aaa202
01.04.07, 11:41
Otóż chciałam spytać, czy w Waszych miejscach pracy również panuje zwyczaj
przedświątecznych spotkań "opłatków", "choinek", "jajeczek" (brakuje
mi "zniczyków", "bożych ciałek")?
Kiedy znalazłam w swojej przegródce pocztowej szefowski list wzywający do
stawienia się na takiej imprezie, wyrzekłam spontanicznie w większym
gronie "mam w dupie jajeczka". Wtedy paru życzliwych zaczęło gorąco mnie
przekonywać, że radzą przyjść, że nie wypada, że szef, zwany wdzięcznie
Quasimodo, listę puści, że jako "nowa" nie powinnam fikać i ćwiartkę zimnego
jajca z szefem przetrącić, oraz wysłuchać agitki o przyszłości naszego
zespołu. No to ja pytam: A jeśli jestem agnostyczką. No naprawdę jajeczka
mnie nie dotyczą. Powiedziano mi: To usiądziesz dalej od księży (bo czarni
dwóch rytów mają uświetniać).
Dodam tylko, że dla odbycia owego "jajeczka" mam odwołać 4 godziny zajęć.
Irytuje mnie marnowanie mojego czasu na próżne czynności.
Wszędzie li praktykuje się ten zwyczaj?