m.maska
29.01.15, 11:47
Mam dość tego kraju. Ja się z Polski wypisuję [list czytelniczki]
Mam dość. Dość tego kraju, jego polityki gospodarczej, publicystyki w roku przedwyborczym i prowadzenia tu firmy. Frankowiczów, opłat za paliwo, ZUS-u, związków zawodowych, pracowników sądu rejestrowego i leczenia w NFZ.
Numer 1
Może zatem po kolei. Począwszy od kredytu – od 2012 roku spłacam 60 metrowe mieszkanie w starej kamienicy w centrum Poznania. Kredyt wzięłam w kryzysie, w złotówkach, wykazując 10% wkładu własnego. Czy było mi łatwo? Nie, musiałam ostro zapieprzać na to cały rok. Owszem, w 2008 roku pan doradca twierdził, że stać mnie na mieszkanie za 650 tysięcy, bez żadnych wpłat własnych czy dodatkowych poręczeń, moją zdolność kredytową licząc oczywiście we frankach.
Faktycznie, nominalnie zarabiałam wtedy nieco więcej niż teraz. I co, to miało mi wystarczyć jako zabezpieczenie? Jestem humanistką, która dopiero jako dorosła osoba skończyła studia ekonomiczne. I to nie one powstrzymały mnie przed kupnem niesprzedawalnej, niewynajmowalnej nieruchomości w astronomicznej cenie, a chwila zastanowienia i mina doradcy, którego zapytałam, czy uwzględniając połowę mojego wynagrodzenia jako ratę kredytu, bierze pod uwagę sytuacje awaryjne, wizytę u dentysty albo awarię samochodu. To nie była wysublimowana, szachowa ekwilibrystyka ekonomiczna, tylko zwykłe, naiwne, proste pytanie. Nie? Dziwne…
Spośród moich znajomych byłam odmieńcem, ekscentryczną osobą, która woli płacić za wynajem niż kupić „coś swojego”. Jednak nie przypominam sobie z tamtego okresu bojówek bankowców, które siłą podsuwały umowy kredytowe do podpisu. A podstawowa wiedza o zjawiskach ekonomicznych mówi, że kursy walut się zmieniają. Dobrze było, gdy frank był niski, co? A że może polecieć w górę to już zaskoczenie, prawda?
c.d.n.