Usłyszałam w Trójce jak Dehnel (za którym jakoś tam specjalnie nie przepadam)
czyta kawałki nowej książki, "Fotoplastikonu" i pognałam od razu do księgarni.
Po czym zjadłam po prostu całą książkę od początku do końca. I jeszcze mi
mało. Czy jestem w tym odosobniona, czy kogoś jeszcze zachwycił ten gulasz ze
zdjęć i tekstów?