mimamii
21.08.12, 09:10
Pisalam juz troszke o tym w innym moim watku, ale w kontekscie poruszonych tam tez innych spraw, gdzies umyka.
A mamy obecnie naprawde powazny problem i brak juz pomyslow z mezem, jak sobie radzic, poradzic w tej sytuacji...
Pisalam wczesniej:
"Problemem za to, ktory pojawil sie jakis czas temu, jest sytuacja, jaka panuje przy stole kuchennym. Zwykle synek jest b. niecierpliwy (wiem, ze tak dzieci w tym wieku moga miec). Niepokojace jest, w jaki sposob je (niemal polyka kesy, pomiedzy ktorymi wciaz mowi, liczy, analizuje...), a po zjedzeniu 'musztruje' nas jedzacych... (ma wizje na sposob, w jaki powinnismy jesc, kolejnosc jedzenia rzeczy z talerza, jak powinnimy trzymac widelec, itd). Posilki kosztuja nas wiele nerwow i czesto bolu brzucha, choc najbardziej martwie sie o bezpieczenstwo synka przy stole..."
Czy moze u kogos z Was jest, bylo podobnie? Moze ktos cos poradzi?...
Wiem o konsekwencji, nieustepowaniu, itd... Ale, jak widac, wciaz nie ma poprawy.
Wywiesilam na drzwiach kuchennych symbol z przekreslona krzyczaca buzka - choc synek rozumie, ze w kuchni panuje zasada, ze nie krzyczymy w niej, ze w kuchni podczas przygotowania posilkow, spozywania ich potrzebny jest spokoj i cierpliwosc (przeciwna sytuacja jest niebezpieczna zwyczajnie)... to i tak nasze poranki (nie tylko, obiady, kolacje takze) sa koszmarem...
Przygotowywanie posilkow, jedzenie obrzydlo nam zupelnie, kojarzy nam sie z ciaglym stresem, napieciem i pospiechem... a mnie z bolem brzucha... Tego nie da sie opisac... :(
Co z tym robic?... Nie da sie tak funkcjonowac...
A jedzenie jest tematem 'specyficznym' (trzeba jesc), bo zwyczajnie nie da sie tego elementu wyeliminowac z zycia...