Ciągle włóczę się w bibliotece wzdłuż półek z książkami polskimi. I co mi się
ręka wyciągnie, to zaraz opada...
Doradźcie dobre powieści polskie z czasów 1960-80, czyli bez stalinizmu (i bez
Lema i polskiej fantastyki, bo to "inna półka"). Były w ogóle jakieś dobre? Bo
mi w liceum obrzydzali życie jakimś "Tańczącym jastrzębiem", podczas gdy ja
tonąłem w Lemie...