Polacy zamiast inwestować w rozwój, jak można by tego było oczekiwać od niezamożnego społeczeństwa, odnawiają kostki brukowe na rynkach, parki miejskie, oczka wodne, fontanny, urzędy wszelakie, ścieżki rowerowe i dworce. Z reguły na bogato – kilkadziesiąt baniek za dworzec w prowincjonalnym miasteczku. I tylko dług publiczny coraz większy. Kiedy wielcy macherzy zaczną wyrzucać z portfela nasze papiery dłużne, to ze złotówką może się czasami stać to, co z boliwarem. Wenezuelscy urzędnicy średniego szczebla, też pewnie kilka lat temu nie przypuszczali, że przy braku dopływu świeżych środków do budżetu, zadłużenie sukcesywnie powiększane przez kolejne emisje, wciągnie gospodarkę i wszystkie struktury państwa w otchłań hiperinflacji.
tvproart.pl/news/18207,nowe-skalmierzyce-pozyskaja-pieniadze-na-rewitalizacje-dworca-.html
wyborcza.pl/magazyn/1,124059,18019268,Co_wymysli_chodnik__czyli_polska_atrapa_rozwoju.html