poziom-ka
09.06.04, 19:50
W 2001 r. Jarosław Zieliński zamierzał zostać posłem. Przepadł. Napisaliśmy
parę słów o kampanii wyborczej, bo nielegalnie sponsorował ją suwalski
biznesmen, ulubiony klient miejscowej prokuratury, która oskarżała
dobroczyńcę Prawa i Sprawiedliwości o groźby karalne, paserkę i wyłudzenie
podatków („Podpora Kaczora”, „NIE” nr 1/2003).
Potem Zieliński chciał zostać prezydentem Suwałk. Znów przepadł. Na otarcie
łez Kaczory powierzyły mu fuchę burmistrza Śródmieścia w Warszawie, którą
sprawuje do dzisiaj.
W październiku 2003 r. na Podlasiu odbyły się wybory uzupełniające do Senatu.
Wygrał poseł PiS Krzysztof Jurgiel. Opróżnione przez niego miejsce w Sejmie
zajął Jarosław Zieliński. Nie musiał w tym celu ruszyć palcem w bucie.
Żona naszego bohatera Lilianna Z. z synem wciąż przebywa w Suwałkach. Jest
dyrektorem oddziału Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, zarabia 3000 zł
miesięcznie.
3 listopada w zeszłym roku wypadł w poniedziałek.
Jechałam z synami do domu. Gabryś ma 16, Bogdan 14 lat – opowiada Celina
Leszczyńska z podsuwalskiej Węgielni. – Była 16.45. Nic nie pamiętam z
kraksy. Kiedy ocknęłam się,
leżałam na asfalcie. Obok chłopcy. Nasz Mercedes płonął. Po raz kolejny
odzyskałam przytomność, jak któryś z synów krzyczał: Czy mama żyje?
Dużo później, w szpitalu, poznała szczegóły tragedii. Zderzyła się czołowo z
nadjeżdżającym z naprzeciwka busem. Prowadził go Marek Bielski. Jego
przytomności umysłu zawdzięcza życie swoje i synów. Gdyby nie wyciągnął
nieprzytomnych na drogę, zostałaby po nich garść popiołu.
W wypadku brał udział trzeci samochód. Nie zachowując należytej ostrożności
włączał się do ruchu z drogi podporządkowanej i uderzył w bok Mercedesa
zmieniając jego tor jazdy. Jak się okazało, ten trzeci samochód zgubił
tablicę rejestracyjną. Był to Seat Cordoba należący do posła Jarosława
Zielińskiego.
Wkrótce w tłumie gapiów pojawiła się Lilianna Z. Oświadczyła, że ona
siedziała za kierownicą. Odjechała z miejsca zdarzenia, nie udzielając pomocy
ofiarom w trosce o bezpieczeństwo swego synka, 5-letniego Konrada. Seat z
dzieciakiem stał na polnej drodze jakieś 200 metrów dalej.
Rzecznik prasowy suwalskiej policji od razu oświadczył, że Lilianna Z.
jedynie oddaliła się z miejsca wypadku. Nie uciekła! I wcale nie miała
obowiązku brudzenia sobie płaszcza wyciąganiem zakrwawionych, nieprzytomnych
pasażerów Mercedesa, choć ten się fajczył.
Gdy sprawa wyszła na jaw, dał głos poseł Zieliński.
O gazetowych informacjach sucho relacjonujących zdarzenie: Trudno to
odczytywać inaczej, jak żerowanie na ludzkim nieszczęściu i atak na moją
osobę.
O wypadku: Na pewno żona nie była sprawcą wypadku. Nasz Seat ma tylko małą
rysę na zderzaku. To bzdura.
O tym, że Lilianna Z. nie próbowała udzielić pomocy ofiarom: Czy żona miała
zostawić auto na środku jezdni, żeby doszło do kolejnego nieszczęścia?
Dotarła do „NIE” osoba, która widziała przebieg wypadku. Jest „prawie pewna”,
że za kierownicą Seata siedział „pan w kapeluszu”, a nie kobieta. W
kapeluszach gustuje poseł
Zieliński. Jeśli to on prowadził, a nie zamierzał się tym chwalić, bo np. był
po drinku, logiczne jest, że nie zatrzymał się na miejscu wypadku, ale
zjechał w polną drogę, skąd miał niedaleko
do domu.
Zieliński twierdzi, że w chwili zdarzenia był w Białymstoku. Miał ze sobą
telefon komórkowy, który jest rodzajem smyczy. Operator sieci komórkowej, z
której korzysta poseł, bez trudu
powie, gdzie w feralnym momencie przebywała komórka posła.
Celina Leszczyńska do dziś patrzy na świat z pozycji horyzontalnej. Komfortu
przebywania na wózku inwalidzkim doświadcza godzinę, góra dwie godziny
dziennie. Dłużej nie może sie-
dzieć, bo boli. O chodzeniu na razie nie ma mowy. Synowie mieli
wstrząśnienia mózgu.
Organy ścigania uznały, że uszkodzenia ciał ofiar nie są zbyt poważne. 31
marca 2004 r. Prokuratura Rejonowa w Suwałkach złożyła do Wydziału Grodzkiego
miejscowego sądu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania karnego. Znaczy
to, że kartoteka karalności Lilianny Z. pozostanie czysta i będzie mogła bez
przeszkód pełnić funkcję dyrektora. Powód prosty:
Zarówno stopień zawinienia, jak i stopień społecznej szkodliwości czynu nie
jest znaczny. Sprawca nie był dotychczas karany sądownie za przestępstwo
umyślne. Jej postawa, właściwości i warunki osobiste, dotychczasowy sposób
życia uzasadniają przypuszczenie, że pomimo umorzenia postępowania, będzie
przestrzegała porządku prawnego. Prokuratura zadbała o naprawienie przez
Liliannę Z. uczynionych szkód. Żąda, żeby zapłaciła pani Celinie 6800 zł, jej
synom po 1700 zł i Markowi Bielskiemu 3 000 zł.
Wniosek o umorzenie podpisał Jan Wiśniewski, asesor. Jest to trzeci
prokurator, który zajmował się sprawą. Pierwsza była prokurator Hanna
Kuźmińska. Tak się złożyło, że jej siostra, też prawniczka, w interesującym
nas czasie znalazła robotę w biurze posła Zielińskiego.
Smaczków jest więcej. Złożone przez adwokata wnioski dowodowe w ogóle nie
trafiły do akt! Mecenas nie wysłał ich pocztą ani nie złożył na policji,
gdzie się mogły zawieruszyć, ale osobiście dostarczył do Biura Podawczego
Prokuratury Rejonowej w Suwałkach, co potwierdzają pieczęcie.
– Złożyłem trzy wnioski w różnych terminach. Dwa bardzo ważne. Jeden o
powołanie kolejnego lekarza, który oceniłby stan zdrowia mojej klientki,
drugi o przyznanie pani Celinie funkcji oskarżyciela posiłkowego, co jej się
z mocy prawa należy. Gdy akta trafiły do sądu, dla pewności procesowej
poszedłem je przejrzeć. Wniosków nie było – opowiada mec. Miłosz Sadowski.
Sprawa trafi na wokandę w czerwcu.
Mąż Celiny Leszczyńskiej jest rolnikiem. Ona uczy w szkole na wsi. Zielińscy
też są nauczycielami. „Nauczycielami i społecznikami” – tak się przedstawiają.
Wypadek przewrócił życie Leszczyńskich do góry nogami. Synowie mieszkają u
dziadków. Gospodarstwo, dom i wożenie pani Celiny po lekarzach i
rehabilitantach spadło na głowę męża. Pieniędzy – choćby na leki – znikąd. Do
tej pory PZU nie wypłacił za samochód, ponieważ przez jakiś czas Lilianna Z.
utrzymywała, że prawdziwą sprawczynią wypadku jest jego ofiara.
– Pani Lilianna dwa razy odwiedziła mnie w szpitalu. Podczas pierwszej wizyty
krzyczała, że to ja jestem winna. Na drugą przyszła z czekoladkami – opowiada
Celina Leszczyńska.
Potem Lilianna Z. napisała do pani Celiny list: ...podtrzymuję gotowość
niesienia Pani wszechstronnej pomocy, łącznie z finansową – deklarowała pani
Z.
Potem Zielińscy odwiedzili Leszczyńskich w domu. Proponowali 8600 zł w zamian
za odstąpienie od roszczeń.
– Twierdzili, że więcej i tak nie dostanę. Może to prawda, bo tak mówili też
policjanci. Nie wiedziałam, jak się zachować – mówi pani Celina.
– Zawsze na niego głosowaliśmy – dodaje jej mąż.
Autor : Krzysztof Gołąb
Dziwne bo ja też na niego głosuję od zawsze a tu masz babo placek . Nie
bardzo wierzę w to co pisze wyżej . Czy ktoś może to potwierdzić lub
zaprzeczyć?