Dodaj do ulubionych

czy sprzedać tereaz mieszkanie i wynająć

27.03.07, 17:31
Prosze o radę. Wydaję mi się że szaleństwo cenowe osiągneło apogeum.
Zastanawiam się czy nie sprzedać teraz mieszkania i wynająć.
Mamy z mężem dobra ofertę wynajmu 3 pokojowgo mieszkania w pełni umeblowanego
od znajomych którzy pobudowali dom ale nikomu obcemu nie chcą wynająć a
mieszkanie ma być dla syna który ma teraz 14 lat.
Mamy mieszkanie 40 metrowe w nowym budowictwie w Warszawie i dostaliśmy w
spadku mieszkanie w centrum innego miasta które teraz będziemy sprzedawać.
Zamierzamy kupić większe tylko przeczekać ten szał cenowy. Zastanawiamy się
czy nie sprzedać teraz również mieszkania w Warszawie w któym teraz mieszkamy
bo wydaję mi się że to histotyczny moment w nigdy więcej nie weżmiemy takiej
ceny jaka możemy teraz wziąć. Czy jest ryzyzkiem sprzedaz mieszkania i
wynającie np. na 1-2 a potem jak ceny spadną kupno większego?
Ostanio w firmie w któej pracuje był Anglik z Menchasteru. U nich cena metra
mieszkania to średnia pensja a większość ludzi z wykształceniem ma domy.
To mi dało do myslenia że u nas cena mieszkania teraz to kilka pensji.
Co mi radzicie?
Obserwuj wątek
    • Gość: M Re: czy sprzedać tereaz mieszkanie i wynająć IP: *.unused.zigzag.pl 27.03.07, 17:37
      myśle o tym samym.
      histeria sięga zenit - a w USA już od roku spadki!
      W Dublinie zaczęły się na początku tego roku!
      Podobno Irlandczycy wycofują się z Polski - obecnie modna jest Rumunia
      Tam się zarabia.
      W Polsce sprekuła już więcej nie wymyśli.
      Obecnie sprzedając mieszkanie (70m2 na Ursynowie) i wkładając na byle jakie
      konto bankowe jestem w stanie wynająć mieszkanie 90m2 z ... samych odsetek -
      bez ruszania kapitału.
      też myślę o sprzedaży mieszkania i kupnie czegoś większego za 2 lata za
      normalne pieniądze.
      Pozdrawiam

      M
      • wegorkie2 Re: czy sprzedać tereaz mieszkanie i wynająć 27.03.07, 19:13
        To jest bardzo rozsądny ruch, jeżeli macie pewność że ceny spadną. Wtedy
        będziecie jednymi z nielicznych którzy się naprawdę dorobią na tej hossie.

        Jednak trzeba mieć na uwadze że jest to operacja ryzykowna. To taka sama
        spekulacja jak kupienie udziału u developera na sprzedaż po roku, tylko w drugą
        stronę. Biorąc pod uwagę treść Waszych wpisów, wydaje mi się że przesłanki macie
        zbyt płytkie i powierzchowne. Ja bym na Waszym miejscu nie zdecydował się na
        sprzedaż.

        Ponadto, uwagi:

        > Podobno Irlandczycy wycofują się z Polski
        Wg mojej wiedzy nie jest to prawdą, choć wydaje się że już nie są zainteresowani
        Warszawą.

        > Obecnie sprzedając mieszkanie (70m2 na Ursynowie) i wkładając na byle jakie
        > konto bankowe jestem w stanie wynająć mieszkanie 90m2 z ... samych odsetek -
        > bez ruszania kapitału.
        Wydaje mi się że nie uwzględniasz inflacji. Mieszkanie to nie to samo co
        nominalna cyfra na koncie, która traci wartość nabywczą.

        Na marginesie: Wasz pomysł ze sprzedażą w celu wynajmu dowodzi że mieszkanie
        jednak nie jest "pasywem", tak jak to twierdzi "tesc" w innym wątku.
        • poszi Re: czy sprzedać tereaz mieszkanie i wynająć 27.03.07, 19:34
          > To jest bardzo rozsądny ruch, jeżeli macie pewność że ceny spadną. Wtedy
          > będziecie jednymi z nielicznych którzy się naprawdę dorobią na tej hossie.

          Za wyjątkiem tych, co kupili kilka i już sprzedali.

          > Jednak trzeba mieć na uwadze że jest to operacja ryzykowna.

          Oj tak.

          > To taka sama
          > spekulacja jak kupienie udziału u developera na sprzedaż po roku, tylko w drugą
          > stronę.

          To lepiej, bo nie ma kredytowego lewaru. Z drugiej strony ryzykuje się całym
          majątkiem (lub sporą jego częścią). W praktyce jednak najbardziej ryzykowne
          byłoby pewnie utopienie tych pieniędzy w coś nierozsądnego, bo mieszkania nie
          mają już szans na wielkie wzrosty, nawet jeśli jakimś cudem nie spadną.

          > Wydaje mi się że nie uwzględniasz inflacji. Mieszkanie to nie to samo co
          > nominalna cyfra na koncie, która traci wartość nabywczą.

          Tak, ale mieszkania też tracą na wartości. Z każdym rokiem są starsze i bardziej
          zużyte. Jeśli się je utrzymuje w należytym stanie, to można liczyć na podążanie
          za inflacją, ale trzeba te kwoty z tym związane dodać do kosztów posiadania.

          > Na marginesie: Wasz pomysł ze sprzedażą w celu wynajmu dowodzi że mieszkanie
          > jednak nie jest "pasywem", tak jak to twierdzi "tesc" w innym wątku.

          W terminologii związanej z księgowością mieszkanie to zdecydowanie aktywa,
          podobnie jak majątek trwały w przedsiębiorstwach. Pasywa to zobowiązania, czyli
          np. kredyt na nie.
          • Gość: man Re: czy sprzedać tereaz mieszkanie i wynająć IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 09:21
            >U nich cena metra
            mieszkania to średnia pensja a większość ludzi z wykształceniem ma domy.
            To mi dało do myslenia że u nas cena mieszkania teraz to kilka pensji.<

            A może to nie ceny u nas spadną tylko pensje pójdą w górę.
            • Gość: realista Re: czy sprzedać tereaz mieszkanie i wynająć IP: *.unused.zigzag.pl 28.03.07, 09:23
              >>>A może to nie ceny u nas spadną tylko pensje pójdą w górę.

              o 300-500%:)
              marzyciel!
        • slaygreg Re: czy sprzedać tereaz mieszkanie i wynająć 28.03.07, 09:51
          wegorkie2 napisał:

          > Biorąc pod uwagę treść Waszych wpisów, wydaje mi się że przesłanki maci
          > e
          > zbyt płytkie i powierzchowne. Ja bym na Waszym miejscu nie zdecydował się na
          > sprzedaż.

          Dlaczego plytkie i powierzchowne przeslaniki ? Maja "potrzebe mieszkaniowa" -
          fundamentalną - chca miec wieksze mieszkanie.
          Jesli teraz sprzedadza i pesymistyczny scenariusz ( z ich punktu widzenia)
          wzrostu cen sie sprawdzi - to w najgorszym razie skoncza z niewiele wiekszym
          mieszkaniem w gorszej/tanszej lokalizacji.
          Pytanie - na ile % sa w stanie zaakceptowac "zły scenariusz".

          Br, slay
    • mrowka519 Re: do Poszi 28.03.07, 17:05
      A jak myślicie ile potrwa jeszcze to szaleństwo cenowe?
      Moim zdaniem na pewno skończy się krachem bo ludzie biorą po 300 tysięcy
      kredytów. W tej chwili taniej jest wynająć mieszkanie niz brać 300 tysięcy
      kredytu bo odsetki są większe niż wynajem.
      Obawiam się że mieszkania bardzo polecą w dół tylko pytanie czy za 2 lata czy
      póżniej. Ile trwało to szleństwo w Ameryce zanim się zaczął krach?
      Pensje w Polsce wiele nie wzrosna bo ZUS i podatki sa choredalne. Pracownik
      dostaje połowę tego co płaci pracodawca.
      Wystarczy że jedna osoba w rodzinie straci pracę albo urodzi się dziecko i
      trzeba zapłącić opiekunce ( W Warszawie do 1200)albo przestać pracować i taka
      rodzinka z kredytem na 300-400 tysięcy jest załatwiona.
      Obawiam się że ceny obecne są absurdalne i więcej sie nie powtórzą.
      • Gość: alus Re: do Poszi IP: *.wincor-nixdorf.com 28.03.07, 17:18
        Nigdzie na zachodzie wynajem nie zwraca kosztów inwestycji. Tak naprawdę to nie
        ma z czego spadać jeśli chodzi o ceny mieszkań. Zobaczysz :)
        • Gość: kalkulator Re: do Poszi IP: *.unused.zigzag.pl 28.03.07, 17:29
          tu nie chodzi o zwrot z inwestycji.
          tu chodzi o relacje koszt wynajmu a koszt odsetek.
          jeśli koszt odsetek, jakie płacisz bakowi jest wyższy niż koszt wynajęcia
          mieszkania, to nie ma sensu go kupować! (przy założeniu, że ceny nie wzrosną
          bardziej)

          Mój znajomy w Irlandii wynajmuje 2 bedroom za 1300 euro. Gdyby kupił mieszknie,
          to płaciłby ratę 1450 euro, w tym 1000 - odsetki - 450 kapitał.
          A więc mu opłaca się kupić mieszknie.
          W Polsce obecnie - niestety nie!
          • Gość: agatka_s Re: do Poszi IP: *.aster.pl 28.03.07, 17:35
            ale placac za wynajem po kilku latach zostajesz z niczym a twoje pieniadze
            ida "w powietrze", a placac odsetki kredytu masz jednak "cos" w reku, nawet
            jesli to cos przy najbardziej pesymistycznym scenariuszu stracilo na wartosci.
            Czyli de facto jednak inwestujesz a nie konsumujesz. Wlasne mieszkanie to jest
            zawsze jakis aktyw.

            W horyzoncie dlugofalowym na nieruchomosciach, tak samo jak na gieldzie raczej
            sie nie traci, trzeba tylko zalozyc troche dluzszy horyzont niz 2-3 lata.
            • Gość: agatka_s a tak z ciekawosci IP: *.aster.pl 28.03.07, 17:40
              na czym polega taki krach na rynku nieruchomosci ?

              nagle pojawia sie na rynku tanie nieruchomosci spod zastawow hipotecznych ? o
              to chodzi ze one pociagna ceny w dol ?

              Rozumiem ze krach to jest jakis drastyczny spadek, o ile procent, w jakim
              okresie ? Kiedy mozna juz mowic o krachu ?


              Bo chyba jakies wahania cen tak do 10% to nie jest krach, chyba ?
        • Gość: majkel Re: do Poszi IP: *.unknown.be.uu.net 28.03.07, 17:30
          > Nigdzie na zachodzie wynajem nie zwraca kosztów inwestycji. Tak naprawdę to
          nie
          > ma z czego spadać jeśli chodzi o ceny mieszkań. Zobaczysz :)


          ciekawe informacje szkoda ze nie prawdziwe bo w Dublinie a to mysle jest zachod
          to ci powiem czynsz pokrywa sie z potencjalna rata za to mieszkanie przy
          kredycie na 35 lat
          • Gość: kalkulator Re: do Poszi IP: *.unused.zigzag.pl 28.03.07, 17:36
            "ciekawe informacje szkoda ze nie prawdziwe bo w Dublinie a to mysle jest
            zachod
            to ci powiem czynsz pokrywa sie z potencjalna rata za to mieszkanie przy
            kredycie na 35 lat"


            ... - nawet jeśli się nie pokrywa - to jest bardzo zbliżony, o czym napisałem w
            powyższym poście

            pozdrawiam
      • poszi Re: do Poszi 28.03.07, 18:09
        > A jak myślicie ile potrwa jeszcze to szaleństwo cenowe?

        Cały w tym problem, że szaleństw nie da się ogarnąć rozumem. Są już sygnały, że
        to kres możliwości, ale to kwestia prawdopodobieństwam, bo rynek potrafi być
        nieracjonalny bardzo długo. Widać jednak, że podaż zaczyna doganiać (jeśli nie
        przeganiać) popyt. Liczba ofert na tabelaofert.pl systematycznie rośnie i jest
        już dla Warszawy sporo wyższa (3260) niż pod koniec w listopadzie (1795). To już
        ponad 80% więcej.

        Poza tym amerykańska "zaraza" też rozlewa się na kraje europejskie.

        W Hiszpanii spadają ceny domów wakacyjnych i problemy z pozostała częścią
        tamtejszego rynku robią się coraz bardziej pewne.
        www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601085&sid=aCk.OYMSRtDA
        W Irlandii boom się też już skończył. Tutaj jest okładka z The Sunday Times
        (niestety nie znalazłem tego online):
        img258.imageshack.us/img258/3386/dsc00299sx2.jpg
        Ostatnio też we Francji widać sygnały końca:

        www.telegraph.co.uk/money/main.jhtml?xml=/money/2007/03/28/cnfrance28.xml

        > kredytów. W tej chwili taniej jest wynająć mieszkanie niz brać 300 tysięcy
        > kredytu bo odsetki są większe niż wynajem.

        Wg mnie taniej już było wynająć rok temu, biorąc pod uwagę wszystkie koszty
        posiadania mieszkania.

        > Obawiam się że mieszkania bardzo polecą w dół tylko pytanie czy za 2 lata czy
        > póżniej. Ile trwało to szleństwo w Ameryce zanim się zaczął krach?

        Długo. W zasadzie dno poprzedniego dołka było w okolicach 1996/7 roku. Jednak
        liczy się też skala wzrostów i był on dużo mniej intensywny niż w Polsce w
        latach 2005/2006, kiedy Polska przeskoczyła w ciągu 2 lat kilka lat bańki na
        Zachodzie. W USA początkowo wzrost cen był niewielki, niewiele przekraczający
        inflację. Pierwsze szaleńcze wzrosty zaczęły się w 2000 roku, z lekkim
        osłabieniem w 2001 roku, w 2004/2005 roku osiągając apogeum. Szczyt nastąpił w
        zasadzie już pod koniec 2005 roku, chociaż w różnych miejscach zwrot zaczął się
        w różnym momencie (niektóre miejsca w Stanach jeszcze ciagle rosną).

        Postudiuj sam(a). Case-Shiller to najlepeszy z indeksów dotyczących
        nieruchomości (aczkolwiek jego konstrukcja oznacza, że on jest nieco spóźniony w
        stosunku do aktualnej sytuacji rynkowej, ale to nie przeszkadza w
        długoterminowej ocenie).
        www2.standardandpoors.com/portal/site/sp/en/us/page.topic/indices_csmahp/2,3,4,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0.html
        > Obawiam się że ceny obecne są absurdalne i więcej sie nie powtórzą.

        Na pewno się powtórzą z powodu samej inflacji, być może jednak (jeśli inflacja
        będzie mała) za wiele, wiele lat. W stosunku do zarobków pewnie jednak długo
        (lub nigdy) takie nie będą.

        Ten plan sprzedaży i odkupienia jest sensowny, ale to jest ryzykowne. Rynek może
        się odwrócić w nieodpowiednim dla Ciebie momencie (za późno). Może wzrosnąć
        inflacja, której RPP nie będzie chciała lub mogła zwalczyć wysokimi stopami i
        oszczędności mogą stracić siłę nabywczą. Ja na pewno zrobiłbym tak, gdybym miał
        mieszkanie z wielkiej płyty. Uważam, że wielka płyta już nigdy nie osiągnie
        takich cen. Podobnie bym zrobił, gdybym miał już kupione u dewelopera nowe, ale
        do odbioru za jakis czas i ciagle mieszkał w starym. Sprzedałbym obecne i
        wynajmował do momentu wprowadzenia się do nowego, bo rynek wtórny może szybko
        zamrzeć i w momencie, kiedy trzeba będzie sprzedać, może sie to okazac
        niewykonalne (lub po dużo gorszych cenach). W Twojej sytuacji, to mniej
        oczywiste. To pewnie z dużym prawdopodobieństwem się uda, ale z pewnym można by
        było niestety stracić i po kilku latach móc kupić mniej. Raczej jednak nie
        powodu kontynuacji bańki, ale inflacji. Być może zaczną rosnąć mocno płace i
        ludzi zacznie być stać na te ceny (lub i nominalnie wyższe), podczas gdy stopy
        procentowe wzrosną mniej i z opóźnieniem i odsetki od oszczędności (w dodatku
        obelkowane) mogą tego nie dogonić. (Od 1989 roku polski bank centralny był OK
        pod tym względem i stopy procentowe realnie były dodatnie, ale nie wiadomo, jak
        się zachowa w przyszłości).

        To też zależy od sytuacji osobistej. Jak bardzo możesz pozwolić sobie na "start
        od nowa". Co innego stracić, gdy się jest osobą młoda, która może w razie czego
        zmienić miejsce zamieszkania (inne miasto, inny kraj), a co innego, gdy już się
        zapuściło korzenie. Zależy też jak bardzo opłacalny (i pewny) jest alternatywny
        wynajem.

        Oczywiście też pomijam sytuacje, gdyby środki ze sprzedaży wtopić np. na
        giełdzie. Mieszkania nie spadną bardzo wiele, giełda może być pod tym względem
        bardziej bezlitosna.
        • Gość: . Re: do Poszi IP: *.unused.zigzag.pl 28.03.07, 19:14
          Poszi - lubię ciebie "posłuchać".
          Zajmujesz się profesjonalnie analizą rynku nieruchomości?
          Twoje analizy są bardzo rzeczowe.
          Pozdrawiam
          • Gość: Inny ja Re: do Poszi IP: 195.114.161.* 28.03.07, 19:44
            Tak, z pewnością Poszi jest osobą, dla której warto czasem tu zajrzeć.
            Natomiast co do początku wątku, powstaje pytanie jak zająć jeszcze krótszą
            pozycję na tym rynku, jeśli przewidujemy spadki (czyli już po sprzedaniu
            wszystkich posiadanych nieruchomości) i chcielibyśmy ją lewarować (co obecnie
            większość uskutecznia w drugą stronę).
    • Gość: JFK Re: czy sprzedać tereaz mieszkanie i wynająć IP: *.rm2.albacom.net 28.03.07, 23:11
      jeśli mieszkania są z lat 70 i 80 -dziesiątych to nie ma co trzymać. Jak z
      lepszego okresu budownictwa radzę oba wynająć i z zarobionego czynszu z dwóch
      mieszkań opłacać swój najem. Polska jest na etapie powolnego doganiania UE i
      bogacenia się społeczeństwa. Nieruchomości szczególnie dobrze położone będą
      wzrastać do średniej europejskiej. Ceny w innych miastach powoli dorównaja do
      cen Warszawy, Wrocławia, Krakowa. Teraz wzrosty są np. w Poznaniu, Rzeszowie,
      Olsztynie, Łodzi.
      Wzrosty mogą wydawać się szokujące, ale trzeba się do tego przyzwyczaić. W tym
      roku banki udzielą więcej kredytów niż w 2006 bo mamy niskie stopy procntowe
      zapewne przez jeszcze dwa lata. Jeśli po 2008 r ceny spadną, to z wyższego
      półapu.
      Uznaję zasadę, że jak nie ma musu, to nie należy wyzbywać się nieruchomości.


    • mrowka519 Re: do Poszi i innych 29.03.07, 16:59
      Dziękuję bardzo za rady. NIe sprzedamy mieszkania w którym mieszkamy.
      A Co sądzicie, czy sprzedawać juz mieszkanie oddziedziczone w centrum
      Białegostoku?. Jest to cegła, 1956 rok, w samym centrum,uliczka odchodzi o
      głównej ulicy, mieszkanie ma 40 metrów, okna na park.
      Nowe mieszkania Wersal Podlaski w Białymstoku buduje po 3500 za metr w
      dzielnicy peryferyjnej, bliżej centrum mają budowac po 5000 za metr.
      Mieszkanie jest do remontu. Za wynajem mamy 300 zł ( takie sa ceny wynajmu).
      Za niezłą pensję w Białymstoku uwaza sie 1500 PLN czyli tam mieszkania dla
      mieszkanców tez sa drogie. Czy już sprzedawać i włożyć na lokatę czy jescze
      czekać?

      Swoją drogą to np. Przedsiębiostwo Konstanty Struś buduje mieszkania na Pradze
      w Warszawie po 8500 za metr a w Siedlach po 2800.
      Zakładam że w Siedlach tez budują z zyskiem a nie charytatywnie, materiały
      budowalane są w tej damej cenie. Różnicą może być płaca robotnika i grunt.
      Ale to jest przecież 5700 na metrze!!!!
      Moim zdaniem ceny są szalone i zamiast brać kredyt 300 tysięcy, (licze odsetki
      5,5% w PLN - promocja we franku na 2,95% po roku będzie zmieniona jak się już
      złapie zawodnika na kredyt) - odsetki sa 16 500 rocznie czyli 1375 miesięcznie
      można wynając mieszkanie taniej. Niektórzy mówią że płaci sią za własne ale
      odsetki to nie jest płącenie za własne. Czyli absolutnie nie opłąca się teraz
      kupować mieszkania.
      Ludzie mający na 3 osoby 2700 biorą po 200 tysięcy kredytu, przecież nie mozna
      jeśc chleba ze smalcem przez 30 lat i nie jeżdzić na wakacje.
      Moim zdaniem ceny spadną tylko kiedy? Za 5 lat nie będzie już wyżu i będzie po
      balu kredytowym.
      • Gość: JFK Re: do Poszi i innych IP: *.rm2.albacom.net 30.03.07, 00:01
        Mieszkanie to lokata stabilna i powtarzam tezę z postu wyżej, że ceny poza
        wielkimi miastami będą rosły, również w Białymstoku. Sprzedaż po niskiej jest
        nieopłacalna. Na lokacie można osiągnąć max 4,5% rocznie, a wartość mieszakania
        zwiększać się będzie o wiele większy wskaźnik.Na ścianę wschodnią pójdzie kilka
        mld euro i miasto zacznie się zmieniać, a ludzie więcej zarabiać.
        Na Waszym miejscu sprzedałbym Białystok i włożył taki wkład własny w większe
        mieszkanie też w Białymstoku w atrakcyjnej dzielnicy, a na resztę sfinansował z
        kredytu. Jak już wybudują, wyposażyłbym, wynajął na półtora roku, zameldowałbym
        się na 12 mies (by skorzystać z ulgi meldunkowej i nie płacić podatku), a potem
        sprzedałbym. Ceny w Białymstoku w ciągu 5 lat podwoją się. Spłacam
        kredyt.Sprzedaję drugie mieszkanie i ostatecznie kupuję za dwa jedno większe.
        To jest jedna z możliwości.
        Pozdr.
        • mrowka519 Re: do Poszi i innych 30.03.07, 15:36
          Wynajem w Białymstoku zupełnie się nie opłaca a już tym bardziej kupowanie
          nowego mieszkania i wyposażanie żeby ktoś niszczył.
          Młodzi wyjeżdzają z Białegostoku do Wrszawy, do USA.
          Mieliśmy problem żeby kogoś znaleść do wynajmu za 300 zł + czynsz i opłaty za
          mieszkanie w samym centrum. Mieliśmy tylko chętnych za czynsz. Poza tym (
          wynajmujemy studentom) w wakacje stoi puste i jeszcze musimy czynsz płacić.
          Zastanawiam się kto teraz w Warszawie kupuje mieszkania po tych chorendalnych
          cenach typu wiekla płyta za 8 tysięcy.Jakie ludzie biorą kredyty?
          Ja bym teraz nie kupiła mieszkania w Warszawie bo nigdzie w Europie nie ma
          takich relacji pensji do metra kwadratowego jak u nas.
          Moim zdaniem będzie krach na rynku tylko pytanie kiedy i co będzie z ludzmi
          którzy radośnie biora kredyty po 300 tysięcy na 30 lat w panice bo będzie
          drożej bo w Londynie jest drożej.
          • mna Re: do Poszi i innych 03.04.07, 12:20
            Nie moge uwierzyć ze w Polsce developerowi opłaci sie budować za 2800/m czy
            3500/m. Jeszcze w ub roku spotkałam się z kalkulacjami że wybudowanie domu
            metoda gospodarczą to koszt siegajacy 2000/m, a wiadomo że tu się pewne koszty
            pomija samemu organizuje załatwia omija ZUS zatrudniajac ekipę "rolników".
            Nawet zakładjaąc że na budowie u developera pracują na czarno Ukraińcy to
            ostatnio materialy budowlane znacznie podrożały.
            Ja nie mialabym odwagi sprzedawać mieszkania i lokować pieniedzy w Banku a
            dłuższy czas. To bardzo ryzykowne. Jest zupełnie wbrew logice aby ceny poszły
            jeszcze znacząco w górę ale wbrew logice było wywindowanie ich do obecnego
            poziomu a jednak tak sie stało. Na spadek cen osobiście nie liczyłabym. Może
            ludzie pójda po rozum o głowy i stanieją bloki z wielkiej płyty ale... Jednak
            wyjazd fachowców winduje zarobki budowlańców i koszt wykończenia miaeszkania,
            materiłay budowlane szaleją zapisy na kilka mies wczeniej, ceny działek w górę
            dobry majster ma zaklepane 2 sezony do przodu to powoduje że nowe mieszkaia
            raczej nie stniaeją i popyt się nie załamie bo człowiek potrzebuje gdzies
            mieszkać, a oddala sie alternatywa dom zamiast mieszkania. Spodziewam sie tylko
            korekty cen 3-4 pok. mieszkań gdzie budowa domu jest alternatywą dla
            mieszkania, a grupa zdolna wydać min 600tys jest mniejsza niż o możliwościach o
            połowę mnieszych choć większych mieszkań jest oczywiscie tez mniej wiec tez nie
            bedzie to znaczacy spadek.
            • mrowka519 Re: do Poszi i innych 03.04.07, 14:39
              2000 PLN to cena budowy domu z białym montazem i podłogami a developer oddaje
              niejako w stanie surowym mieszkania czyli jeszcze 1 tysiąc na metrze trzeba
              wydać. Poza tym jednostkowa budowa metra w domu jest droższa niż w bloku gdzie
              jest jeden dach , jedna piwnica na ileś mieszkań; developer kupuje taniej
              materiały budowalne bo bierze hurtowo itp. Jeśli 2-3 lata temu opłacało się
              budową w Warszawie po 3500 to znaczy że niemożliwe że teraz trzeba brać 7-8 tyś
              PLN. NIe wierze że robotnik na budowie zarabia teraz 4-5 tysięcy. na pewno mają
              na papierze jakąs małą pensję a reszta do ręki bez podatku i ZUS.
            • wegorkie2 Re: do Poszi i innych 03.04.07, 14:47
              > Jest zupełnie wbrew logice aby ceny poszły
              > jeszcze znacząco w górę ale wbrew logice było wywindowanie ich do obecnego
              > poziomu a jednak tak sie stało. Na spadek cen osobiście nie liczyłabym.

              Typowym błędem przy decyzjach inwestycyjnych (popełnianym nagminnie przez
              większość) jest sugerowanie się krótkoterminowym zachowaniem rynku w niedawnej
              przeszłości. Rynek w krótkim terminie potrafi się zachowywać wbrew logice, ale w
              długim terminie działa logicznie.

              Myślę że mrowka ma generalnie rację, ale zgadzam się z Tobą że trzymanie w banku
              dłuższy czas jest ryzykowne, dlatego owszem mieszkanie trzeba by sprzedać
              korzystając z obecnego szaleństwa, ale mieć pomysł na to gdzie włożyć uzyskane
              pieniądze...
              • Gość: quba Re: do Poszi i innych IP: *.crowley.pl 03.04.07, 17:03
                Moim zdaniem krach na rynku nieruchomości w Polsce jest bardzo mało
                prawdopodobny. Być możemy będziemy mieli do czynienia z korektą cen ale nie
                stawiałbym żeby była na tyle duża by opłacało się robić transakcję o której
                piszesz.
                Moim zdaniem również rynek poza wielkimi miastami w Polsce ma wciąż bardzo duży
                potencjał wzrostu.

                Jakkolwiek wszystko zależy od konkretnego mieszkania i jego lokalizacji. Są
                takie miejsca w Wa-wie (np.: Stary Żoliborz) które pewnie nigdy nie stanieją, a
                o kupna ciekawego mieszkania w takiej lokalizacji jest bardzo trudno.
                Powinniśmy też pamiętać, że coraz więcej osób będzie chciało mieszkać w lepszym
                standardzie, czyli będziemy raczej obserwować ucieczkę z wielkiej płyty i
                zakupy nowszych mieszkań. Czyli cena wielkiej płyty może spadać bardziej.
                Podobna tendencja może być przy przechodzeniu z mniejszych do większych
                mieszkań.

                Analizująć średnie ceny i średnie pensje pamiętajcie też o tym, że w Polsce
                dane statystyczne są często bardzo niedokładne. Rozmiar szarej strefy
                i "lewych" dochodów jest bardzo duży, stąd naprawdę trudno ocenić jaka jest
                realna stopa wynagrodzeń do ceny nowych mieszkań. I jeszcze jedna uwaga -
                często w Polsce zdaża się wsparcie np.: rodziców przy zakupie M, co powoduje,
                że ludzie biorą mniejsze kredyty niż wynikałoby to z ceny mieszkania.

                Widzę że temat "wałkujecie" na forum w różnych wątkach. Jako problem
                inwestycyjny jest oczywiście ciekawy, choć traktujecie go bardzo pobieżnie.
                Realnie nie zrobiłbym jednak takiego ruchu.
                • Gość: kwiatostan Re: do Poszi i innych IP: *.chello.pl 03.04.07, 22:32
                  > Realnie nie zrobiłbym jednak takiego ruchu.

                  Tzn jakiego ruchu? z wynajęciem, czy ze sprzedażą?

                  K.
                  • Gość: quba Re: do Poszi i innych IP: *.crowley.pl 04.04.07, 09:27
                    To znaczy, że nie sprzedałbym teraz mieszkania licząc na znaczące spadki cen w
                    roku 2007 lub 2008.

                    Korzystając z okazji -
                    gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4036716.html
              • mna Re: do Poszi i innych 03.04.07, 19:19
                W długiej perspektywie to pewnie będzie wzrost wynagrodzeń więc ceny mieszkań
                relatywnie będą nizsze raczej w tym sensie. Ostatni dołek na rynku
                nieruchomosci przyszedł jako efekt recesji gospodarczej kiedy ludzie obawiali
                sie o pracę lub tracili znajdowali gorzej płatną lub wcale więc mniej skłonni
                byli się zadłużać w sytuacji duzej niepewności. I sądze że znaczny spadek cen
                mógłby nastąpic własnie w tej sytuacji, na co na szczęscie sie w gospodarce nie
                zanosi w najbliższym czasie no chyba że jakieś nieprzewidywalne wydarzenie je
                wywoła.
                Jak dotąd jednak czyta się o niewielkim ok 1% miesiecznie ale jednak wzroscie
                cen. Jesli tendencja sie utrzyma to w skali roku daje to ponad 10%. Przy takim
                poziomie cen to jest rocznie kilkadziesiat tys złotych.
                Ta mi sie wydaje. A sama zainteresowana bym była takim scenariuszem bo chcemy
                zmienić mieszkanie na większe i chętnie dziś byśmy sprzedali 2 pokojowe
                gdybyśmy wiedzieli że za rok kupimy za tę kwotę lub niewiele wiecej 3 pokojowe.
                Nie jesteśmy jednak aż tak odważni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka