Bardzo podobał mi się ten film! Brak schematu rodem z Hollywood sprawił, że w
ogóle nie mogłam go rozgryźć, a nutka niepewności, co zdarzy się "potem"
towarzyszyła mi do końca. Do tego te cudowne, magiczne wręcz zdjęcia!
Zastrzeżenia mam tylko dwa: film nie trzymał w napięciu, tak jak się
spodziewałam, a poza tym uśmiercono w nim mojego ulubionego Indianina!
Słowem: dobra robota jak na kino europejskie.