03.03.13, 21:37

Pojechaliśmy na narty, syn zjeżdżał z najwyższych gór, stromych i niebezpiecznych, nie bał się.
Któregoś dnia zgubił się na trasie zjazdu, jechał za szybko, tata został w tyle,
dotarł na umówione miejsce po 15 minutach;
był przerażony, nie mógł się uspokoić, prawie płakał.
Gdy już zdenerwowanie minęło, razem z tatą wrócił na swoją ulubioną czarną dwudziestkę.
I znów poczuł wiatr w żaglach,
szusował jak wytrawny narciarz, z dezynwolturą,
patrzyłam z podziwem,
rara avis – pomyślałam.
Obserwuj wątek
    • hankam Re: rara avis 04.03.13, 14:56
      Faajnie. :)
    • kavalsky Re: rara avis 04.03.13, 15:02
      Tak, nasze dzieci są wyjątkowe, pod każdym względem.
      Zastanawiam się, czy Twoj syn szybko nauczyl się zjeżdżać na nartach.
      Czy był to talent samoistny?
      Czekamy, aż nasz syn skrzydła rozwinie, na razie (6 lat) zainrtygował nas doskonałą pamięcią.
      Pozdrawiam, kavalsky
    • wilma1970 Re: rara avis 04.03.13, 16:27
      Nasz syn świetnie sobie radzi na nartach, jeździ od trzeciego roku życia. W tym sezonie zapragnął jeździć na snowbordzie - instruktor nie mógł uwierzyć, że to Franka pierwszy raz - w drugiej godzinie lekcji zjechali swobodnie z długaśnej góry.
      Styl jazdy Franka można nazwać "stylem szmacianej lalki" - trochę jak takie materiałowe postacie, widywane czasami przy stacjach benzynowych, wtłaczne w nie powietrze porusza korpusem i rękoma, które falują swobodnie na wietrze. Ale nasz narciarz-farciarz nie zna lęku i nie straszne mu żadne offroady czy hopki.
      Nic mu nigdy nie przeszkadza - kiedyś jeździł cały dzień w bieliźnie termicznej, dżinsach i ledwo dopiętych spodniach narciarskich - było mu tylko trochę trudno kucać, ale nie czuł dyskomfortu.
      Pewnego też dnia jeździł z asystą najstarszego brata. Zjeżdżaliśmy z mężem sami i spotkaliśmy Franka, jak stał sobie na "poboczu" trasy lekko zdezorientowany. Podjechaliśmy do niego i ujrzeliśmy, jak nasz nastarszy syn, klnąc okrutnie, stoi po szyję w dziurze pełnej śnieżnego puchu, co jakiś czas nabiera powietrza i nurkuje w jej głąb. Okazało się, że Franek wpadł do dziury i zgubił obie narty. "Mam!" krzyczy Kuba z jaru, w wyprostowanej ręce trzyma jedną nartę. Podajemy ją Frankowi, a on ją przypina i widzę, że zbiera się do zjazdu w dół, przecież w zasadzie jest już gotowy, jedna narta mu wystarczy. Zatrzymaliśmy go za kaptur. Znalazła się druga narta, Franek ją przypiął, spojrzałam na niego i zobaczyłam, że gogle zsunęły mu się z twarzy, kominiarka zasłoniła mu jedno oko, drugie jest pełne śniegu. "A ty coś widzisz dziecko w ogóle?" rozejrzał się dookoła półprzytomnie i powiedział "No nie bardzo" :-)
      Kiedyś też na Bani w Białce Tarzańskiej, kiedy dopiero się uczył, wjeżdżał na talerzyku na oślą łączkę, przewrócił się po pierwszym metrze i wjeżdżał na górę cały czas trzymając się wyciągu - ręce, narty...wszystko to kłębiło się pchając przed sobą pryzmę śniegu. Cały stok wołał do niego "puść się! puść się!" ale Franek dzielnie wjechał, na górze otrzepał się i zjechał na krechę. Gdy dojechał do mnie wysypałam mu spod kurtki kwintal śniegu.
      • a-mila Re: rara avis 06.03.13, 23:02
        Dlatego o tym piszę, gdyż narciarstwo w wykonaniu naszego syna uważam za nielada sukces.
        Wiele lat jeździł, ze tak powiem ... między nogami taty (zaczął jako niespełna trzylatek), potem długo pługował. Będąc małym chłopcem powtarzał nieustannie: bojasieja.
        Wreszcie ten narciarski strach zniknął, ale minęło sporo czasu.
        Pozostał inny lęk, ten wewnętrzny, ktoś by rzekł - egzystencjalny, który mu towarzyszy nieustannie.
        pozdrawiam
        a-mila
        • halogen75 Re: rara avis 07.03.13, 19:11
          Super się to czyta:) Z ogromnym uśmiechem na ustach:) Gratulacje dla małych, odważnych mężczyzn:)
          • kavalsky Re: rara avis 08.03.13, 14:30
            Uspokoiłaś mnie, nasz syn też wszystkiego się boi.
            Też razem zjażdżamy, czasem mi ręce opadają ze zmęczenia, bo pomimo swoich 6 lat jest duży i ciężki. Ale jazda na nartach, widzę, syna rajcuje.
            A po powrocie do domu - nie to dziecko! Rozgadane, uśmiechnięte, komunikatywne, dobrze śpi, nawet lepiej się koncentruje.
            Zastanawiam się czy to minusowa temperatura na to wpływa, czy to, że cały dzień jesteśmy w górach na świeżym powietrzu, (mówi się, że w górach nie ma alergenów), czy może ruch?
            A jak jest u Was?
            • a-mila Re: rara avis 19.03.13, 22:27
              Odpowiem, choć z opóźnieniem, bo wyjeżdżałam. A poza tym znów zima na całego, więc i wspomnienia z wyjazdu w góry powracają.
              Każdy pobyt w górach był dla synka dużym skokiem naprzód w rozwoju. Będąc na nartach, wówczas jako 3-latek, zaczął mówić pełnymi zdaniami, w następnych latach: zaczął liczyć, potem czytać, potem dyskutować, etc. Być może ogromna dawka ojcowskiej miłości i akceptacji (mamina jest zawsze) w ciągu tych kilkunastu dni była dodatkowym motorem rozwojowym.
              Pamiętam, jak pewnego dnia, tata Bogusia (z zamiłowania historyk, filozof, prawnik) pomiędzy jednym zjazdem a drugim, próbował mu przybliżyć postać I. Kanta, mówiąc:
              - Pamiętaj synku, w życiu są dwie rzeczy najważniejsze - niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie.
              Boguś miał wtedy 6 lat i wsłuchiwał się w słowa taty z otwartą buzią, pomimo mrozu. Z takim samym zainteresowaniem wysłuchiwał bajek, jak i opowieści o znanych postaciach. Po kolejnym zjeździe, będąc ponownie na wyciągu, tata kontynuował nauki:
              - Nigdy o tym nie zapomnij, o tych dwóch rzeczach, bo tylko niebo gwiażdziste nade mną i prawo moralne są najważniejsze.
              Synek kiwał głową ze zrozumieniem. Kiedy kolejny raz usiedli na wyciągu, tym razem Boguś pierwszy odezwał się:
              - Tato, jest jeszcze jedna rzecz, najważniejsza.
              - Jaka? - spytał tata podekscytowany.
              - Klocki lego.

              Dobrej nocy Wam życzę,
              a-mila
              • pinkdot Re: rara avis 20.03.13, 14:37
                Synek kiwał głową ze zrozumieniem. Kiedy kolejny raz usiedli na wyciągu, tym ra
                > zem Boguś pierwszy odezwał się:
                > - Tato, jest jeszcze jedna rzecz, najważniejsza.
                > - Jaka? - spytał tata podekscytowany.
                > - Klocki lego.

                Zgadzam sie z Bogusiem:).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka