Dodaj do ulubionych

Ok. Mam doła :|

07.04.13, 11:30
Jak w tytule. Generalnie natłok spraw, które muszę w tej chwili ogarnąć (a z przyczyn opisanych poniżej nie mogę), "świeżość" diagnozy i cała masa innych danych składają się na fakt, że jest mi kurcze trudno i jestem jakby zagubiona. Pisząc ten post muszę się wygadać ale też liczę na jakieś rady, wskazówki, jak Wy postąpilibyście na moim miejscu.

Otóż sprawa ma się tak. Kończył mi się urlop wychowawczy, więc musiałam złożyć wniosek o powrót do pracy. Praca dobra, pewna, stabilna firma, niezłe pieniądze, umowa o pracę itd więc żal było rezygnować, tym bardziej, że pieniądze jak każdemu są nam potrzebne, a nam tym bardziej, bo za pół roku chcemy starać się o kredyt. Zbiegło się to w czasie kiedy mój niepokój o młodszego synka nasilał się i kiedy zaczęło się to przekładać na jakieś działania - jakoś wtedy umawiałam się na pierwszą wizytę w poradni. Rozmawiałam z dyrektorem swojego regionu i przeczuwając jak się sprawy potoczą, zapytałam czy byłaby możliwość skrócenia czasu pracy, tj przejścia na część etatu. Odpowiedział, że o ile nie jestem matką karmiącą, samotnie wychowującą dzieci lub mamą dziecka niepełnosprawnego (!) nie ma takiej możliwości w naszej firmie, co wynika z charakteru pracy (pracuję w oddziale dla klientów otwartym 9-17). Złożyłam więc wniosek o przyjęcie z powrotem, a w międzyczasie szukałam sobie jakiejś innej pracy, że a nóż widelec znajdę miejsce, gdzie będę mogła pracować krócej ale godnie. Dostałam kilka ofert i fakt, praca krótsza ale z godnością zatrudnienia nie mająca wiele wspólnego. Umowy zlecenie, brak podstawy, albo stawka godzinna w granicach 7-9 złotych brutto. Stwierdziłam, że w tych czasach lepszej pracy od tej jaką mam nie znajdę, więc po prostu muszę ją trzymać. Więc wróciłam. W międzyczasie dostaliśmy diagnozy dla synka. Autyzm dziecięcy, autyzm wysokofunkcjonujący, PDD-NOS. Staramy się o orzeczenia i opinie z PPP, żeby zmienić małemu przedszkole. Wiadomo, ile z tym zachodu. Chodzimy po lekarzach, neurologach, psychiatrach, robimy badania - eeg, candida, genetyczne. Szukamy terapii, przedszkola, rozmawiamy z ich dyrektorkami. Będziemy się starać o orzeczenie o niepełnosprawności. Z resztą sami najlepiej wiecie ile jest tego wszystkiego do ogarnięcia w czasie po uzyskaniu diagnozy. Teraz musiałam wyjechać na szkolenie z pracy 500km od domu, takie wprowadzające, bo miałam przerwę prawie 6 letnią (mamy 2 dzieci). Szkolenie trwa 3 tygodnie, na weekendy wracam do domu. Właśnie wróciłam i złapałam niezłego doła. Pomijając fakt, że sam powrót do pracy po tak długiej przerwie jest mega stresujący i minimalnie surrealistyczny (z rozmów o kupkach, zupkach i Bercie i Ernim przejść do rozmawiania o inwestowaniu w produkty ustrukturyzowane - ciężka sprawa), to jeszcze mam wyrzuty sumienia. Że nie mam czasu i nie dam rady tego wszystkiego co jest do zrobienia zrobić. Że nie będę miała czasu dla swojego dziecka, dzieci. Że nie będę miała głowy. Głowy i czasu do terapii, do zabawy, do dbania o nich, o niego. Że robię źle, mimo że praktycznie robię to dla nich, dla ich dobra, bo pieniądze potrzebne będą, teraz tym bardziej bo to wszystko strasznie kosztuje. Że Go opuszczam w momencie kiedy jestem mu najbardziej potrzebna. I takie tam.. Nie wiem jak z tego wszystkiego wybrnąć generalnie. Za dużo się dzieje i działo w ostatnim czasie po prostu. Nie wiem czy wrócić na wychowawczy i dokończyć załatwianie spraw (został mi z miesiąc, a jak byłoby orzeczenie to kolejne kilka lat...). W tej chwili myślę, że pójdę, wrócę, postaram się zrobić dobre wrażenie przez jakieś 2-3 mce i wystąpię z wnioskiem o skrócenie wymiaru pracy (zgodnie z tym co powiedział dyrektor w czasie pierwszej rozmowie o takiej możliwości gdybym hipotetycznie miała dziecko niepełnosprawne) i jakoś przełknę ten trudny czas. Nie widzę innego wyjścia. Wiem, że może brzmi to niefajnie, że może teoretycznie powinnam się w tej chwili całkowicie poświęcić dziecku, jego terapii, która teraz powinna być najbardziej intensywna ale mam nadzieję, że jasno wytłumaczyłam swoją sytuację. Nie wracam dla siebie. Mam w nosie karierę i te sprawy. Wracam dla swojej rodziny. Dla kasy jednym słowem. Naprawdę ciężko pogodzić te dwie sprawy :( Na tą chwilę mam pracować w godzinach 8.30-17.30 (licząc z dojazdami). Mały będzie w przedszkolu do 16-17 (mąż też pracuje). W nim mamy zamiar zorganizować dla niego terapeutę po 3-4 godziny dziennie. Potem myślę o terapeucie z mopsu lub także prywatnie w domu na kilka godzin w tygodniu, może logopeda, co będzie potrzebne. No i sama, jeśli dam radę, będę z nim pracować, jak dowiem się jak, ale na pewno nie będę mogła poświecić tyle czasu ile bym chciała. Teraz też chodzi do przedszkola do 16 (już od prawie roku) i znosi to dobrze. Ech. Może macie jakieś lepsze pomysły...?
I PS: Czym jest cień w przedszkolu, dla jakich dzieci jest on potrzebny i jak można go załatwić (państwowo lub prywatnie)?
Dzięki z góry za wszystkie wpisy.
Obserwuj wątek
    • pinkdot Re: Ok. Mam doła :| 07.04.13, 12:03
      Pamika, moim zdaniem nie powinnaś się wpędzać w depresję dlatego, że pracujesz (i de facto zarabiasz na wszystkie terapie, pomoce dla dziecka) - przede wszystkim potraktuj pracę jako odskocznię, sama piszesz, że czujesz się dziwnie, gdy rozmawiasz o ustrukturyzowanych produktach (czy jak to tam się zwie;), zamiast o "kupkach i srupkach" - moim zdaniem to niepokojący znak. Masz dziecko z PDD-NOS, piszesz, że wysokofunkcjonujące -to nie jest żadna tragedia, a przecież i po pracy możesz poświęcać mu czas, są weekendy, wyjazdy służbowe nie zdarzają się często a dziecko ma przecież ojca. Ja nie potrafiłabym się całkowicie poświęcić dziecku, ten czas na początku gdy młody nie mówił (terapia m. krakowską w domu) wspominam jako harówkę i dlatego na 100% nie chcę mieć więcej dzieci, by nie musieć znowu takiego wysiłku podejmować. Potrzebuję przestrzeni dla siebie i robię dużo dla siebie (codzienna joga, wyjścia do kina raz na jakiś czas, wyjazdy samodzielne, praca full time, zajęcia z rysunku, wspinaczka, gra na pianinie) - dzięki temu jestem lepszą matką, a również zarażam swoimi pasjami latorośl.
    • p.o.v Re: Ok. Mam doła :| 07.04.13, 12:22
      Z tego co zrozumiałam, to Ty o 17:30 jesteś w domu a mały jest w przedszkolu do 16:00 - 17:00. To nie rozumiem, gdzie jest problem, jak nie będziesz pracować to będziesz siedziała w domu? i gotowała lub umartwiała się? Ja bym na Twoim miejscu z radością poszła do pracy ;) serio ;)
      Nie zamartwiaj się, Młody potrzebuje wyspecjalizowanej terapii i taką Mu załatwiasz a Jego mamą przecież nie przestaniesz być, poświęcisz Mu czas w weekendy, które sobie fajnie poorganizujecie, zresztą sama zobaczysz jak to się wszystko ułoży. Ja na pewno nie rezygnowałabym "od razu" tylko spróbowała popracować.
    • ese1 Re: Ok. Mam doła :| 07.04.13, 13:30
      jestes w panice i myslisz w chaosie, a to ci na pewno nie pomoze. Dopiero zaczelas pracowac na nowo, wiec wszystko widzisz w duzo wiekszych rozmiarach

      najpierw orzeczenie, pozniej kwestia jak twojemu dziecku najlepiej pomoc mozna, a pozniej decyzja - czy krocej w pracy; czy podzielic te obowiazki i uda ci sie to wszystko pogodzic, czy moze jeszcze jakies inne wyjscie

      Twoja rezygnacja z pracy to tylko leczenie twoich wyrzutow sumienia, a nie wiadomo, czy to wlasnie tego twojemu dziecku potrzeba.
    • ez-aw Re: Ok. Mam doła :| 07.04.13, 16:14
      Też miałam wyrzuty wracając do pracy. Ale to jest ważne dla mnie. Nie jestem typem Matki-Polki i nie będę się umartwiać w domu (tak to odbierałam). Zwyczajnie jest mi potrzebny kontakt z ludźmi. Siedząc w domu i robiąc terapię dziecka popadałam w depresję. Teraz pracuję na cześć etatu, mam czas na terapie, na dom i na pracę. Kiedy ja jestem szczęśliwa, młody to odczuwa i łatwiej mi z nim pracować w domu. Wcześniej byłam kłębkiem nerwów.
      Nie miej wyrzutów, tym bardziej że wracasz do pracy dla rodziny.
      • pamika82 Re: Ok. Mam doła :| 07.04.13, 18:21
        Dzięki za odpowiedzi. Fakt, jestem lub raczej bywam w lekkiej panice. Generalnie moja psychika dostala w ostatnich latach ostro po tyłku przez różnego rodzaju powiedzmy 'stresory' (poważne zagrożenie wysokiej ciąży i ew. kalectwo jednego z synków, mój udar mózgu z afazją, czasowym niedowładem i pogorszeniem f-cji poznawczych, diagnozowanie w kierunku padaczki po kilku dziwnych atakach z otępieniem i zaburzeniami widzenia, zabieg na sercu, utrata pracy przez mojego męża i jednocześnie jedynego żywiciela rodziny, moja kliniczna depresja, z której za cholerę nie mogłam wyjść, a jak już mi się to udało, mąż przyznał, że Jego jednak też niepokoi rozwój młodszego synka... Nie żebym się użalała, ale taka dawka w ciągu 4 lat, sami przyznacie-może troszkę rozchwiać). Jestem zmęczona i pewnie dlatego łatwiej mi o zamartwianie się. Ale dość szybko się zbieram do kupy zazwyczaj. Nie wiem czy to dziwne, że lepiej czuję się rozmawiając o kupkach i srupkach skoro nie robiłam prawie nic innego przez ostatnie 5.5 roku, jakby nie liczyć to była prawie 1/5 mojego życia :-) Ja myślę sobie, że to naturalne. Podobnie jak mój lęk przed powrotem do 'świata' tym bardziej, że nie czuję się tak sprawna intelektualnie jak byłam kilka lat temu. Mam nadzięję, że to od niewysilania mózgu przez te ostatnie lata, a nie od zmian w nim, które po udarze niestety nadal są w MRI widoczne. I jasne, że z pracy nie zrezygnuję całkowicie, jak pisałam, wiem że o dobrą pracę teraz naprawę trudno, więc byłabym idiotką, gdybym sama z siebie z niej zrezygnowała. Bardziej kusi mnie zmniejszenie wymiaru etatu, myślę, że to byłoby optymalne rozwiązanie w naszym przypadku. Poza synkiem z czr mamy też drugiego, niewiele starszego, zaraz idzie do szkoły, więc także będzie potrzebował naszego czasu i uwagi. Pewnie jest tak jak piszecie, że dopiero zaczynam pracę więc wszystko wydaje mi się większe niż jest w istocie.. No i zgadzam się, że nie można żyć tylko autyzmem dziecka, że życie rodzinne nie powinno kręcić się wyłącznie wokół tego i że muszę mieć czas, miejsce, ludzi, przyjemności i przestrzeń w życiu tylko dla siebie i dla nas jako małżeństwa. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się to wszystko gdzieś wypośrodkować, ułożyć. Pewnie będzie to kiedy już wdrożę się w pracę, mały będzie chodził do nowego przedszkola, będzie miał terapie i wszystkie orzeczenia, kiedy nasze życie nabierze jakiegoś stałego rytmu. Monotonnia i przewidywalność dają mi spokój. W końcu po kimś nasz mały ma takie, a nie inne cechy :-) Dziękuję za życzliwość. Pozdrawiam i dam znać za jakiś czas jak mi się wiedzie. Aha. A jak jest z tym cieniem..? Czy terapeuta, który będzie przychodził do małego do przedszkola na kilka godzin terapii dziennie to właśnie cień? :|

        www.facebook.com/groups/324462854343872
        • nefret_ete Re: Ok. Mam doła :| 07.04.13, 21:34
          Potraktuj pracę jako odskocznię. Ja tak robię. Jasne, że jestem czasem zajechana jak koń, natomiast bardzo źle znosiłam bycie z dziećmi w domu,ponieważ była z nimi wtedy gdy było z nimi najgorzej. Miałam świadomość, że nie mam kasy, że niewiele mogę im zapewnić, a terapeuci oczekiwali stawki 70-100zł /h. Mimo, że praca powoduje ogromne zmęczenie, to daje też możliwość myślenia o czymś innym niż autyzmie. Dopiero gdy zaczęłam pracować znalazłam najlepsze rozwiązanie dla naszej rodziny i jest coraz lepiej.
          Jeśli chodzi o cienia to poczytaj tu: www.abcd.edu.pl/index.php?option=com_ninjaboard&view=topic&id=161&post=1421&Itemid=46#p1421

          I trzymaj, jesteś zmęczona, jak większość z nas. Czasem dopada mega dół, ale zwykle nie jest źle.
          • halogen75 Re: Ok. Mam doła :| 10.04.13, 19:29
            Podpisuję się pod Nefre. Praca to pewna terapia dla mnie. Jedyna płaszczyzna, która choć tyram tam jak wół to jednak przerzucam się na inne tory. Mój syn w przedszkolu też do 17 ale panie mówią, że się nie skarży;)
    • mruwa9 Re: Ok. Mam doła :| 08.04.13, 00:04
      ja akurat nie jestem typem matki Polki i do pracy wracalam jak na skrzydlach. Bo to bylo niezbedne MNIE dla zachowania higieny psychicznej , zeby nie zwariowac w kolowrocie domowym.
      Mysle, ze po prostu zyjesz w wielkim poczuciu obowiazku, czego to nie POWINNAS dla dziecka. Bo taka jest presja otoczenia (mniej lub bardziej wyrazana), bo taka tez jest presja forum (czy tylko ja mam wrazenie, ze watki czesto przypominaja licytacje, kto wiecej pracuje z dzieckiem, kto intensywniej je rehabilituje?).
      Pewna bardzo madra nauczycielka mojego dziecka powiedziala mi kiedys, gdy sie spowiadalam jej z moich wyrzutow sumienia, ze tak malo pracuje z dzieckiem w domu, ale przy trojce dzieci, w tym dwojka z zaburzeniami i jedno niemowle, plus praca zawodowa, plus dom, po prostu nie wyrabiam na zakretach. I ta nauczycielka powiedziala mi: wyluzuj. Jestes MAMA. Nie nauczycielem, nie terapeuta. Teraz dopowiadam od siebie: jestes tez czlowiekiem z prawem do wlasnego zycia, realizacji wlasnych planow.Jestes partnerka/zona. Twoje dziecko , nawet z zaburzonym rozwjem, rosnie, rozwja sie, ma rowniez potrzebe uniezalezniania sie od rodzicow, tworzenia wlasnych srodowisk, nawet, jesli na pierwszy rzut oka wydaje sie, ze jedynie matka jest w stanie zapewnic mu wszystko czego potrzebuje do szczescia, zycia i rozwoju.
      Nie krzywdzisz dziecka, dzielac sie opieka nad nim z innymi ludzmi, wypuszczajac je spd swoich skrzydel.Wprost przeciwnie: umozliwiasz mu zdobywanie samodzielnosci i rozszerzenie horyzontow. I sobie rowniez, rozwijajac wlasna kariere zawodowa. Oczywiscie, ze bedzie inaczej, z pracujacymi rodzicami, przedszkolem, gonitw z odwozeniem- odbieraniem itd. Ze bedzie mniej czasu sedzanego z dziecmi. Ze nie bedzie go az tyle, ile bys chciala. Ale jesli byloby go w nadmiarze, w ogole chcialabys , mialabys nieskonczona cierpliwosc, zeby byc zawsze i wszedzie jedynie mama? Dzieki pracy zyskasz okazje, zeby stesknic sie za dziecmi i z checia wracac do nich, do domu. Pewnie bedzie trudniej, ale nikt nie obiecywal, ze bedzie latwo. Za to moze byc ciekawiej.Dla wszystkich. Dasz rade.Bo jesli nie ty, to kto?
      Bedzie dobrze, uszy do gory!
      • tosia2012 Re: Ok. Mam doła :| 08.04.13, 16:36
        Siedzac w domu nic nie zmienisz. Szczegolnie jak dziecko i tak chodzi do przedszkola. Jak bedziesz pracowac to mozesz dziecku zapewnic terapie, wakace, pewniejsze jutro itp. Jest duzo wiecej plusow powrotu do pracy. To mit ze jak sie ma dziecko z orzeczeniem to trzeba w domu siedziec i probowac przetrwac za te 600 zl od panstwa...
      • nefret_ete Re: Ok. Mam doła :| 08.04.13, 17:18
        fajnie to napisałaś Mruwa. Ja też tak czuję.
      • pamika82 Re: Ok. Mam doła :| 08.04.13, 18:01
        Mi też się podoba to co napisałaś mruwa. Trafia to do mnie i znosi ciężar jakiejś presji i poczucia winy wynikającej z niemożności pełnienia na raz wszystkich ról o których piszesz na 100%. Jestem mamą i do mnie należy zadbanie, żeby moje dziecko miało zapewnioną fachową opiekę i pomoc specjalistów ale także albo przede wszystkim miłość, ciepło i poczucie bycia akceptowanym. Po prostu szczęśliwe i bezpieczne dzieciństwo. Dzięki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka