11.05.11, 12:10
Przypomniał mi się jeden mój tekst, który już gdzieś zamieszczałam, ale chcę, aby był u nas.

Droga rozchodziła się bez zapowiedzi, prawie znienacka. Trzy, różnej szerokości, asfaltowe wstęgi wdzierały się wgłąb zarośli i drzew, i każda z nich rozpływała się gdzieś w szarzyźnie nieokreślonej dali. Były to bardzo stare drogi, nadgryzione czasem i już w proch się rozsypujące obrzeża świadczyły o tym, że nikomu nie były one ważne, zapewne od lat nie dotknęła ich ludzka stopa i tylko korzenie wielkich drzew, w swoim uporze parcia ku słońcu, znaczyły je zygzakami spękanych ran. Przypadkowy wędrowiec nie napotka w tym miejscu drogowskazu, najmniejszej nawet wskazówki, gdzie się znajduje i dokąd drogi prowadzą, może jedynie wyobrazić sobie, co go czeka na końcu każdej z nich. Oczywiście jeżeli wyobraźnia jego wystarczająco się rozwinęła, a intuicja przechodzi czasami w jasnowidztwo. Wtedy zrozumie, że miejsce to od zawsze było wyjątkowe i ciągle jeszcze unosi się nad nim tajemnica przeszłości.
Jedna z dróg, prawie niewidoczna spod ciągle nawiewanych liści butwiejących już ze starości dębów, była niegdyś krętą, wesołą ścieżyną prowadzącą do chatki przedziwnej szamanki (zapewne praprapra....babci Julenki), przedziwnej, gdyż innej niż wszystkie. Niczym nie przypominała ponurej jędzy, starej zielarki, czy też złośliwej wiedźmy z dorodnym pypciem na nosie i kołtunem czarnych włosów pod przepoconą chuściną. Była jak czysty motyl, jak płatek jasnego kwiatu i jak poranny szept. Do szaleństwa kochał się w niej opat z sąsiedniego grodu, lecz gdy urodziła podobne do siebie dziecię, prześliczną, jakiej do tej pory świat nie widział, dziewczynkę, rozkazał spalić szamankę na stosie, lecz gdy wpatrywał się w płomienie i przezroczy dym unoszący jej duszę ku niebu, wił się w męczarniach niespełnionych żądz, że to nie on był ojcem, a przedtem kochankiem, i że wraz z jej odejściem stracił na zawsze i swoje życie. Po paru tygodniach kazał także zaorać ścieżkę i zrównać z ziemią chatkę, ponieważ lud zaczynał bajać o niepokalanym poczęciu i cudownych właściwościach popiołu ze stosu.
Druga droga była niegdyś traktem rozdzielającym posiadłości dwóch zaprzyjaźnionych rodzin. Od wiosny do jesieni, dwóch pastuchów gnało tędy krowy na soczyste pastwiska i nieważne, który z nich piękniej grał na wierzbowej fujarce, nie zazdrościli sobie, gdyż też żyli w przyjaźni. Podczas świąt, korowody bogatych karoc dowoziły znamienitych gości; dobrotliwych i łaskawych, sypiących jałmużną, i nieważne było w której posiadłości odbywały się proszone obiady, rauty i bale, gdyż słowa; "co moje, to twoje" stanowiły od zawsze podstawę tej wyjątkowej przyjaźni. Do czasu. Trzęsienie ziemi, nagłe i przerastające wyobrażenia, wywróciło wszystko na opak, poszarpało knieje i trakty, zmieniło bieg rzeki i porę roku, i wypluło ze swojego wnętrza, znane tylko z legend, druidzkie amfory pełne czarodziejskich trunków nieśmiertelności. Zaczęły się spory o nieśmiertelność i walka na śmierć i życie. Dziwnym trafem, pomimo obfitego używania trunków, nikt tych sporów nie przeżył, nawet wierzbowe fujarki straciły głos.
Trzecia droga była wynikiem jednego z planów pięcioletnich, bardzo długo budowana także przy pomocy młodzieży z okolicznych szkół, która wprawiając się w czynach społecznych, całymi miesiącami przesypywała piasek z kupki na kupkę, a potem z powrotem, co owocowało dobrymi ocenami z wychowania i dodatkowymi punktami w kwalifikacjach na ewentualny wyjazd z hufcem pracy do którego z bratnich krajów. Ta droga niszczała najszybciej i ciągle jeszcze, w pęknięciach asfaltu, można było znaleźć kapsle po tanim piwie, strzępy czerwonego, sztandarowego materiału, a nawet, zżute do granic niemożliwości, grudki dederowskiej gumy do żucia.
To wszystko mógłby wyczuć wrażliwy wędrowiec, mógłby także odczytać wiele innych znaków i opowiedzieć zupełnie inną historię, bo przecież w jednym miejscu dzieje się ich tysiące...
Obserwuj wątek
    • czarek_777 Re: DROGI 11.05.11, 12:28
      AL jakie to piękne smile Ty to tak sama, od siebie ? jeśli tak to masz niesamowity talent literacki ale też i spostrzegawczość na rzeczywistość, byłą i obecna - może przyszłą ? smile nie przeginam, sory. Pięknie to wszystko co napisałaś cudownie smile Czaruś jest pod wrażeniem naprawdę, Mamusiu cudownej Julenki big_grin
    • m.maska Pociąg "ŻYCIE" 11.05.11, 16:09
      Życie nie jest niczym innym jak podróżą pociągiem: składającą się z wsiadania i wysiadania, naszpikowanym wypadkami, przyjemnymi niespodziankami oraz głębokimi smutkami.

      Rodząc się, wsiadamy do pociągu i znajdujemy tam osoby, z którymi myślimy być zawsze podczas naszej podróży: naszych rodziców. Niestety, prawda jest inna. Oni wysiadają na jakiejś stacji pozbawiając nas swojej czułości, przyjaźni i niezastąpionego towarzystwa. Jednak to nie przeszkadza, by wsiadły inne osoby, które staną się dla nas bardzo szczególne.
      Przybywają nasi bracia, przyjaciele i cudowne miłości.
      Wśród osób, które jadą tym pociągiem, będą takie, które robią sobie zwykłą przejażdżkę, takie, które wywołują w podróży tylko smutek... oraz takie, które krążąc po pociągu będą zawsze gotowe do pomocy potrzebującym.
      Wielu wysiadając pozostawi ciągłą tęsknotę... inni przejdą tak niezauważenie, że nie zdamy sobie sprawy, że zwolnili miejsce.


      Ciekawe jest, że niektórzy pasażerowie, którzy są przez nas najbardziej ukochani, zajmą miejsca w wagonach najbardziej oddalonych od naszego. Dlatego będziemy musieli przebyć drogę oddzielnie, bez nich. Oczywiście, nic nam nie przeszkadza, by w trakcie podróży porozglądać się - choć z trudnością - po naszym wagonie i dotrzeć do nich... Ale niestety, nie będziemy już mogli usiąść przy ich boku, ponieważ miejsce to będzie już zajęte przez inną osobę.
      Nieważne; ta podróż właśnie tak wygląda: pełna wyzwań, marzeń, fantazji, oczekiwań i pożegnań... Ale nigdy powrotów.

      A zatem, odbądźmy naszą podróż w możliwie najlepszy sposób. Próbujmy zawierać znajomości z każdym pasażerem szukając w każdym z nich ich najlepszych cech. Pamiętajmy, że zawsze w jakiejś chwili w podróży oni mogą bełkotać i prawdopodobnie będziemy musieli ich zrozumieć... Ponieważ nam również wiele razy będzie plątać się język i będzie ktoś, kto nas zrozumie.
      Wielka tajemnica na końcu polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć na jakiej stacji wysiadamy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze, ani nawet ten, który zajmuje miejsce przy naszym boku.
      Zastanawiam się, czy kiedy wysiądę z pociągu, poczuję nostalgię... Wierzę, że tak. Oddzielić się od niektórych przyjaciół, z którymi odbywałem podróż będzie bolesne. Pozwolić, by moje dzieci pozostały same, będzie bardzo smutne. Ale chwytam się nadziei, że kiedyś przybędę na stację główną i zobaczę jak przybywają z bagażem, którego nie posiadali przy wsiadaniu. Uszczęśliwi mnie myśl, że współpracowałem przy tym, by ich bagaż rósł i stawał się bardziej wartościowy.

      Mój przyjacielu, sprawmy, by nasz pobyt w tym pociągu był spokojny i wart starań. Róbmy tak, by gdy nadejdzie chwila wysiadania, na naszym pustym miejscu pozostała tęsknota i miłe wspomnienia dla tych, co kontynuują podróż. Tobie, gdyż jesteś częścią mojego pociągu, życzę...

      Szczęśliwej podróży!!!

      zerżnięte z netu...

      To tak a propos tych wielu dróg....
      • czarek_777 Re: Pociąg "ŻYCIE" 11.05.11, 16:24
        Masko to jest piękne. Tylko mnie nie zerżnij oki big_grin wiesz że żartuję, przepraszam. Nie ważne czy to Ty czy ktoś inny napisał. Mądre słowa o życiu. Widzę w nich siebie i każdego z Was. Widzę np AL jadącą rowerkiem do pracy i Ciebie Masko też widzę leżącą np na leżaku a obok kwitnące magnolie zwieszają kwiaty nad Twoim łebkiem big_grin obok drink pistacjowy i packa na muchy big_grin wystarczy. Przepraszam.
        • 1zorro-bis Re: Pociąg "ŻYCIE" 11.05.11, 16:29
          www.youtube.com/watch?v=zslI3XAo6eo
          • m.maska Re: Pociąg "ŻYCIE" 11.05.11, 16:36
            No widzisz Zorro... chodzi tylko o to, zeby on nie byl byle jaki - bo potem trzeba wysiadac i szukac innego polaczenia smile
            Czy juz zdecydowalliscie czy Eltz i Pyrmont wpleciecie w swoje plany?
            • 1zorro-bis Re: Pociąg "ŻYCIE" 11.05.11, 17:20
              mysle, ze tak.....Chociaz...czlowiek planuje a Pan Bog sie smieje....big_grin
              • m.maska Re: Pociąg "ŻYCIE" 11.05.11, 17:43
                I w tym momencie mozna docenic wartosc telefonu komorkowego... czasami sie na cos przydaje smile
    • al-szamanka Re: DROGI 11.05.11, 22:09
      Niekiedy warto przejść parę kroków po fałszywej drodze, aby zrozumieć, że dotychczasowa jest tą prawdziwą.big_grin
    • dzikus0099 Re: DROGI 12.05.11, 21:41
      A w mojej bajce to ja jestem smokiem i wybieram sobie kogo pozrec dzis,jutro lub przyglodowac...he..he

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka