16.04.11, 18:06
Gdzieś, w krainie niezbyt górzystej i niezbyt płaskiej, takiej ot sobie, z dolinami, jeziorami i pagórkami, żył Przetwórca. Właściwie zawsze zamierzał być Twórcą, ale jak to w życiu bywa, marzenia tego w żaden sposób nie potrafi zrealizować( największą przeszkodą był brak wyobraźni), dlatego też wziął się za przetwarzanie tego, co inni stworzyli. Uciążliwa była to praca i zaprawdę rzemieślnicza, przy jej wykonywaniu skurczył się w sobie niepomiernie, chociaż i tak zawsze był osobnikiem mikrym, wygryzł zęby, a powieki zwiotczały do tego stopnia, że aby nie opadały na policzki i nie zasłaniały pola widzenia, musiał podklejać je plastrem w kształcie znaku zapytania. Pomimo tego stanu rzeczy uważał się za Kogoś, za osobę tak wyjątkową, że aby udowodnić to światu, a w chwilach rozchandryczonego zwątpienia nawet sobie, tak aranżował swoje otoczenie, aby jego wyrafinowana estetyka biła każdego po oczach. To nic, że nie dojadał, a kieszenie świeciły pustkami, to nic, że w pocie czoła i z coraz większym obrzydzeniem przetwarzał ciągle więcej i więcej, a i tak ciągle za mało, on coraz bardziej stawał się właścicielem tego, co z takim wysiłkiem, zaprzedając siebie i bliskich, życiu wydzierał – po kawałku, po okruchu, po skrawku i po ochłapie. I zatracił się zupełnie w fałszywych wartościach, ważnościach i możliwościach na wyrost. A gdy w prześwitach zdrowego rozsądku zrozumiał, że ze wszystkim nie zdąży, zapragnął, przed zmierzchem życia, wybudować szklane organy z butelek po najprzedniejszych trunkach. Na nich miał być grany marsz żałobny na jego pogrzebie, a potem przekazany w ręce potomnych jako pamiątka jego istnienia.
Zbudował je kosztem olbrzymich wyrzeczeń, stracił przyjaciół, doprowadził rodzinę do skrajnej rozpaczy, zdziczał i zdziwaczał, ale gdy wypijał butelkę drogiego szampana, by potem przeznaczyć ją na ostatnią piszczałkę w organach, miał wrażenie, że stoi przed dziesiątym cudem świata. Dumnie wypiął zapadniętą klatkę piersiową, a ta zaskrzypiała jak dawno zapomniane, zardzewiałe wrota. Drżącą ręką przeciągnął po wyleniałej czaszce, podreptał dwa kroki wprzód, trzy kroki w lewo i zachwiał się. Padając zdążył jeszcze pomyśleć, że oto ogarnęła go dziwna pustka, pustka w której uporczywie grzechotały dwie pestki ze skradzionych u zasiada czereśni. Bardzo odlegle czasy. Był wtedy chłopcem i miał tyle czasu przed sobą.
Tam, gdzie się znalazł pojecie czasu nie istniało. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość wymieszane były jak w kalejdoskopie. Minęły dni, tygodnie, czy wieki?. Nie wiedział, ale gdy pukał do drzwi Piotra, jego organy dawno już, w kolejnym recyclingu, przetworzono na butelki, tym razem do piwa. Najpierw poczuł dziwne ukłucie w miejscu, gdzie kiedyś miał serce, potem wściekłość, krotką jednak i przelotną, jak wiosenna burza, która w końcu pozostawia po sobie zapach tajemnicy, budzących się kwiatów i nieokreślonej tęsknoty. Chciał zaszlochać, bo raptem zrozumiał.
- Tak naprawdę nigdy nie żyłem – stwierdził
I nie wiedząc czemu, to wyznanie sprawiło mu ulgę.
Obserwuj wątek
    • m.maska Re: ORGANY 17.04.11, 14:25
      Wiesz AL w Twoim opowiadaniu uderzylo mnie jeszcze cos, piszesz o braku wyobrazni, ale sama wyobraznia to za malo.... potrzeba czegos wiecej... smile
    • m.maska Re: ORGANY 17.04.11, 15:30
      Nie AL, to sobie po prostu wymyslilas, ladnie ale troche bez sensu, tacy przyjaciol nie traca, bo nie maja czego tracic... no chyba, ze takich jak oni sami - no to zadni przyjaciele... ot takiego kogos sie wieje i unika.
    • al-szamanka Re: ORGANY 11.07.11, 21:29
      Pamiętam, że gdy ten post wyskakiwał mi z rękawa, wizualizował się wręcz przede mną jak na ekranie. Śmiałam się wtedy. Teraz niesmak zakłóca mi czas, czas,który mogłabym wykorzystać na podziwianie księżyca - wypełzł właśnie spoza dachu budynku naprzeciw, złotosrebrzysty, spokojny na tle ciemniejącego błękitu nieba....
      • m.maska Re: ORGANY 11.07.11, 21:36
        Oooo... a u mnie jest jeszcze pelna jasnosc, ksiazke moglabym czytac w ogrodzie...pomysl AL co sprawia internet - kazdy z nas siedzi sobie gdzies tam i ma niby te sama godzine a jednak pora dnia juz inna... wlasnie rozwrzeszczaly sie ptaki, zwoluja sie juz na noc...
        Pamietam, jak bylam w Andaluzji, w sierpniu o godzinie 22 bylo jeszcze jasno... za to switac zaczynalo okolo godziny 7 rano i ten rozkoszny chlod o tej porze... zapowiedz upalnego dnia...
        • m.maska Re: ORGANY 11.07.11, 21:39
          ale teraz pochlonely mnie wspomnienia z Portugalii, z Lizbony...gdyby w tej chwili zaproponowalby mi ktos powrot w ktores z miejsc, ktore juz odwiedzilam, na pewno bylaby to wlasnie Lizbona...
          • al-szamanka Re: ORGANY 11.07.11, 22:01
            A ja przypominam sobie księżyc nad zatoką w Agadirze, wysokie fale oceanu zdawały się dosięgać jego ciemnych kraterów, on z kolei wyczarowywał swoim światłem szmaragdowy krąg na wodzie, ruchliwy, błyskotliwy.....przesiąknięty słoną wilgocią wiatr pozostawiał na skórze lepkie, białawe ślady. Pachniały świeżymi algami, koiły rozgorączkowane dniem ciało.....
            • al-szamanka Re: ORGANY 11.07.11, 22:22
              .....z minaretu smętnie zawodził muezzin - Allahu Akbar, Allaaaaaaahu Akbar. Miałam wrażenie, że jego głos odbija się od księżyca, pędzi gdzieś w dal, mija zbłąkane kawałki rozbitych planet, ociera o ścieżki nieskończonych czasów, łączy to, co tutaj z tym, co gdzieś tam.
              W taką noc księżycową jest się wszędzie i jest się w centrum wszechświata....
              • al-szamanka Re: ORGANY 11.07.11, 22:47
                A potem spacer wąskimi uliczkami, raczej szwendanie się bez celu, byle wchłonąć atmosferę gorącej nocy, towarzyszące jej zapachy, przyciszone rozmowy z samego środka bezkształtnego cienia, tuż obok tarmoszonego wiatrem hibiskusa...
                I szelest palm, miauczenie niewidzialnego kota.
                Niezapomniany, jakże inny smak świeżo zerwanego banana.
                Aż do momentu, gdy nie wiadomo kiedy pokazała się na rozbłękiconym horyzoncie jasna wstęga nowego dnia.
                • m.maska Re: ORGANY 11.07.11, 22:58
                  Malta... to bylo niesamowite....upal nie do zniesienia i cisza, ale od polowy sierpnia slychac juz bylo cykady... a to zwiastowalo juz zblizajace sie "lekkie" ochlodzenie...i opuncje, wszedzie wokol opuncje, zolte, czerwone, gdyby tylko nie byly takie "klujace" mozna by bylo zrywac je wszedzie...za to figi rwane wprost z krzewow, smakowaly fantastycznie, zwlaszcza te w poblizu swiatyn megalitycznych mialy w sobie jakas magie...

                  AL - czy ten figowiec, ktory zesmy mijaly idac w kierunku rzeki - wydal juz owoce?
                    • m.maska Re: ORGANY 11.07.11, 23:27
                      Jesli pogoda dopisze... ja objadalam sie figami na Malcie dopiero w sierpniu... tak ot prosto z krzaka. Szczegolnie wiele ich bylo na Clapham Junction, a do tego fascynujace to co tam mozna ujrzec - ale o tym to ja kiedys napisze...
                • al-szamanka Re: ORGANY 12.07.11, 08:38
                  Niczym piórko płynął po niej żagiel bezimiennego jachtu, chwilami przesłaniała go daleka, rozsrebrzona fala. Tuż przy brzegu, ławica miniaturowych rybek wirowała w tajemniczym tańcu przetrwania.
                  Allahu Akbar głosił światu muezzin, a jego przeciągły głos spychał księżyc poza brzegi oceanu i przywoływał słońce.....
            • m.maska Re: ORGANY 11.07.11, 22:35
              Najpiekniejsza pelnie widzialam w Funchal...ksiezyc odbijal sie tworzac smuge poczatkowo srebrzysta stopniowo zmieniala ona barwe a w koncu zamienila sie w ciekle zloto - wspaniale...

              http://img37.imageshack.us/img37/1369/ksiezycnadfunchal.jpg
              --
              https://i56.tinypic.com/vrexj4.jpghttp://i55.tinypic.com/155l1f8.gif
              https://i56.tinypic.com/vrexj4.jpg..maska

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka