al-szamanka
21.07.11, 19:30
Franek idzie w kierunku swojego biurka, mocno pochylony do przodu, zgarbiony, jego kroki są ciężkie, chwiejne i niepewne, chwilami zahacza butem o but i z trudem utrzymuje równowagę, dla każdego, normalnego człowieka, tych parę metrów nie stanowi trudności, dla Franka jest to prawdziwy wyczyn, zwykle korzysta z inwalidzkiego wózka. Przy biurku, oparty o blat obiema rękoma, spogląda na swoje skarby; kilka ciężkich albumów, nożyczki, miseczki z wod są i najważniejsze - stos kopert opatrzonych pięknymi, kolorowymi znaczkami. Z namaszczeniem ustawia miseczki w jednym rzędzie, przesuwa o parę milimetrów jedną z kopert, a potem, z głośnym westchnieniem ulgi, zasiada w swoim specjalnym fotelu, podsuwa go tak, że poręcze dotykają biurka i dopiero wtedy luzuje zapięcie hełmu. Bo teraz jest bezpieczny, nawet gdyby dostał ataku nic groźnego stać mu się nie może. Franek czuje się tak pewnie, że nawet zdejmuje hełm. Gęste, lekko przyprószone już siwizną włosy nie są w stanie zamaskować deformacji jego głowy; stare, szerokie blizny, wklęśnięcia po poważniejszych upadkach, czerwona pręga ciągnąca się od ucha aż do podbródka, przekrzywiony, niegdyś dwukrotnie złamany nos. Franek zabiera się do pracy. Małymi, tępo zakończonymi nożyczkami wycina znaczki z kopert i wkłada je do miseczek z wodą, gdy już się odkleją od papieru umieści je na ręczniku, aby następnego dnia, pięknie wysuszone, mogły powiększyć jego zbiory w albumach. Te znaczki to cała jego duma, może siedzieć przy nich godzinami, skupiony i zamknięty na wszystko co dzieje się wokół. Podchodzę do biurka, staje tuż obok. Franek zanurza właśnie następny znaczek w wodzie, jego ruchy są nieopisanie powolne, nieznacznie przesuwa miseczkę wysmukłym palcem, ma wyjątkowo piękne dłonie.
Pochylam się nieco nad nim i mówię:
- Franek, wieczór się zbliża, właśnie kończę prac się i idę do domu, czy chcesz mi coś powiedzieć?
Franek nie reaguje, cierpliwie powtarzam moje pytanie. Wielokrotnie.
W pewnym momencie unosi głowę, na jego twarzy powoli rozkwita uśmiech. Tak, rozkwita, bo jest to uśmiech niezwykły. Jak rzadki kwiat. Pojawia się najpierw w bruzdkach koło ust, potem w nikłych zmarszczkach przy oczach, w ciepłym rozbłysku źrenic, a potem rozlewa się po całej twarzy. Nie mogę oderwać wzroku od tego uśmiechu, hipnotyzuje mnie swoją czystością, blaskiem, siłą powstrzymuję łzy zachwytu, bo mam wrażenie, że spoglądam wgłąb jego ufnej duszy. Nigdy nie wiem ile czasu patrzymy tak sobie w oczy, czas wtedy nie istnieje
- Dobranoc
Słyszę wreszcie odpowiedź na moje pytanie. Jedno, jedyne słowo, wypowiedziane miękko i pieszczotliwie. Jest w nim wszystko, co tworzy naszą przyjaźń.
Franek jest pięknym, wspaniałym człowiekiem.
Franek, lat 46, zespół Lennoxa-Gastauta, niepełnosprawny umysłowo