Jak to jest - podchodzi człowiek z biletami w ręku i mówi - złotóweczka, po
czym nie daje biletu ale wkłada karteluszkę za szybę z godziną albo pyta
się "bilecik potrzebny?".
Po czym chowa pieniądze do kieszeni nie dając nic.
Oczywiście domagając się wymusimy w końcu bilet parkingowy, ale może w końcu
jesli mają być jakieś opłaty parkingowe, zakładając że ma to jakiś sens, to
niech nie będzie to opłata na zasadzie "do kieszeni".