Barem-
Następstwem tego Bogusław Bagsik został w 1993 roku aresztowany w
Szwajcarii, deportowany do Polski, skazany na 9 lat wiezienia miedzy
innymi za rzekome wyprowadzenie kilkuset milionów dolarów przy
pomocy "Oscylatora" z polskiego systemu bankowego w tym wliczając
środki przekazane na "Telegraf" i PC. Ja zostałem aresztowany w
Niemczech w Iipcu 2000 roku w Monachium, jednakże nie doszło do
mojej ekstradycji do Polski.
W tym czasie prokuratorem generalnym w Polsce był Lech Kaczyński -
ten sam człowiek, który uprzednio kierował partią PC finansowaną z
działalności firmy Art-B ze środków generowanych z
tzw. "Oscylatora". Zdawał on sobie doskonałe sprawę, że mój pobyt w
polskim wiezieniu, oraz moje zeznania w trakcie obrony w procesie w
polskim sądzie raz na zawsze mogą skompromitować publicznie braci
Kaczyńskich w Polsce zamykając drogę ich ambitnym i niezaspokojonym
planom politycznym.
Na moje więc szczęście, z obawy przed możliwością wywołania skandalu
i nieuchronną kompromitacją, Lech Kaczyński jako prokurator
generalny dokonał świadomie i z premedytacją szeregu formalnych
uchybień, co wykluczyło ostatecznie możliwość mojej ekstradycji do
Polski.
Wykorzystując polskie media Lech Kaczyński objawił społeczeństwu
zarzuty o rzekomym wyłudzeniu przeze mnie z polskich banków kwoty 47
mill USD. Natomiast w oficjalnym wniosku o ekstradycję zaniżono
drastycznie zarzucaną kwotę pieniężną (po przeliczeniu ze złotówek)
do około kilkuset marek zachodnich - czyli ilości nie kwalifikującej
się nawet przy pospolitej kradzieży do jakiegokolwiek ścigania, w
Polsce Bogusław Bagsik został skazany za te same rzekome
przestępstwa na kwotę kilkaset milionów dolarów, a przecież w
przedstawionych mi zarzutach mieliśmy być wspólnikami.
Lech Kaczyński będący wówczas Prokuratorem Generalnym R.P.
spowodował niedoręczenie do odpowiednich władz w Niemczech końcowego
wniosku o dokonanie ekstradycji w wymaganym ustawowo terminie 40
dni. Popełnił to zaniedbanie świadomie i z premedytacją, pomimo
bezpośredniego otrzymywania codziennych ponagleń ze strony
Prokuratora Generalnego Bawarii zaniepokojonego takim obrotem sprawy.
Na ten temat w późniejszym Lech Kaczyński składał publicznie szereg
sprzecznych ze sobą i całkowicie niezgodnych z prawdą oświadczeń, na
przykład iż zawinił tłumacz który przez 40 dni nie zdążył
przetłumaczyć w sumie krótkiego wniosku o ekstradycję. Innym razem -
że to właśnie władze niemieckie bez powiadomienia strony polskiej
zmieniły procedurę i uwolniły mnie na trzy dni przed obowiązującym
terminem (!!!). Jako osoba odpowiedzialna za resort sprawiedliwości
to on sam decydował o każdym kroku, i on był odpowiedzialny za
całość procedury.
Moim ówczesnym obrońcą był autorytet prawny najwyższej światowej
sławy - adwokat Alan Dershovrtz, będący wieloletnim rektorem katedry
prawa na prestiżowej uczelni Harward, przewodniczącym
kilkudziesięciu międzynarodowych komisji prawnych, obrońcą w
niezliczonej ilości najważniejszych spraw karnych naszego globu.
Adwokat Alan Dershovitz odbył osobiście podróż do Polski i spotkał
się z Prezydentem R.P. przedstawiając mu swój punkt widzenia na całą
zaistniałą sprawę. Poinformował go o międzynarodowym prawnym
skandalu jaki zaistnieje, jeżeli dojdzie do mojej ekstradycji.
Wyjaśnił w detalach wszystkie błędy proceduralne jakie popełniła
polska prokuratura w przebiegu całego postępowania karnego jakie
wszczęto przeciwko mnie i moim partnerom z Art-B. Jednocześnie
autorytatywnie poinformował Lecha Kaczyńskiego, iż wystawiony
przeciwko mnie międzynarodowy list gończy jest wystawiony sprzecznie
z obowiązującymi międzynarodowymi przepisami prawa: wniosek o
ekstradycję został podpisany przez zastępcę prokuratora rejonowego
(!!!) jednej z dzielnic Warszawy. Jarosław Kaczyński miał w pełni
świadomość iż w myśl obowiązujących wówczas przepisów taki wniosek
powinien podpisać zastępca prokuratora generalnego, apelacyjnego czy
okręgowego, oraz potwierdzony przez odpowiednią w tym przypadku
instancję sądu.
W identyczny sposób skomentowali ten fakt również sędziowie
niemieccy. Sędzia w Monachium po