Pamiętacie?
Każda para rąk była potrzebna, podbieranie, wiązanie przywróseł, układanie i
liczenie snopków...
Wynagrodzeniem za ciężką pracę był posiłek spożywany gdzieś na miedzy, np.
bułeczki z kaszą gryczaną popijane zimną herbatą z butelki po żytniówce...
A największą atrakcję stanowił przewóz na furze pełnej snopków, ciągniętej
przez kasztana oczywiście...
To były czasy, aż się łezka w oku kręci...
Pozdrawiam...
Benia