Jechałem sobie ostatnio autobusem. Nagle, jak to czasem bywa, dwóch facetów przypina te
swoje plakietki i: "bileciki do kontroli". Ja spoko, bo jak przystało na praworządnego obywatela
bilecik skasowałem, rzecz jasna.
Ale dwaj chłopaszkowie (jakies 15 lat) co 2 m ode mnie siedzieli niestety nie.
Jeden z kontrolerów podchodzi do nich, życzy sobie biletów i słyszy:
-Spadaj palancie.
Uuuu. spojrzałem z zainteresowaniem. To, że smarkacze nie kasują biletów, to rzecz
nagminna, widziałem...