Gość: droger
IP: 195.205.147.*
11.07.06, 16:27
witam, mam pytanie do szanownych forumowiczów jeżeli chodzi o kredyty
udzielane po 1 lipca 2006 a raczej o zdolność kredytową. Czy są już osoby
którym może zabrakło (lub zabrakłoby) zdolności kredytowej do sfinansowania
potrzeb mieszkaniowych przy wyliczaniu jej w nowy sposób tj. dla CHF tak samo
złotówek + 20% rezerwy. Ceny mieszkań pną się w górę w zaskakującym tępie i
trzeba niby pożyczać więcej a tutaj sposób liczenia zdolności jest bardziej
niekorzystny. Czy banki to obchodzą bez problemów, czy nie? Przykladowo
zarobki 6500zł brutto. Bezpieczny kredyt to 2,5 krotność rocznych zarobków
2,5 x 12mcy x 6500zł = 195 000zł. Chcemy wziąść we frankach to musimy mieć
20% rezerwy czyli stać by nas było na 80% powyższej kwoty, czyli 0,8 x 195
000zł = 156 000zł. Przy takiej kwocie kredytu żeby kupić mieszkanie dla
rodziny powiedzmy 3 pokoje (ok. 65m2)to trzeba mieć jeszcze min. 100-120 tys.
zł wkładu własnego. Razem niech to da 276 000zł. A to jest zdaje sie dolna
granica cenowa ba ludzie na wtórnym wołają raczej koło 300 000 za takie
metraże w płycie i to w tzw."gorszych okolicach". Do tego prowizje agenta,
notariusz i podatek dla państwa. Mówi się że 90% procent ludzi kupuje na
kredyt. Skąd w takim razie brać kasę żeby zaspokoić żądania sprzedających (10
000zł/m-c). I nie mówię tu bynajmniej o mieszkaniach nowych. Przykładowo ceny
na Bemowie płyta 5000zł/m2, 62m2 x 5000zl/m2=325 000zł x 1,05 koszt zakupu =
341 250zł. I jak się ma do tego zdolność kredytowa przy zarobkach powyżej
średniej warszawskiej? Czy siła nabywcza w żaden sposób nie przekłada się na
ceny transakcyjne, chcesz to kupuj, jeśli nie, kupią zamożniejsi których jest
pod dostatkiem?