Tak nie trzeba być wcale orłem intelektualnym by zauważyć, że
większość tutejszych bywalców to po prostu zwykli SYMULANCI
uzależnieni od narkotyków na receptę. Tak bardzo się napawają ze
swoją fikcyjną chorobą i tym, czego oni już nie degustowali, że
chyba wzięli z nią oficjalny ślub. Dzielą się z wypiekami na twarzy
z wrażeń z każdej wizyty u swojego private delara "legalnych
narkotyków" zwanego potocznie psychiatrą. Nie mam większych
wątpliwości, że ten stan jest celowy i daje...