Bo mnie się to zdarza bardzo rzadko.
Ostatnio, gdy się popłakałam, to w koncu poczułam kontakt z rzeczywistością i
w końcu zwróciłam się do kogoś o pomoc.
Czytam tu o waszych lękach i myślę - nie mam takich lęków, nie czuję strachu.
Więc dlaczego nie mam ochoty wychodzić z domu, unikam znajomych, a jeśli już
muszę z kimś rozmawiać, to cały czas się uśmiecham, choć wcale mi nie do
śmiechu?
I czemu nie mam odwagi spojrzeć innym prosto w oczy?