Dodaj do ulubionych

Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rachunki

IP: *.inetaccess.pl 28.09.07, 09:45
Ciekawy tekst. Jeśli to prawda o poziomie zadłużenia sięgającym
50% zarobków to myślę, że jest gorzej niż się spodziewałem. Myślę też, że
będzie większe otrzeźwienie niż się mogłem spodziewać.

gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4528289.html
"jak wynika z ostatnich badań przeprowadzonych przez sieć doradców AZ Finanse
- klienci banków z tych furtek skwapliwie korzystają. Okazuje się, że aż 55
proc. osób pożyczających pieniądze pod hipotekę przeznacza ponad połowę swoich
dochodów na stałe płatności - raty kredytów i comiesięczne rachunki! Tylko dla
co siódmego kredytobiorcy te stałe koszty są mniejsze niż 20 proc. jego
dochodów. Badania przeprowadzono wśród kilku tysięcy klientów banków w całej
Polsce."
Obserwuj wątek
    • thesopranos Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac 28.09.07, 15:36
      Jest o wiele wiele gorzej niż się może wydawać. Ostatnie 2 lata to
      okres kiedy można było wejść do banku i wyjść z workiem pieniędzy
      nawet 0,5 mln podaczas gdy 2 lata wcześnie było się bezrobotnym albo
      studentem.

      Zarabiając średnią warszawską pensję 4 tyś brutto (8 tys na rodzine)
      można było dostać kredyt nawet 0,5 mln i spłacać ratę 3-4 tys pln w
      zaleznosci od waluty, czyli często 60%-70% dochodów rodziny na samą
      ratę mieszkania przez 30 lat. Wykończenie mieszkania z reguły z
      oszczędności, ale samochód, RTV, AGD i meble na kolejny kredyt.

      Jednocześnie coraz więcej ludzi nie posiada praktycznie żadnych
      oszczędności a do BIKu raportowanych jest coraz więcej dłużników.

      Jeszcze inna sprawa to siła nabywcza tej pozostającej po spłatach
      części. Zgodnie z tymi wyliczeniami co drugi kredytobiorca ma nie
      więcej niż 2,5 tys pln na rodzinę na miesiąc - czyli ok 28 pln
      dziennie/osobę!!!!! (przy jednym dziecku). A gdzie
      komunikacja/jedzenie/ubrania/szkoła/przedszkole/kino/oszczędności/wak
      acje itp? jak widać lubimy "żyć chwilą" :)

      Ciekawe czy to się nie zakończy większym hukiem niż w USA bo jak
      stopy % jeszcze bardziej wzrosną to w ciągu miesiąca to obciążenie
      wzrośnie o kolejne kilkanaście %... a sprzedać mieszkanie już teraz
      graniczy z cudem jeżeli nie da się ceny 10-20% niżej niż rynek a co
      będzie za rok czy dwa to już nie będzie zabawne wogóle...

      pzdr
    • kulencja Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac 29.09.07, 21:45
      Ale co zrobić jeśli wynajmujesz albo masz sąsiadów takich jak tu?
      sasiad.tuhajbej.patrz.pl/
      Często koszt wynajmu mieszkania jest wyższy od raty kredytu
      hipotecznego, a mieszkac gdzieś przecież trzeba. To już lepiej
      płacić za własne niż nabijać kieszeń włascicielowi mieszkania, który
      w każdej chwili może nas wyrzucić na bruk.
      • Gość: thelima Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.aster.pl 30.09.07, 09:14
        > Często koszt wynajmu mieszkania jest wyższy od raty kredytu
        > hipotecznego, a mieszkac gdzieś przecież trzeba.

        To często powtarzana teza - niestety nikt jeszcze jej tutaj nie udowodnił. Może
        się z nią zmierzysz?

        lima
        • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 11:20
          ja pomogę się zmierzyć :-)
          tutaj tiny.pl/1dqp jest taki krótki arkusz kalkulacyjny, który pokazuje,
          jak to wygląda w praktyce (mieszkanie Pani D.)
          • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 11:47
            słowo wyjaśnienia do formularza. Z jednej strony brany jest kredyt na 100%
            wartości mieszkania, z drugiej porównywany jest koszt najmu podobnego mieszkania
            i odkładanie różnicy pomiędzy tym kosztem a ratą na zwykłą lokatę. Po zadanym
            okresie mamy w pierwszym przypadku kilkudziesięcioletni lokal, w drugim gotówkę.
            • Gość: Marcin Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.07, 12:23
              Obliczenia są jak najbardziej sensowne. Pytanie moje jest takie:
              dlaczego nie uwzględniłeś "wartości rezydualnej mieszkania".
              Rozumiem, że założyłeś, iż po 30 latach wartość tego mieszkania jest
              równa ZERO. Myślę, że większość zgodzi się ze mną, iż jest to
              założenie jak najbardziej mylne. Nawet księgowo, zakładając, że
              nieruchomośc ta będzie się amortyzowała w tempie 2,5% rocznie, po 30
              latach będzie coś tam jeszcze warta. A jak wiemy wycena w koszcie
              historycznym ma się nijak do wartości godziwej = rynkowej.

              Teraz załóżmy ostrożnie, że przy stopie dyskonta = 5% dzisiejsza
              wartość tej nieruchomości po 30 latach wyniesie 600 tys. PLN.
              Oznacza to, że za 30 lat nominalnie (uwzględniając roczną stopę
              dyskonta 5%) nieruchomośc ta będzie warta 2,6 mln PLN. Oczywiście
              można tu dywagować, że koszt kredytu może być mniejszy bądź większy
              czy roczna stopa zwrotu z zainwestowanych oszczędności może być
              mniejsza czy większa niż te założone 5%. Nie mniej jednak w obecnej
              sytuacji skłaniałbym się jednak do zainwestowania w nieruchomość.
              Inna sprawa, że nie zainwestowałbym 800 tys w 70m2 bo nawet dla
              mnie, który kłóci się tu z THESOPRANOSEM (BTW pozdrawiam serdecznie:)
              jest to cena zbyt wysoka na dzień dzisiejszy (akceptowalny jest dla
              mnie poziom 8 tys./m2 wykończonego mieszkania przy tym metrażu na
              Kabatach).
              • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 12:36
                napisałem to w drugiej części postu: z jednej strony mamy kilkudziesięcioletni
                lokal, z drugiej gotówkę. Arkusz zwraca gotówkę - mieszkanie siłą rzeczy jest
                "na stanie" w przypadku kredytu. Myślałem, że jest to oczywiste :-/
                • Gość: Marcin Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.07, 12:41
                  Nie dla wszystkich jest to oczyweiste. Przesłanie Twojej wypowiedzi
                  jest takie, że mamy gotówkę i nie mamy nic nie warte
                  kilkudziesięcioletnie mieszkanie. Żeby być wiarygodnym, trzeba
                  wszystko podać jak na tacy bo nie każdy potrafi sobie tu dyskontować
                  i obliczać przyszłe wartości. Więc szacując ostrożnie wartość
                  mieszkania za 30 lat powinieneś zapytać: co lepsze, gotówka 2,3 mln
                  czy mieszkanie warte 2,6 mln. Wtedy można oczekiwać, że każdy (nawet
                  ten mający mało wspólnego z jakąkolwiek wiedzą finansową i
                  rachunkową) miałby lepszy ogląd i lepiej mógłby się ustosunkować do
                  Twojej wypowiedzi.
                  • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 12:53
                    tiny.pl/1dmx
                    • Gość: Marcin Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.07, 13:04
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=106&w=69688105&a=69777599
                      • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 13:08
                        ustalmy, że już to wyjaśniliśmy ;-)
                        • Gość: Marcin Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.07, 15:18
                          :-)
              • thesopranos Do Marcina 01.10.07, 11:26
                >> nieruchomośc ta będzie warta 2,6 mln PLN

                a) w jaki sposób to wyliczyłeś bo mi wychodzi mocno inaczej.
                Korzystam ze wzoru FV=PV*(1+r)^t (r to jest oczekiwana stopą zwrotu
                a t liczba lat) czyli wychodzi, że mieszkanie warte 600 tyś
                (zakładając, że nie jesteśmy w bańce i ceny nie spadną) to przy
                inflacji na poziomie 2% mieszkanie będzie warte 1,1 mln (zakładamy
                jednocześnie, że mieszkanie zyskuje co rocznie 2% na inflacji i
                mieszkanie nie wymaga żadnych nakładów finansowych w okresie 30 lat)

                b) lokując 2,5 tyś co miesiąc, które oszczędzamy wynajmując zamiast
                kupując otrzymujemy ponad 2 mln przy oczekiwanej stopie zwrotu 5%
                (obligacje). Korzystam tutaj ze wzoru na plan rent platnych z dołu:
                FV = SP*((1+r_okres)^i-1)/r_okres gdzie SP to jest płatność
                miesięczna, r_okres to oczekiwana miesięczna stopa zwrotu np.5%/12
                a "i" liczba okresów czyli miesięcy.

                Wniosek jest prosty:

                a) Po 30 latach masz 30 letnie, zniszczone mieszkanie (bo nie robisz
                żadnych remontów) "warte" 1,1 mln bo zakładasz, że zyskuje 2%
                rocznie w sytuacji gdy nie wiadomo nawet czy za 30 lat Warszawa nie
                będzie Berlinem a Wrocław Frankfurtem itp.

                b) lub masz 2 mln gotówką wynajmujesz sobie tylko nowe mieszkania,
                wg. lokalizacji, która akutalnie jest dobra lub tam gdzie pracujesz
                itp.

                > mnie, który kłóci się tu z THESOPRANOSEM
                > (BTW pozdrawiam serdecznie:)

                i wzajemnie :) Coś długo Cię tu nie było? Brakowało nam (KZS) tu
                ostatnio godnych oponentów :)
                • Gość: Marcin Re: Do Marcina IP: *.chello.pl 01.10.07, 16:18
                  A witam witam

                  > i wzajemnie :) Coś długo Cię tu nie było? Brakowało nam (KZS) tu
                  > ostatnio godnych oponentów :)

                  Jestem cały czas, obserwuje istniejące spory, ale jedno chyba przeoczyłem. Co
                  oznacza ten Wasz skrót KZS? :)

                  Do wyliczenia wartości mieszkania przyjąłem roczną stopę zwrotu 5% - wydaje mi
                  się, że jest ona jak najbardziej prawdopodobna, a wtedy wartość mieszkania
                  wychodzi w granicach 2,6 mln :)
                  Pomijam, że zakładając, że za 800 tys. możesz kupić 90 - 100 m2 (oczywiście za
                  jakiś czas, aż ceny się ustabilizują), nie wynajmiesz mieszkania za 2500 PLN o
                  takiej powierzchni (a już na pewno nie nowe). Po drugie ceny wynajmu nominalnie
                  również będą rosnąć, więc średnio z każdym rokiem różnica pomiędzy ratą kredytu
                  a ceną za wynajem będzie się zmniejszała, a co za tym idzie wielkość środków
                  przeznaczonych na inwestycje będzie spadała. Sprawa nie wydaje się być tak
                  oczywista jak to może sugerować grupa KZS :)
                  Pomijam w tym momencie wartość użytkową mieszkania generowaną przez przyszłe
                  wpływy z tytułu np. możliwości wynajęcia tego mieszkania po 30 letnim okresie
                  użytkowania :)

                  Ja nadal wybrałbym zakup nieruchomości....
                  • thesopranos Re: Do Marcina 01.10.07, 17:16
                    > oznacza ten Wasz skrót KZS? :)

                    Klub Zaklinaczy Spadków :) i jest już paru klubowiczów min. ja -
                    określenie "członek" pasuje bardziej do "opozycji" dla których nazwy
                    jeszcze nie wymyślono, ale niedługo może ogłosimy konkurs :)

                    > się, że jest ona jak najbardziej prawdopodobna, a wtedy
                    > wartość mieszkania wychodzi w granicach 2,6 mln :)

                    5% rocznie? to dość agresywnie przy inflacji na poziomie 2,5%
                    Pewnie 3% byłoby możliwe gdyby nie obecna bańka.

                    > Po drugie ceny wynajmu nominalnie również będą rosnąć

                    Oczywiście, że będą rosnąć - dlatego płacisz odsetki w wysokości 1,2
                    mln już od początku. Pod koniec nominalnie płacisz mniej, ale na
                    początku spłacasz właśnie odsetki płacąc za komform niższej % raty
                    później. To jest po prostu inflacja.

                    Można debatować czy można wynając mieszkanie za 2,5 tyś które warte
                    jest na rynku 800 tyś itp za które ratę trzeba by płacić 5 tyś ale
                    widziałem takie oferty, chociaż rynek jest obecnie tak wypaczony, że
                    ciężko powiedzieć co gdzie i ile kosztuje.

                    Jakby nie kombinował to przy omawianym scenariuszu masz albo 30
                    letnie mieszkanie albo gotówkę? Z czym się ludzie czują bardziej
                    komfortowo to rzecz indywidualna. Ja wolę "cash" lub aktywa podobnej
                    płynności inny woli "real estate" bo wiem, że "cash" będzie coś
                    warty a mieszkanie nigdy nie wiadomo (Japończycy pewnie w
                    przeciwieństwie do Polaków wierzą, że mieszkania mogą tylko spadać
                    bo przez ostatnie 15 lat spadają i tam raczej jest to -3% rocznie)
                    więc nie zakładałbym że przez 30 lat mieszkanie zyska bo nie wiadomo
                    czy nawet nominalnie nie straci.


                    Ale może podam Ci inny przykład z drugiej strony: czy mając aktywa
                    warte 600 tyś (np. mieszkanie) i oczekując rocznej stopy zwrotu
                    rzędu 6% (czyli wzrost wartości mieszkania jak na obligacjach) to
                    ile powinien wynosić czynsz, żeby właścicielowi się opłacało?

                    PV = CF(1+g)/(r_okres-g) (CF= cash flow czyli płatność
                    wynajmującego - koszty (podatek, czynsz, remont 200 pln miesiecznie)
                    g-inflacja, r_okres to oczekiwana stopa zwrotu rocznie

                    Dla mieszkania wartego 600 tyś najm powinien wynosić ok 4,5 tyś a
                    dla mieszkania wartego 1 mln 7 tyś. a z tego co wiem to chętnych na
                    taki biznes nie znajdziesz. A dyskontując te wartości musisz przez
                    jakieś 65 lat, żeby Ci się zwróciło - czyli 2 x dłużej.

                    Jeżeli coś nie opłaca się właścicielowi to raczej jest korzystne dla
                    wynajmującego.

                    > Ja nadal wybrałbym zakup nieruchomości....

                    poważnie? nawet przy obecnych cenach uważasz, że wciąż się opłaca
                    kupić niż wynajmować? i nie wierzysz, że ceny spadną?
                    • Gość: Marcin Re: Do Marcina IP: *.chello.pl 01.10.07, 17:26
                      > poważnie? nawet przy obecnych cenach uważasz, że wciąż się opłaca
                      > kupić niż wynajmować? i nie wierzysz, że ceny spadną?

                      Ja już wcześniej gdzieś tam napisałem, że 800 tys. dałbym za 100 m2 wykończone
                      nowe mieszkanie na Kabatach przy samym metrze :) I teraz biorąc taki metraż pod
                      uwagę to wynajem jest sporo większy niż 2500 PLN miesięcznie. Zresztą nominalny
                      wzrost czynszu sporo z tego wyliczonego tego cashu w wysokości 2,3 mln zje....
                      • thesopranos Re: Do Marcina 01.10.07, 20:05
                        > Ja już wcześniej gdzieś tam napisałem, że 800 tys.
                        > dałbym za 100 m2 wykończone nowe mieszkanie na Kabatach
                        > przy samym metrze :)

                        ja bym nie dał - to jakieś 50% więcej niż wynosi wartość fundamentalna :)

                        > I teraz biorąc taki metraż pod
                        > uwagę to wynajem jest sporo większy niż 2500 PLN miesięcznie.

                        tzn ile? a ile wynosi rata kredytu na 30 lat za takie mieszkanie obecnie?

                        > wzrost czynszu sporo z tego wyliczonego tego cashu w
                        > wysokości 2,3 mln zje....

                        zje, ale nie tak wiele % - mniej więcej tyle ile amortyzacja zje mieszkania :)

                        Reasumując, wciąż w swoich założeniach zakładasz, że ceny mieszkań nie tylko nie
                        spadną, ale wciąż będą rosnąć, nawet tych używanych. Czyli wracamy to punktu
                        wyjścia - ja uważam, że ceny spadną bo fundamenty są dużo niżej a Ty, że ceny
                        będą rosnąć - to jest właśnie spekulacja bo racjonalnych, ekonomicznych
                        argumentów za kupnem w chwili obecnej nie ma moim zdaniem. Chyba, że zakłada się
                        wzrost cen...
                        • Gość: Marcin Re: Do Marcina IP: *.chello.pl 01.10.07, 21:59
                          > tzn ile? a ile wynosi rata kredytu na 30 lat za takie mieszkanie obecnie?

                          800 tys. na 30 lat daje przy oprocentowaniu = 7% jakieś 5300 PLN miesięcznie.
                          Natomiast wynajem 90 - 100 m2 mieszkania kosztuje na rynku minimum 4 tys.
                          miesięcznie.

                          > zje, ale nie tak wiele % - mniej więcej tyle ile amortyzacja zje mieszkania :)

                          No i tu się troszkę mylisz bo rynkowo mieszkanie niewiele się amortyzuje :) a
                          remonty.....nie są aż tak kosztowne:) Księgowo jak najbardziej amortyzacja zje
                          znaczącą część wartości mieszkania...ale czy 5 - letni samochód nic nie wart
                          księgowo, na rynku również nic nie kosztuje? Z nieruchomościami jest tak, że one
                          jeszcze wolniej tracą realnie na wartości...

                          a Ty, że ceny
                          > będą rosnąć

                          Tak, ja uważam, że będzie teraz mała korekta (już teraz obserwowana), a potem
                          średni wzrost nieruchomości co najmniej o 2 pkt. proc. powyżej inflacji
                          (oczywiście z róznymi fluktuacjami w krótkim okresie). A biorąc pod uwagę wzrost
                          czynszu co najmniej w tempie inflacji...uważam, że naprawde wynajmem może okazać
                          się kompletnie nietrafionym pomysłem bo pod koniec omawianego okresu (30 lat)
                          okaże się, że nominalnie czynsz za wynajem jest sporo wyższy niż rata
                          kredytu....i z czego tu inwestować? A mieszkanie, bądź co bądź 30
                          letnie....nadal posiadamy....
                          • thesopranos Re: Do Marcina 01.10.07, 22:50
                            > No i tu się troszkę mylisz bo rynkowo mieszkanie
                            > niewiele się amortyzuje :)

                            ja nigdzie nie napisałem, mieszkanie będzie miało wartość 0 po okresie
                            amortyzacji. Problem w tym, że cholernie ciężko powiedzieć ile będzie wynosić
                            cena określonego mieszkania w określonej lokalizacji za 30 lat. Może być warta
                            fortunę albo nic. Biorąc pod uwagę wartości fundamentalne to można równie dobrze
                            założyć, że za 30 lat obecne mieszkanie warte 600 tyś może być warte wg.
                            wartości nominalnej mniej niż teraz, aby zniwelować ostatnią bańkę spekulacyjną.
                            Rozumiem, że możesz nie dopuszczać do myśli scenariusza z Japonii, ale
                            zakładanie dalszego wzrostu cen oznacza dalsze odrywanie się od fundamentów i
                            zaprzeczanie istnieniom prawa popytu i podaży, siły nabywczej konsumentów oraz
                            możliwości pojawienia się konkurencji w przypadku marż niespotykanych w innych
                            branżach bez barier wejścia.

                            > remonty.....nie są aż tak kosztowne:)

                            czy ja wiem? :) przecież gonimy EU więc robotnikom trzeba słono płacić -
                            szczególnie tym dobrym. Generalny remont mieszkania to mniej więcej tyle ile
                            wykończenie stanu developerskiego - co obecnie wynosi jakieś 50 tyś na 50
                            metrowego mieszkanka i warto to zrobić 1 x na 10 lat przynajmniej. Ale to tylko
                            takie założenie - równie dobrze może być 2 x 15 lat po 35 tyś = 70 tyś co jednak
                            mało nie jest chyba...

                            > Tak, ja uważam, że będzie teraz mała korekta
                            > (już teraz obserwowana), a potem średni wzrost
                            > nieruchomości co najmniej o 2 pkt. proc. powyżej inflacji

                            też dopuszczam taki scenariusz, ale w przypadku gdy ta korekta wyniesie średnio
                            20-30% w skali kraju przez najbliższe 2 lata. I nie wydaje mi się, żeby inflacja
                            cen mieszkań miała być wyższa o 2 pkt % bo niby dlaczego? szczególnie używanych?

                            > okaże się, że nominalnie czynsz za wynajem jest sporo
                            > wyższy niż rata kredytu....i z czego tu inwestować?

                            policz sobie po jakim czasie rata zrówna się z kosztem najmu i ile uda się
                            odłożyć do tego czasu. Jakbyś nie liczył to nie wychodzi na to samo. Szczególnie
                            jak ceny mieszkań będą spadać to najmu również bo znowu będzie się bardziej
                            opłacało kupić niż wynajmować.

                            > A mieszkanie, bądź co bądź 30 letnie....nadal posiadamy....

                            Możliwości są więc takie: 2 mln gotówką bez żadnego ryzyka lub mieszkanie warte
                            2 mln wg. skrajnie optymistycznych założeń. Ryzyko jednak jest takie, że jeżeli
                            mieszkanie zyskiwać będzie "tylko" tyle ile inflacja czyli 2% to FV = 1 mln.
                            Jeżeli jednak ceny będą tracić na wartości przez jakiś czas (co sam już
                            zauważyłeś) lub ceny pozostaną "płaskie" +-2% rocznie to obecna wartość
                            nominalna też wcale nie jest wykluczona, szczególnie używanego mieszkania....

                            Trochę żeśmy się chyba zagalopowali w tych kalkulacjach bo wydaje mi się, że nie
                            ma o co kruszyć kopii - sporo w tym założeń i każdy powinien sam sobie
                            odpowiedzieć w co wierzy.

                            Przykładowo, moja dziewczyna w ogóle nie chce się bawić w takie kalkulacje i nie
                            chce nawet o tym słuchać. Chce po prostu mieć i tyle a czy to wyjdzie 2 mln za
                            30 lat czy 100 tyś za 1 rok to abstrakcja bez znaczenia :) Dla większości osób
                            również pozostaje to sprawą drugorzędną bo po prostu chcą mieć i już. Ja to
                            rozumiem, ale moim zdaniem warto jest poznać drugą stronę medalu - tę bardziej
                            nudną, związaną z cyferkami... szczególnie jak się wie, ile "fajnych rzeczy"
                            kryje się za nimi...

                            pzdr
                            • poszi Re: Do Marcina 02.10.07, 00:07
                              Jeśli chodzi o założenia do wyliczeń, to 2 pkt ponad inflacje dla wzrostu cen
                              mieszkań wydaje mi się grubo przesadzone. To może możliwe by było od cen z 2004
                              roku, ale nie od obecnych. Gdyby obecne ceny stały realnie w miejscu (czyli
                              rosły tylko na poziomie inflacji), to od 2004 roku do 2034 roku to dawałoby
                              rocznie ok. 2,3 pkt. ponad inflację, dzięki samemu skokowi od 2004 roku.
                              Dyskontowanie przynajmniej kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu lat aprecjacji,
                              to dowód na skrajny (hurra)optymizm rynku. Ceny mieszkań w USA, gdyby nie liczyć
                              obecnego boomu, nie wzrosły realnie ni trochę od XIX w, ceny w Amsterdamie w
                              ciągu 350 lat wzrosły o 0,2% rocznie ponad inflację. Jedynie w Norwegii, która
                              wykonała zapewne większy skok cywilizacyjny niż Polska ma za obecnych pokoleń
                              szanse osiągnąć, i biorąc niedawny boom pod uwagę, miała 1,3% realny wzrost w
                              dłuższym okresie:
                              economistsview.typepad.com/economistsview/2006/03/shiller_longter.html
                              Z drugiej strony wzrost czynszu za wynajem na poziomie inflacji jest też nie
                              taki pewny. Od 1989 roku realne czynsze rynkowe spadają, bowiem kilkanaście lat
                              temu podaż wynajmu rynkowego była minimalna i ciągle to jeszcze nie jest nic
                              imponującego i to się będzie powiększać. Jeśli jednak pojawi się w kraju
                              imigracja, a wzrośnie imigracja do Warszawy, to trend może sie odwrócić.

                              Amortyzacja to nie tylko remontowanie pomieszczenia, ale też starzenie się
                              budynku. Trzeba by uwzględniać poprawkę na konieczność ponoszenia wpłat fundusz
                              remontowy, a i nawet z tym 30-letni budynek wymaga większych nakładów niż nowy,
                              więc on jest w naturalny sposób mniej warty od nowego. Warto też pamiętać o
                              innych nakładach, jak choćby ubezpieczaniu. Jestem ciekaw, czy wspólnoty
                              ubezpieczają pełną kwotę odtworzeniową budynku. Prędzej czy później pojawi się tez
                              podatek katastralny.

                              Jednak w polskich warunkach wynajmowanie przez 30 lat, to nie jest dobry pomysł
                              z powodów pozaekonomicznych, bo to nie Niemcy, gdzie lokator może mieszkać
                              niemal dowolnie długo i może na swój sposób takie mieszkanie urządzić. Moim
                              zdaniem dla kogoś kto chce w danym mieście mieszkać dylemat raczej polega na
                              tym, czy kupić teraz czy za kilka lat niż czy kupić teraz lub wcale. Wynajem na
                              dłuższą metę jest w naturalnym sposób droższy i przez 30 lat kupno mieszkania
                              prawie zawsze się opłaca (chyba że będzie tak, jak w Japonii). Wynajem za to
                              daje pełniejsza swobodę zmiany miejsca zamieszkania i nawet przy łagodnej
                              aprecjacji nie opłaca sie kupować mieszkania, jeśli często się je zmienia. Nie
                              ma tez nic gorszego niż "uwięzienie" w mieszkaniu, jeśli jego wartość spadnie
                              poniżej kwoty kredytu. To był wielki problem w czasie krachu naftowego Teksasie
                              na początku lat osiemdziesiątych. Ludzie mogliby wyjechać i znaleźć niezłą prace
                              w innych stanach, ale nie mogli, bo bank nie zgadzał się na sprzedaż domu
                              poniżej kwoty zadłużenia. Wielu przymusowo musiało przeczekać kryzys, inni z
                              bólem serca dopłacali bankowi różnicę, dzięki czemu mogli wyjechać.

                              Kupno w normalnych warunkach, kiedy nie ma bańki, to na dłuższa metę dobry
                              pomysł. Kiedy jednak bańka jest, to jest bardzo ryzykowne.
                              • thesopranos Re: Do Marcina 02.10.07, 09:54
                                > Kupno w normalnych warunkach, kiedy nie ma bańki, to na
                                > dłuższa metę dobry pomysł. Kiedy jednak bańka jest,
                                > to jest bardzo ryzykowne.

                                dlatego wszystko się sprowadza do obecnych, kosmicznych cen
                                mieszkań. Moim zdaniem przy obecnym poziomie cen nie opłaca się
                                kupować mieszkania/działek/domów bez względu na to czy ceny będą
                                rosły czy będą płaskie przez kilka-kilkanaście lat. Dopiero później
                                warto myśleć o kupnie kiedy rata będzie praktycznie taka sama jak
                                koszt najmu. Prawdopodobieństo/ryzyko "porażki" jest obecnie równe
                                praktycznie "1"

                                Jeszcze jedna sprawa o której nie wspomnieliśmy - brak możliwości
                                np. poprawy warunków mieszkaniowych gdy spłacanie rat uniemożliwia
                                odłożenie większych pieniędzy (oszczędności)na nowe, większe
                                mieszkanie, szczególnie w sytuacji o której wspomniałeś gdy
                                zadłużenie przewyższa wartość nieruchomości - można ugotować się na
                                długie lata będąc niewolnikiem własnego mieszkania - oczywiście
                                kiedy straci na wartości...
                                • Gość: Marcin Re: Do Marcina IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.07, 12:48
                                  A mam takie pytanie do Ciebie i w sumie do grupy KZS...załóżmy, że ceny mieszkań
                                  teraz spadną o te 10-15% i się ustabilizują na kilkanaście lat...wiesz
                                  dodatkowo, że wynajem jest w tym okresie bardziej opłacalny. Decydujesz się z
                                  ekonomicznego punktu widzenia na wynajem. Ale teraz druga strona medalu:
                                  zakładasz rodzine model 2+2. Czy z punktu widzenia rodziny zdecydowałbyś się na
                                  kilkanaście lat (może dłużej) wynajmowania? :)
                                  • thesopranos Re: Do Marcina 02.10.07, 16:02
                                    > zakładasz rodzine model 2+2. Czy z punktu widzenia rodziny
                                    > zdecydowałbyś się na kilkanaście lat (może dłużej)
                                    > wynajmowania? :)

                                    nie. Dla rodziny ważne jest żeby mieć swoje miejsce, szkołę dla
                                    dzieci itp. Dlatego posiadając taką rodzinę nie zdecycydowałbym się
                                    prawdopodobnie na wynajem przez kilkanascie lat. Są jednak tacy,
                                    którzy przyzwyczajeni są do wynajmowania i powinni się na taki krok
                                    zdecydować.

                                    Obecnie problem mają ci którzy nie mają wyboru bo albo pochodzą z
                                    poza warszawy albo wynajmowali coś małego i teraz mają dylemat. Nie
                                    mają wyjścia bo nie posiadają nic.

                                    Ja natomiast mam gdzie mieszkać i nigdzie mi się nie śpieszy. Ja
                                    nawet nie chce kupić mieszkania tylko działkę w warszawie, lub w jej
                                    bliskich granicach (2-3 km) pod domek dla mojej powiększającej się
                                    właśnie rodzinki. Nie kupuje jednak działki teraz bo ceny są
                                    kosmiczne, podobnie jak mieszkań więc pomęczymy się trochę dłużej na
                                    tych 60 metrach we trójkę po to aby za rok na budowie domu i działce
                                    zaoszczędzić jakieś 200-300 tyś do tego co bym musiał zapłacić
                                    obecnie.

                                    A Ty jak? kupiłeś? szukasz?
                                    • Gość: Marcin Re: Do Marcina IP: *.chello.pl 02.10.07, 18:11
                                      Ja już posiadam własne mieszkanie (i domek poza Wawą) więc generalnie z tego
                                      punktu widzenia ceny na rynku nieruchomości mają na mnie obojętny wpływ...a

                                      > aby za rok na budowie domu i działce
                                      > zaoszczędzić jakieś 200-300 tyś do tego co bym musiał zapłacić
                                      > obecnie.

                                      ale widzę, że Ty nie bez powodu jesteś w grupie KZS :))))
                                      • thesopranos Re: Do Marcina 02.10.07, 19:50
                                        > Ja już posiadam własne mieszkanie (i domek poza Wawą)

                                        a dawno kupiłeś? budowałeś?

                                        > ale widzę, że Ty nie bez powodu jesteś w grupie KZS :))))

                                        zapisałem się do KZS bo wierzę w spadki a nie dlatego, że chcę kupić działkę
                                        :))) Gdybym nie wierzył w spadki to już dawno kupiłbym działeczkę i budował dom
                                        a nie czekał, ale wtedy pewnie bliżej by mi było do przeciwników KZS, żeby sobie
                                        poprawiać humor, że wcale nie wywaliłem pieniędzy w błoto :)

                                        tutaj nie ma ludzi, którym obojętne są ceny nieruchomości... każdy jest "za"
                                        albo "przeciw"...
                    • Gość: uch Re: Do Marcina IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.10.07, 17:59
                      drobne stwierdzenie "mając aktywa" - a jaka różnica. A jak nie ma "mając aktywa"
                      to co wtedy - tani kredyt inwestycyjny? Na obligacje? Przecie wątek o
                      nieruchomości za 100% kredytu.
                      • Gość: uch errata IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.10.07, 18:12
                        Chyba porównanie ma wtedy sens gdy aktywami nazwiemy 5000 wolnej gotówki, które
                        można zainwestować w obligacje każdego miesiąca przez 30 lat.
                        • thesopranos Re: errata 01.10.07, 20:08
                          ??? chyba nie zrozumiałem. Aktywa tutaj to kasa i mieszkanie, czyli co się
                          bardziej opłaca - obracać pieniędzmi i wynajmować mieszkanie od kogoś czy kupić
                          mieszkanie i nie kombinować co ile, jaki % itp.
                          • Gość: uch Re: errata IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.10.07, 20:56
                            masz rację moja pomyłka.
                            Zafiksowałem się porównaniem co bardziej opłacalne: 5000/mies przeznaczamy na
                            kredyt hipoteczny - pod wynajem dla kogoś obcego za 2500
                            vs 5000/mies przeznaczamy na inwestycję kapitałową (obligacje)
                            A mieszkamy u babci :)
                            • Gość: ? Re: errata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.08, 22:49
                • Gość: Marcin Re: Do Marcina IP: *.chello.pl 01.10.07, 16:28
                  Tak sobie na szybko policzyłem: zakładając, że przy 90 m2 mieszkania czynsz
                  netto (po odjęciu czynszu płaconego do spółdzielni) wynosi nas 2500 miesięcznie;
                  stawka za ten czynsz rośnie w tempie 2% rocznie; otrzymujemy z różnicy pomiędzy
                  wielkością raty kredytowej a wielkością czynszu obecną wartość naszych
                  oszczędności na poziomie 1,3 mln PLN (przy rocznej stopie zwrotu 5%).

                  No chyba, że jak autor tych obliczeń założył, za 30 lat będziemy płacili nadal
                  nominalnie 2500 PLN, czyli na dzisiejsze pieniądze jakieś niecałe 600 PLN....w
                  to chyba nikt nie wierzy :)
          • Gość: uch Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.07, 11:55
            gdzie ty wynalazłeś kredyt hipoteczny 7%? Sprawdź lepiej czy koszty obsługi
            kredytu będą wyższe od ceny wynajmu, bo mieszkanie przecież zostanie i można je
            sprzedać.
            Wiesz co może faktycznie nie bierz się za finanse
            • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 12:11
              Gość portalu: uch napisał(a):
              > gdzie ty wynalazłeś kredyt hipoteczny 7%?

              a wpisz sobie w komórkę B4 co tam tylko chcesz...
              • Gość: uch Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.07, 12:23
                załóżmy uproszczoną sytuację żebyś miał jasność: bierzesz 100% kredytu i
                spłacasz tylko odsetki. Jeżeli miesięczny koszt odsetek jest niższy od ceny
                wynajmu to kredyt hipoteczny jest opłacalny.
                • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 12:27
                  Gość portalu: uch napisał(a):
                  > Jeżeli miesięczny koszt odsetek jest niższy od ceny wynajmu to kredyt
                  hipoteczny jest opłacalny.

                  pozwól każdemu wyciągnąć wnioski samemu, ok? Już mieliśmy czasy kiedy urzędnicy
                  wiedzieli lepiej co jest dla nas dobre.
                  • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 12:29
                    ale jeżeli masz wątpliwości co do poprawności formuł, to jestem otwarty.
                    • Gość: uch Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.07, 12:36
                      ta rata 5000 ma dwie składowe - pierwsza to spłata właściwego zadłużenia, druga
                      odsetki. Pierwsza kumuluje się w nieruchomości i jest wciąż twoją własnością
                      tyle że nie w gotówce. Odsetki oddajesz bankowi i tylko je powinieneś porównywać
                      z ceną najmu. I tyle. Prościej tego nie wyłożę.pzdr
                      • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 13:07
                        ja to wiem. Wg mnie teraz te 800 000 ma też dwie składowe - cenę właściwą i
                        narzut jagnięco-cielęcy. Jak coś poważnego kupuję, to wolę wiedzieć ile tak
                        naprawdę będę płacił, co oznacza 0%, jakie jest mądrze brzmiące TCO itp.

                        A w tym przypadku mówimy o zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych, które można w
                        różny sposób zrealizować. Można mieszkać we własnym, można mieszkać w
                        wynajmowanym, można długie lata mieszkać w Sheratonie itp - co kto lubi. I można
                        mieć na starość stare mieszkanie, gotówkę, akcje, jacht by sobie resztę życia
                        spędzić pływając po morzach i oceanach - znowu - co kto lubi. Ludzie! W czym
                        problem?
                        • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 13:51
                          można sobie też kupić coś takiego: www.actionmobil.com/
                      • Gość: thelima Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.aster.pl 30.09.07, 13:51
                        Tak fajnie to nie jest. Fakt ta druga składowa to kapitał. Ale nie jest tak
                        prosto, że jeśli koszt koszt odsetek jest niższy od kosztu wynajmu to bardziej
                        opłaca się wynajmować. Sęk w tym, że tego kapitału w racie nie możesz nigdzie
                        inwestować, w odróżnieniu od kapitału jaki zaoszczędzasz na wynajmie. Przyjmując
                        bardzo pesymistyczną stopę zwrotu np. 5% (to circa stopa zwrotu na obligacjach)
                        - jesteśmy po 30 latach milionerami, przy obecnych cenach mieszkań. Oczywiście,
                        w przypadku mieszkania mamy kapitał w postaci mieszkania. Które też może zyskać
                        "jakoś" na wartości - ale chyba nikt nie odważy się powiedzieć "jak" i "czy".
                        Jedno jest pewne, że 30-sto letnie mieszkanie nie będzie superhitem na rynku.
                        Raczej ;).

                        lima
                        • Gość: uch Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.07, 14:30
                          I dlatego na zachodzie dostępne są kredyty gdzie spłaca się tylko odsetki. Ale
                          to co piszesz to ryzyko z płynnością i fluktuacje cen nieruchomości i trzeba
                          jakoś je rozsądnie ocenić. W okresie 30letnim powinien to być wzrost
                          przynajmniej o inflację plus jakiś bonus. Oczywiście można wtopić w nieruchomość
                          typu kanadyjczyk, który zbutwieje za 30 lat, ale może to być również zabytkowa
                          kamienica.
                          Faktyczna zyskowność powinna iść z różnicy pomiędzy czynszem a odsetkami. Ale
                          jakie to pieniądze to trzeba policzyć
                          Jasne że można lepiej zainwestować, ale pamiętaj że nie masz kapitału
                          początkowego, i co miesiąc 5000 będziesz w coś wkładał
                          • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 15:23
                            Gość portalu: uch napisał(a):
                            > ale może to być również zabytkowa kamienica.

                            masz jakąś konkretną inwestycję, z obecnych, na myśli? Olimpia? JWC? Wilanów Łan?
                            • Gość: uch Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.07, 15:32
                              raczej bym wybrał kawalerkę 30m na najwyższych piętrach w SkyTower za 800.000
                              niż 120metrowe mieszkanie w Pi.duchowie
                              miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4531493.html
                              • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 15:38
                                bym tam mieszkać czy na tym zarobić, hę?
                                • Gość: uch Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.07, 15:44
                                  to tylko niewinne spekulacje, mi wystarcza na razie to co mam, a zarabiam na
                                  czymś innym. pzdr
                        • Gość: Marcin Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.07, 15:24
                          Które też może zyskać
                          > "jakoś" na wartości - ale chyba nikt nie odważy się
                          powiedzieć "jak" i "czy".

                          Ja bym się nie odważył powiedzieć, że w ciągu 30 lat zyskam średnio
                          więcej niż 5% roczną stopę zwrotu :)

                          A 30 letnie mieszkanie może nie będzie superhitem na rynku...pytanie
                          czy te 2 mln gotówki za 30 lat będzie superhitem... Moim skromyn
                          zdaniem nie bedzie to prezentowało oszałamiajacej wartości :)
                          • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 15:31
                            Gość portalu: Marcin napisał(a):
                            > A 30 letnie mieszkanie może nie będzie superhitem na rynku..

                            zrealizuj marzenia już dziś. Mamy pełno superhitowych mieszkań w zabytkowych
                            wielkopłytowych kamienicach z lat 70' - światowy hicior. Lecz prawdziwy
                            potencjał to ma dopiero rama-h.
                          • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 15:34
                            Gość portalu: Marcin napisał(a):

                            >czy te 2 mln gotówki za 30 lat będzie superhitem

                            można np kupować złoto. Wątpię by ktoś po 30 latach regularnego oszczędzania w
                            złocie miał powody do narzekań.
                • Gość: gosc Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: 217.98.20.* 01.10.07, 07:28
                  Gość portalu: uch napisał(a):

                  > załóżmy uproszczoną sytuację żebyś miał jasność: bierzesz 100% kredytu i
                  > spłacasz tylko odsetki. Jeżeli miesięczny koszt odsetek jest niższy od ceny
                  > wynajmu to kredyt hipoteczny jest opłacalny.

                  od ceny wynajmu trzeba jeszcze odjąć wartość czynszu za mieszkanie jaką ponosi jego właściciel
            • Gość: zyski na papierze Re: Wydajemy ponad połowę pensji na kredyty i rac IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 12:24
              i druga sprawa:
              uch napisał(a):
              > bo mieszkanie przecież zostanie i można je sprzedać.
              cytuję:
              "Po zadanym okresie mamy w pierwszym przypadku kilkudziesięcioletni lokal, w
              drugim gotówkę."

              masz jeszcze jakieś pytania? Przyznaję się, że na stratę tego, że Anna Maria
              Jopek nie przybliży mi nieba, nie jestem przygotowany - i tu byś mógł mi klina
              wbić, hehehe....
    • fido1979 A może odpowiedź jest w innym pytaniu? 30.09.07, 13:21
      Napiszcie mi proszę jaką ratę miesięczną bylibyście w stanie płacić
      za nowe, -/+ 50 m2 ? Myślę, że odpowiedź na to pytanie zobrazuje nam
      nasze oczekiwania. Napiszcie też proszę ile skłonni bylibyście
      miesięcznie zapłacić za ratę najmu ww. mieszkania? Ja byłbym skłonny
      za pierwszy przypadek dać 1000, max 1200, za drugi nie więcej niż
      700-800, bo inaczej widziałbym w tym po prostu przepuszczanie
      pieniędzy.
      • Gość: thelima Re: A może odpowiedź jest w innym pytaniu? IP: *.aster.pl 30.09.07, 13:45
        No wiec rzeczywistość w Wawie wygląda obecnie tak:

        Na podstawie statystyki oferty.net
        oferty.net/statystyki/092007.php
        średnia cena ofertowa mieszkania
        dwupokojowego w Wawie to: 9819pln. Czyli mieszkanie 50m kosztuje: 491 000. Rata
        przy oprocentowaniu 5,9% to około 2800pln.

        Również na podstawie raportu o cenach wynajmu mieszkań w wawie z oferty.net
        oferty.net/artykul,2388,Raport--Warszawski-rynek-najmu-mieszkan---wrzesien-2007
        Średnia cena wynajmu mieszkania 2 pokojowego to: 2069pln.

        Obie sporo wyższe od tego co napisałeś.

        lima
        • Gość: Piotr Re: A może odpowiedź jest w innym pytaniu? IP: 212.76.37.* 02.10.07, 00:54
          Warszawa, 1 pok. 1 548? - ja place za wynajem kawalerki 700 PLN (Saska Kepa).
          Dwupokojowe mieszkanie na Ursynowie, niedaleko metra, 2 pokoje z kuchnia - 1200
          PLN. Mieszkanie 3 pokojowe w Centrum znajomi wynajmowali za ok. 1500 PLN (moze
          1700 nie pamietam.. ale nie 3000!).

          Wybacz, ale ceny prezentowane przez oferty.net sa poboznymi zyczeniami. No chyba
          ze ktos trafi frajera :)
          • Gość: Jose Rodriguez Re: A może odpowiedź jest w innym pytaniu? IP: 195.42.249.* 02.10.07, 09:40
            dokladnie, te wszystkie ,,raporty'' sa zbiorem cen ofertowych, to
            tak jakby gielda podawala indeks liczac go tylko po ofertah a nie
            cenach zawartych transakcji.

            Skad oni wzieli 1,5 tys za kawalerke? za 1-1,2 wynajmujacych
            kawalerki jest jak psow. 2 pok (60m2) w nowym budownictwie na
            Bemowie znajomi wynajmuja za 1,7; inni na Kabatach za 1,8 3 pok.


            • Gość: zz Re: A może odpowiedź jest w innym pytaniu? IP: *.aster.pl 24.02.08, 16:21
              jak wynajmowali z rok temu to tak było, teraz kolega szuka kawalerki AFAIK
              mokotów i płd w-wy to najmniej to chyba za 1.5tys 30m2 znalazł ale mu się nie
              podobało, a to drożej i też z jakiś powodów odrzucił parę mieszkań
    • poszi W USA granica dla kredytów "prime" to 36% 02.10.07, 15:30
      Żeby załapać się na kredyt "conforming" to oprócz dobrej historii kredytowej i
      kilku innych drobiazgowych wymagań, niespełnienie któregokolwiek powoduje utratę
      możliwości uzyskania takiego kredytu, trzeba przeznaczać maksymalnie 36%
      dochodów na spłatę wszystkich kredytów oraz na stałe opłaty związane z
      utrzymaniem mieszkania.
      www.mortgageunderwriters.com/debtto.html
      Tylko takie kredyty nie są w tej chwili w rozsypce.

      Jeśli tego się nie spełnia, można liczyć najwyżej na Alt-A.

      Śmieszą mnie ci "znawcy tematu", którzy piszą, że w Polsce nie ma kredytów
      "subprime". Chyba ze świecą trzeba szukać takich "conforming".
      • fido1979 Re: W USA granica dla kredytów "prime" to 36% 02.10.07, 18:38
        Tak, ale przy takim założeniu wygląda to tak: zarabiam z partnerką
        razem np. 4000 zł. Jeśli koszt tylko raty kredytu (bez innych, o
        których piszesz) oraz czynszu miałby wynosić 4000 x 0.36 = 1440. A
        zatem pytanie: jaki czynsz? Załóżmy że 300 zł, a więc 1100 rata. Nie
        mając środków własnych trzeba by było za 50 m2 zapłacić około
        210000, czyli 4200 metr. Jestem z Wrocławia, więc jest to bardziej
        prawdopodobne niż w Warszawie, ale i tak w taką obniżkę nie wierzę.
        Co więcej ww. zarobki też nie każda para ma we Wrocku. Wg tego, albo
        środek czyli spadek cen przy wzroście płac, ale wzrost płac może
        podwyższyć stopy i... Co do "sub", racja...
        • poszi Re: W USA granica dla kredytów "prime" to 36% 02.10.07, 20:09
          > mając środków własnych trzeba by było za 50 m2 zapłacić około
          > 210000, czyli 4200 metr. Jestem z Wrocławia, więc jest to bardziej
          > prawdopodobne niż w Warszawie, ale i tak w taką obniżkę nie wierzę.

          Takie ceny (a nawet niższe) były 2 lata temu. Moja teza przewodnia jest taka, że
          ceny w stosunku do zarobków wrócą do tamtego poziomu, a jaka część tego zostanie
          osiągnięta przez wzrost płac, a jaka przez spadek cen, to będzie zależało od
          stanu gospodarki. Nie jest normalnym, gdy ludzie muszą poświęcać ponad połowę
          dochodów na raty kredytu. Zarówno spadek cen, jak i wzrost płac poprawiają tę
          relację.

          W rzeczywistości w USA osoby, które po raz pierwszy kupowały mieszkanie w
          normalnych czasach musiały się natrudzić i zgromadzić jakiś wkład własny, żeby
          nie musieć brać tak dużego kredytu (wielu też po prostu odkładały kupno "domu
          marzeń" na później i zaczynały od czegoś skromnego). Osoby niezamożne mogły też
          liczyć na program FHA,
          en.wikipedia.org/wiki/Federal_Housing_Administration
          a weterani wojskowi na VA, gdzie warunki były nieco rozluźnione i cześć
          gwarancji spoczywała na tej federalnych agencjach. Kredyty "conforming" to w
          większości refinansowania i zakupy domów po raz kolejny. Bynajmniej nie uważam,
          że wszystkich powyżej 36% należy odprawiać z kwitkiem, ale to w normalnych
          czasach jest pewien bardziej ryzykowny margines. Kiedy to staje się normą, to
          zaczyna być problemem. Te głosy, które twierdzą, ze w Polsce kredyty są na dużo
          ostrzejszych warunkach niż w USA nie wiedzą jednak, co mówią. Co prawda banki w
          Polsce uniknęły najgorszych patologii, jakie tam można było znaleźć, ale
          przeciętny kredyt nie wygląda na ostrożniejszy niż tam.
          • fido1979 Re: W USA granica dla kredytów "prime" to 36% 02.10.07, 22:40
            poszi napisał:

            > Takie ceny (a nawet niższe) były 2 lata temu. Moja teza przewodnia
            jest taka, ż
            > e
            > ceny w stosunku do zarobków wrócą do tamtego poziomu, a jaka część
            tego zostani
            > e
            > osiągnięta przez wzrost płac, a jaka przez spadek cen, to będzie
            zależało od
            > stanu gospodarki. Nie jest normalnym, gdy ludzie muszą poświęcać
            ponad połowę
            > dochodów na raty kredytu. Zarówno spadek cen, jak i wzrost płac
            poprawiają tę
            > relację.

            Widzisz to jest tak, że rok temu mogłeś nawet wyhaczyć 50m2 za 3
            tys. metr we Wrocku. Tego nikt nie kwestionuje. A na początku 2005
            nawet nieco poniżej. Pytanie na ile to jest realne, by wrócić do
            tego poziomu? Moim zdaniem niemożliwe. Nawet gdybyśmy przyjeli
            kryterium ówczesnych cen + wzrost wynagrodzeń. Dlaczego? Otóż jest
            wzrost kosztów budowy. Nie chodzi mi tutaj o grunty, bo to dzieląć
            na ilość kondygnacji wychodzi najczęściej raptem 100 zł na metrze
            (często używane, choć argumentacyjnie tak naprawdę słabe), ale
            robocizna. Trzeba by było ustalić procentowo jakim składnikiem
            całego kosztu jest ten element. On wzrósł nawet o 100%. Zresztą co
            do kosztów też nigdy nie do końca wiadomo jaki on mniej więcej za
            mkw jest. Na pewno też wzrosły materiały. Te czynniki z pewnością tę
            relację zaburzyły i trzeba by było do tego wyliczenia uwzględnić
            poprawkę na powyższe. Choć z drugiej strony w stolicach jest średnio
            20-25% drożej. Jeśli byśmy przyjęli np. 6 tys. za metr (chyba gdzieś
            widziałem w Twoim poście taki zapis), to faktycznie 4500-4800
            powinno być we Wrocławiu. Potocznie mówi się - czytaj ploty (być
            może stworzone właśnie przez Wrocław, bo ja w tę teorię średnio
            wierzę), że Wrocław ma niby kiedyś tam "przegonić" Warszawę ( to
            słowo w czudzysłowie nigdy nie jest doprecyzowane co wyraża), więc
            b. prawdopodobne 4800. Ja już jestem za głupi na te dyskusje.
            Przyznaję się oficjalnie. Generalnie nie wydaje mi się aby we Wrocku
            mogło spaść 50m2, we w miarę "normalnej" lokalizacji, na rynku
            pierwotnym, poniżej 5 tys. mkw, nawet się o to na forum zakładałem,
            ale tak naprawdę już nie umiem tego uzasadnić, bo zawsze jest "coś",
            co to wszystko zaburza.
            Pytaniem mocno zagadkowym jest okres, w którym ww. spadki wystąpić
            mogą? Czy to już powoli od 2008 i np. w jego połowie będzie to już
            widać, czy dopiero 2010?
            • poszi Re: W USA granica dla kredytów "prime" to 36% 02.10.07, 23:34
              > Nawet gdybyśmy przyjeli
              > kryterium ówczesnych cen + wzrost wynagrodzeń. Dlaczego? Otóż jest
              > wzrost kosztów budowy.
              (...)
              >, ale
              > robocizna. Trzeba by było ustalić procentowo jakim składnikiem
              > całego kosztu jest ten element. On wzrósł nawet o 100%.

              Koszty budowy to ulubiony straszak lobby prowzrostowego, ale po pierwsze te
              koszty nie wzrosły tak bardzo, żeby uzasadnić takie wzrosty cen, bowiem GUS
              podaje, że ceny robót budowlanych wzrosły w ciągu roku o 7,7% (to i tak sporo
              więcej niż ogólny wskaźnik inflacji, więc koszty istotnie rosną, ale nie na
              poziomie dziesiątek procent)
              www.stat.gov.pl/gus/45_716_PLK_HTML.htm
              Płace robotników budowlanych wzrosły zaś w Warszawie, gdzie podobno kłopoty z
              pracownikami są największe, w ciągu roku o 10,2%:
              www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/warsz/ASSETS_komunikat_08_waw_2007.pdf
              Po drugie koszty budowy nie są "wykute w granicie" i mają jak najbardziej szanse
              spaść. Już zresztą był precedens po kryzysie roku 2001/02:
              www.stat.gov.pl/gus/45_2783_PLK_HTML.htm
              (ze względu na metodologie ten spadek kosztów ujawnił sie w danych za 2003,
              kiedy oddawano mieszkania budowano w czasie kryzysu)

              Jeśli ktoś nie wierzy danym GUS (co chwile sie pojawiają takie głosy), to można
              porównać koszty z Zachodem. Wg niemieckiego urzędu statystycznego koszt budowy
              budynków mieszkaniowych (bez działki) w 2006 w Niemczech wynosił 1244 EUR/m2 =
              4687 zł/m2.
              www.statistik-portal.de/Statistik-Portal/en/en_zs08_bund.asp
              Co jak co, ale płace na budowach w Polsce do niemieckich jeszcze się nie umywają.
              • fido1979 Re: W USA granica dla kredytów "prime" to 36% 03.10.07, 00:51
                poszi napisał:

                > Koszty budowy to ulubiony straszak lobby prowzrostowego, ale po
                pierwsze te
                > koszty nie wzrosły tak bardzo, żeby uzasadnić takie wzrosty cen,
                bowiem GUS
                > podaje, że ceny robót budowlanych wzrosły w ciągu roku o 7,7% (to
                i tak sporo
                > więcej niż ogólny wskaźnik inflacji, więc koszty istotnie rosną,
                ale nie na
                > poziomie dziesiątek procent)
                > www.stat.gov.pl/gus/45_716_PLK_HTML.htm
                > Płace robotników budowlanych wzrosły zaś w Warszawie, gdzie
                podobno kłopoty z
                > pracownikami są największe, w ciągu roku o 10,2%:
                > www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/warsz/ASSETS_komunikat_08_waw_2007.pdf

                Na tym owszem można polegać, ale znam przykład pewnego developera
                wrocławskiego, gdzie cieśla otrzymał o 100% więcej, a szeregowi
                pracownicy kilkadziesiąt. Natomiast jedyne, na co mogę się powołać,
                to ten link:
                www.gazetawyborcza.pl/1,81311,4155178.html
                Tu można zwrócić uwagę na Wrobis jako firmę budowlaną, choć zaczyna
                być już mowa o obcokrajowcach, poniżej link, gdzie wskaźnik też jest
                wyższy niż opisany przez Ciebie:
                www.nieruchomosci.com.pl/index.php?s=artykul_pokaz&id=121
                W jeszcze w innym źródle (nie pamiętam niestety) widziałem także
                większy wskaźnik. Ale to wszystko sprawa zawsze dyskusyjna.

                > Co jak co, ale płace na budowach w Polsce do niemieckich jeszcze
                się nie umywają.

                Tak, ale wysokość płacy, to nie koszt jakim jest pracownik dla
                pracodawcy, zwłaszcza w Polsce, choć przyznaje Ci rację, że ceny na
                dzisiejszym poziomie nie mają uzasadnienia.

                Jest jeszcze pewien czynnik. Trzeba zwrócić uwagę na to, iż nie
                każdy developer to firma budowlana. Często jest tak, że jest tzw.
                generalny wykonawca i podwykonawcy. Każdy z tych podmiotów z
                pewnością tłumaczy kosztami i trudnościami np. w utrzymaniu
                personelu itd. wyższą marżę, a i sam developer chce mieć wyższą, bo
                podczas hossy tak się wszyscy przyzwyczaili. Z pewnością zrobią
                wszystko, by nie przywrócić relacji poprzednich i na to też trzeba
                wziąć poprawkę przy prognozach.

                A kiedy przewidujesz jakieś pierwsze oznaki mogących wystąpić
                spadków i na jakim poziomie, tylko nie odpisuj proszę, że już są, bo
                owszem, ale jednak głównie w postaci gratisów, a nie oficjalnego
                obniżenia ceny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka